7 sposobów na efektywne planowanie i organizację czasu w wersji minimalistycznej

Jakie stosuję systemy planowania? Jakich używam narzędzi? Czy korzystam z planerów, bullet journal? Czy tworzę mapy marzeń? Wszystkie te pytania wracają do mnie jak bumerang w komentarzach na Facebooku, Instagramie, w trakcie spotkań na żywo. Postaram się dziś na wszystkie odpowiedzieć, zwłaszcza że planowanie Nowego Roku za pasem!

 

Jakich używam narzędzi do planowania i organizacji czasu?

 

Nie stosuję żadnych konkretnych i skomplikowanych narzędzi do zarządzania czasem. Często jestem pytana o bullet journal, ale nie mam pojęcia czym dokładnie się to charakteryzuje. Osobiście, kojarzy mi się z kartkami w kropki i wyklejanko-malowankami, które z kolei kojarzą mi się głównie z trwonieniem czasu, a nie zarządzaniem nim. Przepraszam z góry, jeśli kogoś moja opinia uraziła, ale wiele osób mówiło mi, że popularna na blogach (i chyba pierwotna) idea bullet journalingu wypaczyła się z czasem i teraz raczej stanowi hobby w postaci artystycznego prowadzenia dziennika, niż sensownego (czytaj: efektywnego) planowania i zarządzania czasem.

 

Przy lata korzystałam ze zwykłych książkowych kalendarzy. Głównie dlatego, że pracowałam na etacie i takie kalendarze dostawaliśmy co roku od firmy. Szczerze mówiąc, wypełnianie kalendarza zawsze mnie wkurzało i frustrowało. Oznaczanie terminów – ok, wiadomo, że niezbędne, zwłaszcza w terminowej pracy prawnika. Jednak nie należę do osób skrupulatnie planujących każdy dzień co 10 minut, dlatego wpisywanie codzienne listy rzeczy do zrobienia, a potem wykreślanie, przepisywanie było dla mnie bez sensu. Co z kolei sprawiało, że większość kartek pozostawała pusta, budząc u mnie uczucie kompletnie bezsensownego marnowania zasobów, przestrzeni, papieru i lasów. Zaliczyłam też kilka podejść do inszych planerów, ale z żadnym nie związałam się na dłużej, niż tydzień.

 

Szukałam odpowiedniego narzędzia przez lata, ponieważ w tym względzie jestem bardzo konserwatywnym dinozaurem – planuję i rozpisuję swoje działania w całości na papierze. Każde zadanie, każdy projekt zaczyna się na papierze. Zarys książki Chcieć mniej i kilka rozdziałów również powstały na papierze. W końcu, trochę w akcie desperacji, zaczęłam zapisywać wszystko w zwykłym zeszycie. BINGO! To było odkrycie – najbardziej minimalistyczne narzędzie do planowania na świecie – zeszyt. ;) Żadnego marnowania przestrzeni, spokojnie pracuję tam sobie z listami (o czym poniżej) i zapisuję na bieżąco absolutnie wszystko, czego akurat potrzebuję – tytuły postów do napisania czy też same posty, dane kontaktowe, cytaty, notatki ze spotkań, zadania do zrealizowania itp.

 

mój aktualny zeszyt / powoli kończy się miejsce

 

Jedyne, czego mi brakowało to miesięcznego planera z rozpisaniem konkretnych dat, żeby móc zaznaczyć ważne terminy (sądowe, urzędowe, prywatne, wizyty u lekarza, daty wpisów na blogu itd.). Ten kłopot rozwiązały miesięczne planery od Aliny z Design Your Life, z których korzystam od wielu miesięcy. Jest to po prostu pojedyncza kartka z zaznaczonymi datami – proste, przejrzyste, bez zbędnego kombinowania. Drukuję taki planer raz w miesiącu i wkładam/wklejam do zeszytu. Wszystko pod ręką i prostej formie – ideał.

 

Jak się zorganizować na co dzień?

 

Mój podstawowy sposób na codzienne zarządzanie czasem to praca z listami zadań. Brzmi może skomplikowanie, ale dla mnie najważniejsze jest, żeby “zrzucić” z głowy ciężar pamiętania o różnych kwestiach. Zawodowo zajmuję się wieloma projektami – prowadzę kancelarię patentową, biuro coworkingowe, całkiem prężnego bloga, specjalistyczne szkolenia. Do tego dochodzi kilka innych projektów, np. inwestycje w nieruchomości, no i oczywiście sprawy prywatne. Tak zróżnicowana działalność wymaga pojemnej głowy i efektywnej organizacji czasu. Zwariowałabym, gdybym musiała pamiętać o wszystkich szczegółach. Dlatego mój podstawowy sposób to:

 

→ Każde zadanie trafia na listę

 

Pisząc każde, naprawdę mam na myśli każde. Nawet najdrobniejsze i najbardziej błahe. Jeśli mam do kogoś zadzwonić, napisać, umówić się, wysłać, odebrać itp. to wszystko wrzucam na listę. Oczywiście, nie jestem robotem i naturalnie czasami zapomnę coś wpisać, ale zasada jest zasadą. To pozwala mi w większości przypadków uniknąć sytuacji w stylu: “miałam coś zrobić, ale nie pamiętam, co…” Zatem, każde zadanie trafia na jedną listę, którą mam zawsze pod ręką. Jeśli wymaga działania w określonym terminie to również to zapisuję. Jedyny przypadek, w którym nie zapisuję zadania to:

 

→ Jeśli zadanie zajmie kilka minut, wtedy robię to od razu

 

Nie ma sensu wpisywać na listę czegoś, co jestem w stanie zrobić od razu. Od razu mogę też zadanie zdelegować, jeśli mam taką możliwość. Takim zadaniem będzie np. odpowiedź na krótkiego maila, albo użycie któregoś z mailowych szablonów, odpowiedź na komentarz, krótki telefon czy załatwienie prostej sprawy. Teraz kluczowe pytanie – co dzieje się z zadaniami wpisanymi na listę. Otóż, każdego dnia otwieram sobie swoją listę i zaznaczam, które zadania będę dziś realizować. Pracuję z taką listą do momentu, gdy duża liczba zadań jest wykreślona. Wtedy lista staje się nieczytelna i tworzę nową. Na liście mam zadania ważne i zadania, które muszę zrealizować w konkretnym terminie (niekoniecznie pilne). Kolejna bazowa zasada to:

 

→ 1 dzień = 1 ważne zadanie

 

Ważne z reguły oznacza albo ważne w dłuższej perspektywie, albo po prostu duże. Czyli alternatywnie 1 dzień = 1 duże zadanie. Dodatkowo zaznaczam sobie kilka mniejszych zadań do zrealizowania, ale staram się, żeby nie było ich więcej, niż 3-5. To pozwala mi zachować zdrową równowagę. Oczywiście, czasami są dni, gdy uporam się z zaplanowanymi zadaniami szybciej, wtedy robię kilka tych drobniejszych, mniej istotnych. Bywają też takie dni, gdy wszystko idzie jak po grudzie i nie uda mi się uporać nawet z tym jednym ważnym. Trudno, tak też bywa i wtedy:

 

→ Daję sobie prawo do odpoczynku (ile trzeba)

 

Zdarzają się też takie chwile, gdy mam gorszy dzień – jestem przemęczona, chora, albo po prostu nie mam siły. Wtedy staram się zrobić sobie przerwę i nie pracować. Działam tylko z zadaniami terminowymi (jeśli termin na gardle, ale bardzo rzadko mi się to zdarza), albo po prostu odchodzę od komputera porobić cokolwiek innego. Siedzenie przy nim jak zombie nie posuwa pracy do przodu, tylko dodatkowo mnie frustruje. Odkryłam też, że wyjątkowo energochłonna jest dla mnie praca z ludźmi – spotkania, albo szkolenia. Wiem, że po przeprowadzeniu 5h szkolenia przez resztę dnia zwyczajnie i zupełnie nie jestem w stanie pracować. Czasami wystarcza mi jedno popołudnie na regeneracje, a czasami spędzam kolejny poranek w łóżku z książką.

 

Planowanie większych projektów

 

Publikuje ten tekst właśnie teraz, ponieważ dla mnie (i z tego, co wiem dla wielu osób również) czas pomiędzy Świętami jest doskonałą porą na planowanie  intensywnego podboju wszechświata w Nowym Roku. ;) Nie podam Wam tutaj żadnego złotego sposobu czy narzędzia, bo od kilku lat planuję swoje działania opierając się na harmonii pomiędzy rozumem a sercem, ze szczyptą intuicji. Wiem, że to dramatycznie głupio brzmi, ale naprawdę tak to wygląda. Kiedyś, gdy byłam dużo młodsza, byłam zafascynowana koncepcją design your life czyli zaprojektowania sobie życia i wydawało mi się, że muszę zaplanować absolutnie każdy krok, najlepiej długoterminowo, w przeciwnym razie czas mi bezpowrotnie ucieknie i staną się różne straszne rzeczy. ;) Dziś podchodzę do tego zupełnie inaczej.

 

Oczywiście, rozumiem konieczność długofalowego planowania w pewnych sferach naszego życia, przykładowo zbieranie oszczędności na emeryturę czy zapewnienia sobie poduszki finansowej. Temu też m.in. służą mi inwestycje w nieruchomości.  Pozostałe plany kształtują się w mojej głowie na bieżąco i pozwalam sobie również na ich swobodną zmianę, jeśli poczuję, że mi już z nimi nie po drodze. Naturalnie, myślę o projektach, które chcę zrealizować, które będą dla mnie rozwijające i pozwolą mi zarobić na chleb. Spisuję je, ale nie jestem z nimi związana aż do śmierci. Gdybym 10 lat temu skrupulatnie wprowadziła w życie swój ówczesny plan, nie byłam teraz w momencie, w którym jestem. Nie robiłabym tego, co robię.

 

Wielokrotnie pytano mnie czy robię tzw. mapy marzeń. W życiu zrobiłam tylko jedną, na warsztatach, na które trafiłam trochę przez przypadek. Praca nad nią była twórcza i bardzo przyjemna, bo polegało to na wycinaniu różnych zdjęć z gazet i wklejaniu na kartkę brystolu, z dopiskami od siebie. Moja mapa była śliczna. Zapomniałam o niej 2 dni później. ;) Uważam, że to narzędzie bardzo podobne do bullet journal – fajnie się twórczo wyżyć, ale z planowaniem i organizowaniem czasu niewiele ma to wspólnego.

 

Mam ogromne (i wypracowane) szczęście być w momencie, w którym zawodowo mam przed sobą sporo możliwości. W dużej mierze moje planowanie polega na podejmowaniu decyzji, również w które projekty się NIE zaangażuję. Kiedyś byłby to dla mnie ogromny problem, ale teraz, z minimalizmem pod ręką jest mi dużo łatwiej. Staram się praktykować świadome i mądre odmawianie, również sobie. Pozwalam też sobie, jak dziecku, cieszyć się fantastycznym czasem, w którym nic nie muszę na siłę. Moje plany na przyszły rok w dużym stopniu są oparte na tym, kim chcę być, a nie na tym, co chcę zrobić. 

 

***

 

Podsumowując, moje sposoby na efektywne i minimalistyczne planowanie i organizację czasu to:

  1. zwykły zeszyt jako planer + miesięczny kalendarz na jednej kartce
  2. listy zadań – każde zadanie trafia na jedną listę
  3. zrób to od razu, jeśli zadanie zajmie kilka minut
  4. 1 dzień = 1 ważne (lub duże) zadanie
  5. daj sobie prawo do odpoczynku
  6. dodatkowe 10 sposobów jak zaoszczędzić czas w pracy
  7. brak skrupulatnego planowania długoterminowego

 

Z ogromną przyjemnością poczytam o Waszych narzędziach i sposobach zarządzania czasem, no i oczywiście o planach na przyszły rok!

36 komentarzy
  • Kinga

    “Moje plany na przyszły rok w dużym stopniu są oparte na tym, kim chcę być, a nie na tym, co chcę zrobić” – to moim zdaniem kwintesencja wszystkiego. Stwierdzenie w punkt, uwielbiam takie! Kiedyś też nie wyobrażałam sobie życia bez papieru. I nawet jak miałam coś wpisane w kalendarzu w telefonie, to kusiło mnie przelanie na kartkę :) Dziś przestawiłam się kompletnie. Konkretne zadanie wpisuję od razu na konkretny dzień, później porządkuję listę zadań w kolejności wykonywania i dostosowuję ją do mojego dnia :) U mnie się sprawdza, no i nie dźwigam kalendarza w torebce…

  • eciak

    Mam bardzo podobny zeszyt, też jest w linie, a od boku kartki są ślicznie złote. Niektóre dni planuję, inne nie, a dzięki niemu nie mam wyrzutów sumienia, że kupiłam piękny planner a po roku połowa niezapisana- a przecież już nie jest aktualny.
    Co do zasad, to bardzo mi pomaga jedna- najważniejsze rzeczy planować na rano. Wiem, że gdy wstanę i będę miała je z głowy, łatwiej będzie mi się skupić przez cały dzień. W innym wypadku chodziłam rozproszona, a wieczorem nie miałam tyle siły na tę rzecz, ile bym chciała.

  • Karo

    Faktycznie zwykły notes zastąpił mi wszystkie kalendarze. Jest maly i nosze go w torebce. Zapisuje wszystkie rzeczy do zrobienia i pozniej wykreslam. Spotkania i wydarzenia zapisuje w kalendarzu w tel.

  • Riverina

    Ja pracuję z kalendarzem w systemie 2- tygodniowym, tzn widzę tydzień bieżacy i przyszły. Wpisuję tam wszystkie stałe zajęcia zawodowe typu zebrania, konferencje etc, oraz bieżace sprawy zawodowe i prywatne w systemie godzinowym. To się swietnie sprawdza. Co do celów ogólnożyciowych to dzielę je na długoterminowe, i są to bardziej marzenia, kierunek , typu dobre zdrowie, dobre relacje, nauka języka, odwiedzenie 50 krajów, etc, później wyznaczam cele w każdej dziedzinie na dany rok Cele krótkoterminowe muszą przybliżać mnie do realizacji celów długoterminowych. Ustalam także priorytety, gdyby wystąpiły jakieś zawirowania, a takze analizuję, czy nie występują cele sprzeczne, typu oszczędzanie i drogi wyjazd. Zadania te z kolei rozpisuję na miesiące. Dobrze się czuję z zaplanowanym czasem, w 80 % udaje mi się realizować swoje cele od wielu lat. Zdarzyły mi się kilkakrotnie potężne niezaplanowane zmiany życiowe, ale świadomośc celów pozwoliła na w miarę szybki powrót na właściwą ścieżkę. Właściwa ścieżka to w moim rozumieniu realizacja własnej drogi życiowej tak, aby mieć jak największe poczucie spełnionego, dobrego życia.

  • Lena Akucz

    Proszę o informację, gdzie mogę kupić taki zeszyt, jak na zdjęciu lub podobny.

    • Nie wiem, niestety. Dostałam go w prezencie.

    • Agnieszka

      Poszukaj w TK Maxx, jeśli masz gdzieś niedaleko.

    • Lena Akucz

      Dziękuję za odpowiedzi :)

  • Ela – themomentsbyela.pl

    W pracy mam kalendarz gdzie na każdej stronie jest tydzień, zapisuje w nim ważne spotkania, wyjazdy i bardzo ważne terminy. Dodatkowo sprawę mniejsze do załatwienia zapisuje na karteczkach i przyklejam na biurku, sprawa załatwiona ląduje w koszu. W prywatnych sprawach sprawdza się kalendarz w telefonie. Dość prosto ale dobrze zdaje egzamin. Od dawna już nie kupuje kalendarzy kieszonkowych, biurowych itp bo to tylko strata papieru i czasu. Moje plany i marzenia mam przede wszystkim w głowie, trochę w telefonie.

  • Żaneta Krzyszkowska

    W zasadzie to co robisz to wlasnie bullet journal mozna powiedziec, bo bullet jorunal to planer ktory wypelniamy samodzielnie w zaleznosci od potrzeb :)

    • Też prowadzę swój organizer w zwykłym zeszycie. Nazywam go Bullet Journal, choć niewiele ma on wspólnego z tymi pięknymi, ozdobionymi zeszytami w kropki, które oglądałam na różnych blogach. Moje planowanie opiera się na listach, czasami różnych notatkach – miejsce się nie marnuje ;) Czasami do tego samego celu korzystam ze starego kalendarza książkowego formatu A5, nie zwracając uwagi na daty, a traktując go jak zwykły notes :)

    • No to nie rozumiem. :) W takim razie po co to całe halo wokół bullet journal? Setki materiałów, sklepów itp. Skoro to po prostu zapisywanie tak, jak się chce i tam, gdzie się chce?

      • Joanna Grabowska

        No właśnie idea Bullet Journal była bardzo prosta: stworzenie zindywidualizowanego dzienniko-planera, w którym jedyną nowością był spis treści i numerowane strony by łatwiej było odnaleźć potrzebne rzeczy. Tylko później wzięły się za niego osoby uwielbiające scrapbooking i ozdabianie i początkowa idea się wypaczyła. Bullet journal nie musi być prowadzony w zeszycie w kropki (choć jest on przydatny, bo najbardziej uniwersalny, szczególnie gdy tworzy się jakieś tabelki czy schematy) z piękną okładką i pisany kolorowymi cienkopisami i brushpenami. Każdy robi go jak chce. Ja używam numerowanego zeszytu i czarnego długopisu i wpisuję tam głównie listy zadań na poszczególny dzień, czasami notując jakieś szczególne wydarzenia, czy listy przeczytanych książek lub obejrzanych filmów.

      • Ha, ciekawe, dzięki! Nigdy nie pomyślałabym, żeby tworzyć spis treści – to się w ogóle do czegoś przydaje?

      • KarMagKat

        Moim zdaniem nie, to zależy czy pomiędzy listy zadań wplatasz jakieś zestawienia/informacje, które są uniwersalne w dłuższym okresie czasu i chcesz do nich wracać (np. lista książek do przeczytania, które ktoś poleca, filmy, wydarzenia kulturalne, kontakty i notatki z warsztatów/konferencji – w moim przypadku byłyby to takie kategorie). Ja bez spisu treści przeżyłam ten rok i nie czuję jego braku ;)

      • Joanna Grabowska

        Mi akurat się przydaje, bo między listami rzeczy do zrobienia mam kilka innych list, które są aktualne przez cały rok (a na tyle mi zazwyczaj starcza mój bullet journal) np. przeczytane książki czy obejrzane filmy. Ale pewnie i bez tego spisu treści dało by radę. Ja poprostu jestem takim typem człowieka, który lubi mieć wszystko pod kontrolą i wiedzieć gdzie, co ma.

      • Wszystko jasne! :)

    • KarMagKat

      To samo chciałam napisać :D Sama prowadziłam w tym roku Bullet journal w zwykłym zeszycie za 2,50zł zapisując wszystko długopisem za 1,50zł. BJ to nic innego jak listy zadań, ktore zapisywałam wcześniej na luźnych kartkach. Tylko że z czasem kartek było za dużo i zeszyt w kratkę okazał się lepszym rozwiązaniem. I o ile przy organizacji życia studia dzienne+remont mieszkania+praca na etacie+prowadzenie domu BJ był dla mnie rozwiązaniem idealnym, o tyle teraz przechodzę na zwykły kalendarz. Nie potrzebuję już takiej super elastycznej formy organizacji czasu, studia i remont skończone a przy pracy etatowej i czasowo dorywczej kalendarz mi wystarczy.
      Nie bawiłam się w ozdabianie notesu. Pismo obrazkowe nie jest mi potrzebne ;)

  • Ania

    Ja tez mam zeszyt + wydrukowane 12 kartek – jedna na miesiac z iCal. I to mi wystarcza do zapisywania roznych spotkan w pracy (tez mam duza roznorodnosc). Rzut okiem na kartke miesieczna – i juz wiem, gdzie mam wiecej czasu, a w zeszycie zapisuje listy, notatki itp itd, prosto i przejrzyscie.

  • Kaśka W-Rajewska

    Też planuję w zeszycie, bo też takie rozwiązanie okazało się dla mnie najlepsze. Frustracja wypełniania kalendarza tak jak ktoś to sobie zaplanował była zbyt duża, do tego żal na stracone pieniądze, bo te ładniejsze kalendarze mają swoją równie ładną cenę. Od grudnia planuję w plenerze od Pani Swojego Czasu, bo daje mi to co zwykły zeszyt, do tego mam tam też kalendarz miesięczny i ładnie i schludnie wygląda ;)
    Jednym słowem w prostocie siła :)
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze na nowy rok!

  • Patrycja

    Dzięki za ten wpis. Rzeczywiście koniec i początek roku to czas intensywnego planowania i chęci do zmian, również tych w zakresie organizacji czasu. Jak to jest u mnie? Choć od lat uwielbiam papier, mój partner coraz bardziej przekonuje mnie do narzędzi elektronicznych.
    * Mamy jeden wspólny kalendarz Google, w którym wpisujemy sobie oboje nasze wspólne plany – wyjście do teatru, spotkanie ze znajomymi, urlopy, wizytę hydraulika. Powiadomienia o nowym wpisie drugiej osoby dostajemy na maila, a wspólne sprawy nie umykają nam i możemy sobie szybko sprawdzić wspólne plany przy ustalaniu własnych spraw. Z kalendarza korzystam głównie w komputerze, ale na szybko sprawdzam też coś w ciągu dnia na telefonie. Nie wiem, dlaczego, ale jeszcze nie mogę się przestawić na mój indywidualny kalendarz Google :)
    * Od niedawna testuję też narzędzie Evernote, w którym tworzę listy zadań. Choć mam dwa smartfony, z jakichś dziwnych przyczyn technicznych nie udało mi się na żadnym z nich zainstalować apki, dlatego korzystam z niego w komputerze. Wolałabym jednak mieć też dostęp do list z telefonu, dlatego jeszcze będę walczyć z instalacją. Podobnie jak Ty, małe sprawy załatwiam od razu, na listę trafiają jakieś większe, o których powinnam pamiętać. Dodatkowo też można udostępniać innym osobom listy i pracować nad nimi wspólnie, dlatego korzystam z tego też do “zarządzania” sprawami domowymi i robię tu listy zakupów.
    * Oprócz tego mam tradycyjny książkowy kalendarz, gdzie wpisuję swoje osobiste plany – zarówno prywatne, jak i zawodowe, ale też i inne rzeczy, które “wpadną mi w oko” – tytuł ciekawej książki, film, cytat. Tu też trafiają na bieżąco ważne dokumenty, np. rachunki, pisma, recepty, wyniki badań (dopóki się z nimi nie zapoznam i nie odłożę do odpowiednich teczek w domu).

  • U mnie trochę podobnie – miesięczny kalendarz drukowany z Design Your Life. Próbowałam z zeszytem ale jednak wolę listy i notatki wirtualne, po prostu lepiej się to u mnie sprawdza – zadania wpisuję do Asany a notatki i różne listy do Trello.

    • Ach, a ja dokładnie odwrotnie. Próbowałam z programami online, ale wracam do papieru. ;)

  • Emilia Maciejewska

    Kasiu bardzo podoba mi się Twoje podejście. Nieco przypomina mi ono metodę Zen To Done Leo Babauty, o której czytałam w jego książce o tym samym tytule. I właśnie to chcę wdrożyć u siebie w życiu prywatnym. Chcę spisać i przeanalizować wszystkie pomysły na siebie, które przyjdą mi do głowy. I stworzyć do tego odpowiednie listy. Bo w pracy własnie pracuję z listami i zadania idą do przodu, zawsze w terminie. Niestety poza pracą nie zawsze jest tak różowo, bo zdarza się, że nie umiem zdecydować za co się zabrać. W efekcie więc nie robię nic, albo coś spoza listy celów. Nie zawsze dobrze się z tym czuję, bo dotychczas miałam własnie taki plan długoterminowy ale trochę się na takim podejściu przejechałam… Dotarło do mnie,że nie zawsze mam na coś siłę i ochotę a też jest coś niezdrowego w planowaniu każdej minuty swojego czasu. Z pracą chwilowo skończyłam a z wymówkami rozprawię się niebawem. Życzę Ci dobrych wyborów w Nowym Roku i powodzenia we wszystkich działaniach!

    • Nie znam tej metody, wierzę na słowo. ;) I też dotarło do mnie, chyba z wiekiem, że zdecydowanie niezdrowe jest planowanie każdej minuty. Wszystkiego, co najpiękniejsze w Nowym Roku!

  • Luiza Ciesielska

    Kasiu, jak zawsze, Twoje teksty czytam z wielką przyjemnością, ponieważ myślę podobnie 😊

  • Mała Megi

    Kasiu, no po prostu trafiłaś jak zwykle w sedno! Dziękuję za świetny tekst! Pozdrawiam

  • Marta M

    Dla mnie prowadzenie bullet journal równałoby się z ciągłą frustracją, ze nie umiem go wypełnić tak ładnie jak bym chciała ;) Przyjemnie ogląda się cudze pięknie wypełnione terminarze ale jednak mi by było szkoda czasu na rysowanie etc. Długo szukałam sobie kalendarza (bo jednak to dla mnie najbardziej optymalny sposób planowania). Chciałam mieć cały tydzień na 2 kartkach i niezbyt duży format, ale jednak nie kieszonkowy. Przepłacam wiec za Moleskine ale jestem bardzo zadowolona :)

  • Ja również przez długi czas nie wyobrażałem sobie planowania bez papierowego terminarza. Ale od kilku lat papier został u mnie prawie zupełnie wyparty przez kalendarz na pulpit. Moge jednym kliknięciem zmienic plan dnia lub wpisac na odległy termin coś, o czym mógłbym zapomnieć. Bardzo wygodne rozwiązanie. Chociaż np. pomysły i wizje wolę zapisywać w notesie, z dala od komputera :)

  • Ja robię swój kalendarz, choć chyba nie jest to w 100% bullet journal. Zresztą wydaje mi się, że sama nazwa nie jest tak istotna 😉 Ale to dekoracji mi daleko, używam tylko kolorowej taśmy i zaspokajam w ten sposób moje kreatywne wcielenie. A do tego stopniowo zużywam wszystkie notesy, które były “za ładne” na szkolne notatki 😃

  • Anna

    Aż się zdziwiłam, bo myślałam, że tylko ja korzystam z zeszytu. :) Mam dokładnie ten sam sposób na organizację czasu.

  • Lukasz Kudera

    Pewnie nie ma jednego uniwersalnego dla każdego narzędzia czy sposobu zarządzania czasem. Obecnie zaczynam pracować z Nozbe. Póki co mogę polecić – proste i dostępne na komputerze i telefonie w takiej samej formie. Papierowy kalendarz/notes też się czasem przydaje, choć chciałbym wszystkie swoje zadania trzymać jednym miejscu. Pozdrawiam!