Minimalizm w praktyce. Jak przestać kupować?

minimalizm-w-praktyce-simplicite

Tak, moi drodzy, takie zakupowe pokusy wcale nie są mi obce. Teoretycznie, powinno mi się łatwiej z nimi uporać. Po pierwsze, wypracowałam sobie pewne narzędzia (o których za chwilę), a po drugie, przecież mi to zwyczajnie nie wypada wpaść w zakupowy szał, prawda? ;)

 

Do napisania tego tekstu zainspirowała mnie Joanna, która takie pytanie zostawiła pod jednym z ostatnich tekstów. Wydawało mi się, że temat zakupów poruszałam już na blogu wiele razy, ale faktycznie jeszcze nigdy nie odpowiedziałam na pytanie: Jak przestać kupować?, a właściwie w jaki sposób ja radzę sobie z zakupowymi pokusami.

 

Może zainteresują Cię również teksty:

Minimalistka na zakupach – wbrew pozorom, zakupy u minimalistki to bardzo ważna sprawa. Z reguły temat i pojęcie minimalizmu wypływa raczej w kontekście pozbywania, wyrzucania, ograniczania stanu posiadania. Tymczasem, mądre nabywanie rzeczy, w tym też ubrań to kolejny, niezwykle istotny moment, choć bardzo rzadko się o nim wspomina… (czytaj więcej)

7 zakupowych pomyłek (moich oczywiście) – jakiś czas temu prosiliście, żeby pokazać na blogu moje zakupowe porażki. Piszę o nich z przyjemnością, głównie dlatego, że wiem już, że takowe nigdy się nie powtórzą… (czytaj więcej)

5 błędów, które najczęściej popełniamy na zakupach – historia, w jaki sposób wyglądało moje zakupowe życie przed projektem Szafa Minimalistki… (czytaj więcej)

 

Jak przestać kupować?

Od razu poczynię pewne zastrzeżenie. Kupienie sobie czegoś ładnego raz na jakiś czas to żaden grzech, naprawdę. Mnie też się zdarza. Przykładem jest choćby ta koszulka w paski. To nie o to chodzi. Chodzi o zaprzestanie zakupów w sytuacji, gdy czujesz, że nie masz nad nimi kontroli, że kupowanie wymyka się z rąk. I oczywiście, zakładając, że rzeczywiście chcesz coś z tym zrobić. Wiele osób pisze do mnie, że chce zacząć kupować mądrze i pyta o radę, a gdy zaczynam podpowiadać, zaczyna się litania wymówek, szukanie usprawiedliwienia dla siebie i dla swoich zakupów. Zapewniam, że moim celem nie jest przekonywanie na siłę do ograniczenia zakupów. Jeśli nie czujesz takiej potrzeby, to nie jest to tekst dla Ciebie. Jeśli jednak chcesz zacząć kupować mądrze i w sposób przemyślany, to zapraszam Cię serdecznie do dalszej lektury.

 

Ogranicz pokusy

Pokusy to najpotężniejsze marketingowe narzędzie wabienia i największy wróg rozsądnych zakupów. W dzisiejszym świecie naprawdę trudno jest uniknąć jakichkolwiek pokus zakupowych, ale można je sobie w zdrowy sposób ograniczyć.

 

Po pierwsze, jak ognia unikamy window shoppingu. Naprawdę nie macie ciekawszych i bardziej rozwijających zajęć od łażenia i gapienia się na sklepowe wystawy? Wiem, że to brzmi brutalnie, ale o ile bycie na bieżąco w modzie nie jest dla kogoś elementem pracy zawodowej, to naprawdę uważam, że istnieje mnóstwo bardziej wartościowych sposobów na spędzanie wolnego czasu, niż godziny poświęcone na wędrowaniu między sklepami na zasadzie: nic nie chcę kupić, tylko popatrzę. Kłopot z tym, że prawie zawsze patrzenie prowadzi do wypatrzenia czegoś. Czegoś, co, im dłużej na to patrzymy, tym bardziej staje się elementem pożądania.

 

Po drugie, szlaban na window shopping dotyczy też sklepów internetowych! O ile wyjęcie gotówki z portfela bywa czasami momentem, który chłodzi zapędy zakupowe, to już 4 kliknięcia plus enter takich wyrzutów sumienia nie kreują. Pół biedy, jeśli nie do końca trafiony towar można łatwo zwrócić, jeśli nie to już gorzej – taki zakup zostaje u nas na zawsze i jest wrzód sami już wiecie gdzie :).

 

Po trzecie, chociaż pewnie strzelę sobie tu w kolanko, ograniczamy też blogi i kolorowe czasopisma. To już taki drastyczny krok, ale czasami wstrzymanie zalewu kolorowych inspiracji pomaga. Chociaż na jakiś czas. Jak to ładnie ujęła Thoughts Blender w komentarzu: jeśli nie bombardujesz swojej wyobraźni ładnymi obrazkami ubrań i dodatków jakoś łatwiej jest uporać się poczuciem konieczności kupowania.

 

Trzymaj się zakupowej listy

O tym, w jaki sposób konstruuję swoje zakupowe listy pisałam już szeroko w tekście Minimalistka na zakupach. I pamiętajcie, kupienie czegoś czasami spoza listy nie jest grzechem śmiertelnym, ale niech to pozostanie wyjątkiem od reguły, a nie odwrotnie.

 

Czy to jest mi NAPRAWDĘ potrzebne?

To pytanie zadaję sobie zawsze przed kupieniem czegoś nowego, czasami nawet kilka razy. Niesamowite, w jaki sposób nasz umysł potrafi zracjonalizować nawet najbardziej niepotrzebny wydatek. Kupię, bo ciężko pracuję i mi się należy. Kupię, bo mi smutno i miałam gorszy dzień. Kupię, bo tanio. I tak dalej… i tak dalej… i tak dalej. To jedno zdanie to moje koło ratunkowe w sytuacji, gdy już naprawdę nie mogę się powstrzymać. Najczęściej wcale nie pojawia się ono w trakcie zakupów ubraniowych, ale pierdółek do domu. Matko, to moja prawdziwa pięta achillesowa. Świeczki, tacki, kubki, poduszki. Dla zdrowia psychicznego i komfortu portfela dawno wprowadziłam zakaz szastania pieniędzmi w sklepach wnętrzarskich.

 

Słowo na koniec. Zapewniam, że żadne narzędzie, żadna porada Ci nie pomoże i nie ułatwi zadania jeśli nie będziesz w tym szczera/szczery wobec samego siebie. Albo chcesz przestać bezmyślnie kupować, albo nie. To dokładnie tak samo jak z rzucaniem nałogu. Silna wola to podstawa, reszta to tylko bajery. Dla mnie osobiście, najbardziej efektywne było i jest złożenie obietnicy samej sobie. Obietnicy, z której rzetelnie staram się wywiązywać. To mi daje zaufanie do samej siebie i poczucie sprawczości. Bardzo pomaga.

 

Bardzo jestem ciekawa, w jaki sposób Wy radzicie sobie z zakupowymi pokusami? A może wcale ich nie zwalczacie? :)

 

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:

 

  • Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu oraz możliwość uczestniczenia w “bez-zadaniowych” konkursach.
  • Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.
  • Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).  

 

69 komentarzy
  • Bardzo zgrabny tekst – z jednej strony subtelnie opieprza, z drugiej motywuje :D O ile z zakupami ubraniowymi poszło mi świetnie, bo tego za bardzo nie lubię, z rzeczowymi widać poprawę, tak jeszcze muszę popracować nad kosmetykami. Niby mam tylko te, które jestem w stanie realnie zużyć, ale czasem łapię się na tym, że muszę mieć jakiś zapas. Nie wiem, czy to zdrowe czy nie, ale muszę – bez tego nie czuję się komfortowo. Jeszcze trochę pracy przede mną :)
    pozdrawiam, A

  • Od kiedy zaczęłam czytać ciebie, nawet jeśli idę do galerii, żeby coś kupić(konkretnego), to nie kupuję już czegoś czego nie było na mojej liście. Chodzę w okół jednej rzeczy, przymierzam, ale w końcu zadaję sobie to pytanie, czy mi jest to potrzebne i nie kupuję. Chociaż promocje 40% off w Gapie kiszą bardzo.

  • Aleksandra N.

    Bodajże na blogu prosty blog autorka napisała, że stara się znaleźć powody, dla których czegoś NIE potrzebuje – takie odwrócone podejście, ale wydaje mi się bardzo skuteczne, sama staram się go stosować:)

    • Czipsy Cebulkowe

      Ja tak sobie tłumaczę i o dziwo działa. Dzisiaj przymierzałam świetny żakiet czarny fajny materiał na jeden guzik, promocja, więc czemu nie – stoję w przymierzalni i myślę, przecież jeden już mam, też czarny, nie jest zniszczony, dobrej firmy, a 150 zł – to wcale nie tak mało. Odkładam. jakieś 2 lata temu przeczytałam książkę M. Jurczyk i wywaliłam 2/3 swojej szafy. Zostały tylko wartościowe klasyki. pierwszy rok był szokiem zakupowym, bo uzupełniałam garderobę, ale o wartościowe rzeczy – trencze klasyczne w 3 kolorach, dobre jakościowo koszule, klasyczne, takie w których nawet za kilka lat będę wyglądać na topie. Żakiety, klasyk w paru kolorach “klasycznych”. Szaleję jedynie z t-shirtami. Bo to szybko się niszczy i trzeba częściej wymieniać, więc tu są najróżniejsze kolory i wzory. Jako że pracuję za biurkiem, żakiet mogę ubrać nawet 3 razy pod rząd ale t-shirt, czy bluzka/koszula wymieniane są codziennie. Po dwóch latach stwierdzam, że moje wypady zakupowe to jakieś 1 na dwa miesiące i nawet jeżeli chodzę i przymierzam, a NIE POTRZEBUJĘ – to nie nęci mnie kupowanie. Mam klasyczne zestawy w których wyglądam bosko!!!! To samo zrobiłam z butami – tu niestety zajęło mi to trochę czasu bo szukam tych idealnych, skórzanych no i nie powalająco drogich. Kilka par szpilek, 2-3 pary baletek, 2 pary sztybletów i zimowe kozaki. Trampek niestety kupuję mnogo – jakoś szybk0 je niszczę . Tak więc da się. Jeżelii chodzi o wyposażenie domu – działa tak samo – po co mi kolejna tacka, a gdzie postawię ten wazon, a ta figurka to w ogóle mi sie zmieści :-)

  • Jeśli chodzi o ubrania, robię sobie ostatnio coś w rodzaju listy potrzebnych rzeczy na nadchodzący sezon. Są to ubrania, których na prawdę potrzebuję i łatwo skomponuję je z innymi rzeczami z mojej szafy, tworząc zupełnie nowe zestawienia. Np. na lato długa spódnica, bluzka w paski i sandały. To pomaga ograniczyć kupowanie przypadkowych ciuchów, które po prostu wpadają w oko.
    A jeśli chodzi o bieżące codzienne zakupy, staram się najpierw zużywać do końca wszystko co mam w opakowaniu i zabraniam sobie kupowania nowego wcześniej. To pomaga ograniczyć nie do końca potrzebne zapasy, które potem leżą i się marnują.
    Potrzeba w tym wszystkim trochę silnej woli ale z pewnością warto :)

  • Magda S

    ja nie chdze do galerii i to sie sprawdzaL:)

  • Ja również nie chodzę po sklepach stacjonarnych i internetowych. Czas wolny staram się spędzać bardziej kreatywnie. A że mam dwójkę małych dzieci to już one same dostarczają mi wiele wrażeń. :-)

  • Ja nie powinnam była czytać tego tekstu, bo wcale nie mam takiego “problemu”, no ale jak zwykle wpadłam tu z facebooka z ciekawości ;) Czułam się, jakby to nie był artykuł skierowany do mnie, do momentu: “Kupię, bo ciężko pracuję i mi się należy. Kupię, bo mi smutno i miałam gorszy dzień. Kupię, bo tanio. I tak dalej… i tak dalej…” – wróć. Przeczytaj jeszcze raz. I jeszcze raz. O-oooł. Ja przecież tak usprawiedliwiam większość zakupów (ubraniowych, jedzeniowych, itp). Skupiłam się bardziej na czytanym tekście. Zacznę się bardziej zastanawiać…. CZY TO JEST MI NAPRAWDĘ POTRZEBNE? O tak będę się głośno pytać przed zakupami. I to nawet nie większymi, bo w moim przypadku budżet “rujnują” raczej pierdółki. Pozdrawiam.

  • Basia Szmydt

    Czytam ten wpis pijąc kawę w Galerii Mokotów (miejsce oczekiwania z walizka, a nie punkt docelowy :)). Bardzo mądry tekst jak cały Twój blog. Ja nie kupujac czuje w sobie moc. Kiedyś po prostu uważałam, że po prostu dobrze robie dziś mam tego namacalne dowód w postaci stojącego domu, do którego właśnie jadę. Poza tym wszystkie ciuchy, które widzę w witrynach określam mianem “szmaty” odkad zaczęłam batdziej skrupulatnie dobierać to co mam na sobie. Moim sposobem oprócz magicznego “czy to jest mi naprawdę potrzebne” to “wszystko juz masz. I wracanie nawet kilkanaście razy do książek, które mnie w tym zakresie ukształtowaly. Dziękuję za post. Ps. Czy zobaczę Cie w lipcu w Poznaniu? :)

    • Kochana, dziękuję za wszystkie przemiłe słowa! Tak, będę w Poznaniu, zarejestrowałam właśnie dziś Puro :). Także widzimy się koniecznie, a na drugi raz jak będziesz miała siedzieć z walizką w Galerii Mokotów, to daj kobieto znać, lepiej posiedzieć z kawą u mnie w biurze nie tak daleko od galerii, co? :)

  • ojoj, ja mam duży problem z zakupami. ;) Uznać można by wręcz, że jestem zakupoholiczką, więc z ogromna uwagą przeczytałam Twój tekst. Chyba spróbuję z listą zakupów – jest nadzieja, że dzięki temu przestanę kupować zupełnie mi niepotrzebne rzeczy. :)

    • O, koniecznie. Lista zakupów to skarb, pamiętaj tylko, żeby była szczegółowa – wtedy działa. Plus odrobina silnej woli :).

      • Sprawdzałam, zapis “spodnie” się nie sprawdza, więc faktycznie szczegółowa musi być. ;) Ale silna wola to podstawa!

  • Jak przestałam wychodzić z domu, to i pieniążki nie odpłynęły :D

  • Dominika W.

    Zakupy ubraniowe nie są już dla mnie takim problemem od kiedy zaczęłam zwracać uwagę na jakość kupowanych ubrań i sprzętów. Większość ubrań prezentowanych w sieciówkach wygląda dla mnie jak ‘szmaty’. Listy i ograniczenie przeglądania sklepów on-line i stron z inspiracji również jest bardzo pomocne :)

    • marta

      Dla mnie również. Znalezienie ładnych ubrań w dobrym gatunku i w miarę dobrej cenie nie jest łatwe. Moją słabością są bawełniane białe koszulki i mam ich sporo (ok 10) ale używam ich codziennie (dobrze wyglądają pod białym fartuchem) wiec ma to swoje uzasadnienie :)

      Coraz częściej dochodzę do wniosku że jeśli nie chce mi się czegoś prasować to tego nie potrzebuję. Dla mnie to też dobry hamulec zakupowy :)

  • Bernarda

    Ja przestałam napychać swoje domowe półki ubraniami odkąd spotkałam się ze stylistką, która zrobiła mi remanent w szafie i nauczyła kompletować ubrania w zestawy. Przeprowadziła istny detoks w mojej szafie, który przełożył się na detoks w głowie.Tak …szmaty zalewają nas w zastraszającym tempie, tym bardziej warto mieć mało a dobrych rzeczy , poza tym to też pomaga budować swój styl, a nie ślepo podążać za trendami Dobrze jest jak minimalizm w garderobie przerodzi się w minimalizm życiowy… ale to wszystko wymaga pracy a przede wszystkim jak to Pani napisała szczerości wobec siebie. Dziękuję za artykuł, pozdrawiam serdecznie.

    • Cała przyjemność po mojej stronie :). Myślę, że od minimalizmu w garderobie do minimalizmu życiowego jest tylko krok. Raz rozbudzoną świadomość ciężko uciszyć, ale to niewątpliwie wymaga wysiłku. Pozdrawiam!

  • Odpowiedź na to pytanie jest prosta: zajść w ciążę. Choć raczej nie kupuję w galeriach – bo jakość i cena nie idą w parze, to ostatecznie zrezygnowałam też z lumpkowych zakupów. Raz, że trudno coś na mnie znaleźć, dwa że to i tak jest na chwilę. I choć widzę wiele rzeczy w moim stylu, to i tak nie kupię – bo kto wie jak później będę wyglądać i w czym mi będzie wygodnie?
    W kupowaniu ogranicza też wybrana paleta kolorów – tym sposobem nawet jeśli znajdę coś ciekawego, co nie pasuje do wybranych przeze mnie kolorów – nie kupię.
    Co nie znaczy, że w ciąży wyglądam nieładnie bądź niechlujnie. Po prostu potrzebuję znacznie mniej. Ostatnio nie mam nawet baletek, bo potrzebuję wygodnych podeszw i chodzę tylko w trampkach: czarne, czerwone, granatowe. Są dokładnie w mojej palecie kolorów :D.

  • Niezbędnik Domowy

    Ja jestem zwolenniczką “mądrych” zakupów. Ubrania kupuję wówczas, jeśli czegoś naprawdę potrzebuję, a nie, gdy są wyprzedaże. Staram się wcześniej zrobić listę potrzebnych rzeczy i przeglądam strony internetowe sklepów w poszukiwaniu ubrań.

  • Magda K-ska

    Do ciuchów to aż takiej słabości nie miałam, ale książki tak. Były czasy, gdy potrafiłam kilkaset złotych wydać na książki, a najgorsze były właśnie sklepy internetowe (bo z takiego matrasa to jednak samemu trzeba przynieść do domu, a książki swoje ważą). Przełom nastąpił po remoncie domu, kiedy wyniosłam do biblioteki kilkadziesiąt tytułów, bo stwierdziłam, że już do nich nie wrócę i kiedy uświadomiłam sobie ile mam takich jednorazowych lektur to zaczęłam kupować rozważniej, znacznie mniej i z ponad setki książek rocznie zeszłam do 10-15, w duże mierze są to ebooki, które dodatkowe nie zajmują miejsca:) Poza tym zawsze i to dotyczy nie tylko książek, ale wszystkiego co kupuję, także ciuchów, kosmetyków, ubranek dla dziecka, robię listę tego co potrzebuję lub chcę mieć (to w przypadku książek) i potem tej listy albo sztywno się trzymam, albo wręcz rezygnuję z niektórych rzeczy, zwłaszcza książek, bo okazuje się, że np. mogę pożyczyć dany tytuł od koleżanki. To jest chyba najlepszy sposób dla większości maniaków zakupowych, lista skutecznie zniechęca:)

  • I właśnie jeszcze bardziej biję się z myślami bo już chciała kupić bluzkę bo właśnie mam gorszy moment. Z jednej strony wiem, że to kaprys i nie jest mi to potrzebne, ale z drugiej… Teraz mam mętlik w głowie i w zakładce obok Twojego bloga miejsce gdzie bluzkę mogę nabyć. :)

    • Haha, daj koniecznie znać, co wygrało! :)

      • Jednak kupiłam bluzkę. :) Teraz będę znowu porządki w szafie robić i pewnie coś wywalać.

  • To tekst pisany chyba do mnie. Dzisiaj zupełnie nieplanowanie (i niepotrzebnie) zaszalałam w Rossmanie. Dlaczego? bo promocja…

    • Marta Re

      promocje w rossmanie potrafią wabić. I sama sie wtedy kuszę, tylko, że albo idę z kartką co mam i czego kupić nie powinnam. Ale jak obejrzę co jest na promocji wychodzę na chwilę ze sklepu i zastanawiam się co kupić i wracam po chwili. sprawdzona, skuteczna metoda na słabości w drogeriach.

  • O. Swietny tekst :-). Akurat dzisiaj dumalam sobie wlasjie nad tym :-). To ja uderze z innej strony. A moze by tak policzyc…. Otoz, zrobilam sobie ostatnio eksperyment samopoznawczy i zaczelam kolekcjonowac rachunki za wszystko w portfelu. Przez miesiac. Gdy juz portfel sie nie domykal (dzis) nadszedl czas spowiedzi. Coz. nalezalo usiac, wypisac na kartce lub w excelu(ja)ile sie wydalo na co, mozna podzielic na kategorie. Np. oplaty, jedzenie indoor/outdoor, ciuchy,kosmetyki, podroze, itd. Jak czujecie ze to zakupy internetowe was pograzaja, to mozna zrobic oddzielna kategorie. Jesli wiecej wydajecie karta niz gotowka, to tez to mozna podzielic. W kazdym razie wybiera sie takie kategorie ktore znajduja zastosowanie u was. No i nagle okazalo sie ze w jednej kategorii wydaje dwa razy wiecej niz na jedzenie w ogole i wcale nie byl to czynsz i oplaty stale >___<( u Was to konto moze sie nazywac zupelnie inaczej – huczne wesele, blizniaki czy samochod marzen czy ta stylowa torebka za 2k).
    Oto wg mnie brakujace ogniwo w odpowiedzi na takie pytanie po co nie kupowac. Zeby oszczedzac! A po co oszczedzac? Czas znalezc sobie MOTYWACJE i to najlepiej naprawde BARDZO motywujaca ^—^. Wtedy jakos latwiej sobie odmowic zakupu kolejnej pierdólki, wysilic sie na kreatywnosc, a nawet zamiast kupowac nowa ksiazke pojsc do biblioteki lub poszukac grupy na fejsie w ktorej.moze ktos ja nam da za darmo. Przeciez cel uswieca srodki, a droga do niego ksztaltuje charakter :-) [tak to sobe tlumacze ;-)] ]. Ps. Z tymi blogami to swietna rada – ale Te inspirujace (twoj) mozna chyba zostawic co;-)?

    • No, że zapomniałam o napisaniu dlaczego nie kupuję, to sobie nie wybaczę :). Podróże, absolutnie to u mnie podróże. Warte każdej kwoty i każdej nie kupionej rzeczy.
      PS będzie mi bardzo miło jeśli mój blog nie wypadnie, ale jeśli to ma pomóc to trudno ;)

    • marta

      Ja mam Fundusz Luisa na torebkę Neverfull. Mam dwie torby, małą i dużą ale ta dużą codzienna jest już zniszczona i trochę zbyt elegancka. Znalazłam nową, idealna i właśnie na nią odkładam.
      Odkładanie na jaki cel pomaga, po jakimś czasie nawet jak widzisz coś ładnego to nawet nie masz ochoty tego kupić, wystarczy popatrzeć i nacieszyć oczy. Warto zacząć od odkładania na jakiś cel. Moim pierwszym był laptop, marzyłam o komputerze Apple odkąd pierwszy raz go zobaczyłam w Legalnej Blondynce i bardzo się ciesze ze udało mi się to marzenie zrealizować. Bez oszczedzania to nie byłoby możliwe.

  • Joanna K.

    Cieszę się, że mój problem, okazał się inspiracją do Twojego tekstu Kasiu :) Melduję, że jak na razie nie kupowanie idzie mi dobrze! Rozmyślając ostatnio o tym temacie, przypomniałam sobie, jak Jennifer L. Scott na swoim blogu mówiła niejednokrotnie, że trzeba nauczyć się doceniać to, co się ma i cieszyć się tym jak najdłużej, a nie szukać kolejnego zamiennika. Teraz pozostaje się tylko zabrać za realizację.
    Pozdrawiam Cię Kasiu!

  • Anka

    Zakupowe szaleństwa są już za mną, ciągle jednak popełniam gafy i to nie koniecznie ubraniowe !!!! teraz bardziej jest to związane z pozorną oszczędnością gzie idealnie sprawdza sie powiedzenie co tanie to drogie. co mi pomaga w nie wydawani pieniędzy to brak zakupów – tak nie chodzę do sklepu ograniczyłam wizyty do minimum i to każde nawet spożywcze. kiedy już jestem na zakupach staram sie iść szybkim krokiem na dział który mnie interesuje i do kasy. stosuje też ramówki czasowe która przy ostatniej wizycie w dużym markecie bardzo dobrze sie spisała 30 minut i mam być już przy samochodzie. Niedawno przeczytałam kluczowe dla mnie zdanie nie przytoczę dokładnie bo nie pamiętam ale sens jest taki ze by po pozbyć sie bałaganu nie trzeba szukać nowych rozwiązań na przechowywanie ale pozbyć sie nie potrzebnych rzeczy i używać tych co mam :) PS dobrze zorganizowana szafa ratuje każdego śpiocha

  • Tamara

    O, bardzo potrzebne to i prawdziwe słowa. “Ogranicz pokusy” – odczułam znaczącą różnicę po przeprowadzce z Warszawy do dużo mniejszego miasta (50 tys. ale galeria handlowa jest! Nawet dwie!).
    “czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal” – mniej window shoppingu, więcej pieniędzy w portfelu, większy porządek w szafie (który zrobiłam pod Twoim natchnieniem Kasiu). Czasami tylko, żeby się rozerwać i gdy tęsknota za stolicą uderza, to wtedy lecę do tej “galerii”. Ale już absolutnie nie pozwalam sobie na kupowanie rzeczy ubraniowych zbędnych i pod wpływem chwili – również w ciucholandach. Zbyt cenię sobie porządek w szafie i to uczucie, że tak naprawdę niczego mi nie brakuje w tym momencie.
    To reklamy i mnogość bodźców nakręcają konsumpcjonizm i tę myśl “muszę to mieć bo…”. Tutaj mam mniej bodźców i naprawdę, NICZEGO mi nie brakuje. Ale po przeczytaniu Twojego tekstu stwierdziłam, że muszę popracować nad trzymaniem się listy w kwestii zakupów spożywczych. Choć, tu znów mój minimalista mąż ostatnio wpadł na pomysł, że nie idziemy na zakupy spożywcze, dopóki nie wyjemy tego, co się da (oczywiście podchodzimy rozsądnie). Podoba mi się to, bo czuję, że oszczędzamy i jednocześnie nie mamy tego strasznego uczucia w momencie wyrzucania jedzenia…
    Pozdrawiam serdecznie!

  • verónica

    hm, takie kupowanie przez okno u mnie nigdy nie działało,
    w sumie rzadko wchodziłam do sklepu- mimo wystaw.
    a kiedyś było tak- że łatwiej mi było przejść przez galerię, niż obchodzić ją dookoła, no miałam ją po drodze do domu ;-)
    od tego czasu wiele się zmieniło – przede wszystkim miejsce zamieszkania ;-)

    ja bym dodała punkt, że ZAWSZE, ale to absolutnie zawsze trzeba mierzyć.
    często coś jest ładne na wieszaku, wydaje się być w naszym stylu, z metki nasz rozmiar- a na konkretnym człowieku po prostu nie wygląda dobrze ;-)

    ja z kolei nie mam problemów z gadżetami do domu- bo skutecznie zniechęca mnie myśl, że to ja będę potem sprzątać czy odkurzać te pierdółki.

    co do reszty: po zainwestowaniu w kilka “klasycznycH” rzeczy dobrej jakości, tak naprawdę odechciewa się kupowania byle jakich- bo tanich, bo ilość. w każdym razie- ja tak mam.

    no i mnie w ostatnim czasie równie trudno coś kupić w sklepie jak i online- te 4 kliknięcia myszką czasem są wysiłkiem, który niezwykle trudno podjąć ;-)
    coś może mi się wydawać ładne, cena przystępna- a i tak dochodzę do wniosku, że choć ładne itd- to wystarczy mi popatrzenie na obrazek a zupełnie nie chce mi się kupować.

    *klasyka to pojęcie względne.
    nie mówię o “obowiązkowej” małej czarnej- bo np. sama nie znoszę sukienek i nie mam ani jednej, za to spódnice love, love.

    *a poza tym tak jakoś mam, że wolę mniej niż za dużo, nie lubię przesytu w stanie posiadania i w innych sferach życia też nie lubię.

  • Ja kiedyś miałam straszne napady shopoholizmu i po prostu ciągle coś musiałam kupować. Ostatnio stwierdziłam, że działo się tak w związku z tym, że nie miałam lepszych zajęć. Od kiedy zaczęłam pisać bloga, to on stał się moja pasją. Czasem sobie myślę, że może przejdę się do centrum handlowego, ale potem myślę sobie, że szkoda mi czasu i wole popracować nad moim blogiem. Ostatnio zaczęłam się zastanawiać kiedy kupiłam sobie jakiś ciuch i po baaaardzo długich rozważaniach stwierdziłam, że między świętami, a nowym rokiem, czyli w 2015 ani jednej szmatki. Byłam zszokowana:). Także myślę, że dobrym sposobem na to żeby przestać kupować jest znalezienie sobie jakiejś pasji:). Jak zwykle artykuł bardzo mi się podobał i poruszył temat, który jest dla mnie interesujący. Bardzo lubię Twojego bloga Kasiu:). Jeśli byś miała ochotę, to zajrzyj do mnie na moje Linkowe Party u Lifestylerki. To dobra okazja do zaprezentowania siebie, a także nawiązania nowych znajomości, a przede wszystkim przeczytania rewelacyjnych postów. Życzę Ci miłego dnia. Ania

  • Czasami te pokusy są aż zadziwiające. Niby mam rozpracowaną teorię, niby zgłębiam zagadnienia jakości materiałów, niby wiem, że lepiej raz, a porządnie, niby wolę prostą i nieprzeładowaną garderobę – a jednak wystarczy jedno przejście przez galerię handlową (wędrowałam akurat do specjalistycznego sklepu), by wszystkie witryny pełne poliestru do mnie wołały. Masakra :D

  • Kiedyś miałam z tym problem, z zaprzestaniem kupowania ubrań… I dla mnie najlepszym sposobem na zaprzestanie były wiosenne porządki gdy zobaczyłam ile ubrań założyłam przez pół roku tylko raz albo nawet w ogóle… Teraz już nie mam problemu z kupowaniem ubrań pod wpływem chwili bo zawsze zadaję sobie to pytanie “czy jest mi to na prawdę potrzebe”?

  • Ewa

    Nie powiem, że nie kupuję. Nie powiem nawet, że kupuję tylko to co potrzebne, bo jakby się zastanowić, to tak naprawdę potrzebne jest całkiem niewiele.
    Na pewno jednak (co przyznaję z pewnym samozadowoleniem) kupuję znaczniej mniej niż kiedyś. Mowa tu oczywiście głównie o ciuchach, których kiedyś nabywałam naprawdę sporo, głównie w secondhandach i na wyprzedażach, często determinując wybór bardzo podobnym do przypadkowości “o, to jest fajne!”.
    Pomogło zrobienie porządku w szafie. Przekopanie się przez stertę różnorodnych szmat czasami wystarcza, żeby nie mieć ochoty ponownie doprowadzić swojej garderoby do takiego stanu, byle więcej nie musieć przez to przechodzić. Chyba najważniejsze jest zresztą po prostu podjęcie pewnej decyzji i zmiana sposobu myślenia.
    A całkiem niezłym wspomagaczem jest nałożenie na siebie pewnych wymogów. Obecnie kolory moich ubrań ograniczają się do siedmiu odcieni (wliczając w to czerń i biel), poza tym bardzo zwracam uwagę na materiały, najczęściej wybieram rzeczy gładkie (czasem pozwalam sobie na paski i kratę i robię wyjątek dla skarpetek ;] ) i koniecznie spójne stylistycznie z tym, co już jest w mojej szafie. I nawet nie muszę sie przekonywać, żeby nie kupować innych – po prostu nawet już ich nie chcę, prawie nie zauważam. Jeśli coś jest ładne czasem podziwiam (tak, te zdjęcia, pinterest jest nałogiem), ale nie kusi mnie zupełnie jeśli nie jest “moje”. Tak jest o wiele wygodniej i bardziej satysfakcjonujące estetycznie, oraz jeśli chodzi o komfort noszenia, a kiedy widać zmianę na lepsze łatwo utrzymać dobre nawyki. Z kosmetykami jest jeszcze prościej, bo nie lubię mieć nadmiaru drobiazgów i buteleczek i zwykle po prostu wymieniam kończące się produkty (lub takie, które zupełnie się nie sprawdzają, na szczęście rzadko) na nowe. Być może miałabym problem jeśli chodzi o perfumy, ale tu powstrzymuje mnie studencka kieszeń.

    Najgorzej jest z książkami i jedzeniem, bo w tych kategoriach chętnie szukam nowych bodźców, nadal jednak nie uważam, by było źle.

    Wychodzi na to, że kluczem jest kontrola nad sobą. Jak w każdej dziedzinie życia zresztą.

  • Bea

    Ograniczanie w oglądaniu blogów, sklepów internetowych i sklepów realnych to moje sposoby. Miesięczny post zakupowy też podziałał jak detoks. No i ta chwila zastanowienia nad każdą kupowaną rzeczą – czy na prawdę tego potrzebuję, czy pasuje to do całej reszty (ciuchy).

  • Nettee

    “Kupię, bo ciężko pracuję i mi się należy. Kupię, bo mi smutno i miałam gorszy dzień. Kupię, bo tanio. I tak dalej… i tak dalej… i tak dalej.” <– Heh… to się tyczy nie tylko zakupów, ale wielu innych sytuacji :P Zrobię sobie dzisiaj wolne, bo mi się należy/miałam zły dzień/, a jutro też zrobię, bo będę miała zły humor przez wolne dzisiaj :P Ile razy kiedyś tak miałam, nie zliczę :) Jeśli człowiek czegoś chce zawsze znajdzie powód (wymówkę), uzasadniającą dlaczego tak, a nie inaczej. Świadomość tego pozwala często wziąć się w garść i ruszyć dalej (ew. wejście na Twojego bloga i przeczytanie kolejnego tekstu – pomogło mi dosłownie w tej chwili ;) ). To, co napisałaś jest bardzo uniwersalne.
    A teraz albo biorę się do pracy, albo nie :D Bez szukania wymówek ;) Dzięki :*

    • Proszę! Genialnie, że się przydało :).

    • Kalutka

      Dokładnie! Ja mam tak z ćwiczeniami. Pozdro! ;)

  • Przez wiele lat robiłam masę nieprzemyślanych zakupów (ciuchowych, mieszkaniowych a nawet żywnościowych). Nie zdawałam sobie nawet sprawy jak wiele wydaję ‘na siebie’. Każda kolejna rzecz wydawała się niezbędna, konieczna, ta spódnica do tych butów, ta bluzka to tych spodni etc. Jakoś w połowie zeszłego roku zaczęłam odczuwać zmęczenie tym wewnętrznym przymusem wydawania. Zaczęłam czytać kilka mądrych blogów i doszłam do wniosku, że siła szafy nie tkwi w ilości tylko w spójności. Jednak prawdziwym punktem zwrotnym był dzień w którym mój mąż przekazał mi odpowiedzialność nad prowadzeniem domowego budżetu. Dopiero wtedy dotarło do mnie jak wiele wydaję i jak bardzo to ogranicza nasze życiowe plany (podróże, pasje). Naprawdę polecam zarządzanie budżetem i wpisywanie do tabelki każdego wydatku. Wtedy to pytanie Kasi “czy ja tego naprawdę potrzebuję?” przychodzi do głowy automatycznie przy każdym znaczącym zakupie :)

  • w sumie to zawsze byłam słabym zawodnikiem jeśli chodzi o zakupy ubraniowe, wszelakie wyprzedaże i nowe trendy to nie moja bajka. ale mimo wszystko przyjemnie się czytało :)

  • Genialny tekst :) choć osobiście nigdy nie miałam problemu z zakupowym szałem – po sklepach chodzić lubię, ale mój pech (albo szczęście), że jestem okropnie wybredna. I odkąd pamiętam, jeśli coś mi wpadnie w oko, to wychodzę ze sklepu i jeśli po tygodniu ciągle o tej jednej rzeczy myślę, to biorę. Jedyne co, to pracuję nad spójnością mojej szafy.

  • Kasia Antosiewicz

    Nie uwierzycie, co u mnie ograniczyło wydatki na ciuchy i inne bzdety – oczywiście od kiedy odkryłam Kasię i jej blog znacznie mi się przy okazji poprzestawiało w głowie, ale …. nasza Córka osiągnęła wiek nastoletni i zaczęła mieć nieco inne potrzeby niż dotychczas :) Więc na moje zachcianki nie starcza kasy + oczywiście wskazówki od Kasi :)
    Z drugiej strony ten blog przewartościował moją garderobę – aczkolwiek poza tym, że wyrzuciłam naprawdę wiele (ok. 75%) to też trochę zakupiłam (pinterest jest rzeczywiście niesamowitym źródłem inspiracji). Tkwię jednak ciągle w jednej pułapce – kupiłam nowy żakiet, bo ten stary jest już zniszczony dość no i chodzę w nim od 4 lat (mam dużo żakietów, nie umiem się bez nich obejść, zdecydowanie to moja ulubiona część garderoby – nie chodzi o to, że tylko w tym jednym). Ale … ale tak go lubię! Ma piękny odcień błękitu! Cudownie w nim wyglądam! Ten idealny fason! No i tego starego nadal nie wyrzuciłam. :( To moja pułapka.

    • Kasia, wyrzuć ten żakiet! A potem zrób dla siebie coś dobrego w nagrodę. Byle nie kupienie kolejnego ;)).

  • Ola

    Jakiś czas temu rzeczywiście zaczęłam zadawać sobie to pytanie “czy naprawdę jest mi to potrzebne?” i na pewno uchroniło mnie to przed kupieniem niezliczonej ilości fatałaszków czy kosmetyków, które nie, nie są mi potrzebne. Jednocześnie zainwestowałam w kilka rzeczy, które były mi potrzebne, a których nie kupowałam, bo szkoda mi było na nie pieniędzy (np solidny trencz). Oczywiście nadal zdarza mi się zapomnieć i w 10 minut wydać mnóstwo pieniędzy (szczególnie przez internet, to jest takie podstępne, chwila nieuwagi…). Jednak od kiedy trafiłam do Kasi, to próbuję się opamiętywać i pilnować, co naprawdę pomaga. Natomiast mam piętę achillesową, nie mogę dostać na siebie idealnych, WYGODNYCH, jeansów. Mam dość nietypową sylwetkę, ciężko mi na siebie dostać pasujące spodnie i ciągle i ciągle szukam tych jedynych. Za każdym razem w sklepie przymierzam, myślę, zastanawiam się, potem wracam wielokrotnie. W końcu kupuję, bo chyba są ok. Niby wygodne, niby kolor ok, a potem okazuje się, że niestety, cisną, albo spadają, albo się rozciągnęły, albo pasują tylko do jednego typu butów…. i poszukiwania zaczynam od nowa… i tu jest studnia bez dna. Może ktoś znalazł rozwiązanie tego problemu? p.s. jestem “gruszką”

    • Ola, obawiam się, że poza mierzeniem i szukaniem nie ma innej rady. Wyobraź sobie, że białych jeansów szukałam kilka miesięcy. Kilka miesięcy chodzenia po sklepach i mierzenia do upadłego. Tak samo mam ostatnio z sukienką. Coraz bardziej skłaniam się do szycia na miarę.

      • Ola

        Wspaniałe czasy szycia na miarę :) Do dziś podziwiam zdjęcia mojej babci i prababci w idealnie skrojonych kostiumach…. Wtedy rzeczywiście było mniej i lepiej, szlachetne tkaniny, idealne dopasowanie do sylwetki… Dziś na pewno nie będzie to konkurencyjne wobec zakupów w sieciówkach ALE zamiast kilku nieudanych prób kupienia czegoś gotowego lepiej poświęcić trochę czasu i pieniędzy i mieć coś, z czego będziemy zadowolone w 100%. Co prawda w przypadku jeansów może niekoniecznie to się sprawdzi :) to w kwestii sukienki, żakietu czy spodni wydaje się świetnym rozwiązaniem.

    • Marta

      Olu,
      mam ten sam problem. Jest jeden sklep gdzie spodnie są na gruszki a nie na jabłka ;) to P….d. Sieciówka nie chcę robić reklamy. Tam zawsze coś znajdę na moje szerokie biodra pod w-kiem , że rozmiar do 44.

    • ela

      Polecam levisa. Może nie najtaniej ale mają spodnie dla takiej figury. Dodatkowy plus-nie odstają w pasie a na pupie leżą świetnie

  • Wioletta

    Kasiu, dziękuję za ten tekst!
    Wczoraj prawie kupiłam piękne sandały na wysokim obcasie. Cenowo przystępne, ultra wygodne, na platformie, odpowiednie kolory, trochę drewniane, trochę skórzane – moje klimaty. Miałam już kartę przygotowaną, ale coś mi powiedziało: “Po co ci kolejna para wysokich butów?” i nie kupiłam ich, dałam sobie czas do dziś. Tak naprawdę to szukałam sandałów do chodzenia, tzn. ładnych, uniwersalnych, pasujących do sukienek, spodni i szortów i mających trochę platformy z przodu. (Teraz są na topie białe(!) platformy, kto to wymyślił?!) I nie potrafię znaleźć płaskich sandałów, bo nie będę chodzić przez całe lato w oksfordach.
    Dzisiaj trafiam na Twój wpis, który okazał się być wybawieniem, jakieś cudowne zrządzenie losu. ;) Teraz wiem, że jeślibym nie oparła się pokusie, to miałabym wydane pieniądze i nadal nie miałabym tego, co bym chciała :)

  • Hania

    Jak zawsze świetny tekst!! Jeszcze do niedawna moim problemem było kupowanie bez sensu, bo okazja, bo miałam gorszy dzień i trzeba jakoś poprawić sobie humor…Tylko, że po powrocie do domu humor lepszy nie był a gratis pojawiały się wyrzuty sumienia, że znowu coś kupiłam. Wtedy trafiłam na Twój blog i pytanie “Czy naprawdę tego potrzebuję?” NAPRAWDĘ działa:) zrobiłam porządek w szafie, pozbyłam się rzeczy, w których nie chodziłam i zostawiłam te, które naprawdę lubię. Zrobiłam listę rzeczy i kolorów, w których czuję się dobrze i tej listy staram się trzymać:) Wolę kupić jedną porządną rzecz, niż pięć byle jakich:)

  • wolnomi.com

    Mi w planowaniu wydatków na ubrania bardzo pomaga planowanie budżetu. Oceniam, ile złotych rocznie zamierzam wydać na odzież i obuwie i co miesiąc odkładam 1/12 tej kwoty. To są pieniądze przeznaczone na takie właśnie zakupy i nie ma zmiłuj, że spodobały mi się buty za równowartość trzech pensji :)

  • U mnie świetnie sprawdza się permanentny brak czasu na łażenie po sklepach, po których kiedyś potrafiłam chodzić godzinami. Z nudów. A przecież, zamiast tego mogę iść na salsę, spotkać się z przyjaciółkami, ugotować coś pysznego, albo zabrać się za pisanie prac dyplomowych (ale to jeszcze zdążę ^_^). Pomagają też subkonta ‘na wakacje’ i ‘na wymarzoną torebkę’ ;-)

  • Zgadzam się z Tobą, zapytanie samego siebie czy to naparwde jest mi potrezbne albo co chcez tymz robić pokazuje nam coś, czego w normlany sposób nie widzimy. Pokazuje nam, ze tak często “robimy plastykowe zakupy”, jak to mówię mojej mamie. Kupujemy coś bo jest ładne, poodba nam się, wiele osób to ma, dla poprawy humoru czy w nagrodę za prace, zdany egzamin itd.

    Potem często się okazuje, że tego nie używamy lub w naszej kuchennej szafce nie ma miejsce na 50-ty ładny kubek…

    To pytanie “Czy mi to jest naparwde potrezbne?” zadaję sama sobie od kilku lat i naparwde efekty takiego działania sa bvardzo dobre. Z tym, że faktycznie trezba byc ze sobą szczerym.

  • Pingback: Wyzwanie Minimalistki #2! W 21 dni do prostszego życia - Simplicite()

  • Pingback: Minimalizm w praktyce. Mechanizm natychmiastowej gratyfikacji - Simplicite()

  • Olina

    To ciekawe, bo ja całe życie miałam odwrotny problem. Nic nie było mi potrzebne oprócz książek i podróży. Siłą byłam zaciągana do przymierzalni przez męża, przyjaciółkę, mamę a nawet tatę:) To się zmieniło nagle, wciąż bezskutecznie szukam przyczyny, ale i tak najbardziej lubię kupować sama i potrzebuję do tego weny, inaczej nie pójdzie:)

  • Pingback: Jak nie ulegać pokusom? 3 metody ćwiczenia siły woli - Simplicite()

  • Pingback: Wasze pytania. Moje odpowiedzi. Część 4 - Simplicite()

  • zakupowyszał

    bardzo przydatny artykuł. U mnie z zakupami bywa różnie. Są miesiące w których nie kupuję nic. A są takie w których sobie na zakupy pozwalam. Grudzień ! czas przecen i wydatków skoro już robię zakupy na święta tj. żywność ,prezent dla nażeczonego to i dlaczego sobie mam czegoś nie kupić :/ i tak o to w ciągu miesiąca kupiłam półbuty, marynarkę,koszulę, spodnie,kurteczkę, ramki na zdjęcia, ozdoby na choinkę. Hmmm… niby wszystko jest tak dobrane że pasuje do siebie bo kiedyś kupowałam na oślep ,jedyne co by mi się przydało w mojej szafie to płaszcz elegancki x2 zimowy i letni i jakieś fajne kalosze oraz botki typu traperki (taki street look) a tak swetry, sukienki, bluzeczki na lato wszystko jest.
    Ale czlowiek uczy sie na błedach do puki nie wywalisz czegoś czego nigdy nie miałaś na sobie bo nie do tego wora poszła co trzeba a wiadome kolezance już nie odbierzesz bo co powiesz, pomyłka ?, kiedy ona juz kieckę sobie troszkę przerobiła. Wtedy idziesz po rozum do głowy i przestajesz kupowac na oślep. A co do dotaków do domu, hmmm nieraz jest 100 razy się dobrze zastanowić jakis styl lubimy. Ja mam chwilowo hopla na lampiony i jak najbardziej kolorystycznie dobrane rzeczy. Ogólnie jak na mniej wszystkiego po jednej ramce na salon, 2 kwiatki i obraz na ścianę, w rogu jakiś śiwecznik lub świeczka na stole. Do puki się mi nie opatrzy wtedy kupuję sobie inne. Ale co do domowych dodatków nie mam szału bardziej męcz mnie temat ciuchy. Czasami bym chciała nie kupić sobie coś przez rok ! :D Czy jest to możliwe i wychodzić wszystkie te rzeczy które mam. Czy jest takie coś możliwe ? :)

  • Agnes

    Ja mam największy problem z kupowaniem dodatków do domu. Tzn. nie kupuję niczego hurtem, ale dobre jakościowo rzeczy, wypatrzone, wymarzone, zawsze długo rozważam każdy zakup. Kilka dni, tygodni. Ale właśnie większość tych zakupów dla mnie jest uzasadniona. Jeśli już zdecyduje się coś zmienić bo dawno tego nie czyniłam (jak ostatnio, wymieniłam stary żyrandol na nowy, piękny, kuty z doczepianymi kryształami ) to i tak to kupię. Z reguły szukam tylko jego najniższej oferty kupna. Ze mną jest tak że nie wykupię połowy sklepu ale raz w miesiącu “muszę” coś nowego do domu zamówić. Praktycznie każdego dnia zaglądam do działu H&M home online, czy Zara Home, czy mintgrey i powstaje takie zamknięte koło. Za jakiś czas wiem że to będzie coś innego, ale będzie. Chociaż zdaję sobie sprawę że mogę się bez tego obyć, że zakup nie sprawi że będę trsykać enrofinami (jak to pokazują reklamy, mega uśmiechniętych ludzi aż do bólu) to i tak odczuwam chęć kupienia tej rzeczy.

  • Ja walczę z zakupami w podobny sposób – nie łażę po sklepach. Chociaż ciężko czasami oprzeć się pokusie, którą znajdują w cholernych gazetach z Yves Rocher, które do mnie przysyłają …

  • Dominika Nowakowska

    Długo z tym walczyłam ale wreszcie udało mi się wyleczyć z zakupoholizmu. Chyba przełomowym momentem był ten, w którym odkopałam w szafie bluzkę o kupnie której kompletnie zapomniałam. Miała metkę i była jeszcze w reklamówce ze sklepu, a w środku paragon, na którym widniała data grubo sprzed roku. Po tym odkryciu zrobiłam gruntowne porządki w szafie i pozbyłam się z niej rzeczy, których nie miałam na sobie od co najmniej roku. W ten sposób uzbierała mi się pokaźna sterta ciuchów, których jednak pozbyłam się bardzo łatwo oddając je na http://www.pomaganieprzezubranie.pl/. W ten sposób poza tym że moja szafa odetchnęła, to ja pomogłam potrzebującym przekazując im niepotrzebne mi rzeczy.