Narzędzia inspiracji. Inspiracja a zakupy. Marketingowe sztuczki. Przejście od perspektywy makro do mikro. Jak się mądrze inspirować.
Napisałam ten tekst 10 lat temu. Już wtedy pisałam, że żadne zdanie mówiące o tym, że żyjemy w natłoku modowych, ubraniowych inspiracji nie wydaje mi się wystarczająco mocne. Nie znam chyba drugiej sfery życia (no, może kulinaria), gdzie słowo inspiracja byłoby używane tak często i odmieniane na tyle możliwych sposobów.
Dziś, po 10 latach, jest chyba jeszcze gorzej. Jesteśmy zalane morzem inspiracji. Rzadziej w gazetach, częściej na instagramach, tiktokach, Youtubach i innych kanałach. Osób, które mówią nam, jak powinniśmy się ubierać, jest ogrom. Osób, które pokazują, jak się ubierają, jeszcze więcej. Inspirujemy się nimi, próbujemy naśladować ich sposób ubierania się, życia.
Czy jest w tym coś złego? Absolutnie nie. To wszystko bardzo pożyteczne narzędzia, jednak czy faktycznie wiemy, co z ogromem zebranych inspiracji właściwie zrobić? Jakie czynniki sprawiają, że inspirując się, finalnie kupujemy?
Dlatego odświeżam ten tekst. Żeby nie zginął w masie innych treści, bo uważam, że jest wyjątkowo wartościowy, nieskromnie pisząc.
Inspiracja a zakupy
Może będzie łatwiej, jeśli odwrócimy lekko to zagadnienie. Skąd właściwie czerpiemy inspiracje? Kto nam je dostarcza? Sesje zdjęciowe w magazynach, lookbooki marek ubraniowych, zdjęcia w social media, wizerunki celebrytów. Odpowiedź jest prosta. W przeważającej większości przypadków inspiracji dostarczają producenci. A oni doskonale wiedzą, jak zmobilizować nas do zakupów. Kupujemy poprzez emocje.
Emocje, które wzbudzają w nas inspiracje ubraniowe mogą być dwojakiego rodzaju: pozytywne i negatywne. Pozytywne to najczęściej wzbudzanie potrzeby aspiracji do lepszego życia, o której rozmawiałyśmy ostatnio. Chcemy żyć lepiej, być postrzeganymi jako lepsi, mądrzejsi, odnoszący więcej sukcesów, bardziej profesjonalni itd. To bardzo silna emocja, ale ta negatywna jest jeszcze mocniejsza. Kupujemy, bo boimy się, że będziemy gorsi. Ten strach jest genialnym motywatorem i wymuszaczem zakupów. Podsumowując, kupuję, bo jestem tego warta i kupuję, bo boję się być gorsza.
No dobrze. A jak to się przekłada na praktykę? Popatrz proszę na zdjęcie obok i odpowiedz na pytanie: jakie emocje, uczucia, skojarzenia budzi w Tobie ta fotografia?
Luksus. Przyjemność. Harmonia. Spokój. Dostatek. Piękno. Zapewne to tylko niektóre ze skojarzeń, które powstały w Twojej głowie. W mojej tak. Chciałabym poczuć się jak ta modelka, w pięknych ubraniach, która zapewne za chwilę pójdzie z mężczyzną swojego życia na popołudniowego drinka do restauracji z widokiem na ocean :).
Zamieńmy nieco scenerię. Zabierzmy modelce ocean, mężczyznę i drinka :), i zastanówmy się, czy prezentowane na zdjęciu ubrania nadal są tak atrakcyjne i wywołują dokładnie te same skojarzenia. Zapewne nie. A gdy wykluczymy dodatki (ta apaszka powiewająca na wietrze jest bardzo sugestywna) i piękną buzię, zostanie to, co byśmy kupiły sugerując się fotografią: białą bluzkę, białe spodnie rybaczki i ewentualnie apaszkę.
Makro i mikro
Budowanie scenerii w celu wzmocnienia przekazu sprzedażowego to żadna nowość, ale na co dzień, w inspirowaniu się ubraniami jakoś o tym zapominamy. Zbieranie inspiracji to genialne narzędzie, które prowadzi nas do odkrycia własnego stylu, ale żeby była to mądra inspiracja, musimy zmienić perspektywę. Wystarczy, że przejdziemy od postrzegania makro do mikro.
Zamiast skupiać się na aranżacji, scenerii i wyobrażeniach lepszego życia (perspektywa makro), spójrz na ubrania jako takie i na to, co sprawia, że w danym zestawieniu wyglądają dobrze (perspektywa mikro).
Zastanów się też, czy takie ubrania będą równie dobrze wyglądały na Tobie, jak na modelce. Bez oceniania i kompleksów, po prostu niektóre fasony wyglądają lepiej na wieszaku ;). Odseparuj od siebie emocje, które wzbudza zdjęcie od ubrań, które są na fotografii. Czy te same ciuchy będą równie dobrze wyglądać w Twojej rzeczywistości? Czy w ogóle są Ci potrzebne?
Zbierajmy i oglądajmy inspiracje, ale nie pozwólmy emocjom brać górę przy przekładaniu inspiracji na zakupy. Nowa sukienka nie przeniesie nas samoistnie na rajską plażę, ani nie sprawi, że będziesz wyglądać jak influencerka, którą podziwiasz. Kupujmy, gdy mamy rzeczywistą potrzebę, a nie ze strachu czy wskutek toksycznych aspiracji.


