Ile kosztują marzenia?

simplicite-wenecja-kawa

Dziś miał być inny wpis. Napisany przeze mnie wczoraj, gotowy już do publikacji. Jednak, gdy zobaczyłam dzisiejszy komentarz jednej z Czytelniczek Beaty, do tekstu Lista spełnionych marzeń, to po prostu musiałam odpowiedzieć. Zaczęłam pisać… i nie mogłam przestać więc przerzucam odpowiedź do tego wpisu. Beata, mam ogromną nadzieję, że ten tekst przeczytasz. Byłaś dla mnie inspiracją.

 

Zanim zaczniecie czytać dalej KLIKNIJCIE proszę i przeczytajcie komentarz Beaty. Jest na samym dole.

 

Dawno nie było na tym blogu komentarza, z którym w równej mierze bym się zgadzała jak i nie zgadzała jednocześnie :). Postaram się więc ustosunkować troszkę po kolei. Przede wszystkim Beata napisała, że …samym czytaniem i pisaniem [listy marzeń] niczego się nie osiągnie, jeśli się nie zacznie pracować nad tym… Prawda to oczywiście. W dużej mierze dlatego też tamten tekst nosił tytuł Lista spełnionych marzeń, właśnie żeby pokazać, że marzenia są po to, aby je spełniać. Ale, ale… marzenia same z siebie rzadko się spełniają, z reguły potrzeba do tego mnóstwa pracy, dość często kilku wyrzeczeń, a czasami potu i łez również.

 

 Beata zauważa, że często te listy marzeń są uzależnione od pieniędzy i to niemałychSkok ze spadochronem to pewnie ponad tysiąc, Włochy i kawa to też kilka tysięcy… lot paralotnią…. wejście na wulkan itd itd. Moje cele staram się układać tak, aby nie były uzależnione od dużych pieniędzy. Beata, masz absolutnie rację. Marzenia, a właściwie ich realizacja jest uzależniona od pieniędzy. Czasem małych (choć z pewnością to zawsze kwestia względna), a czasem naprawdę dużych.

 

Jednak, czy naprawdę uważasz, że z marzeń powinniśmy rezygnować, gdy okazują się być drogie w realizacji? Przy czym za rezygnację uważam również nie wpisanie marzenia na listę, niezależnie czy mamy ją na papierze, w komputerze czy nosimy w sercu. Czy robiąc naszą listę zawsze musimy przepuszczać marzenie przez filtr „rzeczywistości”? Za drogie, zbyt trudne w realizacji, wymaga wysiłku itp. itd. W taki sposób nasze życie zawsze będzie kopią zapasową. Nigdy nie doprowadzicie do tego słodkiego momentu, w którym osiągacie i realizujecie swoje marzenie, ponieważ nigdy nie dacie szansy mu zaistnieć. W Waszej świadomości, na Waszej liście. Bo za drogo…. nie uda się… Skreślacie Siebie i swoje marzenia już na samym starcie. Przed pierwszym krokiem.

 

Marzenia kosztują. Każde i bez wyjątku. Wycieczka rowerowa z rodziną, o której pisze Beata. Cudowny pomysł, cudowne marzenie. Jeśli masz rower. Jak nie masz to trzeba kupić, a kupienie roweru dla każdego członka rodziny to niemały wydatek. Nauczenie się rosyjskiego to również pewien koszt. Pieniądze trzeba wydać na kurs językowy, książki do nauki lub chociaż internet, który również kosztuje. Beato, zgadzam się z Tobą absolutnie, że są takie marzenia, które kosztują mniej, są też te, które kosztują więcej. I nie zawsze te, które kosztują więcej są bardziej wartościowe. Bo marzenia to bardzo indywidualna kwestia. I żadne marzenie nie jest bardziej wartościowe niż inne. Żadne.

 

Realizacja marzeń to nie zawsze jest nawet kwestia pieniędzy. Moim marzeniem jest przeprowadzka do ciepłego kraju. Nie na stałe, ale na dłuższy czas. Realizacja tego marzenia pociąga za sobą kilka poświęceń. Jeśli wyjadę, stracę bezpośredni kontakt z moją rodziną i przyjaciółmi. Jest to dla mnie duży koszt, choć zupełnie nie związany z pieniędzmi. Jeśli ktoś marzy o sporcie wyczynowym, to musi się liczyć z możliwością ciężkich kontuzji, zmartwieniem po stronie rodziny itp. Czasami jedyną drogą do odnalezienia siebie, swoich marzeń, ich realizacji, bywa zerwanie toksycznego związku, a to piekielnie trudne. Marzenia bywają wymagające, ale czy to jest wystarczający powód, żeby z nich zrezygnować?

 

Za marzenia trzeba płacić. Dobrze, jeśli tylko pieniędzmi.

Warszawa, 13-go w piątek. 09:11 :)

 

PS Skok ze spadochronem to koszt ok. 500 zł, można znaleźć jeszcze taniej. Lot do Mediolanu tanimi liniami bywa, że kosztuje 200 zł. Da się wylecieć rano i wrócić wieczorem ;). Duże koszty są czasem tylko w naszej głowie…

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Marzenia to marzenia, nigdy nie kategoryzowałam ich ze względu na koszt.
    Ale jak teraz zaczynam się zastanawiać to każde coś nas kosztuje. Marzeniem może być spotkanie z dawno nie widzianą rodziną, ale w przypadku gdy mieszka ona drugim końcu Polski/świata, dojazd również będzie kosztował. Można spełnić je szybciej, minimalizując koszt albo później, odkładając pieniądze. Nie zawsze można też wziąć urlop/zostawić pracę no bo przecież zarabiamy.

    Ale nie można rezygnować z marzeń tylko dlatego, że coś pozornie dużo kosztuje tylko robić wszystko by na realizację tego marzenia móc sobie pozwolić. Jeśli zacznę liczyć, które ile kosztuje i rezygnować z tych najdroższych to nigdy nie będę w pełni szczęśliwa. Na mojej liście jest np. zakup większego mieszkania. Nie jest możliwy do zrealizowania dziś, ale przecież zakładam, że z każdym miesiącem/rokiem będzie mi się wiodło jeszcze lepiej więc w końcu cel zrealizuję. Tak jak wszystkie inne, które są liście, od najtańszych do najdroższych :)

    p.s. bilety lotnicze do Budapesztu kosztowały mnie 132 zł za dwie osoby, w dwie strony. Mogłabym też polecieć LOT-em za około 1000 zł, zawsze jest wybór :) A, a Mediolan w zeszłym roku dokładnie 128 zł, również dwie osoby, w dwie strony :)

  • Magda M

    Masz rację. „Za marzenia trzeba płacić. Dobrze, jeśli tylko pieniędzmi.”
    Moim marzeniem było zamieszkanie w czeskiej Pradze. Udało się, ale płacę za to każdego dnia ograniczonym kontaktem z rodziną i przyjaciółmi w Krakowie. Coś za coś, marzenia często wiążą się z wyrzeczeniami. Nie zamieniłabym jednak tego zrealizowanego na nic na świecie, tutaj jestem naprawdę szczęśliwa ;-)
    P.S. Za lot do Mediolanu kilka lat temu zapłaciłam 100zł w obie strony, a zyskałam Miłość życia poznaną przypadkiem, ja, biedna studentka w tamtym czasie. Ograniczenia często siedzą tylko w naszej głowie ;)

    • Praga, super! Zazdroszczę, wstyd się przyznać, ale jeszcze nigdy nie byłam w Pradze :-)

  • A ja lubię to, że za zrealizowanie marzenia trzeba zapłacić i trzeba na nie zapracować. Tego co przychodzi bez wysiłku się po prostu tak bardzo nie docenia.

  • Magdalena

    Trafiłaś w 10. Zdarza sie, że ja już w momencie ‚wymyślania’ marzenia skreślam je, a z każdym skreśleniem czuję zalegający w środku mnie kamień. Często marzenia kosztują „tylko” nasz czas i zaangażowanie, a to towary deficytowe.
    P.S. 2 lata temu byliśmy w Bolonii – lot z Warszawy kosztował 19 zł w jedną stronę…a boska włoska kawa 1,5 euro. Pozdrawiam i powodzenia nam wszystkim w walce z wewnętrznymi przeszkadzaczami.

  • Kurczę! Tez zgadzam się z Beatą, ale z drugiej strony, gdybym miała wszystkie moje marzenia przepuszczać przez, jak go trafnie nazwałaś, filtr rzeczywistości, moja lista marzeń byłaby prawdopodobnie pusta.

    Pocieszam się tym, że wydawanie pieniędzy na marzenie to jedna z lepszych wersji ich spożytkowania : )

    Pozdrawiam!

    • Lepsze jest tylko pomaganie w realizacji marzeń najbliższych :).

  • Do Twojego tekstu doskonale pasuje jeden z moich ulubionych cytatów: „Marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia”. Choć w tej chwili faktycznie ze względów finansowych nie mogę sobie pozwolić na realizację większości z nich, to mam głębokie przekonanie, że kiedyś – na pewno. Bo niby dlaczego nie? Skoro ktoś inny może i zakładamy, ze nie wygrał w totka a doszedł do tego dzięki własnej pracy i rozumowi, to kurczę ja też mogę. Dziś pomalutku przekuwam marzenia na konkretne plany do realizacji i po prostu uśmiech nie schodzi mi z twarzy, bo coraz wyraźniej widzę, że coś z tego będzie. Musi być :)

  • Warto marzyć, bez względu na to czy uda nam się te marzenia spełnić, czy nie. Już samo marzenie daje człowiekowi radość i nadzieję. Dziś pewne cele mogą być nieosiągalne, a jutro sytuacja może się zmienić. Takie spełnione marzenie daje ogromne pokłady pozytywnej energii.

  • lucas

    Szkoda pozbawiać siebie możliwości spełnienia marzenia na samym starcie. Ja wierze (chce wierzyć), że jeśli mamy coś zapisane (niech to będzie swego rodzaju zobowiązanie) to nasza głowa, czyny, myślenie będzie dążyć do tego, żeby to zrealizować. Mózg to wspaniałe narzędzie, trzeba mu tylko pozwolić się wykazać:-) Róbcie listy i realizujcie je!

  • lucas

    ahh, lot…250pln, kawa w centrum Mediolanu…10Euro, wrażenia…niezastąpione;p

  • Marzenia nie powinny być zestawiane z kosztami, marzenia to coś zupełnie niezależnego, wewnętrzne pragnienia, chęć posiadania. Jeżeli marzenia zaczniemy zestawiać z tym ile kosztują, przestaną być marzeniami a zaczną być zwykłym celem, bez polotu.

    • To jest ciekawa kwestia. Z jednej strony niewątpliwie marzenia to nie cele, a z drugiej, w momencie, gdy zaczynamy je realizować to kolejne kroki przeradzają się w cele czy tego chcemy czy nie. Trochę nie do końca wiem jak to ugryźć..

  • Gabrysia

    Mój dziadek zawsze powtarza, że na każde marzenie trzeba długo pracować. I zgadzam się z nim. Bo finanse, moim zdaniem, nie są przeszkodą, tylko brak chęci i często samozaparcia. Jako studentka realizuję na razie male marzenia, ale nawet te większe da się spełnić z odrobiną cierpliwości- gdyż nawet znalezienie taniego biletu wymaga często spędzenia kilku godzin w internecie, a nie każdemu się chce, i marzenie- pff, przepada. Mi samej udało się pewnego roku spędzić 2 przepiękne tygodnie w Grecji po miesiącu pracy wakacyjnej w kawiarni, nie odmawiając sobie niczego na miejscu, a koszty takiego wyjazdu nie przekroczyły 800 zł (łącznie z euro wydanymi na miejscu!). Wymagało to jednak spędzenia prawie tygodnia na przeczesywaniu biur podróży, 30 godzin w autokarze, ale dotarliśmy i było fantastycznie :). A jeśli ktoś uczył się (nie mówię tu jedynie o studiach, bo nie każdy musi je kończyć, co dobre, ale po prostu- o zawodzie), przykładał, poświęcił czas, żeby coś poznać, jest dobry w tym co robi i kładzie kafelki najlepiej w Rzeszowie, jest najlepszym dekarzem Warszawy czy potrafi naprawić każdy samochód- co wiąże się z większymi zarobkami, to i marzenia można spełniać większe (większe pod względem wymaganych kosztów). Dlatego też, kto nie ruszy czterech liter, ten z żadnym marzeniem poza próg pokoju nie wyjdzie.

  • Beata

    Hej! Bardzo mi miło, że mój komentarz stał się dla Ciebie inspiracją do tego wpisu. Zgadzam się z Tobą, że nie należy rezygnowac z marzeń, tylko dlatego, że wydają się byc zbyt drogie. Nie miałam na myśli tego, że takich marzeń lepiej nie realizowac. Przesłaniem mojego komentarza było raczej to, aby swoje marzenia układac racjonalnie:) Mam czasami wrażenie (gdy czytam te wszystkie blogi), że tworzenie listy celów dla większości tych dziewczyn jest po prostu kopiuj wklej list typu „100 rzeczy, które musisz zrobic w życiu”. Co prawda, nic mi do tego, jakie, kto sobie stawia cele, moja uwaga jest taka tylko żeby o tych marzeniach pomyślec, pomarzyc:) Mogę sobie wstawic do moich celów „wejście na Kilimandżaro”, dlatego, że przed chwilą widziałam to w liście celów jakieś blogerki. A mogę się zastanowic, dlaczego chcę wejśc na Kilimandżaro, co mi to da, czy to jest moja pasja? Czy chcę zacząc uprawiac wspinaczkę?
    Moja lista marzeń/celów też zawiera rzeczy, które kosztują, czasami niemało np. chcę przejechac Amtrakiem z San Francisco do Chicago, ponieważ kiedyś mi się to nie udało i przejrzałam dokładnie całą trasę i jestem zafascynowana, tym co mogę zobaczyc po drodze.

    Nie zgadzam się tylko z tym co napisałaś na temat nauki języka obcego. Internet ma chyba już każdy. Ja nie kupowałam, żadnych książek, korzystałam z internetu i z książek w bibliotece. Ciężkim wkuwaniem słówek, słuchaniem podcastów i cwiczeniem gramatyki mówię teraz płynnie po angielsku.

    • Hej Beata, fajnie, że się odezwałaś :). Widzisz, a ja nadal uważam, że marzeń własnie nie należy układać racjonalnie. Marzenia to marzenia, choć szczerze mówiąc, nie przyszło mi do głowy nawet, że marzenia można od kogoś ściągać ;). Internet ma każdy, zgadza się, ale czy w związku z tym jest za darmo? U mnie w domu pakiet tv+internet kosztuje 60 zł. Fakt, używam go do miliona innych rzeczy, ale nadal za niego płacę ;))

  • Nie wazne ile trzeba placic za marzenia. Jesli naprawde nam na nich zalezy warte sa wydanych pieniedzy. Nie zawsze sa to wielkie kwoty. Niekiedy wystarczy usiasc i zastanowic sie jak to rozwiazac, zeby bylo dobrze, a rozwiazania pojawiaja sie same.
    Pamietam, ze jak bylam jeszcze na studiach bardzo chcielismy wyskoczy z chlopakiem na kawe do Rzymu (studentom jak wiadomo trudno zorganizowac kase na cokolwiek, ale sie udalo). Dwa tygodnie pozniej siedzielismy pod Collosseum i pod Fontanna Di Trevi. Udalo nam sie znalezc bilety za 33 zl, hostel za ok 8 euro (znaleziony przypadkiem na miejscu. pojechalismy tam bez noclegu-bylo dla nas obojetne gdzie bedziemy spac, najwazniejsza byla idea wypicia kawy w Rzymie, a reszta pieknych chwil przyszla sama).
    Wszystko jest mozliwe jesli bardzo sie chce. Wystarczy skoncentrowac sie na sposobach i szukac rozwiazac, a nie powodow do odkladanie naszych marzen…

    Pozdrawiam serdecznie,

    Malko

  • Dla mnie marzenia to motywacja do dzialania, to busola, ktora zmusza mnie do codziennego wysilku, bez nich moje zycie bylo by puste, a moze od razu bylabym gotowa polozyc sie do trumny, bo jak zyc, skoro nie ma nic co pobudza do dzialania? Pozdrawiam
    Tez Beata

  • Pingback: Wakacyjny rozkład jazdy na simplicite.pl - Simplicite()

  • Karola

    Witam Was!Dziekuję Ci za pięknego bloga ,którym jestem od paru dni zafascynowana;)i zgadzam się z Tobą w 100% ! Marzenia nie mogą mieć żadnych filtrów,żadnych granic….w tym momencie zaczynam swoją listę marzeń,tych do zrealizowania i tych juz zrealizowanych.dzięki

    • Karola, dzięki wielkie! Ale by było fajnie, gdyby Czytelnicy się podzielili swoimi listami marzeń :).

  • rogaczki

    Spełnianiać marzenia można można małymi kroczkami, albo z przytupem :) Wszystko zależy od tego, na co nas stać i czy jesteśmy gotowi dobrze gospodarować nie tylko swoimi finansami, ale i czasem. Nie jestem optymistką ale wiem, że wszystko jest do zrobienia – trzeba tylko się do tego przyłożyć :)
    Pozdrawiam, A

  • Pingback: 5 najważniejszych pytań na koniec roku - Simplicite()

  • ewwwa

    znalazłam Twojego bloga kilka dni temu i się zaczytuję :) mam 30 lat i jestem pielęgniarką. Więc zarobki-chyba każdy wie :( a mimo to „szaleję” z marzeniami czyli podróże. Wyjeżdzam każdego roku min.2 razy. na 30-stkę właśnie zrealizowałam swoje kolejne marzenie-urodziny w Izraelu. Jutro zrobię listę marzeń. Co do postu o 30-stkach czy wypada? Otóż ja uważam że życie zaczyna się po trzeciej dekadzie :) nie mieszczę się w ramamach kananu myślowego społeczeństwa i dobrze mi z tym.
    Tylko umysł nas ogranicza.
    Wolę być niż mieć! Mam cudowne wspomnienia i mówię głośno że jestem szczęśliwa!
    Cieszę się że do Ciebie trafiłam, czekam na dalsze posty :)

  • Nettee

    Dajesz do myślenia tym wpisem. Właśnie zdałam sobie sprawę, że od kilku lat rzeczywiście sama siebie ograniczałam w marzeniach… całkiem nieświadomie. Kiedyś marzenia były wielkie, potem rzeczywiście zaczęły się liczyć pieniądze/czas/inne ograniczenia… i to ograniczenia, które po przelaniu na kartkę papieru nie wydają się już tak wielkie…
    P.S. Trafiłam do Ciebie pare dni temu. I chyba zostanę na dłużej ;)

  • marta

    czytam Twojego bloga od niedawna, mieszkam na wsi ok 100km od Warszawy….prowadzę gospodarstwo rolne…i moje życie bez marzeń nie miałoby sensu, szczególnie marzeń, których nie przelicza się na pieniądze. Nie posiadam listy papierowej, ale pewnie taką także zrobię, moją dzisiejszą listę noszę w sercu i staram się ją wypełniać. Uwierz mi, że na Polskiej „zaściankowej” wsi trudno jest mówić o minimalizmie, marzeniach, ale nie dam się Marzycielki górą!

  • Marta

    Najlepszy tekst!Uwielbiam go!I wracam
    Do niego za kazdym razem kiedy mam
    Na to ochote-magia internetu.Pozdrawiam

  • anneblush

    Jakoś mi się tak dziś wróciło do tego wpisu…
    Chcę tylko dodać, że jakiś czas temu odkryłam co mnie hamowało przed marzeniem.
    Nadmiar rzeczy i nadmiar decyzji z nimi związany, ten wysiłek umysłowy związany z organizowaniem przestrzeni dla nich, a nie czasu dla mnie. Dziwne, bo jako pedant i osoba bardzo analityczna i racjonalna (nie nazywałam siebie do tej pory minimalistką, ale chyba to też zawsze było mi bliskie) sama dałam się zapędzić w kozi róg z naręczem wieszaków w garderobie i planem na weekendowy wypad do Ikei po wielkie pudło na moje torebki ;-)
    Dobrze jest marzyć, ja teraz np. marzę o urlopie. Na pewno część kosztów pokryje kwota odzyskana ze sprzedaży nadmiarów:)

  • Izabela K.

    Nie wolno dyskredytować swoich marzeń, obojętnie na powód. Bo kiedy się czegoś bardzo, bardzo chce, to ani pieniądze, ani nic innego nie będzie przeszkodą. Najgorszą rzeczą w życiu jest nie mieć marzeń. Ja swoje straciłam kilka lat temu, właśnie dlatego, że wszystkie odrzucałam – nie uda się, nie stać mnie, bez sensu. I jest mi teraz strasznie przykro, bo nie umiem znaleźć w sobie ani marzeń, ani celu w życiu. I to dopiero jest bez sensu. Więc marzcie jak najwięcej i nie odbierajcie sobie tej przyjemności. Bez tego jest tylko pustka i otchłań.

  • Justyna

    Mialam wiele marzen, ale najdrozsze (pod wzgledem finansowym i emocjonalnym) – kosztowalo mnie ponad 30 000zl.
    To nasza ukochana, wyczekana, upragniona coreczka. Procedura in vitro, koszt przelotow ponad 1300km w 1strone, noclegi w hotelu na czas leczenia, porod w prywatnej klinice – tak z grubsza wyglada zestawienie kosztow. Nie mamy trendy wozka za pare tysiecy ani elektronicznych gadzetow do pokoju malej, mamy za to recznie szyty przez mojego meza bujaczek, ktory kosztowal cala niedziele, mnostwo nerwow i material za 40zl :)

    • Zuzia Piotrowski

      urocze malenstwo!!

  • Myślę, że marzenia zaczynają się zawsze w sercu. Widzimy je oczami wyobraźni. Gdy zapragniemy, żeby się ziściły. Bywa, że nagle pojawiają się projekty za które dostaniemy dodatkowe wynagrodzenie :-) Zaś te możemy przeznaczyć na realizacje marzeń. Czasami do realizacji marzenia potrzebne są po prostu chęci i czas :-)

    Wszystkim życzę by podążali za marzeniami. WARTO :-)

  • Ten wpis podesłała mi jedna z uczestniczek mojego noworocznego treningu „Zaprojektuj najlepszy rok swojego życia”, który był o marzeniach, ale nie tylko. Zresztą, marzenia, a właściwie ich realizacja, to jeden z moich ulubionych tematów, więc mogłabym duuużo pisać i mówić na ten temat… Ale posłużę się raczej przykładem… Mój tato jest baśniopisarzem, a ja kilka late temu obiecałam mu, że jak zarobię pierwszy milion to wydam jego baśnie, bo wierzę, że są najpiękniejsze na świecie. Nie zarobiłam miliona. W ogóle jak na razie nie zarabiam zbyt dużo. Ale baśnie mojego taty będą przepięknie wydane tej wiosny… Zwyczajnie skorzystałam z okazji i wzięłam udział w konkursie na realizację marzeń kogoś bliskiego… nagrałam film i bach! Wygrałam! Koszt? Moje godziny spędzone przed aparatem, żeby nagrać 2-minutowy film, godziny spędzone, żeby ten film skrócić, bo nie umiałam nagrać 2-minutowego, godziny wysyłania wiadomości z prośbą o głosy, bo to one się liczyły w pierwszym etapie, a ja przysłałam film bardzo późno, stres, że tyle osób mnie słyszy i widzi, stres, że mi się nie uda i w drugim etapie nas nie wybiorą… Mogłam od razu zrezygnować i stwierdzić, że to niemożliwe, ale ja od samego początku wierzyłam z całego serca. I się udało. Podobnie było z kursem coachingowym (koszt tego, który robiłam to 15 000zł), nie wydałam ani grosza, a zrobiłam w jednej z najlepszych szkół coachingowych. Lot balonem? Proszę bardzo. Narzeczony zrobił mi niespodziankę i oświadczył mi się w balonie, kiedy lecieliśmy w koronach drzew… Teraz rozwijam własną firmę i kosztuję mnie to o wiele więcej, niż pieniądze, właściwie rozwijam ją bez pieniędzy, ale czas, energia, pot i łzy to o wiele wyższa cena. Przełamywanie lęków przed pierwszym wykładem dla 200 osób? Żadne pieniądze tego nie zrobią za nas. Katarzyna, to jest bardzo bardzo bardzo mądry tekst !! Cudownie, że go napisałaś!

  • Zuzia Piotrowski

    Marzenia…piekny temat i choc juz powinnam pojsc spac bo jutro dluga droga za kierownica do Polski,to jednak zostane tu jeszcze na chwilke.Marzenia sa przede wszystkim po to by marzyc. Reszta to plany.Marzac,np o dalekiej podrozy,myslimy o niej bardzo czesto ,a nasza podswiadomosc wybiorczo selekcjonuje droge do jej realizacji.Podejmujemy decyzje,ktore malymi krokami przyblizaja nas do celu. Dzieki marzeniom zycie jest kolorowe,a dzieki ich spelnianiu doswiadczamy tych wszystkich kolorow.Rowniez czarnego.To tez kolor. Czarny to cena jaka placimy za marzenia. Bynajmniej,nie pieniedzmi. Od szkoly sredniej marzylam by zyc w Niemczech. Moi dwaj bracia wyjechali przed prawie 30 laty gdy ja bylam w maturalnej klasie.Uslyszalam wtedy zrob mature,wrocimy po ciebie. Nigdy nie wrocili i musialo minac 15 lat by dziwnym zbiegiem okolicznosci,na mojej drodze zycia pojawil sie czlowiek ktory mnie tam poprostu zabral,tylko na rok do pracy. Dlugo prowadzil mnie za raczke po zawilych czelusciach emigracyjnego zycia,raz po raz probujac zdjac mi moje rozowe okulary.Bez skutku.Zostalam i zyje w pieknym kolorowym,dostatnim ,czystym i bezpiecznym swiecie,o jakim zawsze marzylam. Bol rozstania z rodzina ,przyjaciolmi z jezykiem ojczystym slyszanym codzien na ulicy czuje do dzis.Wyrzuty sumienia wobec starzejacych sie samotnie 1000km odemnie rodzicow pieka jak zmeczone pielgrzymka stopy,Totalnie zle znosze niemieckich idiotow,ktorych tutejszy system ksztalcenia mnozy jak kroliczki.Niedouczenie w polaczeniu z arogancja i przekonaniem o wlasnej niemieckiej wyzszosci juz mnie nawet nie zlosci.
    A najgorsza jest depresja,gdy spelniaja sie juz wszystkie twoje marzenia….
    Tak masz racje ,byloby fajnie gdyby za marzenia mozna bylo zaplacic tylko pieniedzmi.A mimo to…nie wolno przestac marzyc!!!Nie przestawajcie!