Jak ubierać się do pracy latem?

jak ubierać się do pracy latem

Jakie ubrania wybierać latem do biura? Z jakich tkanin? Czy musimy nosić rajstopy i zakryte buty? To tylko niektóre z zagadnień, które postanowiłam omówić. Zero truizmów, samo doświadczenie z wielu lat pracy m.in. w korporacji. Dodatkowo, wyjątkowy poradnik zakupowy – gotowa biurowa capsule wardrobe na lato. To jak ubierać się do pracy latem?

 

Dress code w Polsce to pojęcie niezwykle względne. Niby wiemy, jakie są poszczególne rodzaje i kategorie ubioru, ale w codziennej pracy w biurze te podziały szybko się zacierają. Ponieważ prośby o porady „jak ubierać się do pracy latem” bardzo często przewijały się w propozycjach tematów, dziś postanowiłam zmierzyć się z tematem.

 

Od razu uprzedzam lojalnie, nie znajdziecie poniżej formalnego omówienia dress code. Takich materiałów i opracowań jest w książkach i internecie mnóstwo. W dzisiejszym tekście postanowiłam skupić się na praktyce. Prezentowane zestawienia ubrań i porady będą odnosiły się do moich praktycznych obserwacji i przeznaczone będa dla osoby, która na co dzień pracuje w biurze i wykonuje dość formalny zawód. Nie będzie to zawsze bardzo sztywny i formalny dress code, ale też nie do końca pewnie będzie odpowiadał komuś, kto wykonuje artystyczny czy też kreatywny zawód. Postanowiłam przyjąć za punkt wyjścia pewien środek, ponieważ będzie on najbardziej uniwersalny. Nazwijmy go business casual.

 

Mój codzienny dress code

 

Przez prawie 10 lat mojego zawodowego życia pracowałam zarówno w korporacji, jak i w dużej, renomowanej kancelarii prawnej. Wykonując zawód prawnika musiałam mierzyć się z niezwykle formalnym podejściem do dress code. Dużo bardziej restrykcyjnym w kancelarii, nieco złagodzonym w wersji korporacyjnej. To pokazuje, że każda firma ma swoją politykę i subiektywne podejście do stroju obowiązującego w danym środowisku. Odchylenia mogą pojawić się w obie strony – w jednej firmie spódnice przed kolana będą faux paux, w drugiej „przejdą” nawet eleganckie szorty. Zwłaszcza młodym pracownikom zawsze doradzam sumienną obserwację. Nie wszystkie wytyczne będą  przedstawione w formie pisemnej czy też jakkolwiek zwerbalizowanej (z reguły jedynie korporacje tworzą osobne polityki odnośnie dress code), ale odrobina spostrzegawczości na co dzień szybko pozwoli wychwycić, co w danej firmie jest dozwolone, a czego raczej w ubiorze unikać, aby nie narazić się na krytyczne uwagi lub ostracyzm. 

 

W chwili obecnej, prowadząc własne firmy, mogę sobie pozwolić na dużo luźniejsze podejście do stroju. Swój styl na co dzień nazwałabym raczej stylem sportowo-casualowym, a na okazje formalne raczej wybieram wersję business casual.

 

Jak ubierać się do pracy latem? Najczęstsze problemy

 

Nie będę tutaj się rozwodzić na temat oczywistości, pozwolę sobie tylko przypomnieć kilka kwestii, a te najbardziej problematyczne omówić szerzej. Wiadomo, że do biura nie nosimy: klapek plażowych, koszulek na ramiączkach, mini spódniczek, głębokich dekoltów, odkrytych brzuchów, przezroczystości, krótkich spodenek itp. 

 


Pierwsza ważna kwestia. Co do zasady, dla naszego codziennego komfortu dużo ważniejsze jest to, z czego są zrobione nasze ubrania, niż to, jak one wyglądają. Sukienka może być i najpiękniejsza i najlepiej skrojona, ale jesli jest poliestrowa to zapewne zapocimy się w biurze bez klimatyzacji, a nawet jeśli jest klimatyzowane to odcierpimy swoje w drodze do i po pracy. Po szczegółową wiedzę odsyłam do ebooka o materiałach włókienniczych i do tekstu o najlepszych tkaninach na lato. Krótko podsumowując:

  • wełna – TAK, w tym tropik, ale świetnie sprawdzi się też ta całoroczna, nowocześnie i cienko tkana (jest oddychająca i przewiewna)
  • bawełna – TAK
  • len – TAK
  • jedwab – TAK (ale raczej tylko do klimatyzowanego biura i cienki)
  • wiskoza – TAK
  • modal, lyocell, cupro – TAK
  • poliester, poliamid solo – NIE

Odpowiadając na Wasze pytania: świetną alternatywą dla jedwabiu jest wiskoza (choć się gniecie), modal i lyocell, a z lniane ubrania nie będą się tak strasznie gniotły, jeśli wybierzemy wersję z domieszką syntetyku.


 

Czy można nie nosić rajstop lub pończoch przy 30 stopniowych upałach?

Odwieczny babski problem – rajstopy latem. Jeszcze na studiach odbywałam staż w jednej z największych amerykańskich kancelarii prawnych, gdzie byłam świadkiem dość nieprzyjemnej i upokarzającej sytuacji, gdy jeden z partnerów, mecenas z ogromnym doświadczeniem, renomą, znany z tego, że się doskonale ubiera, doprowadził publicznie do płaczu jedną z prawniczek, wyrzucając ją z biura za… brak rajstop. Przyznaję, że to zdarzenie mocno utkwiło mi w pamięci.

 

Jeśli miałabym opisywać dress code w klasycznym ujęciu business dress, napisałabym, że rajstopy są absolutnie niezbędne. Możemy wybrać najcieńsze z możliwych, np. 10 den i jeśli tylko dobierzemy je odcieniem do koloru skóry, zawsze będą wyglądały dużo lepiej, niż ich brak. Obecnie coraz więcej firm dopuszcza brak rajstop (też nie byłabym w tym względzie bardzo restrykcyjna), jeśli tylko spódnice są odpowiedniej długości, minimum do kolana, a na nogach nie mamy tatuaży, pajączków, siniaków i innych nieestetycznych mankamentów, które się zdarzają przecież. Alternatywą są również tzw. rajstopy w sprayu – jeśli nabierzemy wprawy w ich nakładaniu, efekt jest naprawdę świetny.

 

Aha, pończochy tak, ale niech nie będzie ich widać :). I nie mam tu na myśli ultra krótkich spódniczek, ale np. głębokie rozporki czy też cienkie spódnice, spod których pończochy mogą się odznaczać. Kabaretki zdecydowanie nie.


 

Jaka długość spódnicy jest właściwa?

Przyjęło się uważać, że spódnica wkładana do biura powinna być minimum do kolana. Z mojego doświadczenia wynika, że i krótsza zda egzamin, byle nie była miniówką sięgającą ledwo pupy, a reszta stroju pozostała dość stonowana. Osobiście, nigdy nie włożyłabym na spotkanie z Klientem kancelarii spódnicy krótszej niż tuż przed kolano. Z szacunku dla niego, dla siebie i dla zawodu, których wykonuję. Idąc na spotkanie np. jako blogerka pozwoliłabym sobie na większą dowolność, ale nie włożyłabym mini i koniec. To moje zasady.


 

Czy gołe ramiona są ok?

Osobiście, nigdy nie wybieram gołych ramion do pracy. Poza koszulkami na ramiączkach dedykowanymi na wakacje i wolniejsze dni, nigdy nie miałam bluzki czy sukienki z odkrytymi ramionami. Przyznaję, że miałam kilka koleżanek z biura, które potrafiły nosić odkryte ramiona do biura, w trakcie pracy w zaciszu gabinetu czy własnego biurka (marynarka lub sweter były zawsze w pogotowiu), ale jeśli miałabym wybierać, wolę zakryte ramiona. Krótki rękaw bluzki, czy 3/4 jest w porządku, ale odsłonięte zupełnie ramiona to ryzyko, a w połączeniu ze sporym dekoltem prawie zawsze gwarantuje katastrofę.


 

Czy można nosić buty z odkrytymi palcami?

Odkryte palce to podobny dylemat jak rajstopy. Są firmy, gdzie zakryte buty to obowiązek, a są i takie, gdzie sandały będą mile widziane. Osobiście, nie wkładałam nigdy butów z odkrytymi palcami do biura, bo i za takimi zbytnio nie przepadam, jednak nie było to nic złego i nie tylko w tzw. casual Friday. Czółenka z odkrytymi palcami ok, ale już paseczkowe sandałki niekoniecznie. Gladiatorki zdecydowanie nie, ale bardziej zabudowane sandały tak. Raczej polegałabym w tym względzie na obserwacji zachowań stadnych i własnym wyczuciu smaku :).


 

Co ubierać, gdy w biurze nie ma klimatyzacji? Alternatywnie, gdy w biurze jest klimatyzacja, a na dworze upał?

 

Wiem, jak bardzo jest to dokuczliwe. Różnica temperatur (klimatyzowane biuro versus poranek w autobusie) bywa dosłownie zabójcza. Z czasów pracy w korporacji zostało mi jako pamiątka przewlekłe zapalenie zatok. Ubraniowo, jest kilka trików, w jaki sposób sobie z tym radzić.

 

Po pierwsze, podobnie jak zimą, ubierajmy się na cebulkę. Lekka koszulka i spodnie, a na wierzch marynarka lub sweter, który zdejmujemy wychodząc z biura. Zamiana szpilek na sandały. Podobnie, możemy przecież zdjąć rajstopy przed wyjściem, co z reguły robi ogromną różnicę. Drugi sposób to zapasowe ubrania trzymane w biurze, w moim przypadku była to wełniana marynarka i buty. W szafie trzymałam awaryjną, czarną marynarkę, która mi do wszystkiego pasowała i mogłam ją na siebie zarzucić, wychodząc z gabinetu na spotkanie. Tak samo trzymałam w szafce czarne szpilki, na które mogłam zamienić płaskie buty, które ubierałam częściej. Proste triki, a żyć łatwiej ;).


 

Jak wyglądać profesjonalnie, kiedy ktoś nie znosi marynarek?

To pytanie (zadane przez jedną z Czytelniczek na Facebooku) nieco mnie zaskoczyło. Marynarka to tak oczywisty i prosty wybór, podnoszący „profesjonalizm” wizerunku, że zapomniałam zupełnie, że ktoś zwyczajnie może nie lubić żakietów. Jest kilka alternatyw, ale szczerze mówiąc, jeśli mamy konieczność wyglądania w pracy stricte formalnie to nie widzę ucieczki od marynarki. Co innego wybrać? Możemy włożyć samą koszulę (wtedy doradziłabym tylko długi rękaw), sukienkę z rękawem 3/4, elegancką, wełnianą pelerynę (to jest super zamiennik) lub ostatnio modną elegancką, dłuższą kamizelkę (coś jak przedłużona marynarka, ale bez rękawów), w końcu oczywiście sweter lub dzianinową bluzkę, np. wiązaną pod szyją.


 

Co zrobić z tatuażami?

Gdy pracowałam w korporacji, przygotowano nam określoną politykę ubraniową w formie pisemnej, a w niej znalazł się punkt, który obśmialiśmy, czyli zakaz noszenia ubrań eksponujących tatuaże. Ostatnio byłam na spotkaniu z Klientką, w naprawdę dużej firmie i miała ona tatuaż na dekolcie, w bliżej nieokreślonym kształcie, widoczny spod rozchylonej koszuli. Przyznaję, że nie mogłam się skupić tak bardzo ten tatuaż przyciągał wzrok ;). Z perspektywy czasu rozumiem więc zapis o nieeksponowaniu tatuaży, to nieprofesjonalne.


 

Casual Friday

W większości korporacji, ale nie tylko, niepisaną zasadą stał się tzw. casual Friday. W dużym skrócie oznacza to, że w dany dzień, najczęściej piątek, można ubrać się do pracy dużo swobodniej, niż zwykle. Jednak, casual Friday nie oznacza przyzwolenia na plażowy strój latem. To raczej:

  • jeansy (bez dziur) lub chinosy zamiast eleganckich spodni,
  • mniej eleganckie bluzki lub nawet koszulki zamiast koszul,
  • baleriny lub jednolite tenisówki zamiast szpilek i czółenek.

 

Biurowa capsule wardrobe na lato

 

Razem z moim blogowym Partnerem, marką More by less, postanowiłam przygotować przykładową biurową capsule wardrobe na lato. Gotowa, kompletna garderoba do pracy, wg powyższych wytycznych. Postaram się w praktyce pokazać, jak ubierać się do pracy latem bez chodzenia na zbyt duże kompromisy ubraniowe.

 

Tradycyjnie wybrałam kilkanaście sztuk ubrań, butów i dodatków, z których skomponowałam 20 zestawów, w sam raz na 20 letnich dni roboczych :). Starałam się uwzględnić przynajmniej kilka różnych okazji, które mogą się pojawić w trakcie letnich miesięcy:

  • ważne spotkanie
  • firmowy, rodzinny piknik integracyjny
  • kolacja służbowa
  • casual Friday
  • ślub przyjaciół
  • branżowa konferencja
  • przyjęcie w ogrodzie
  • randka z ukochanym ;)

 


Specjalnie dla Czytelniczek Simplicite marka More by less przygotowała czasową promocję. Rabat wynosi 15%, wystarczy w trakcie składania zamówienia wpisać kod rabatowy SmartFashion. Promocja obowiązuje do do 5 czerwca do godziny 23:59.


 

 


Lista ubrań

  1. Granatowa marynarka More by less z cienkiej, całorocznej wełny merynosowej super 120’s na podszewce z wiskozy z guzikami z masy perłowej
  2. Granatowe cygaretki More by less z cienkiej, całorocznej wełny merynosowej super 120’s
  3. Pudrowe spodnie Pepe Jeans ze 100% lyocellu
  4. Kremowa marynarka More by less z cienkiej, całorocznej, angielskiej wełny super 110’s, na podszewce z wiskozy
  5. Kremowa ołówkowa spódnica More by less z wysokim stanem z cienkiej, całorocznej, angielskiej wełny super 110’s, na podszewce z wiskozy. Fantastyczny atut – spódnica ma regulowany rozporek!
  6. Błękitna sukienka More by less z cieniutkiej, letniej wełny 110’s, 250 gramów, na podszewce z wiskozy
  7. Różowa koszula Soft Grey z bawełnianego woalu
  8. Różowa bluzka w paski Emily van den Bergh ze 100% wiskozy
  9. Śmietanowa bluzka More by less z cienkiego jedwabiu z domieszką elastanu
  10. Granatowe skórzane czółenka Buffalo
  11. Szare welurowe czółenka Zign
  12. Welurowe baleriny Zign w kolorze fuksji
  13. Granatowa skórzana torba Primamoda
  14. Skórzana kopertówka Primamoda w kwiatowy wzór (ja, w kwiatowy, rozumiecie? ;))

 

Mam nadzieję, że udało mi się odpowiedzieć na pytanie jak ubierać się do pracy latem. Jeśli jednak jest jeszcze jakiś aspekt komponowania biurowej letniej garderoby, który sprawia Wam kłopot piszcie proszę śmiało!

 


Partnerem tekstu jest marka More by less.


 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • Ev

    Świetny post! Bardzo przydatny i czytelny. :)

  • Mnie dresscode nie obowiązuje, ale mam pytanie z gatunku „z czystej ciekawości” :) Co sądzisz o spódnicy maxi w kontekście ubioru do pracy? Zakładając, że byłaby w stonowanym kolorze, z lyocellu/cupro/wiskozy, bez rozporków i ozdobników… Pytam, bo rok temu kupiłam taką w Mango, ale dopiero w tym sezonie odkryłam jak cudowny jest ten element ubioru i gdybym mogła, nie zdejmowałabym jej nawet do snu ;) Więc pytanie nasunęło mi się jak tylko zobaczyłam Twoją capsule wardrobe :)

    • Wiesz, że myślałam o spódnicy maxi, gdy pisałam ten tekst? :) Zastanawiałam się, ale jednak nie, nie włożyłabym takiej zwiewnej spódnicy maxi do pracy np. w korpo. Ale jeśli nie obowiązuje Cię dress code, to dlaczego nie?

      • Ja to w ogóle jeszcze studiuję, więc moja spódnica jest w ciągłym użyciu :) Ale sama kwestia przyszła mi na myśl więcej niż raz i zazwyczaj (bo nie zawsze :P) stwierdzam, że jednak maxi do pracy nie bardzo. Jednak możliwość zapytania kogoś, kto swoje doświadczenia z dresscodem to dobra okazja, by się w tym utwierdzić, więc bardzo dziękuję za odpowiedź!

      • Ach, czasy studiów, kiedy to było ;)). Cała przyjemność po mojej stronie :)

      • Ja nosiłam spódnicę maxi w korpo, gdzie mieliśmy dość sztywny dress code. Ale tylko w prawdziwe upały, wtedy się nie wyróżniałam (w takie dni wszyscy trochę naginali zasady ;)). To była prosta, popielata spódnica, do tego czarne baleriny, biała bluzka i ewentualnie cienki sweterek gdy klima zbyt mocno dmuchała :) oczywiście nie ubrałabym się tak w dni, gdy np. mieliśmy w firmie wizytę klienta… ale wtedy dostawaliśmy taką informację minimum dzień wcześniej.

    • brom

      U mnie spódnica maxi to podstawa letniej garderoby- mam ich kilka i noszę praktycznie całe lato, bo nie lubię za bardzo odsłaniać ciała.
      A co do naszych studiów to widziałam ostatnio spódnicę maxi + przebrana tylko góra i wyglądało to bardzo baaardzo dziwnie i nieprofesjonalnie

      • Nie no, dla mnie oczywiście jedyna opcja to tygodnie seminarkowe – jestem świeżo po Ż./F.K. i to oczywiście dopuszczało tego rodzaju swobodę :)

  • makate

    Bardzo mi się podoba kolorystyka tej capsule wardrobe – cudowny jest ten blady róż!
    Ja na szczęście nie mam pracy, w której jest wymagający dress code. Piszę „na szczęście”, bo sprostanie takim wymogom wydaje mi się naprawdę trudne przy wysokich temperaturach i nie tylko – po prostu jest mi dużo łatwiej, gdy mogę ubierać się mniej więcej tak, jak po prostu lubię :)
    Natomiast co do opisanej przez ciebie sceny z wyrzuceniem dziewczyny z powodu braku rajstop… cóż, w żaden sposób nie neguję dress codu jako takiego, widzę konieczność jego istnienia i nawet pewne plusy i jak najbardziej rozumiem jak ważny jest strój np. w zawodzie prawnika. Niemniej jednak jest dla mnie coś bardzo nierównego w tym jak traktuje się tu kobiety a jak mężczyzn – mam na myśli zwłaszcza konieczność noszenia rajstop czy butów na obcasie w niektórych firmach. A już absolutnym brakiem kultury jest dla mnie publiczne mieszanie kogoś z błotem za taką rzecz…

    • Dokładnie, zgadzam się. Uważam, że ta scena gorzej świadczy o mężczyźnie, który dokonał takiego publicznego ośmieszenia swojego pracownika. No jak można być takim burakiem?

      • Jego zachowanie było skandaliczne. Wybrałam ten przykład też dlatego, że chcę pokazać, że nie wystarczy się dobrze ubierać, klasę w pracy pokazuje się nie tylko świetnie dobranym garniturem, ale przede wszystkim zachowaniem i tym, jak traktuje się innych.

  • Bardzo dobry, profesjonalny post! Mnie co prawda w pracy zaden dress code nie ogranicza, jednak warto znac zasady, nigdy nie wiadomo bowiem co zycie przyniesie ;)

  • Niedawno kupiłam spodnie z lyocellu (bardzo podobne do tych, które proponujesz) i zastanawiałam się, czy są odpowiednie do biura – materiał wygląda na trochę „piżamowy”, dlatego nie jestem do końca przekonana…
    Ale takie spodnie są idealne na lato (uwielbiam lyocell ;-) ), więc może jednak założę je jeszcze do pracy kiedy przyjdą upały :-) Szczególnie, że zestawienie ich z marynarką i szpilkami bardzo przypadło mi do gustu.

  • Nigdy nie pracowałam w firmie, w której wymagany był jakiś dress code. Chodzę do pracy w cienkich dżinsach lub rybaczkach i koszulkach z krótkim rękawem, na nogach mam adidasy, sportowe sandały, mokasyny a czasem japonki skórzane. Pracowałam też z koleżanką, która chodziła do pracy w mini spódniczkach, japonkach i koszulkach na ramiączkach, także problem co ubrać w lecie do pracy jest mi zupełnie obcy.

  • Jak dobrze, że nie pracuję w biurze, kancelarii i niczym takim. Jak przeczytałam o spódnicy do kolan noszonej z szacunku to tak śmiechłam :D Zawsze będę wyznawać pogląd, że okazać brak szacunku ubraniem można tylko wtedy, gdy:
    – ubranie nie zakrywa miejsc intymnych, a nogi do nich nie należą
    – na koszulce jest napis ,,>>imię Klienta<< jest głupi"
    i dlatego dress code czy gimnazjalne ,,ubieranie się jak porządny człowiek" (tak nauczyciele określali szkolne zasady dot. ubioru) uznaję za głupi zabobon.

    Sprawdź, czy jesteś porządnym człowiekiem! Porządny człowiek:
    – nosi tylko biel, szarość, czerń, granat, po dwóch latach pozwolili mu na brąz
    – nie ma w szafie wzorów
    – ani nadruków
    – nosi spodnie i spódnice co najmniej do kolan (przewodnicząca szkoły oznajmiała to w spódnicy nad kolano)
    – nie farbuje włosów
    – nie odsłania swoich ramion
    – kolczyki ma tylko jeśli jest kobietą, tylko w uchu, po jednym w każdym
    – nie maluje się, nie maluje paznokci
    – generalnie nosi biżuterię, ale nigdy nie wie, kiedy jakiś jej element okaże się nieodpowiedni i czy padnie na korale, na kolczyki czy może na bransoletkę

    • Strasznie muszą krzywdzić dzieci w tym gimnazjum :). Rozumiem Twój punkt widzenia, ale ja wykonuję zawód zaufania publicznego i nie wyobrażam sobie ubrać krótkiej mini na spotkanie z Klientem, ponieważ epatowanie gołymi udami jest nieprofesjonalne i wyraża brak szacunku choćby dla mojego zawodu właśnie.

      • Święte słowa… Pracuję na uniwersytecie – nie znam (chyba) osoby, która przyszłaby do pracy ze studentami w miniówce (spódnicy do połowy uda), krótkich spodenkach, koszulce/sukience na ramiączkach, adidasach czy japonkach. Niestety, studentki chodzą w spódnicach/sukienkach tak krótkich, że demonstrują prowadzącym zajęcia niemal całą nogę, a często i fragment pośladków. Zgrozą napawają mnie też nagminne ostatnimi czasy spodenki – odkrywające połowę pośladków… Wydaje mi się, że elementarny dress code powinien obowiązywać wszystkich, którzy mają kontakt z ludźmi… O ile przyjemniej patrzy się na ludzi czysto, schludnie i skromnie ubranych, gdy nie trzeba uciekać wzrokiem przed zbyt głębokim dekoltem, nieestetycznym widokiem fałdek na brzuchu czy plecach (bardzo wyraźnie widocznymi przy nieodpowiednim stroju), widokiem stringów, gdy pani po coś się schyla, obgryzionymi paznokciami lub paznokciami pokrytymi w 1/3 kolorowym lakierem…

      • Chociaż jestem zwolennikiem dużej swobody osobistej i wolności to jednak nie sposób nie przyznać Ci racji. Też jestem czasami przerażona, gdy nadchodzą ciepłe dni i zaczyna się feeria obnażonych ponad przeciętność tyłków, biustów, brzusznych fałdek i stringów. Nie tylko w pracy, ale choćby w sklepie osiedlowym. Wiem, że ładne co się komu podoba i o gustach się nie dyskutuje, ale moje poczucie estetyki bywa wielokrotnie mocno nadwyrężone ;).

      • o to prawda! akurat ostatnio w czasie pierwszych dni ładnej pogody byliśmy na wyprawie rowerowej i sporo czasu spędzaliśmy wieczorami w mniejszym miasteczku, w okolicach rynku – ilość półzakrytych pup była szokująca!

      • Oburzanie się tym, co ktoś ma na sobie, to ciekawa fiksacja :) Bo o ile wrażenia estetyczne to normalna rzecz, o tyle wielkie oburzenie czymś, co nas nie dotyczy, jest reakcją przesadną.
        Ale w momencie, jak widzę stwierdzenie, że coś powinno obowiązywać wszystkich i nie chodzi o zakaz przemocy/oszustwa czy konieczność edukacji itd., a więc sprawy mogące komuś zrobić krzywdę, to naprawdę jest źle. O ile w pracy ludzie godzą się na dress code za wypłatę, w konkretnych szkołach człowiek się godzi na mundurek za uczenie się w tym miejscu, o tyle w sytuacji prywatnej (!) nie mamy prawa od ludzi wymagać przestrzegania naszych zasad.

      • Czyli nie tylko ja mam takie wrażenia! Skromność to takie niemodne słowo, a w sumie, jak dla mnie, jest gdzieś w podtekście nazwy marki partnerskiej tego wpisu – more by less. Po prostu sedno filozofii ubraniowej :)

      • Kasia

        Pytanie czy powinniśmy mierzyć skromność i inne cechy charakteru strojem.

      • Ależ ja tu mówię o skromności ubioru, a nie cesze charakteru.

      • zocha

        Podczas studiów też niejednokrotnie czułam niesmak patrząc na koleżanki – proszę nie mylić z zazdrością, bo nie straszę wyglądem ;) Może nie chodziłam ubrana w marynarkę, ale też nigdy nikt nie zobaczył mnie na zajęciach w mini, z odkrytymi ramionami czy w szortach lub bez rajstop. To chyba przede wszystkim kwestia wychowania… Choć będąc nastolatką byłam zafascynowana książkami z serii „Ania z Zielonego Wzgórza”, a cześć „Ania na uniwersytecie” należy do moich ulubionych. Jest tam dobrze opisane przygotowywanie odpowiedniej garderoby dla Ani ;)

      • Kasia

        A ja szczerze mówiąc nigdy nie rozumiałam i dalej nie rozumiem oburzenia i niesmaku dla osób ubierających się inaczej niż przyjęte przez kogoś konwenanse nakazują. Naprawdę nic innego nie macie w życiu do roboty tylko oceniać kogoś i wartościować na podstawie stroju? Zamiast oceniać po szatach zdobiących człowieka, porozmawiać z nim i wtedy mieć o nim zdanie?

        Totalnie mnie nie interesuje kto w co się ubiera. Dopóki nie odsłania swoich miejsc intymnych albo nie pokazuje bielizny, ubrania ma czyste to jest to dla mnie zupełnie obojętne. Jak ktoś chce marznąć na zajęciach w szortach i bluzkach na ramiączkach – okej, sprawa tej osoby. Ktoś chce się grzać w rajstopach w lipcu pod spódnicą za kolano – okej, sprawa tej osoby. I nie lubię argumentu pt. rozpraszanie mężczyzn przez gołe ramię czy udo – nie jesteśmy zwierzętami, można opanować swój wzrok i odruch ślinienia.
        Oczywiście rozumiem, że są miejsca pracy, które wymagają od człowieka pewnego stroju, natomiast zakładam, że jak ktoś chce tam pracować to mu to nie przeszkadza albo jest z tego zadowolony. W innych sytuacjach? Żyjcie po swojemu i dajcie żyć innym.

        Pracuję w branży kreatywnej, ubieram się w co chcę. I wbrew pozorom nie oznacza to, że mam odsłonięty pępek, czerwone szorty i japonki na stopach ;) Dla mnie ubrania to rzecz praktyczna, do której staram się nie dorabiać zbędnej filozofii. Mają być wygodne, a ja chcę się w nich czuć komfortowo. Zapewniam, że więcej szkody dla mojej pracy wyniknie z tego, że w lecie będę grzać się w koszuli lub rajstopach, niż z tego, że ubiorę sobie krótkie spodenki i przewiewny t-shirt.
        Podobnie jak moi koledzy, gdzie jeden właśnie siedzi w dresie i koszulce z głupim napisem, ale jest niesamowicie utalentowanym grafikiem. Drugi ma dziś spodenki sportowe (granatowe) i termoaktywną koszulkę (pomarańczową), jest nieogolony, natomiast jest bardzo dobrym programistą. Nigdy nie dostaliby pracy w banku albo w korpo, ale to też ludzie, którzy również nigdy by się w takich miejscach nie odnaleźli, bo w garniturach czy chociażby zwykłej koszuli się duszą ;)

      • zocha

        Ale mój niesmak nie był spowodowany t-shirtem u koleżanki, która siedziała przede mną na wykładzie, lecz właśnie jej odsłoniętymi niemal całkowicie pośladkami z paskiem od stringów pomiędzy. Lub piersiami u drugiej, która nosiła bluzkę na ramiączkach w złym rozmiarze. Przede mną w pracy (nie obowiązuje u mnie dress code) siedzą właśnie dwie koleżanki ubrane „kreatywnie” – jedna ma stanik wychodzący spod bluzki, druga ma bluzeczkę z jakiejś siateczki, całkiem przeźroczystą. Nie wiem, co w tym kreatywnego…

      • kawa

        Nadrabiam zaległości, w sumie nie wiem, czy to nie faux pas komentować posty opublikowane prawie 2 miesiące temu…

        Niedawno skończyłam studia i mam zupełnie odwrotne zdanie co do tego, jak na uczelni ubierają się ludzie. Studenci, wiadomo, ubierają się bardzo różnie, ale jeśli chodzi o pracowników, to żadną miarą nie jest to strój biurowy ;) A już zwłaszcza latem ;) Czyli np. luźne kolorowe t-shirty, koszulki na ramiączkach, szorty, krótkie spódniczki, odsłonięte ramiona, klapki, sportowe buty, japonki, itd. Oczywiście nie znaczy to, że nie ma osób ubierających się w stylu smart casual, ba nawet się zdarzą ubrane w koszulę i garnitur/garsonkę (sporadycznie, i raczej w wieku 60+). Chociaż przypuszczam, że znaczenie ma fakt, że zarówno ja, jak i moi znajomi studiowaliśmy same ścisłe kierunki ;) Może na humanistycznych wydziałach zasady są bardziej surowe, a wśród studentów panuje rewia mody :P

        Bardzo ciekawy post, uświadomił mi, że mogę trochę popracować nad swoim strojem w pracy. Pracuję w korporacji i mamy pewien dress code, który nie wszystkim się podoba, ale jest o wiele luźniejezy od podejścia zaprezentowanego w poście. Np. nigdy nie widziałam nikogo w pracy w marynarce – osoby, które często mają spotkania z ważnymi klientami trzymają marynarki w szafach i ubierają je chyba tylko na spotkania. Tak samo nigdy nie widziałam współpracowniczek w czółenkach czy szpilkach. Swoją drogą, jakby mi ktoś na rozmowie o pracę powiedział, że będę musiała nosić na co dzień żakiet, „eleganckie kobiece” buty czy biurowe spodnie/spódnice, to chyba bym odrzuciła taką ofertę. Nie wyobrażam sobie siebie w takim wydaniu – a już na pewno nie byłabym w stanie w takim stroju efektywnie pracować :P

  • Katarzyna Formella

    To ja mam jedno pytanie, jeśli można. :) Gdy już mamy tatuaż na stopie, czy jesteśmy skazane tylko na ciemne rajstopy? Stopa nie jest miejscem rzucającym się w oczy, więc nie ma tu mowy o eksponowaniu tatuażu, ale czy wystarcza zwykle rajstopy cieliste, czy lepiej jednak ‚ukryć’ malunek pod ciemna pończocha? Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam. :)

    • Dobre pytanie :). Myślę, że to zależy, jak duży jest to tatuaż i co przedstawia. Jeśli niewielki i raczej są to np. gwiazdki, a nie napis „pussy power”, jaki dziś zaobserwowała moja koleżanka u kelnerki w kawiarni ;), to nosiłabym zwykłe cieliste rajstopy.

      • Katarzyna Formella

        Kiedyś widziałam ‚I love him’ (i nie chodziło o zespół muzyczny…), ale ‚Pussy power’ wygrało konkurencję :D Sa to kwiaty – gałązka kwitnącej wiśni. Raczej właśnie ozdoba niż manifest ;)

    • Można też przykryć mocniejszym korektorem, pod cielistymi rajstopami nie powinno się to mocno wyróżniać :)

      • Katarzyna Formella

        Dobry pomysl na ‚wazniejsze’ wyjscia, ale na co dzien troche uciazliwy… I to zdziwienie po 8h pracy: ‚To Ty masz tatuaz? Rano nie mialas!’ :)

  • Ja pracowałam w poważnej ogólnopolskiej gazecie. Co niektórzy rzeczywiście nazbyt mocno demonstrowali swoje wdzięki latem np. miniówką. Dziennikarze prezentują bardzo nonszalancki styl. Pewnego dnia redaktor naczelny uznał, że trzeba coś z tym zrobić i wprowadzić dress code. Larum się podniosło. Tyle, że pan redaktor latem sam chadzał do pracy w krótkich spodenkach i zaciągniętych do połowy łydki skarpetkach i adidaskach….

  • Czytając Twój post doceniłam, jak to dobrze, że nie pracuję w biurze. Wielkie uf! Naprawdę ciężko byłoby się wpasować w pożądaną stylówę nie mogąc chodzić na obcasach, posiadając rozmiar biustu niepozwalający na dopasowanie zapinanej na guziki koszuli czy marynarki, a do tego jeszcze źle znosząc upały (rajstopy, rękaw 3/4 konieczne). Naprawdę szczerze podziwiam wszystkie kobiety, które dopasowują się do tych wymagań i dalej są sobą, czują się swobodnie, wyglądają świetnie!
    Jednocześnie absolutnie rozumiem, że dobrze skrojona koszula na długi rękaw, perfekcyjna marynarka, klasyczne, lśniące czółenka dodają klasy i profesjonalizmu. Absolutnie rozumiem, że w niektóre zawody związane są z takimi wymogami, choć mam wrażenie, że niektórzy po prostu będą oceniani mniej profesjonalnie tylko ze względu na niemożność dopasowania się do tych wizerunkowych standardów.

    • Tak właśnie jest. Te osoby, które nie dopasują się do wizerunkowych standardów będą postrzegane jako mniej profesjonalne. Możemy się na to złościć i buntować, ale tak jest. W uproszczonym świecie relacji, Klient ocenia w dużej mierze po wyglądzie, bo nie ma czasu na inne kryteria. Oczywiście, są osoby, które mają tak wyrobioną markę nazwiska, że mogą sobie pozwolić na ekscentryczny wygląd i nie będzie miało to wpływu.

  • Agnieszka

    Chętnie przeczytałabym o dress codzie pracowników kreatywnych, dla odmiany, o ile to nie zupełny oksymoron :). Ciekawe, czy można w More by Less ubrać się minimalistycznie, a jednak z większym luzem.
    Mam też pytanie o ten „bawełniany woal” przy jednej z bluzek. Co to za cudo? Rodzaj splotu?

    • Tu będzie mi trudno, bo nigdy nie pracowałam w branży stricte kreatywnej. More by less postawiło sobie jako założenie stworzenie świetnej biurowej bazy z doskonałych tkanin, więc wzory i kolory będą siłą rzeczy klasyczne i dość zachowawcze, ale możesz je miksować z czymś bardziej „szałowym” :). Bawełniany woal to po prostu cieniutka bawełna, dobra na lato właśnie.

  • verónica

    ale sporo też zależy od gustu pracownika– ja np. lubię latem klapki, sandałki- ale już nie do biura.
    pod biurkiem mam schowane buty biurowe- bo tak samo zimą nie wyobrażam sobie chodzenia przez cały dzień np. w kozakach.
    odsłoniętych ramion nie lubię w żadnym układzie, a marynarki traktuję jako odzież wierzchnią, nie ma szans, żebym w marynarce chodziła po biurze, bo zwyczajnie by mi było za gorąco.
    dlatego wybieram albo koszule albo basici.

    wszystko też zależy od miejsca i specyfiki pracy.
    w poprzedniej firmie mogłam nosić nawet koszulki z prosiaczkiem i nikogo to nie ruszało – bo akurat pracowałam na stanowisku wewnętrznym, nie mając styczności z klientami, a więc nie musiało być reprezentacyjnie.

  • piękne zestawy, ta niebieska sukienka jest cudowna! Ale… czytając każdą kolejną linijkę (świetnych i na pewno przydatnych rad!) tak bardzo, bardzo cieszyłam się, że to nie do mnie. I nie o mnie. I postanowiłam sobie, że stanę na rzęsach, aby nigdy nie było. No i te tatuaże…

    • Dokładnie tak, zgadzam się z Kasią. Nie umiem i nie chcę się tak ubierać. dziś do białej koszuli musi iść ramoneska i kolorowe mokasyny, bo chyba bym oszalała w mundurku :(

  • kota

    Pracuję w agencji kreatywnej i dress code tam praktycznie nie istnieje. Co więcej – nikomu to nie przeszkadza, ja się wręcz cieszę, że nie będę musiała latem nosić rajstop i męczyć stóp w zakrytych butach. Chłopaki chodzą w krótkich spodenkach, tatuaże są na wierzchu, zdarzają się również dość odważne stroje. I chociaż sama nie ubrałabym się tak odważnie ani do pracy, ani prywatnie (bo po prostu mam bardziej casualowo sportowy styl i nie lubię zbytnio eksponować ciała ze względu na wygodę), to cieszę się, że nie muszę biec na zakupy i wydawać fortuny na nową garderobę. Są u nas też i tacy, którzy lubią ubrać się bardziej elegancko, albo mają częstszy kontakt z klientem i jest to od nich wymagane, ale na spotkaniach z pracownikami innych agencji zauważyłam, że brak dress codu to raczej standard w agencjach kreatywnych.

  • Nikt nie napisałby tego lepiej! A mimo to dodam jeszcze coś od siebie dla tych osób, które pracują z klientami w biurze u klienta, a w biurze swojej firmy bywają 2 razy do roku (true story) :) W takich sytuacjach ważniejsze jest, by swoim ubiorem dopasować się do otoczenia klienta niż do reguł swojej firmy. Konsultanci mają manierę chodzenia w bardzo formalnych strojach od poniedziałku do piątku, co nie zawsze ułatwia budowanie kontaktu z klientem. W firmach w których klient chodzi w koszulach z podwiniętymi rękawami i widocznymi tatuażami, ‚zamarynarkowanemu’ konsultantowi trudniej będzie nawiązać nić porozumienia tak istotną dla współpracy. Nie chodzi o to, by od razu taka osoba też zaczęła podwijać rękawy :) Bardziej o to, by znalazła zdrowy balans pomiędzy tym, czego jego firma wymaga, a tym z jakim klientem pracuje.

    • Oczywiście, to bardzo ważne, o czym piszesz! To działa w obie strony, np. pracownicy agencji kreatywnych często przyjeżdżają na spotkania w korpo (byłam wielokrotnym świadkiem zderzenia tych dwóch ubraniowych światów) i wtedy powinni dopasować się strojem do klienta, vide to, co napisała poniżej kota.

  • Dominika W.

    Tak bardzo się cieszę, że u nas w kancelarii panuje w tej kwestii luz :) Owszem nie wystąpiłabym przed klientem z dekoltem do pępka, zresztą takich nie noszę, ale już wzorzyste koszule, szorty (ale raczej w eleganckim wydaniu) czy nawet dżinsy przechodzą :)

  • Czy More by less wysyła również za granicę? Kusi mnie bluzka w kolorze śmietankowym :-D. Pozdrawiam.

    • Tak wysyłamy, ale prosimy o kontakt w tej sprawie na adres mailowy sklep@morebyless.pl :)

      • Dziękuję :-), już widziałam na stronie, że wysyłacie. Wieczorem napisze, bo nie jestem pewna rozmiaru. Pozdrawiam.

  • Izabela K.

    Chyba jestem jakaś dziwna, bo ścisły dress code w pracy to dla mnie spełnienie marzeń ;-) Być może dlatego, że traktuję ubrania jako swoją wizytówkę i poniekąd sposób na wyrażanie siebie. A w pracy chcę być postrzegana jako osoba kompetentna, odpowiedzialna i solidna. Nie mam problemu z noszeniem rajstop/pończoch latem, właściwie to nie wychodzę bez nich z domu – można już kupić nawet takie o grubości 5 czy 7 den, są niewyczuwalne a jednak noga wygląda o wiele lepiej niż saute. W spódnicach krótszych niż 4cm nad kolano czuję się nago, nie noszę odkrytych ramion i głębokich dekoltów nawet na codzień, więc takie wymogi w biurowym dress codzie mnie nie przerażają. Jednym problemem byłoby dla mnie przyzwyczajenie się do butów na obcasie, bo zwykle noszę płaskie obuwie.
    Nie zgodzę się z @sawomira:disqus, że takie zasady to zabobon. Moim zdaniem dress code to jeden z kluczowych elementów savoir vivre’u, czyli ogólnie przyjętych zasad dobrego wychowania i nie ma nic wspólnego z zabobonami. Ubranie również, poza zachowaniem, może być przejawem szacunku, bądź jego braku. I o ile gimnazjalistom można wiele wybaczyć, nawet bunt przeciwko dobrym manierom, to jednak przychodzi w życiu moment, kiedy należy się z tymi zasadami pogodzić i zacząć się do nich stosować.

    W ogóle, jeśli mogę, to w kwestii doboru stroju do okazji polecam blog „Szkoła Dam” – Hal pięknie rozgranicza sferę biurową, codzienną i swobodną, co może się okazać bardzo pomocne przy budowaniu garderoby :-)

    • Opisałaś mój stosunek do stroju :D Co więcej, ja nie noszę spodni w ogóle – choć przyznam, że te zaprezentowane tutaj wyglądają elegancko. Ubiór wyraża nasz stosunek i do siebie, i do innych – ja chcę wyrażać jakość i szacunek. Oczywiście w sytuacjach nieformalnych jest casual, ale nadal w dobrym guście.

      • Izabela K.

        Ja nie znoszę dżinsów, za to uwielbiam cygaretki 7/8, zwłaszcza w połączeniu z balerinami i bluzką w paski :D Ze spódnicami mam problem, bo trudno mi znaleźć takie o odpowiedniej długości – lubię takie „w kolano” lub ciut za a przy moim wzroście wszystkie sklepowe midi mam do pół łydki :/

    • zocha

      Całkowicie się zgadzam! Mimo że w mojej obecnej pracy nie obowiązuje dress code i wszyscy przychodzą w t-shirtach, bluzeczkach na ramiączkach i mini, ja zawsze staram się wyglądać elegancko i jestem w pełni ubrana. Rajstopy też nie stanowią dla mnie żadnego problemu, o wiele lepiej się w nich czuję, niż bez. I również przyłączam się do polecenia bloga „Szkoła Dam” :)

    • galeria61

      Niedawno trafiłam na blog Szkoła Dam i jestem nim zachwycona :) Polecam go w kategoriach savoir-vivre.
      Dziękuję Kasiu za taki obrazowy post, włożyłaś w niego dużo pracy. Dla mnie jest bardzo przydatny, choć, na szczęście, nie muszę ściśle przestrzegać formalnego dress codu w pracy. Mogę pozwolić sobie na odrobinę luzu i swobody :) Jednak staram się trzymać pewnych ram, które sama sobie narzuciłam. I czuję się w nich dobrze.
      P.S.
      Zauroczyła mnie granatowa marynarka, którą pokazujesz na zdjęciach. Zaczynam się nad nią zastanawiać. Jakie są Twoje doświadczenia Kasiu z produktami tej firmy?
      pozdrawiam
      Gosia

      • Gosiu, noszę od nich szarą marynarkę i śmietankową bluzkę. Możesz zobaczyć na zestawieniach Szafy Minimalistki. Ubrania są piękne, dobrze skrojone, z tkanin naprawdę wysokiej jakości. Dobrze się w nich czuję i zawsze zbieram komplementy :).

  • Ola

    Świetny post, dla mnie idealny :) Patent z zapasową marynarką i szpilkami pod biurkiem stosuję od ok. 2 lat i sprawdza się doskonale – aczkolwiek ostatnio staram się ubierać i łączyć moją szafę tak żebym nie musiała się dodatkowo przebierać się w pracy, a czuć się komfortowo. Mój patent na pracę w kancelarii to przede wszystkim sukienki (w lecie krótki rękawek albo rękawek 3/4) – latem wybieram te z oddychających materiałów, wystarczy do tego założyć ładne czółenka i strój do pracy gotowy (na spotkania dorzucam marynarkę). Cienkie rajstopy noszę praktycznie zawsze, jedynie w najgorsze upały stosowałam rajstopy w sprayu. Szortów w pracy nie założyłam nigdy (i raczej nie założę, nie kojarzą mi się profesjonalnie, noszę natomiast prywatnie), spódnice tuż przed kolano.

  • Podobają mi się te zestawy, są eleganckie i kobiece. U mnie w korporacji styl ubierania jest bardzo codzienny, aż czasem żałuję, że nei jest choć troszkę sformalizowany…

  • Riverina

    Przepiękne zestawienia, piękne rzeczy. Żałuję, że MBL nie szyje moich rozmiarów. Co do jedwabnej bluzki to właściwie ona jest bez rękawów, bo to kimonko raczej symbolicznie wyglada. Mam podobne jedwabne z Arytonu, ale noszę je tylko pod marynarkę, bo jakoś nie mam odwagi ubrać samej. Latem noszę żakiety z rękawem 3/4 lub do łokcia na sukienki lub bluzki bez rękawów, bo jednak przy dress code ten żakiet to podstawa. Nie jest to moze zbyt eleganckie, ale nie ma wielkiego wyboru. Alternatywą jest sukienka o biznesowym kroju, stonowana w kolorze, gładka. Lub koszulowa bluzka, ale akurat ja wygladam fatalnie w tym fasonie, choć na innych, szczupłych kobietach bardzo mi się podoba. Czasem przemycam jakiś dyskretny haft lub mini falbankę, ale przy stonowanym kolorze. Kolor tylko w dodatkach: torba, buty, szal, biżuteria. Tak się ubieram od ok 20 lat , wiec zrosłam się z tym stylem, tak jak niektórzy faceci z garniturem, nawet nie wyobrażam sobie innego ubioru do pracy. Moze i jest nudny, ale bardzo bezpieczny, nie ma ryzyka, ze będzie się nieodpowiednio ubranym. Co do tezy, ze należy dostosować się do klienta, to niezupełnie z tym się zgadzam, bo wyobraźmy sobie, ze lekarz na wizytę przyjeżdża w bermudach i japonkach, albo np w czarnym kitlu… Jesli pracuję w branży finansowej, to musze wygladać rzetelnie i wiarygodnie, a na pewno nie będe tak wygladać, kiedy pojadę np do rolnika w kaloszach, choć miałoby to swoje uzasadnienie.

    • Dziękujemy, bardzo nam miło, że podobają się Pani nasz ubrania. Zastanawialiśmy się nad szyciem większych rozmiarów, będziemy mieć to na uwadze w przyszłości!

      • Riverina

        Może byłoby dobrze mieć mozliwośc zamówienia po prostu większego ubrania. Bo wzornictwo macie Panstwo bardzo klasyczne, takie dobre krawiectwo, no i materiały wyśmienite.

      • Jeżeli jest Pani zainteresowana, prosimy o kontakt na adres: sklep@morebyless.pl

        Pozdrawiamy!

      • Riverina

        Super! Dziękuję bardzo

  • Anvariel

    Ja jestem z tych co nie znoszą marynarek i żakietów. Może wynika to z tego, że nie trafiłam jeszcze na mój idealny fason? Pracuję w korporacji, ale jest to biuro konstrukcyjne i restrykcyjny dress code nie obowiązuje. I chwała Bogu za to. Zaprezentowane przez Ciebie ubrania są śliczne, ale na obrazku lub na kimś innym. Ja nie lubię takich rzeczy. Wiadomo, nie chodzę obdarta, brudna czy nieschludna, mam swój styl… tylko, że on mocno odbiega od tego co pokazano.

    • Kasia

      Dobrze Cię rozumiem, bo ja też takie ubrania podziwiam głownie na innych, na mnie od razu zaczynają tortury. Nie wiem, może rzeczywiście jest to kwestia dobrania odpowiedniego kroju, ale jak na razie na taki nie trafiłam i zestawienie koszuli, marynarki, ołówkowej spódnicy i szpilek to coś, za noszenie czego musieliby mi sporo zapłacić ;) Staram się celować w przyzwoity smart casual: chinosy, baleriny, jakaś ładniejsza bluzka (niekoszulowa) i kardigan. Póki co żaden z korposzefów nie zwrócił mi uwagi, więc chyba nie jest tak źle ;)

  • Dorotka

    Ja nigdy nie chodzę z gołymi nogami do pracy, do instytucji ani na żadne bardziej oficjalne okazje. A z przyjemnością latam bez rajstop do miasta na zakupy, na imprezy, do znajomych, na wycieczki itd. Uważam też, że kobiecie w sytuacjach zawodowych po prostu nie wypada pokazywać się w mini ani kusych szortach (i znowu, prywatnie nierzadko noszę, bo tak wygodnie, szczególnie w czasie upałów). I wcale nie chodzi o to, że kobietom się więcej zabrania w pracy niż mężczyznom. Gdyby jakiś współpracownik płci męskiej pokazałby się w biurze w kusych spodenkach (a tak całkiem serio – w takim wydaniu dobrze się ogląda męską reprezentację siatkówki w telewizji a nie panów na ulicy) potraktowałabym to jako równie niestosowne jakby przyszedł w bokserkach, w których spał tej nocy ze swoją kobietą. Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn, osoby które odsłaniają za dużo mogą wywołać w zasadzie tylko dwa rodzaje reakcji – niechęć/odrazę gdy to co pokazują nie jest zadbane albo dekoncentrację/zainteresowanie/podniecenie gdy to co mają obnażone jest atrakcyjne i zadbane. Całkowita obojętność zdarza się naprawdę rzadko. Abstrahując już całkowicie od celu w jakim ktoś ubiera się bardzo kuso i prowokująco (tu zaznaczę – nigdy nie stałam po stronie tych co mówią „latała z gołym tyłkiem to sama sobie winna, że się do niej dobierał”), bo można mieć w tym również swój cel (i ponownie – zarówno mężczyźni jak i kobiety), jest to zachowanie niegrzeczne w stosunku do współpracowników / kontrahentów własnej płci i płci przeciwnej. Można nim po prostu spowodować u kogoś dyskomfort. I raczej nie zgadzam się z twierdzeniem, że jeżeli jakaś część ciała nie służy do prokreacji to jej odsłaniania nie można traktować jako wyzywającego zachowania. I tak np. w przypadku nóg – większości moich koleżanek nie interesują zbytnio same nogi facetów, ale już znaczna część znajomych płci męskiej mówi otwarcie, że kobiece nagie uda kojarzą się im z seksem i intymnością. Dlatego np. takie panie uczące w gimnazjach i ogólniakach, które na lekcje z dorastającymi, umęczonymi chłopcami zakładają wydekoltowane bluzki i króciutkie spódnice należy po prostu chłostać ;)

    • Zgadzam się w całej rozciągłości. I właśnie oglądam męską reprezentację siatkówki w telewizji i potwierdzam, dobrze się ogląda ;)).

  • Ach, jaki wspaniały wpis! I nie tylko do biura się przyda – każda z nas ma sytuacje, kiedy w upał trzeba „jakoś wyglądać”. A ja zresztą wolę pewien sznyt oficjalności w stroju, oczywiście bez przesady. Błękitna sukienka jest absolutnie zachwycająca – ale to (prawdopodobnie) zupełnie nie mój kolor. Mam nadzieję, że powstanie w innych ;) @morebyless:disqus, jest szansa? ;)

    Ogółem powiem, że Twoje podejście do oficjalniejszego stroju jest szalenie inspirujące. Dziękuję!

    P.s. Jakieś triki na dobre rozprowadzanie rajstop w sprayu? Coś robię źle, bo od braku efektu przechodzę do pomarańczowych smug.

    P.s.2. Dziś stoczyłam ze sobą walkę w przymierzalni, nad piękną bluzką, która okazała się w połowie z poliestru. Wygrałam! Ten rozwój świadomości to po części Twoja zasługa :)

    • Jestem dumna! :) Podpytam o kolory sukienki, a sama na rajstopy w sprayu nie znalazłam jeszcze dobrej metody. Może ktoś inny pomoże?

    • Zastanawiamy się nad uszyciem tej sukienki również z troszkę grubszej, całorocznej wełny w kolorze czarnym lub jasnym granacie :) Czy któryś z tych kolorów by Pani odpowiadał? :)

      • bru

        Pytanie nie do mnie, ale ja bym chętnie przygarnęła taką w granacie :)

      • Ola

        również granat bym nabyła :)

      • Ola

        z rękawem do łokcia, skoro całoroczna :)

      • bru

        a jakby była taka błękitna, jak ta z poradnika Kasi, tylko z rękawem do łokcia… <3

      • Granat zawsze :D TO mój ulubiony kolor. A czy całoroczna oznacza też możliwą do noszenia latem? Czarna myślę też się sprzeda, wszak to klasyk. A może i jakieś żywsze kolory, albo wręcz wzory? ;) Czy to niezgodne z założeniami waszej marki?

      • Oczywiście, można nosić latem :)
        Myślimy o trochę żywszych kolorach i być może wzorach na jesień, jednak naszym dominującym założeniem jest ponadczasowa klasyka, dlatego takie rzeczy będą dominować w naszej ofercie :)
        Chętnie wysłuchamy jednak wszystkich propozycji!

      • Ale i ponadczasowa klasyka winna uwzględniać typy urody – jako zima potrzebuję bardziej zdecydowanych barw :)

      • Zdecydowane kolory na pewno będą na jesieni :)

      • Czekam zatem :)

      • Asia Piekarska

        Granat chyba jest bardziej uniwersalny. W czerni mało kto dobrze wygląda bez mocnego makijażu, a granat pasuje większości typów urody dużo lepiej.

    • Ada

      Na youtube znajdziesz sporo filmów, w których dziewczyny pokazują, jak nakładać rajstopy w sprayu, choćby u nissiax83. A może źle dobrałaś odcień?

      • Były dwa do wyboru, jasny i ciemny :D Dzięki za wskazówkę z YT!

  • Jeśli tylko nie jest zbyt krótka (żeby nie pokazywać brzucha), to myślę, że spokojnie można taką nosić.

  • Bardzo przydatny wpis uświadamiający wiele kwestii. Z tatuażami u innych nie mam żadnego problemu i kompletnie nie wracam na nie szczególnej uwagi. Sama mam dwa w dość widocznych miejscach i przyzwyczaiłam się do tego widoku :)

  • zocha

    Super post! :) W mojej pierwszej pracy bardzo rzuciła mi się w oczy jedna rzecz. Otóż pracowałam w instytucji państwowej. I mężczyźni przychodzili do pracy ZAWSZE elegancko ubrani, natomiast kobiety wręcz przeciwnie (za wyjątkiem głównej księgowej i kadrowej) – dżinsy, jakieś dziwne krótkie spodenki, sandały, krótkie bluzeczki – tak wyglądały. I widziałam jak dużą krzywdę sobie w ten sposób robią. Bo pan z administracji był zawsze „Panem Pawłem”, a sekretarka – kobieta po 30-stce „Anią z sekretariatu”. To sprawiło, że nigdy nie przyszłam do pracy w stroju swobodnym. Pod zabudowanym biurkiem czekały na mnie czółenka, żeby zmienić sandały / baleriny czy kozaki zimą. I tak mam do dziś, mimo że nie pracowałam jeszcze w firmie, w której obowiązuje dress code. Dotyczy to również codzienności. Nie, nie chodzę po bułki w szpilkach i małej czarnej, staram się budować swój styl (próbuję również łączyć go z ubraniem oficjalnym), jednak dbam o to, żeby wszystko było nie tylko dobre jakościowo, ale i w dobrym guście.

  • Marta Re

    W tzw korporacji wytrzymałam pół roku a raczej korporacja ze mną. Dość sztywne wręcz nudne zasady ubierania było widać i czuć na każdym kroku. Marynarka była obowiązkowa bez względu na jakiekolwiek inne czynniki. W jedne nieco luźniejszy dzień przyszłam w dość ładnym i eleganckim rozpinanym swetrze i czułam się jednak nieswojo. Tym bardziej, że okazało się, że muszę kogoś zastąpić na oficjalnym spotkaniu. Co do rajstop akurat nie ma nic bardziej nieeleganckiego niż gołe nogi do formalnego stroju.

  • Bernarda

    Życzyła bym sobie aby w mojej firmie, był dress code, w firmie w której 80% osób ma kontakt z klientem zewnętrznym. Jak patrzę na niektóre Panie i Panów czuje zażenowanie.Brak spójności z miejscem, stanowiskiem, które zajmują, Problemem jest też kwestia właściwej dbałości o włosy, a raczej totalny jej brak. Dziękuję Pani Kasiu za biurowe inspiracje i serdecznie pozdrawiam ;-)

  • Asia

    Do tej pory tylko czytałam Twojego bloga, ale teraz postanowiłam zabrać głos. Jeszcze niedawno pracowałam w miejscu, gdzie już na samym początku przedstawiono mi zasady dress codu. Oczywiście od razu na nie przystałam, zaopatrzyłam się w „dozwolone” ubrania i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że po pół roku zmieniono zasady ubioru, a po następnych 6-u miesiącach ponownie. Nie dość, że musiałam w sumie trzykrotnie kupować nowe ubrania, (oczywiście nikt nie dał nam na nie dofinansowania), to jeszcze na dodatek teraz te ciuchy zalegają mi w szafie i czekają na swoją okazję. Na szczęście już tam nie pracuję (z innych powodów), znalazłam nową pracę, w której jedyne zasady dress codu to „ładnie i schludnie, a poza tym niedługo będę prowadziła z narzeczonym firmę, w której także nie będę musiała mieć narzuconych restrykcyjnych zasad ubioru (taka branża ;) ) i mam nadzieję, że już nigdy nie trafię do miejsca, które opisałam na samym początku.

    • Asiu, dziękuję za pierwszy komentarz! Moim zdaniem to bardzo nieprofesjonalne w ten sposób traktować pracowników, zmieniając zupełnie dress code jako widzimisię. Pierwszy raz się spotykam z takim podejściem.

      • Asia

        A ja dziękuję za ciekawe i inspirujące wpisy :) No dokładnie, też pierwszy raz spotkałam się z takim podejściem pracodawcy, który kokosów nie zapewniał, a wymagał sporo wydatków…

  • Bardzo mi się podoba taki biznesowy strój ale kompletnie by do mnie nie pasował ;) Jak będę pracować to raczej w miejscu gdzie nikogo nie będzie obchodziło co mam pod fartuchem laboratoryjnym. Odkrytych palców i szortów ja nie uznaję nawet na uczelni, uważam to za jakieś trochę niegodne :D A o rajstopach nawet nie wiedziałam że trzeba koniecznie nosić.
    I to co napisałaś że pan doprowadził dziewczynę do płaczu bo nie miała rajstop, to moim zdaniem nieprofesjonalne. Jak miał uwagę powinien zwrócić się do niej na osobności a nie besztać przy świadkach. Profesjonalny ubiór nie zmieni chama w dżentelmena, nie chciałabym mieć z nim kontaktu.

  • Anna

    Pracuję w branży, która głównie składa się z korporacji, ale zupełnie nie obowiązują zasady typowego dress codu. Oczywiście osoby, które mają kontakt z klientem zewnętrznym na spotkaniach na żywo, są w jakiejś mierze zobligowani do odpowiedniego ubioru, ale to tylko w te dni ze spotkaniami;). Cała reszta pracowników ubiera się dość dowolnie. Myślę, że większość cieszy się z tego kompletnego braku zasad, ale jak dla mnie dość dziwne jest, gdy uwagę zwraca włożenie białej koszuli („Miałaś rozmowę u konkurencji?” – tak mnie kiedyś podsumował kolega, a ta koszula nawet nie była według mnie elegancka), a zupełnie nikt nie zwraca uwagi na polary/dresy/mikroszorty. Tzn. nikt nie zwraca uwagi oprócz mnie. No i część moich kolegów (mężczyźni) po przyjściu do pracy zmienia buty na basenowe klapki albo kapcie. To jest dopiero dress code :D.

    • Riverina

      Wiesz, że w mojej firmie było podobnie, tzn ja i mój zespół ze sprzedaży mamy ścisły dress code, ale back office wygladał pożal się Boże. Sądzę, ze większośc nie miała nawet jednej marynarki, bo na konferencjach dziewczyny miały dresowe sukienki lub dżinsy i swetry. Az do czasu nowej prezes, która błyskawicznie wprowadzila dress code dla wszystkich- sprzedaż ultra biznesowo, centrala casual biznes. Trochę było buntów i jęków, ale teraz naprawdę miło na wszystkich patrzeć. Nawet w sprzedaży męzczyźni, zrośnięci prawie z garniturami trochę buntowali się, kiedy musieli kupić po kilka par białych koszul i krawaty, najpierw te krawaty trzymali w szufladach, a teraz przyzwyczaili się i wyglądają super elegancko.

  • Moim zdaniem Dress Code powinien być tak samo jak mundurki w szkołach. niestety jest to wymuszone nie frafobliwością ludzi… u mnie w biurze są dziewczyny przychodzące w trampach, leginsach i t-shirt’ach. Niestety trzeba założyć że wiekszość ludzi jest głupa lub co najmniej bezmyślna i zrobi z siebie głipka i bedzię
    się nieodpowiednio ubierać.

  • U mnie jest w sumie bardzo różnie. Teoretycznie 4 dni formalne plus luźny piątek, ale w praktyce wygląda to tak, że wszyscy chodzą ubrani raczej umownie przez te cztery dni. Ja chodzę najczęściej w basicach, mój mundurek i w pracy i na co dzień to bluzka z długim rękawem (bawełna lub wiskoza) plus spódnica z koła, sporo krótsza niż do kolan, do tego raczej baleriny niż obcasy a i vansy mi się zdarzają, i jest OK. Nawet podpytywałam przełożoną, czy powinnam wyglądać bardziej „marynarkowo” i powiedziała, że nie ma potrzeby. Ogólnie od kiedy pracuję w korpo, zawsze kupując nowe ubrania zastanawiam się, czy nadają się i do pracy, i po pracy. Potrafię odrzucić bluzki bo lekko mi prześwituje cielisty stanik, bo bluzka jest bez rękawów (w sensie taka jak ktoś wrzucił zdjęcie w poprzednich komentarzach), bo jak podniosę rękę widać mi brzuch, a potem przychodzę do pracy a dziewczyny mają kolorowe staniki pod białymi bluzkami i koszulki zawiązane nad spódnicą zaczynającą się w talii (co bardzo fajnie wygląda) i wtedy jestem zła na siebie, że tak się stresuję. Ogólnie dress code traktowany tak swobodnie ale jednak istniejący jest dla mnie fajną okazją do kreatywnego podchodzenia do garderoby, chcę pokazać swój styl ale muszę pamiętać o zasadach ubioru biurowego, czasem fajne rzeczy z tego wychodzą :) a nie ma zagrożenia, że zostanę wyrzucona z biura i upokorzona.
    Casual friday natomiast u nas jest bardzo casual, widuję i koszulki z Gwiezdnych Wojen lub zespołów, i dżinsy + bluza dresowa + adidasy.

  • Emilja

    Moja praca nie wymaga częstych spotkań z klientem dlatego cenię sobie brak dress code’u. Nie wyobrażam sobie noszenia eleganckich ubrań w upale i na co dzień. Nie pasuje to do mojego stylu i bardzo się cieszę, że nie muszę tego robić zbyt często. Gdy zdarza mi się jednak iść na jakieś spotkanie wkładam coś bardziej oficjalnego, ale też bez dużej przesady. inna sprawa, że pracownicy agencji reklamowych są raczej postrzegani jako osoby wyluzowane i mój styl ubioru do tego wizerunku jak najbardziej pasuje :)

  • ehhh to jest dopiero mój życiowy problem. Jestem geodetką więc o żadnym dress codzie nie ma mowy. Często paraduję w kaloszach, ale ubranie się odpowiednio do pogody to prawdziwe wyzwanie. Nie można też przesadzić i biegać w bikini… a w biurze zawsze mi zimno bo jest od strony północnej i nigdy nie dochodzi tam słoneczko :D Więc sprawa jest naprawdę problematyczna :)

  • Ola

    Pracuję w korporacji, w IT, z tym, że w Niemczech, więc tylko o tutejszym dress code mogę mówić. W przypadku kontaktu z klientem wszystkich nas obowiązują inne zasady, ale jako informatyk, zazwyczaj pracuję w dżinsach i bluzce, dżinsach i swetrze, byle było czyste, uprasowane i ogólnie sprawiało zadbane wrażenie. Jak mam ochotę, czasem założę marynarkę i inne spodnie, ale ja akurat kocham dżinsy. Rzecz jasna, nie sprane i zniszczone. A że branża perfumeryjno-kosmetyczna, to i wolno założyć coś nietypowego, kolorowego i nikogo to nie dziwi. Latem rajstopy nie obowiązują, sandały wszelkiego rodzaju są dozwolone. To dla mnie raj – bo nie wyrobiłabym w kostiumie na co dzień, choć to nie tak, że nie lubię. Rzadko natomiast noszę sukienki i spódnice, bo mam problem medyczny z lewą kostką i buty na wysokim obcasie to dla mnie no-go. Skręcam nogę nagminnie. Dlatego niziutki, stabilny obcas to maksimum, co mogę nosić i w moim przypadku lepiej sprawdza się przy spodniach. PS. Pojawienie się bez powodu w kostiumie/garniturze nieodmiennie kończy się pytaniem kolegów czy „byłeś na interview”? :)

  • Asia Piekarska

    Jak pracowałam w biurze, to zawsze nosiłam rajstopy lub pończochy – w upał najcieńsze, jakie znalazłam, i budziło to zdziwienie wśród moich koleżanek, a nawet przełożonej. Buty na zmianę miałam w samochodzie i po dojechaniu do pracy zmieniałam na zabudowane. Teraz nie muszę tego robić, ale i tak dbam o strój do pracy, bo zwyczajnie lepiej się wtedy czuję.

  • Chyba nie da się stworzyć uniwersalnej recepty na ubiór do pracy w biurze. Kancelaria prawnicza to biuro, pracownia artystyczna to biuro, firma prywatna tez ma biuro. Wszystko zależy od kultury i wytycznych firmy. Należy obserwować i umieć zachować swój styl w tej obserwacji. Sama piszę o modzie w biurze, o wskazówkach, ale to mój punkt widzenia, mój styl w oparciu o doświadczenie pracy w korporacjach, a każda jest inna i ma inne podejście do dress code. W poście Kasi znajduję to z czym się zgadzam, niekoniecznie to jedyne słuszne. A zestawy kupuję wszystkie :) piękne kolory i duża praca.

  • Piękne są te koszule less by more – chyba sie skusze:) zmieniłam swoje podejście do garderoby czytając Cię i jestem z tego bardzo zadowolona

  • AsiaD

    Dobrze że u mnie w pracy nie ma dress code – ale za to trzeba być gotowym na wszystko! Pracuję w instytucji kultury, gdzie jednego dnia jest wyjazd do opery czy teatru, a drugiego organizujemy wycieczkę, zawody sportowe czy koncert disco polo. Poza tym są też dni, kiedy wykonujemy pracę biurową czy jeździmy szukać sponsorów. To dopiero wyzwanie! :) Na początku zdarzyło mi się ubrać się niewłaściwie do sytuacji – albo zbyt luźno, lub zbyt oficjalnie. Nie zapomnę, jak bez uprzedzenia szef zdecydował, że jedziemy podpisywać umowę, a ja w dżinsach, czarnym swetrze i bez makijażu. Nie czułam się komfortowo i myślałam, że się spalę ze wstydu. Z biegiem czasu wypracowałam sobie własny styl, taki pół oficjalny na co dzień, a jeśli wiem wcześniej o jakimś wydarzeniu, to wprowadzam modyfikacje. Nic nie jest w stanie mnie zaskoczyć.

  • Asia Piekarska

    Dziewczyny, a może któraś z Was wie, gdzie szukać prostej białej (ale nie śnieżnobiałej) sukienki nadającej się do pracy, bez koronek i udziwnień? Bardzo, bardzo poszukuję i będę ogromnie wdzięczna za radę. Kremowe, ecru, kość słoniowa…

  • Xxx

    U mnie w pracy dziewczyna nosi cały rok rajstopy do pracy. Czarne ok 20DEN. Zimą jest układ botki + rajstopy + spódniczka nad kolano, a latem to samo, tylko zamiast botków baleriny. Nie ma znaczenia czy jest -10, czy + 35*. Zawsze tak samo. Dodam że z klientami nie pracuje :)

  • Estera

    Ubrania piękne, ale poza moimi możliwościami finansowymi :(

  • Napisałabyś jeszcze o dress codzie? Jakie są rodzaje itp. Słyszałam od kogoś że w biznesie nie nosi się czerni. To prawda? Tylko błękit, szary.