Codzienne życie w styczniu

Data

Podziel się:

 

Gdybym miała wybrać hasło przewodnie, z którym weszłam w nowy rok, byłoby to zdecydowanie słowo praca. Po raz pierwszy od bardzo dawna mam poczucie, że chcę się teraz poświęcić pracy. Świadomie, z całą dostępną mi energią i uważnością. Nie pamiętam, kiedy ostatnio – i czy w ogóle kiedykolwiek – miałam taką potrzebę. Cudowne jest to, że ten pracowy impet pozbawiony jest wewnętrznego spięcia, napięcia czy nagonki. Po prostu czuję, że mam teraz dużo do zaoferowania światu i ludziom wokół, jakkolwiek to brzmi. :) Mocno krystalizuje mi się też wizja tego, co chcę robić w najbliższym czasie, ale i tego, JAK chcę to robić. Jakby proces, porządkowania i układania, rozpoczęty w zeszłym roku, nabierał coraz bardziej realnych kształtów.

A poza tym? Poza tym moje życie w styczniu było całkowicie zwyczajne, bez wielkich fajerwerków i uniesień. Takie chyba lubię najbardziej. Z radością odkrywam, że już dawno pozbyłam się poczucia, że muszę robić jakieś wyjątkowe rzeczy, że moje życie musi być w jakiś sposób niezwykłe. I paradoksalnie, w tej zwyczajności odkrywam największą wyjątkowość.

 

Chewie i ja przed fryzjerem. :)

 

Na początek, kilka zdjęć dla wielbicieli Chewiego, podobno tacy są. ;) Trafił mi się pies z deficytem tulenia, co sprawia, że całkiem nieźle się uzupełniamy. Mały ma swoje ulubione pory. Zawsze z samego rana. Nigdy mnie specjalnie nie budzi, ale gdy tylko otworzę oko, jest już obok, gotowy do porannego miziania. To, co szczególnie w nim uwielbiam, to to, że ani trochę nie gubi sierści, a przed boardingiem na śpiulkolot zawsze wylizuje się dokładnie. Jak dobrze wychowany kot.

 

 

Dużą część pierwszej połowy stycznia spędziłam w dobrowolnym odosobnieniu. W odosobnieniach medytacyjnych regularnie biorę udział od kilku lat, z reguły w styczniu. W tym roku był to czas wyjątkowy. Po pierwsze w formule online, więc byłam we własnym domu, a po drugie był to koniec mojej ścieżki szkoleniowej. Po odosobnieniu stałam się w pełni certyfikowaną nauczycielką mindfulness i trenerką kursów MBSR, czyli kursów redukcji stresu opartych na mindfulness. Certyfikat Polskiego Instytutu Mindfulness w partnerstwie z The Institute for Mindfulness-Based Approaches (IMA) w Niemczech uprawnia mnie do prowadzenia oryginalnych kursów MBSR we wszystkich krajach UE i w USA. Swój certyfikat odebrałam po zakończeniu półtorarocznego studium nauczycielskiego, pomyślnym przeprowadzeniu dyplomowego kursu MBSR pod superwizją i przyjęciu przez Polski Instytut Mindfulness pracy dyplomowej (miała 180 stron, nie wiem, czy któraś z moich magisterek była takiej objętości). Jestem z siebie dumna.🖤 Włożyłam w to wiele wysiłku i wiem, że robię to dobrze.

 

 

Rysunek jest autorstwa mojej koleżanki ze studium nauczycielskiego, Ani Molendy, która narysowała mnie po cichu w trakcie jednego ze zjazdów. Uwielbiam go.🖤

 

Odosobnienie to rodzaj ustrukturyzowanej ciszy. To czas, gdy nie mówię, nie piszę, nie spotykam się z nikim, nie pracuję, nie oglądam niczego, nie czytam. Praktyka medytacji mindfulness, pod kierunkiem nauczyciela, zajmuje mi cały czas, od 6.30 do 22. i tak przez sześć kolejnych dni. To czas luksusu, czas tylko dla mnie, czas bycia blisko siebie. Na co dzień nie potrzebuję szczególnego miejsca do praktyki, ale odosobnienie to wyjątkowy czas i było dla mnie ważne, by mieć estetycznie ładną i wygodną strefę, gdzie mogę praktykować na siedząco lub leżąco. Leżąc, miałam nad głową liście palmy, co dawało iście wakacyjny klimat. :)

 

 

Człowiek jest tym, co robi ze swoją ciszą.🖤

 

Tej zimy postanowiłam trochę zadbać o swoje mieszkanie. Wiosną i latem dużo czasu spędzałam na dworze, no i w Przystani, rzecz jasna. Gdy przyszła jesień, uświadomiłam sobie, że jest trochę rzeczy, które mi przeszkadzają. Po pierwsze jest to mieszkanie urządzane pierwotnie na wynajem, a nie pode mnie. Sporo rzeczy zrobiłabym inaczej, w pewnym wieku ma się już swoje upodobania. ;) Nie wiem jednak, czy jest to moje docelowe mieszkanie, dlatego nie chcę robić jakichś bardzo poważnych remontów. Ale i bez poważnych remontów mogę wymienić kilka detali, które są brzydkie i wyjątkowo działają mi na nerwy, takich jak np. klamki. Dlaczego nie zrobiłam tego wcześniej, nie wiem. :) Na wymianę czekają jeszcze gniazdka elektryczne i dwa kinkiety. Etażerkę, którą widzicie na zdjęciach powyżej, znalazłam na OLX i kosztowała 50 złotych. Miałam ją malować, ale na razie podoba mi się w takiej nieidealnej wersji wabi sabi.

W szał malowania wpadłam i tak! Niesamowite, jak przy tym odpoczywam. Uratowałam ze śmietnika pod blokiem drewniany fotel. Drewno w bardzo dobrym stanie, tylko brudny niemożebnie, więc potraktowałam go naprawdę silnymi środkami czyszczącymi i odkażającymi. Jestem za to pełna podziwu dla pomysłowości w wykonaniu siedziska, które było zrobione na drutach! Fotel nie jest skończony – niedługo dodam pasy tapicerskie i nową poduchę, ale jeszcze nie wiem, w jakim kolorze. Z rozpędu pomalowałam też wszystkie drzwi w mieszkaniu. Z białego na biały, ale są pięknie odświeżone, no i malowałam swoją ulubioną farbą kazeinową, więc mają matową powierzchnię, którą uwielbiam.

 

 

Szykuje mi się też odświeżenie kilku ścian, ale jeszcze nie wybrałam kolorów.

 

 

Mój remontowy zapał przeniósł się do biura. Jeszcze w listopadzie odświeżyłam salę, która jest teraz też moją salą medytacyjną, w której prowadzę stacjonarne kursy MBSR. W styczniu nareszcie zabrałam się do zrobienia zdjęć. Bardzo podoba mi się efekt. Jest prosto, kojąco i delikatnie. Regał, który widzicie, stał wcześniej w moim mieszkaniu. Olejek Medytacja od Klaudyny Hebdy to ostatnio mój ulubiony zapach. Poduszki do medytacji to Plantule, naturalnie.

 

 

W styczniu jeszcze mocniej ograniczyłam czas spędzony z telefonem w ręku. Przygotowując ten tekst, uświadomiłam sobie, że robię bardzo mało zdjęć – większość z nich widzisz w tym tekście, a i tak połowę zrobiłam specjalnie na jego potrzeby. :) Dobrze mi z tym.

Finalizuję też teraz większość spraw i zobowiązań, które trzymały mnie przed ostatecznym wycofaniem się zupełnie z mediów społecznościowych. Jeszcze kilka ostatnich działań i konkretnie 20 lutego wylogowuję się z Insta i FB na serio. O swoich powodach pisałam już w tym tekście i choć mam pewne obawy, to bardzo chcę spróbować. Ale tak wycofać się na serio, a nie wrócić po 15 minutach. ;)

Jedną ze spraw, które chciałam załatwić przed, był nowy wygląd bloga. Zauważyłaś może? :) Chciałam, żeby blog stał się pewnego rodzaju wizytówką tego, co robię. Żeby zbierał w jednym miejscu różne moje inicjatywy, które powstały przez lata:

  • stricte teksty na blogu;
  • kurs Szafa Minimalistki i związane z nim treści;
  • wszystko, co powiązane z MBSR, medytacją i mindfulness;
  • darmowe treści udostępniane przeze mnie;
  • czytelny zapis na newsletter, który jest dla mnie bardzo ważnym sposobem kontaktu z Tobą;
  • no i aktualne zdjęcie. :)

Mam ogromną nadzieję, że mi się udało. Daj znać, co myślisz o nowym wyglądzie bloga, a jeśli jest coś, co mogę poprawić, żeby był łatwiejszy w nawigacji i czytaniu – daj mi koniecznie znać. Dziękuję pięknie z góry.🖤

 

 

Nowy wygląd bloga to oczywiście zasługa sprawnej ekipy HashMagnet (kiedyś Opiekun Bloga).

 

***

Nie samą pracą człowiek żyje, choć prawie. ;) Po rodzinnej imprezie u mojego brata (państwa-miasta 4ever!) każdy wrócił z brokatowym tatuażem. Jak się czterolatka uprze, to nie ma zmiłuj. :) To dziwne coś na zdjęciu to prezent od mojej mamy – pumeks z glinki marokańskiej. Świetny! I złapana na spacerze śnieguliczka. Jej kolor był tak intensywny i tak wyróżniający się wśród śniegowego błotka, że aż wyciągnęłam telefon.

 

 

 

No i sporo spacerowaliśmy, najczęściej bez telefonu. Chewie potrzebuje dużo swobodnego ruchu, którego nie ma w mieście, dlatego wypady do lasu staram się robić w miarę często, co i mnie doskonale służy. Cieszę się też ogromnie, że wróciłam do regularnych ćwiczeń po baaaaaaardzo długiej przerwie. Zdecydowanie NIE jestem sportowym typem, ale wiem, że ruch dobrze mi robi, i czuję, że potrzebuję nieco intensywniejszego wysiłku niż medytacja w ruchu, która jest częścią mojej rutyny. Na razie udaje mi się zachować regularność, więc proszę o trzymanie kciuków. Chciałabym znaleźć dla siebie sport, który mnie wciągnie na maksa i sprawi, że nabieranie kondycji będzie przy okazji, ale jeszcze mi się nie udało takiego odkryć. Na razie trzyma mnie przy treningach myśl, że chciałabym jak najdłużej zachować dobrą sprawność ruchową i może kiedyś wdrapać się na Kili. ;)

 

Po spacerze najlepsze domowe spaghetti carbonara

 

A przed snem czytanie, chociaż często wieczorne pisanie zastępuje mi czytanie. Na mojej szafce nocnej leżą teraz dwie książki.

 

 

Na zdjęciu widzicie pierwsze ludzkie przedstawienie boga, tekst na dole to prolog do książki „Wiek paradoksów”.

 

Obie czytam powolutku, na raty, bo potrzebuję ułożyć sobie i przyswoić to, co czytam. I obie są świetne! Chylę czoła przed kwerendą, którą zrobiła do swojej książki Natalia Hatalska, i cieszę się, że powstały tekst, mimo wypakowania faktami, badaniami i danymi, nadal ma w sobie humanistycznego, i nawet nieco filozoficznego, ducha. Obawiam się tylko, że mam w sobie trochę mniej optymizmu niż autorka, gdy czytam o tym, w którą stronę idzie ludzkość w parze z technologią. Mam wrażenie, że podobnie jak cisza coraz częściej jest luksusem we współczesnym świecie, tak za chwilę bycie offline będzie czymś, co dostępne jest garstce najbardziej zdeterminowanych. Mam ambicje być w tym gronie. Uwielbiam możliwości, które daje technologia (hello, prowadzę blog!), ale i czuję dużo narastających zagrożeń, w świetle których kontrola (np. czasu spędzanego online) staje się kolejną iluzją.

 

 

Chewie i ja po fryzjerze. :)

 

Jak Tobie minął styczeń?

Więcej
artykułów

5 8 votes
Article Rating
Powiadomienia
Powiadom o
guest
50 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Iwona

Styczeń mija mi na remoncie, więc zrozumiesz pragmatyzm pytania: poproszę o numery farb z probnikow na jednym ze zdjęć. Intensywnie szukam idealnego szaro beżu 😀

Joanna

Dla mnie idealny szarobeż to jaśminowa aleja ze śnieżki.

Katarzyna Kędzierska

No pewnie, że rozumiem :), ale ten na zdjęciu nie jest idealny. :( Za dużo różu w nim jest.

Aleksandra

Ja mam NCS S1502-Y50R i bardzo dobrze się prezentuje w sypialni!

Dominika

Zawsze beżowy- Dulux easy care;) mają takie próbniki z wałeczkiem i można sobie sprawdzić ;)

Renata

Witaj Kasiu 😊 cieszę się, że dla Ciebie styczeń był korzystnym i spokojnym miesiącem. Uwielbiam czytać, co u Ciebie słychać w codziennym życiu. Ja również staram się doceniać każdą chwilę, nawet tą z pozoru szarą, zwyczajną. Bo przecież szczęście rzadko jest czymś spektakularnym, a przeważnie stanowi właśnie okruszki naszej codzienności, teraźniejszości. Ja w styczniu starałam się jak najwięcej czasu spędzać z dziećmi, wspólnie chodzić na spacery, grać na ukulele, bawić się, zacieśniać więzi, rozwijać w nich pasję do życia po prostu. Podobnie jak Ty, wieczorami czytam. To mnie uspokaja, wycisza. Remont również jest obecnie bliskim mi tematem. Staram się by nasz dom dawał poczucie bezpieczeństwa, odprężenia, chcę by był przytulny, dostosowany do naszych potrzeb, ciepły, ale nie przebodźcowany. Mam nadzieję, że mi się uda. Pozdrawiam Cię serdecznie. Ps. Do twarzy Ci w nowej fryzurze 😊

Katarzyna Kędzierska

Dziękuję pięknie za tak miłe słowa! I „okruszki codzienności”. :)

Dorota

To po kolei…

Niedawno pozbyłam się poczucia przymusu robienia cały czas czegoś… I właśnie medytacje z Tobą mi w tym pomogły… To były pierwsze „stop – zatrzymaj się” w moim życiu – dziękuję.
 
Pełne odosobnienie też zaczyna mi chodzić po głowie, ale jeszcze długa droga przede mną. Bardzo mnie zaciekawiła fraza: „Człowiek jest tym, co robi ze swoja ciszą”.
 
Twoja sala medytacyjna mnie urzekła. Od jakiegoś czasu dostosowuję swoje mieszkanie do moich potrzeb „mentalnych” (?). I mój salon zaczyna „oddychać” właśnie takim spokojem jak Twoja sala.
 
Podczas, gdy część znajomych „dorosła” do wejścia na FB, ja też myślę o jego opuszczeniu. Ale na razie jest on moim najlepszym źródłem informacji o wydarzeniach kulturalnych itp..

Wygląd Twoja bloga to duża wartość dodana do treści, które publikujesz :-)

Marta

Mój styczeń minął mi bardzo spokojnie. Większość czasu spędziłam u rodziców w górach. Odkąd zaczęła się pandemia i zaczęła możliwość pracy zdalnej staram się uciekać z Warszawy do górskiej wioski. Czas tutaj płynie znacznie wolnej. Czas, który spędziłabym w komunikacji miejskiej spędzam teraz na medytacji i spacerze z psem. Styczeń pozwolił mi na sprecyzowanie planów na najbliższy rok. Już teraz widzę, że plany książkowe na pewno zrealizuję. Mam Hatalską na półce do przeczytania. Obecnie skończyłam Światy wzniesiemy nowe i czytam teraz Nomadland. Styczeń to też miesiąc kiedy w końcu wzięłam się za wyprzedaż swoich książek. Dawno się na to zdecydowałam, ale zawsze były jakieś wymówki by wprowadzić plan w życie.

Marta

Dziękuję. Ćwiartka już się sprzedała. Trudno było się z nimi rozstać. Miałam wizję swojego domu a w nim pokoiku z półkami pełnych książek. Potem się zastanowiłam, co z nimi będzie po mojej śmierci i czy w ogóle będę chciała je wszystkie czytać na starość. Postanowiłam zostawić te najbardziej uniwersalne, gdzie temat się nie zestarzeje.
Dziękuję za wpis. Bardzo mi się podoba nowa wersja bloga

Tomek

Kasiu, zaglądam tutaj od ładnych kilku lat i pierwszy raz postanowiłem zaznaczyć swoją obecność :)
Twój dzisiejszy wpis jak i poprzednie wprowadzają we mnie miłe poczucie spokoju. Lubię zajrzeć do Ciebie nawet w środku stresującego dnia w pracy. Twoje myśli, spostrzeżenia skłaniaja i mnie do spojrzenia na swoje życie. Zatrzymania się i upewnienia, czy jest tak jak powinno być, czy mogę coś zmienić, zrobić inaczej…
Dziękuje Ci za to i pozdrawiam :)

Beata

Dziękuję Kasiu za grupę medytacyjną – aktualna edycja styczen- marzec to moje drugie 8 tygodni z wprowadzeniem do MBSR. Być może przyjdzie dla mnie czas na kurs MBSR. Narazie jest medytacja w poniedziałki w grupie, a także samodzielne próby uważnego życia i studiowanie klasycznej ksiazki Jona Kabata Zinna ’ Zycie piekna katastrofa’.
Tak właśnie upływa mi początek roku. Ogromny, ogromny pandemiczny stres w pracy, a ja czuję siłę i połaczenie z moimi emocjami.
Nie zaglądam na FB a moja średnia aktywność na IG to 19 minut dziennie.
Czytam dużo.
Moja ukochana aktywność fizyczna to biegi i pilates. Dla mnie nie ma nic lepszego dla utrzymania formy.
Nowa odsłona bloga jest ładna i czytelna. Motyw koła … jak Twój tatuaż:-)
PS. Jeszcze raz dziekuje Nauczycielko:-)

Joanna

Od początku grudnia czuję się, jakbym żyła obok. Ciągle muszę wracać do życia po wielokrotnych infekcjach córki. Czuję się, jakbym miała dwa życia – jedno w zdrowiu, drugie w chorobie. Doceniłam jeszcze bardziej swoją pracę, lecę do niej na skrzydłach. Mój styczeń to covid po raz drugi. Nie bałam się już o siebie, przeszłam raz lekko, drugi raz niamal bezobjawowo. Za to stres o 5-latkę był gigantyczny i gigantyczna jest wdzięczność, że było spokojnie.
Blog wygląda pięknie, menu bardziej czytelne, co ułatwia nawigację.
Kasiu, szanuję Cie bardzo za Twoją kulturę pracy i dziękuję za wartości, które wnosisz do mojego życia.

Rubia

Dla mnie styczeń był Miesiącem Kwiatów Doniczkowych :) Ogródek śpi, więc zajęłam się roślinami w domu. Poprzycinałam, uformowałam, przesadziłam, jeśli było trzeba, wymieniłam osłonki na doniczki… Dokupiłam też trzy sztuki, jedną o barwnych liściach i dwie kwitnące. Nie mam jakiejś imponującej kolekcji tego, co można hodować w doniczkach, ale zimą moje rośliny bardzo poprawiają mi nastrój. Zwłaszcza że pod koniec stycznia już widać pierwsze nowe przyrosty. :)

Monika J. @naturalnie.mniej

Piękne podsumowanie 🤍 Styczeń minął mi pod znakiem dużych planów, rozmyślań i zmian w życiu (oby tylko na lepsze). Niby nic się nie działo szczególnego, a jednak to będzie ważny miesiąc dla mnie, bo zaprowadził mnie na nowe życiowe ścieżki.

Monika

Chewie przystojniak:)
Styczeń, podobnie jak kilka ostatnich lat upłynął mi podobnie…
Na myśleniu o sobie dobrze, akceptowaniu swoich zalet i wad, a przede wszystkim na życiu ,,tu i teraz”. Umiem cieszyć się drobiazgami, zauważam kolory ,,życia”. Akceptuję je takie, jakie ono jest. Umiem kochać siebie, nareszcie jest mi dobrze ze sobą i jestem za wiele rzeczy wdzięczna. Ale to nie stało się z dnia na dzień. Przepracowałam sporo i nadal jest jeszcze pewnie cos do zrobienia:). Ale lubię siebie i wiem, że to się opłaca;).
Od kiedy zaczęłam interesować się minimalizmem, naturalnie zadbałam o siebie. Najpierw pojawiła się medytacja, później joga, a potem lawinowo zaczęły się dziać dobre zmiany.

infashion

Nie wiem jak Ciebie ale mnie bardzo zaskakują ceny produktów z miesiąca na miesiąc. Dość przeraża mnie to ile wydaje się pieniędzy na jedzenie dla dla dwóch osób. Bardzo mnie to przeraża.

Katarzyna Kędzierska

Faktycznie, trudno na to nie zwrócić uwagi…

Natala

Mój styczne mijał dobrze, natomiast w weekend rozstałam się z partnerem, póki co jest mi ciężko,liczę jednak, że to jeszcze nie koniec, że przyda nam się ta przerwa i wrócimy do siebie. Kocham go ogromnie. Chewie cudowny, mnie się chyba nawet bardziej podoba sprzed fryzjera! Zazdroszczę, że uwielbia się tak przytulać, ja też uwielbiam, więc byśmy się zaprzyjaźnili ;) wszystkiego dobrego! I tak jak ktoś wcześniej wspomniał, ja też lubię tu zajrzeć nawet w trakcie ciężkiego dnia w pracy, znajduje tu spokój i stonowanie.

Katarzyna Kędzierska

Przytulam mocno.

Anna

Katarzyno dzięki Tobie zawsze znajdę chwilę spokoju i zastanowienia nad swoim zyciem. Też lubię zwyczajne życie i małe drobnostki, które dają radość. Utwierdzasz mnie w tym, że moje życie i wybory są tylko moje i to mi ma być z nimi po drodze lub nie. Cieszę się, że jesteś i dziękuję.

Katarzyna Kędzierska

Dziękuję i wzajemnie. :)

Kinga

Nie chciałabym wywierać na Tobie presji, ale po mału stajesz się dla mnie przewodnikiem w wielu dziedzinach życia. Twoje podejście do świata powinno być wysoce zaraźliwe, a wtedy jestem przekonana żyłoby nam się lepiej. Czytam bloga od dawna i widzę jak pięknie się zmienia,dojrzewa. Zawsze zaglądam tu z nadzieją, że znajdę coś inspirującego i nigdy się nie zawodzę…Dziękuję❤️

Katarzyna Kędzierska

Hej Kingo, presji nie biorę ;), a za miłe słowa ogromnie dziękuję! :)))

Barbara

Twój blog wizualnie jest ideałem czystości formy i wyrazistości treści.
Kwestii Fejsa i Insta nie oceniam, bo żyję bez. Dokładnie – w trybie biernym, tzn. oglądam, co chcę albo muszę ( bo jest tylko na fejsie, nie ma www- irytujące).
Twój blog, a zwłaszcza ten tekst pomaga mi , ale odwrotnie – definiuję czego: a/nie lubię wizualnie (np. szarość w domu, matowa biel) b/ co nie ma dla mnie zupełnie znaczenia ( np. kształt klamki, gałki w szafce). To taki rodzaj mojego minimalizmu mentalnego.
Dlaczego strzyżesz psa – i to tak krótko – w styczniu?
Mam pytanie: zniknął Twój dom i taki ciekawy post o wyposażeniu, który otworzył mi oczy i chętnie bym wróciła do istotnych kwestii; pamiętam pewne stwierdzenie i mój szok: 'wystarczy mi jeden obrus’.

Katarzyna Kędzierska

I super, niech każdy bierze, co mu akurat się przyda. :)
Gdy pies się filcuje, nie ma znaczenia czas strzyżenia. :)
Nie wiem, o jaki dom i który post pytasz. :)

Barbara

Wątek 'dom w lesie’ znalazłam, ale posta nie. Tam były takie fajne inspiracje (cytuję z pamięci) wystarczy mi 1 duży obrus gościnny, po co cała szafa, 1 czajnik elektryczny, po co mi zwykły, bo jak nie będzie prądu to w garnuszku wodę zagotuje… itd. A ja bym chętnie poczytała o minimalizmie kuchennym….

Justyna

Styczeń minął mi na układaniu sobie w głowie różnych rzeczy i powrocie do aktywności fizycznej. A sama końcówka na chorobie 😅

Justyna

Dziekuje Pani za blog i newsletters. Pierwszy raz tutaj pisze.
Styczen spedzilam na australijskiej wyspie Kangura, wiekszosc czasu spedzajac na plazy (piekna plaza w Vivonne Bay).
Nie wiem dlaczego, ale mam przeczucie ze ten rok jest i bedzie wspanialy. Moj osobisty rozwoj kontynuuje poprzez spotkania z coachem i terapie.
Mysle tez o kursie uwaznosci, ale w mojej australijskiej strefie czasowej. Juz kogos znalazlam i czekam na nabor.
Serdeczne pozdrowienia z Australii.

wendigo

Blog bardzo łady, chociaż wolałbym żeby te pozycje rozwijały się dopiero po kliknięciu, a nie po najechaniu, bo jak się przypadkiem najedzie i jedzie dalej, to zasłaniają, więc trzeba pamiętać żeby nie najeżdżać i jakoś naokoło objeżdżać kursorem ;) ale w sumie to drobiazg.
Zazdroszczę zapału do remontów (nawet jeśli małych), ja od lat planuję pomalować drzwi do sypialni, bo niestety kiedy się tu wprowadziłem, pomalowałem po prostu na starą farbę i zrobiło się trochę za grubo :( a więc muszę dwie warstwy farby zeszlifować, a nie wiem nawet jakie narzędzie będzie do tego najlepsze… no i tak wisi to na mojej liście „do zrobienia” od lat…

wendigo

Dziękuję, zainteresuję się nim :)

Halina

Styczeń upłynął na spacerach,tkaniu dywaników,malowaniu,czytaniu.Bardzo leniwie,aż za..Z utęsknieniem wypatruję wiosny.Przebiśniegi już widać.Blog jest piękny.Nie tylko graficznie.Bardzo lubię go czytać/od początku powstania/,jest jasno,przejrzyście i przytulnie.Jest dużo wartościowych treści.Mnie podoba się bardzo.Pozdrawiam serdecznie.

Magda

Od niedawna czytam Twój blog i to jest to, czego szukałam… Treści pode mnie, bardzo cenne uwagi. Gratuluję decyzji o wylogowaniu się z mediów społecznościowych.Ja jestem jeszcze przed tą decyzją, ale powoli do niej dorastam…

Patrunia

A można gorzkie żale uskuteczniać? ;)
Po przeprowadzce od półtora miesiąca, żyję w stanie nierozpakowania (dotyczy absolutnie każdego pomieszczenia) ponieważ już na pierwszy rzut oka widać, że to wszytko co mam nijak się nie zmieści… Skutkuje to poszukiwaniem absolutnie wszystkiego i gubieniem również. Czytałam Twoją książkę już chyba 3 razy… i najwyraźniej wciąż robię coś źle :(,
pozdrawiam

Barbara

Patruniu, zmierzyć się ze swoim stanem posiadania oznacza także zmierzyć się ze swoja historią. Szkoda, że nie wykorzystałaś przeprowadzki do selekcji, ale już po czasie. Niektóre rzeczy trzymamy z sentymentu, na pamiątkę, bo zawsze stały tu i tam, bo od ukochanej cioci, a to – zbędne albo nawet – śmieci. Pomyśl, co 'z tym’ zrobiliby inni, np. twoi spadkobiercy…Tutaj cenna jest pomoc innej osoby, życzliwej ale obiektywnej. To teraz runda 2. Absolutnie nie upychaj , żeby się zmieściło i żeby wreszcie nie było kartonów i żeby był porządek itd. bo nigdy nie wybrniesz. Najpierw- organizacja nowego domu, co – gdzie, wg klas specjalnych. Potrzebny zapasik szuflad oraz pudełek bez zadęcia czyli z odzysku + marker /naklejki – do opisania klas: np. apteczka, krawiectwo, piśmiennicze itd. A potem Runda3. każdy otwierany kartonik po kolei do selekcji. Zasady selekcji były w którymś dawnym poście Kasi, chyba było tak : wyrzucić- sprzedać/oddać- pomyśleć – zatrzymać. Kategorii 'przydasię’ – nie używamy. Obecnie szczególną kategorią przydasiów jest elektronika – ładowarki, piloty, komórki, kabelki, nóżki do tv… I co z tego , że sprawne? pa-pa z nimi. Instrukcje różne- fruuu- wydzieramy i zostają 2-3 potrzebne strony ( a po co mi instrukcja i zasady gwarancji dla agd np. po hiszpańsku?).
Powodzenia – pamiętaj, że jest jeszcze średni poziom minimalizmu – napisz, jak poszło i co radzisz innym.

Karolina

I właśnie ta zwyczajność jest najpiękniejsza :)) U mnie ten rok zaczął się na szczęście dobrze, byle tak dalej :)

Katarzyna

Styczeń był dla mnie ciężki. Brak słońca, smród w powietrzu, wszyscy na wsi palą śmierdzącym węglem z Rosji. Ból głowy, pandemia, praca, praca, praca. Czekam na wakacje.

danka

Piękna przemiana i detrminacja w dążeniu do swojego (a nie społecznie narzuconego) stylu życia. Taki ciepły spokój bije z tego wpisu. Bardzo inspirujące i kojące.
U mnie styczeń to zawodowo był chomik w kołowrotku (podobnie jak poprzednie miesiące). Chyba wreszcie dojrzałam, by posłuchać siebie (która stłumiona w środku aż krzyczy dość) i wbrew wszystkiemu „zewnętrznemu” mówię kategoryczne basta… Boję się trochę, co będzie dalej,,,,
A propos wpływu technologii (i nie tylko) na nasz życie, polecam genialną książkę „Stolen Focus” Johann’a Hari’ego.

Ania

czy FB do kursu Szafy minimalistki zostaje w sieci? będzie można zaglądać po 20.02?

modelsmile

Jaki cudny pieseczek <3 styczeń to nie jest mój ulubiony miesiąć

Diana

💖