Jak praktykować uważność na co dzień?

uwaznosc-medytacja-simplicite

Łatwo powiedzieć “żyj tu i teraz”. Łap chwile. Bądź szczęśliwy w teraźniejszości. Celebruj momenty. W praktyce, w codzienności nie jest już tak łatwo, tak różowo. Czasami zwyczajnie brakuje siły, żeby jeszcze potrenować uważność i samoświadomość, mnie również. Niemniej jednak, jest kilka drobnych sposobów i ćwiczeń…

 

Dawno temu zachwyciłam się medytacjami. Podświadomie czułam, że jest to coś, co będzie dla mnie dobre. Chciałam wyleczyć się z czegoś, co psychologia nazywa ruminacją. Ruminacja to coś, co zapewne większość z nas doświadczyło lub doświadcza. To ciągłe maglowanie tych samych problemów. To ciągłe roztrząsanie kłopotów, bolesnej sytuacji, połączone z zamartwianiem się przyszłymi nieszczęściami. Bardzo tego nie lubię u siebie. Naczytałam się więc mądrych książek, blogów i rozpoczęłam pierwsze podejście. I zaliczyłam spektakularną porażkę. Bardzo bolesną. Głównym zadaniem na czas medytacji jest zdystansowanie się od swoich myśli. Wyrażenie zgody na ich swobodny przepływ, bez oceniania i zbędnej analizy. Bycie w teraźniejszości. Okazało się, że zwyczajnie nie potrafię “nie myśleć”. To oczywiście uproszczone pojęcie, ale wytrzymanie w tej samej pozycji przez określony czas i “nie myślenie” okazało się zadaniem ponad moje siły. Byłam głęboko rozczarowana sobą. 

 

Może zainteresują Cię również teksty:

Znajdź swój ikigai – japońska tradycja stworzyła pojęcie ikigai. Ikigai to powód, aby budzić się codziennie rano. Kostarykańczycy nazywają to plan de la vida czyli plan na życie…. (czytaj więcej)

Co dla Ciebie oznacza być tu i teraz – mam wrażenie, że po początkowym zafascynowaniu tematyką szczęścia, ostatnio przez gazety i blogi przetoczyła się fala zachwytu koncepcją uważności. W założeniach jest to cudowna i ze wszech miar godna uwagi idea. Niestety, nie mogłam się pozbyć uczucia, że tematyka ta została bardzo mocno uproszczona i spłaszczona… (czytaj więcej)

Tego lata odkryj w sobie Artystę – czy się z tym zgadzasz czy nie, każdy z nas nosi w sobie Artystę, a każdy Artysta jest Marzycielem. O sposobach na odblokowanie twórczego potencjału… (czytaj więcej)

 

Całe szczęście, że przed drugim podejściem do medytacji, natrafiłam na koncept uważności i związane z nim ćwiczenia. I okazało się, że te właśnie ćwiczenia to doskonały wstęp do nauki i praktyki medytacji. Wtedy też dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak chociażby medytacja w ruchu lub medytacja słuchania. Uważność uczy również medytowania w oderwaniu od jakichkolwiek inklinacji religijnych, co dla wielu osób może być dużym ułatwieniem. Z czasem wypracowałam też sobie kilka ćwiczeń, które teraz towarzyszą mi w codziennym życiu.

 

Medytacja z jedzeniem

Jednym z najbardziej znanych ćwiczeń uważności jest tzw. ćwiczenie z rodzynkiem :). Potrzebny jest jeden rodzynek i 20 minut, w trakcie których powoli skonsumujesz tego właśnie rodzynka (szczegółowy opis ćwiczenia z pewnością znajdziecie w internecie lub w książce Ronalda Siegel Uważność). Robiłam to ćwiczenie z kawałkiem jabłka (nie lubię rodzynek) i było niezwykle zaskakujące. Nie uwierzycie jak pyszne było to jabłko! To nie było niezwykłe jabłko, to koncentracja uwagi pozwoliła mi poczuć jego prawdziwy, pełen smak. Niby dobrze wiemy, że połykanie w pośpiechu jedzenia, przed telewizorem nie służy ani temu jedzeniu ani nam, ale dopiero taki prosty eksperyment pokazuje, że nie są to żadne banały. Polecam spróbować samemu :).

 

Oczywiście, nie jestem w stanie codziennie poświęcać 20 minut na każdy kawałek jabłka. Ale mogę odrobinę zwolnić. Obejrzeć posiłek przed rozpoczęciem jedzenia. Lubimy jak jedzenie ładnie wygląda, prawda? To nacieszmy się tym widokiem, niekoniecznie robiąc fotkę na instagram. ;) Jedzmy w ciszy, bez rozpraszaczy, bez czytania. Przeżuwajmy w spokoju, koncentrując się na tej czynności. To nie jest łatwe i wymaga wprawy, nadal się staram, chociaż jak jestem bardzo głodna, to mi zupełnie nie wychodzi :).

 

Medytacja w ruchu

Moje największe odkrycie. Znalezienie i wytrwanie w swobodnej, acz ustalonej pozycji medytacyjnej było dla mnie, jako żółtodzioba, bardzo trudne. Okazuje się, że nie tylko dla mnie. Tzw. medytacja w ruchu jest polecana własnie osobom, które mają, tak jak ja, kłopot z koncentracją ruchową. Medytację ruchową można ćwiczyć w sposób formalny (dokładne opisy ćwiczeń z pewnością znajdziecie w internecie lub w książce Ronalda Siegel Uważność) lub w sposób nieformalny, np. poprzez bieganie. Przy czym, raczej powinno być to bieganie na bieżni. Bieganie w terenie siłą rzeczy uniemożliwia pełną koncentrację na samym biegu. Trzeba zwracać przecież uwagę na krawężniki, światła na ulicy, jadące samochody i generalnie raczej patrzeć pod nogi ;). Dla mnie, bieganie na bieżni jest genialną formą medytacji. Moje myśli znikają jak za dotknięciem magicznej różdżki, a nawet jeśli się pojawiają, łatwo mi je odsuwać.

 

Jest to również dla mnie doskonały sposób na ćwiczenie koncentracji, z którą chyba wszyscy mamy dziś trochę problem. Koncentrację można ćwiczyć również na inne sposoby. Często przyrównuje się uważność do fotografowania. Żeby zrobić dobre zdjęcie, trzeba w prawidłowy sposób ustawić ostrość. A nauka koncentracji jest właśnie podobna do regulowania ostrości, z tym że ostrości naszego umysłu. Ćwiczyć koncentrację można skupiając uwagę na dowolnym obiekcie – płomieniu świecy, kropli wody na skórze, na oddechu, ale również na regularnym ruchu, takim jak bieganie po bieżni czy maszerowanie.

 

Nieformalna praktyka uważności

Podobnie jak w przypadku biegania, są również inne sposoby na medytację nieformalną. Liczba tych sposobów jest nieskończona, a każdy może sobie wypracować swój. Jako przykład często podaje się zmywanie naczyń i porządki generalnie, czy też słuchanie muzyki w skupieniu. Na mnie osobiście najlepiej działają robienie na drutach i kolorowanki :).

 

Robienie na drutach najpierw miało dla mnie wyłącznie utylitarne znaczenie. Chodziło mi o zrobienie sobie wełnianego szalika. Tyle i tylko tyle. W trakcie robienia okazało się, że machanie na drutach w magiczny sposób wyłącza moje myślenie. Zapewne ma to również swoje niezbyt dobre strony ;), ale dziś będę pisać tylko o korzyściach :). Jeśli chcę, mogę w trakcie robienia na drutach również rozmawiać czy oglądać film, ale najbardziej lubię po prostu pogrążyć się w czynności. Podobnie, jak przy bieganiu na bieżni, moje myśli płyną wtedy swobodnie, a ja bez problemu je od siebie odsuwam, bez zbędnej analizy czy roztrząsania. Pół godziny takiej nieformalnej medytacji to genialny i totalny relaks dla głowy. Podobnie działa na mnie kolorowanie. Odkryłam to zupełnie przypadkiem, gdy dostałam w prezencie od Stabilo komplet mazaków i mandalę do pokolorowania.

 

Praktykowałyście może medytację? A może macie inne, cudowne sposoby na oczyszczenie głowy ze zbędnego balastu codzienności, ruminacji? Poczytam z ogromną ciekawością!

 

 

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:

 

  • Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu oraz możliwość uczestniczenia w “bez-zadaniowych” konkursach.
  • Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.
  • Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).  

 

34 komentarze
  • Lubię ten temat. Wciąż mi za mało uważności i koncentracji w moim codziennym życiu i wciąż próbuje małymi kroczkami iść w tym kierunku. Kiedyś praktykowałam medytację i było to bardzo dobre doświadczenie. Jak łyk świeżego powietrza, który oczyszcza i pozwala głębiej oddychać. Bardzo chciałabym o tego wrócić, jeśli nie codziennie to przynajmniej raz na jakiś czas.
    Ostatnio lubię zatrzymywać myśli choć na chwilę w różnych momentach dnia. Po przebudzeniu, przed snem. Nad szklanką herbaty, podczas spaceru czy właśnie zmywania naczyń :) To niewiele, ale czuję intuicyjnie że takie chwile są ważne i poprawiają jakość życia. Podoba mi się porównanie do szukania ostrości, jak również tak to odczuwam :)

  • Dla mnie kazda praca przy roślinach, nawet fizycznie ciężka ( a może tym bardziej) jest forma relaksu. Oczywiście od czasu do czasu, bo jakbym miała tak zarabiać na życie to pewnie bym nie uważała za cos przyjemnego. Myślę że prace w ogrodzie, czy nawet na polu w jakiś sposób uszlachetniają. Pracowałam kilka razy przez krótki okres przy chmielu i winogronach, pomagałam babci na działce i zawsze dawało mi to bardzo wiele – oderwanie się od problemów poprzez skupienie swojej uwagi na jak najlepszym wykonaniu prostej roboty.

    • Zgadzam się całkowicie. Praca w otoczeniu zieleni, żywych roślin, w ziemi – wycisza. Jak powiedział Cyceron “If you have a garden and a libary – you have everything you need”.

  • Wiktoria Wojtczak

    Swego czasu uczestniczyłam w rekolekcjach ignacjańskich, które odbywają się… w milczeniu. Kilka dni nie wypowiadania żadnych słów, poza Eucharystią i krótką rozmową z przewodnikiem duchowym. Po co przewodnik? On właśnie pomaga nauczyć się medytacji, tego, aby doświadczać chwili, pozwolić myślom “płynąć” i nie oceniać na bieżąco – oceną zajmujemy się po skończonej medytacji. Niesamowite doświadczenie. Doskonale wiem, co znaczą słowa: “nie potrafię nie myśleć”. Też tak mi się wydawało. Pierwszego dnia nie mogłam przyzwyczaić się do ciszy, później, gdy wyciszyłam się zewnętrznie – wewnątrz mnie zrobił się wielki hałas. Dosłownie dziesiątki myśli na raz. I jak tu medytować? Na szczęście po spędzeniu kolejnego dnia w zupełnej ciszy – wyciszyło się również wnętrze tak, że pierwszy raz w życiu mogłam naprawdę usłyszeć samą siebie. I wiem, że nie było to tylko moje doświadczenie, ale wszystkich, którzy takiej medytacji (tutaj: formy modlitwy) próbowali. Gdy człowiek na jakiś czas wyciszy swoje środowisko i uspokoi się wewnętrznie, zaczyna słyszeć rzeczy, które sam od siebie odpychał, ukrywał, o które miał do siebie pretensje (do innych również). Polecam. Niezależnie od wyznania :)

    • Niesamowicie ciekawe! Czy w trakcie tych dni spędzaliście czas wspólnie z innymi uczestnikami w milczeniu czy raczej w odosobnieniu? Dostałaś może jakieś pomocne wskazówki od swojego przewodnika, a które Ci pomogły w wyciszeniu? W sensie takie, którymi mogłabyś i zechciałabyś się podzielić publicznie :).

      • Nowosia

        Ja też byłam na rekolekcjach w milczeniu u Jezuitów z Zakopanem. Cisza, medytacja i widok Giewontu z okna pokoju zrobiło swoje. Nigdy w życiu tak nie wypoczęłam jak tak. Nie dało mi tego ani chodzenie na silownie i bieżnia ani wakacje na Karaibach. To jest oczywiście medytacja religijna, ale ja mogłam poczuć wtedy Boga, usłyszeć go i dowiedzieć się o sobie wiele rzeczy. A także podjąć decyzję. A poza tym Jezuici bardzo pomagają w tym wyciszeniu.

      • Nowosia, a mogłabyś proszę zdradzić, w jaki sposób Jezuici pomagają w wyciszeniu? Poprzez stworzenie odpowiednich warunków czy coś jeszcze?

      • Wiktoria Wojtczak

        Na początku muszę zaznaczyć, że nie można ukryć czy pominąć tego, iż jest to medytacja chrześcijańska i opiera się na Piśmie Świętym. Z czasie tych dni spędza się czas z uczestnikami ale w sposób dość specyficzny ;) Mianowicie: nie wolno ze sobą rozmawiać ani nawet na siebie… patrzeć. Wykluczony jest wszelki kontakt, również ten niewerbalny. Wszystko po to, aby nie skupiać się wtedy na drugim człowieku, ale by był to czas tylko dla siebie i Boga. Nie komunikujemy się ze sobą nawet w czasie posiłku, każdy “obsługuje” sam siebie. Korzystamy jednak ze wspólnej przestrzeni: pokoi, kaplicy, ogrodu… To ciekawe, ale po kilku dniach wiedziałam kto zmierza w moją stronę po odgłosie kroków, wiedziałam, kto siedzi za mną po sposobie, w jaki mieszał herbatę itd. Nie wiedziałam jak “ta blondynka”, “ten niski” ma na imię – ale wiedziałam jak się zachowuje – kilka znajomości pozostało do dziś, mimo że rzeczywista rozmowa trwała może godzinę, dwie – na początku i na końcu rekolekcji, gdy można jeszcze/już rozmawiać. W ciszy też zawiązały się jakieś relacje – to interesujące z perspektywy tezy o człowieku – istocie społecznej :)
        Tak więc kontakt jest obiektywnie znikomy – należy szukać w tych dniach raczej odosobnienia i nie rozpraszać się czyjąś obecnością. I to już bardzo pomaga.
        Co do wskazówek – od tego właśnie jest kierownik duchowy – każdego dnia zdajemy mu relację z przebiegu medytacji. I on zwraca uwagę na błędy i dobre strony oraz pomaga wyciągać wnioski, których często na początku nie zauważamy sami. Wskazówki pewnie są indywidualne dla każdego, ale żeby dać przykład i jakoś rozjaśnić wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację:
        Pisze Pani, że zajęła się medytacją, aby z czegoś się uleczyć. Załóżmy więc, że i z takim celem podchodzi pani do rekolekcji i samej modlitwy – medytacji. Ze skupieniem na problemie, pytaniu itp. I oto pierwszy błąd. Uwagę kierujemy tylko na daną chwilę, wczucie się w dany fragment Pisma, wyobrażenie sobie danej sceny, słów, zapachu, smaku… i myśleniu tylko o tym. Dopiero po skończonej medytacji piszemy – zapisujemy swoje uczucia, emocje i myśli z nimi związane, a potem staramy się wyciągnąć wnioski – dlaczego taka scena budzi we mnie takie emocje. Przykład: weźmy chociażby przypowieść o synu marnotrawnym i wyobraźmy sobie, że osoba rozważająca tę scenę, gdy doszła do momentu,, kiedy to ojciec przebacza i przyjmuje syna do domu – zamiast się cieszyć – płacze. I dlaczego? Z czego to wynika? Jak wygląda moje podejście do przebaczenia innym ludziom, moje relacje z rodzicami itd… – może się okazać, że większość życiowych problemów wynika np. z braku zaufania, z problemów w dzieciństwie, z jakimś bolesnym doświadczeniem. Emocje towarzyszące w czasie medytacji i późniejsza ich analiza dopiero to ukazują. Ale tylko zupełna cisza – zewnętrza i wewnętrzna – pozwala na uslyszenie tych emocji, usłyszenie samego siebie. I może to brzmi trochę dziwnie ale naprawdę tak jest. W 100% zgadzam się z Nawosią – człowiek wraca niesamowicie wypoczęty, zarówno fizycznie jak i psychicznie, a także duchowo – lżejszy na sercu o parę dobrych kilogramów.
        Jezuici pomagają – bo stwarzają warunki, bo tłumaczą jak do tego wszystkiego podejść, bo służą rozmową, instrukcjami, kierują na właściwe tory, a kiedy człowiek “dokopuje się” do głębi samego siebie – pomagają się z tym zmierzyć. To jest chyba też sens hałasu w świecie, który zrozumiałam po tym czasie – unikamy ciszy, bo boimy się co możemy w niej usłyszeć..
        Polecam jednak tylko tym odważnym – można dowiedzieć się o Bogu, o sobie i o świecie niesamowitych rzeczy, czasem jednak wywracających życie do góry nogami..

      • Wiesz, ja doskonale Cię rozumiem, to wcale nie jest dziwne i podobnie głębokie refleksje towarzyszą medytacji pozostającej bez związku z religią, przynajmniej mnie towarzyszą. Jestem natomiast właśnie bardzo ciekawa samych okoliczności medytacji chrześcijańskich i z tego, co piszesz, są to niezwykle podobne doświadczenia. Dziękuję!

    • Odkopałam dinozaura, ale nie mogłam nie uśmiechnąć się do Twojego wpisu. Bo sama trafiłam na uważność (mindfulness) właśnie przez rekolekcje ignacjańskie (w Czechowicach-Dziedzicach), a potem Modlitwę Jezusową (też u jezuitów) i książki Jalicsa i Stinissena. A potem to był Kabat-Zinn i cała wspaniała przygoda z uważnością.

  • Kochana Kobietko! Spadłaś mi tym postem prosto z nieba chyba! Jak ważne jest to, o czym piszesz, jak bardzo mi w tych chwilach potrzebne, by odzyskać wewnętrzny spokój! Kochana, wiszę Ci najpyszniejszą herbatę świata, dziękuję! :*

    • Mona, cała ogromna przyjemność po mojej stronie!! :)) Życzę Ci takiego spokoju, jakiego potrzebujesz.

      • Dziękuję kochana, naprawdę dziękuję ;*

  • Gosia Bieniak

    Kasiu, dla mnie właśnie robienie na drutach stało się formą “medytacji”. Druty “uratowały” mój umysł w czasie gdy spotkało mnie, na raz ogrom nieszczęść. Śmieję się j, że wiele ciuchów które nosze do dzisiaj, w nitkach ma moje myśli, a ja mam czystszą głowę. Pozdrawiam i dziękuję za Twojego bloga
    Gosia

    • To ja dziękuję ogromnie za komentarz :). Myśli w nitkach, bardzo mi się to podoba :).

  • Ja dzięki uważności polubiłam zmywanie, bo już się nie skupiam na tym, jako na przykrym obowiązku, ale widzę w tym okazję do ćwiczenia.

  • Super :D ja użyję jednej kostki czekolady zamiast rodzynka :D

  • tylko jogowa medytacja w ruchu. takiej nazwijmy to “z prawdziwego zdarzenia” nie próbowałam. chyba to jeszcze nie mój czas :)

  • wytchieniem.blogspot.com

    ja ostatnio czytam książki Jon Kabat Zinn właśnie o uważności :) zgłębiam temat, nie jest łatwy ale myślę, że warto:) jeśli nie czytałaś to polecam:)

  • Uważność bardzo często jest kwestią naszego wyboru. Umiejętnością zarządzania emocjami. To wszystko, o czym piszesz, to techniki, które pozwalają skoncentrować się na sobie, jakby – skupić światło w soczewce, by padało w kierunku, który chcemy doświetlić. Podstawową kwestią jest jednak – moim zdaniem – samokontrola i opanowanie dystraktorów, których przecież dziś mamy pod dostatkiem.

    • To prawda, ale żeby opanować dystraktory i nauczyć się samokontroli potrzebujemy narzędzi i technik, o których właśnie piszę :).

  • Kiedy pisałam o medytacji na swoim blogu, jedna z czytelniczek podesłała mi ten filmik: https://www.youtube.com/watch?v=bTdERcXrRBo

    Warto zacząć medytację od małego, pierwszego kroku. Niech to będzie 1 minuta, to i tak bardzo dużo :)

  • Uwaznosc w robieniu czegokolwiek to chyba troche takie Carpe diem, lap chwile i ciesz sie nia. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Pingback: Jak zwiększyć zaangażowanie fanów na Facebooku? Linki tygodnia. - VADEMECUM BLOGERA()

  • joanna nogaj

    Bardzo się lubię czytać Twojego bloga: zachwyca tekstami i estetyką zdjęć. Cieszę się, że pisujesz o uważności/mindfulness. Praktykuję ją od lat a od ponad roku sama jestem też nauczycielem redukcji stresu za pomocą uważności i medytacji mindfulness. Cieszę się, widząc zmiany, jakich doświadczają uczestnicy zajęć z uważności. Jeszcze raz dziękuję za propagowanie tej pięknej i pomocnej idei :-)

    Jeżeli ktoś z czytelników chciałby spróbować medytować to zapraszam do medytacji ze mną z youtube,

    Jeśli uznasz, że to właściwe, to mogę tu podać link to tych medytacji, żeby służyły zainteresowanym.

    pozdrawiam serdecznie

  • Magdalena Samo Zloo

    Nieco spozniony komentarz…:-) Pracuje w brytyjskim banku, ktory zaleca pracownikom 8-tygodniowy kurs uwaznosci jako remedium na stres w pracy. Zdaje sie, ze 8 tygodni to optimum oferowane na rynku. Polecam taki kurs, szczegolnie dla osob, ktore nie mialy wczesniej stycznosci z medytacja, aczkolwiek nie do konca przekonana jestem czy nalezy w takowym uczesniczyc w pracy – wydaje mi sie, ze brakowalo nieco duchowosci i refleksji na trudniejsze tematy.

  • Pingback: Wyzwanie Minimalistki #2! W 21 dni do prostszego życia - Simplicite()

  • Mam ogromny problem ze skupieniem uwagi na czymkolwiek co nie jest związane z Internetem. Zwykle robię kilka czynności naraz, jedną przerywając drugą. Czytając książkę, myślę o tysiącu innych rzeczy.
    Nie denerwowałoby mnie to aż tak bardzo, że nawet podczas spędzania czasu z Bogiem, mam natłok myśli. Rozwiązanie przyszło właśnie z Jego strony; przestałam się skupiać na absolutnie wszystkim, jakby wszystko było moim aktualnym priorytetem. Zaczęłam spędzić ten czas tylko w jednym: radości. Nic nie jest tak kreatywne , naprawdę… koncentracja nie sprzyja kreatywności!
    Pozwoliłam sobie na bycie wewnętrznym dzieckiem, którego myśli krążą wokół przeróżnych tematów, ale są abstrakcyjne, nie szukają na gwałt rozwiązania, odpowiedzi. Praktykuję to, a dodatkowo każdemu z takim “jobem” w głowie polecam muzykę reggae :)

  • Pingback: Ćwiczenia szczęścia #2 | chatka baby jogi()

  • Monika

    Tematyka bardzo mi bliska, bo od października rozpoczynam swoją drogę z medytacją. Mam nadzieję, że uda mi się ją wprowadzić na stałe do mojego życia. A w temacie kolorowania – polecam rysowanie i malowanie własnoręczne. Głęboko wierzę, że kobiety mają naturalną potrzebę tworzenia i wyrażania siebie. Czy to rysowaniem, gotowaniem czy pisaniem. W tym też nie liczy się efekt, a droga, sam proces tworzenia. Coś pięknego! Polecam :)

  • Emilia Maciejewska

    Z ciekawością przeczytałam Twój wpis. Wiele osób w ostatnich miesiącach opowiadało mi o medytacji. Jednak nadal nie czuję się przekonana – boli mnie, że będę siedzieć i nic nie robić. No dobra teraz już może tylko trochę uwiera, bo uczę si jednak odpuszczać niektóre sprawy. Ale myślenie to to, co sprawia, że wszystko dobrze mi się układa. Lubię kontrolę choć czasem i spontan jest dobry. Niemniej fajnie było sobie przypomnieć o istnieniu medytacji i dziękuję za tę możliwość. Dla mnie taką nieformalną formą medytacji jest chyba pisanie czy wieczorne sączenie wina/soku (w zależności od tego jak układa się w danym tygodniu bieganie, mój nastrój i czy zamówiłam zakupy ;) przy ciekawej muzyce oraz bieganie w terenie mimo wszystko, bo zazwyczaj nie jestem w stanie odtworzyć o czym myślałam. Ostatnio odkryłam, że w stan mega koncentracji dobrze wprowadza mnie sludge. Zorientowałam się też, że przez bieganie zepsuł mi się totalnie gust muzyczny i że jestem cudownie wdzięczna koledze z pracy za to, że wspaniałe utwory postuje na swoim wallu na Facebooku.
    Małe rzeczy a cieszą :)

  • Sabina Urban

    Ja myślę o wyciszeniu od dłuższego czasu i doszłam do wniosku że każdy ma jakiś swój stan w którym odpoczywa. Są ludzie ziemi którzy będą kopać w ogródku, zbierać grzyby itd. , są ludzi wody którzy będą patrzeć na fale albo wręcz przeciwnie na spokój tafli, ludzie ja ich nazywam ognia którzy medytację znajda w ruchu np biegając i ludzie powietrza jak ja – przestrzeń mnie wycisza. Myślę ze wielu z nas automatycznie dąży do tych aktywności i dobrze wie kiedy czuje się “zresetowany” . Sztuka to nie przeszkodzić. Fajny tekst. Idę czytać dalej.