Jak tanio wyremontować mieszkanie (nie tylko) na wynajem?

 

Jak wiecie, jakiś czas temu kupiliśmy inwestycyjnie mieszkanie do wynajęcia w Warszawie. Mieszkanie do remontu. Postanowiliśmy, że zakładany budżet remontowy będzie wynosił 15 000 zł, co wielu Czytelników uznało za niewykonalne. Renowacja 37 metrowej przestrzeni (włącznie z umeblowaniem) za tę cenę – nie da się. Finalne zestawienie wszystkich kosztów jeszcze Wam podam, ponieważ nie wszystkie prace się zakończyły, ale już wiem, że koszty utrzymam w ryzach i mogę się spokojnie z Wami podzielić swoimi sposobami jak tanio wyremontować mieszkanie (nie tylko) na wynajem. 

 

W wielu poradnikach dla wynajmujących przeczytacie kluczową poradę – nie inwestuj w remont mieszkania na wynajem. Ma być w miarę czysto i bardzo tanio, a wyposażenie i umeblowanie spokojnie może być z drugiej ręki, byle by się jakoś nadawało. To sprawia, że potem chcąc wynająć mieszkanie oglądamy makabryczne koszmarki składające się z przypadkowej zbitki mebli na tle pastelowych ścian w odcieniu łanów zbóż w sierpniu. Postawiłam sobie za zadanie urządzić to mieszkanie ekonomicznie, ale TANIO NIE OZNACZA BRZYDKO I BYLE JAK! Jak tanio wyremontować mieszkanie na wynajem? Oto moje sposoby.

 

1. Renowacja używanych mebli

 

Mój absolutnie ulubiony sposób! Niewiarygodne, jak odrobina troski, szpachli i farby potrafi nadać nowy blask starym meblom. Oglądając zagracone mieszkanie, gdy jeszcze mieszkał w nim poprzedni właściciel, od razu wiedziałam, że będę chciała pozostawić część starych mebli. Tych w naprawdę dobrym stanie, oczywiście. Tu nie chodzi o reanimację umarłego. Nie chodzi też o przypadkową zbitkę starych mebli, których już nikt nie chce. Nie lubię wyrzucać, ale niektóre naprawdę nadają się tylko na śmietnik.

 

Meblem, który zastaliśmy w kupionym mieszkaniu, a który podobał mi się najbardziej, był stary kredens. Pan Krzysztof (poprzedni właściciel, przemiły starszy pan) opowiadał, że kupił go kilkadziesiąt lat temu, gdy jeszcze żyła Jego żona. Kredens był wypatrzony i wymarzony (choć nie było wtedy zbyt dużego wyboru) i nazywa się Bonanza. :) Niestety, wskutek nieporozumienia Bonanza została sprzedana przed przejęciem kluczy i nie miałam okazji przyłożyć się do jej renowacji. Zostały mi jednak inne meble – stolik kawowy (od razu wpadł mi w oko!), stół, dwie półki na książki, łóżko oraz gazetnik. Zamierzałam je zmiksować z nowymi elementami, będą wyglądały pięknie.

 

Drewniane meble odnawia się naprawdę bardzo łatwo. Najczęściej wystarczy dokładnie wyczyścić, zeszlifować stare warstwy farby czy bejcy i zmatowić powierzchnię, potem odtłuścić benzyną ekstrakcyjną i pomalować. Drobne ubytki można wyrównać szpachlą stolarską. Można też pokryć na koniec bezbarwnym lakierem, żeby powierzchnia była bardziej wytrzymała. Poprzedni przykład odmalowanego mebla, który stoi u mnie w domu możecie zobaczyć tutaj.

 

Poniżej prezentuję najnowsze dzieło, czyli stolik kawowy. Jestem z niego niesamowicie dumna. :) Wygląda pięknie, a wystarczyło go tylko pomalować (przedtem zmatowić papierem ściernym 180). Użyłam emalii akrylowej do drewna i metalu Śnieżka Supermal, kolor biały mat A500. Emalia, która świetnie kryje i jest bardzo wydajna, nawet przy tak drastycznych zmianach – zakryciu białym ciemnego brązu.

 

 

Czasami okazuje się, że szczególna renowacja nie jest wcale potrzebna. Tak było w przypadku szafek kuchennych, które zastaliśmy w mieszkaniu. Pokryte starym, okropnym blatem, brudne i zżółknięte nie wyglądały dobrze. Jednak, po doczyszczeniu chyba 30 letniego brudu i tłuszczu okazało się, że spod niego wychynęły całkiem ładne i bardzo solidne meble! Wcale nie wymagają dodatkowego malowania, a jedynie wymiany frontów, niektórych zawiasów i uchwytów, ale o tym poniżej.

 

2. Farby górą! Podział na strefy kolorystyczne

 

Najczęściej ściany i podłoga to najbardziej kosztowne elementy do remontu. Podłoga była chyba najbardziej wymagająca, ponieważ trzeba było częściowo wyrównać poziom. Ściany wystarczyło wygładzić i pomalować. Aby wizualnie powiększyć przestrzeń, zdecydowałam się na położenie jednakowych paneli w całym mieszkaniu (włącznie z kuchnią).  Jednak, nadal pozostawało wydzielenie stref w mieszkaniu: odpoczynkowej, jadalni czy sypialnianej.

 

Klimat wnętrza super odmieniają panele ścienne czy też tapety, ale są łatwe do zniszczenia i trudno potem naprawić ewentualne uszkodzenia lub jest to kosztowne. Wiele osób (wynajmujących) opowiadało mi, że ktoś tam zniszczył drogą tapetę, a w zamian położył najtańszą i najbrzydszą itp. Drogie rozwiązania nie wchodzą w grę (to nieruchomość na wynajem), muszą być też łatwe do odnowienia. Dlatego zdecydowałam się na wydzielenie stref kolorystycznych tylko i wyłącznie za pomocą farby.

 

Kolorystyka, oczywiście, jak najbardziej neutralna. Wiem, że Wy również, a i ja też doświadczyłam kolorystycznego chaosu w wynajmowanych mieszkania. Pasteloza czyli obrzydliwe odcienie zieleni, pomarańczu czy żółci lub uderzający po oczach fiolet lub czerwień to najczęstsze błędy po stronie wynajmujących. Dlatego postawiłam na jak najbardziej neutralne odcienie bieli i szarości, ale wykorzystanej w nieco nietypowy sposób (zwłaszcza w sypialni). Podpatrzyłam to rozwiązanie na Instagramie i w nieinstagramowej rzeczywistości sprawdza się równie pięknie! Sprawia, że wydzielona na łóżko część pokoju jest przytulna i zaciszna. I jest to banalnie proste rozwiązanie. W razie plam i zniszczeń wystarczy pomalować na nowo. Podobnie została wydzielona część jadalniana pod oknem. Póki co, przedstawiam Wam częściowe wizualizacje, ponieważ meble nie zostały jeszcze ustawione. Ale już wygląda to pięknie!

 

 

Użyta farba to oczywiście Śnieżka Satynowa – wydajna, trwała i odporna na plamy. Przetestowaliśmy ją już w naszym mieszkaniu i mocno eksploatowanym biurze. Wykorzystane odcienie to: śnieżnobiały 500 oraz srebrzysty blask 558.

 

3. DIY czyli magia “zrób to sam”

 

Nie jestem jakimś “zrób to sam mistrzem” i lubię banalnie proste rozwiązania, również wnętrzarskie. Kilka rzeczy postanowiłam zrobić samodzielnie, żeby zaoszczędzić. Po pierwsze, najwięcej pieniędzy zaoszczędziliśmy zamawiając fronty kuchenne w markecie na dziale stolarskim. Skoro szafki były w bardzo dobrym stanie, żal było je wyrzucać (poza szafką pod zlew, która się rozpadła). Kupienie nowych, gotowych frontów też byłoby bardziej ekonomicznym rozwiązaniem, niż wymiana całej kuchni, ale nasze stare szafki miały nieco inne wymiary, niż obecnie (głównie szuflady).

 

Finalnie, okazało się, że zamówienie frontów na wymiar jest duuużo tańsze, niż kupienie gotowych frontów w sieciówce. Za całość zapłaciliśmy ok. 200 zł (3 górne szafki, 1 narożna, 3 stojące plus 4 szuflady). Do tego musiałam doliczyć kilka zawiasów i uchwyty. Oczywiście, fronty przychodzą “gołe” – trzeba wywiercić otwory na zawiasy i uchwyty. Gotowe gałki i uchwyty można kupić w każdym markecie, a te najzwyklejsze, drewniane są bardzo tanie.  Tak też zrobiłam, ale ponieważ zależało mi na bardziej spersonalizowanym efekcie, część gałek pomalowałam. Użyłam farby z serii Śnieżka Moje Deko, która zachwyca cudnymi odcieniami w malutkich pojemnościach. Przy drobnych renowacjach (typu malowanie gałek) to najlepszy wybór, bo nie zostaje nam później 3/4 puszki farby, z którą nie wiadomo, co zrobić. 

 

Odcień Mięta E015.

 

 

Elementy DIY planujemy umieścić również w przedpokoju i sypialni. W przedpokoju będzie to prosta zabudowa na miarę (żeby ukryć licznik i rury) również z płyty wyciętej na zamówienie. W sypialni wykorzystamy zagłówek zrobiony własnoręcznie (szczegóły w punkcie 5). Przymierzam się też do stolików nocnych w wersji DIY i rozwiązania, które umożliwi wieszanie obrazów/plakatów na ścianach bez wiercenia, ale jeszcze nie wiem, czy moje pomysły się sprawdzą. Dam znać.

 

4. Kupowanie wyposażenia przez internet

 

Oczywista oczywistość. Wiem, że sporo osób boi się kupować meble czy sprzęty przez internet, ale zapewniam, że bardzo często jest to dużo bardziej ekonomiczne rozwiązanie, a sklepy zapewniają możliwość zwrotu nietrafionego zakupu. Więcej zachodu, to prawda, ale często się opłaca.

 

W mieszkaniu, w którym mieszkamy, sporo rzeczy kupiliśmy online, np. siedzisko na taras czy hokery do kuchennego barku i z tych rzeczy korzystamy od lat. Tym razem na pewno zamówimy online sprzęty do kuchni (kuchenka, lodówka i okap), a być może również kanapę i zasłony. Mam te rzeczy już wstępnie wybrane, ale jeszcze ich nie kupiliśmy.

 

5. Wykorzystanie posiadanych rzeczy

 

Postanowiłam również wykorzystać posiadane rzeczy, których nie oddałam i nie sprzedałam właśnie po to, żeby być może wykorzystać w tym projekcie. Przykładowo, jest to zagłówek, który kiedyś zrobiliśmy własnoręcznie (w czasach, gdy spaliśmy na samym materacu). Po kupieniu łóżka wykorzystaliśmy tylko jeden element zagłówka, trzy pozostałe zostały spakowane i zamierzam je wykorzystać właśnie teraz.

 

 

Elementy zagłówka powstały na bazie płyty dociętej na wymiar w markecie. Potem na płytę położyliśmy gąbkę tapicerską, obłożyliśmy fizeliną i tkaniną, które przymocowaliśmy takerem do płyty. Naprawdę jest to bardzo proste.

 

 

Podobnie wykorzystam lampę, którą widzicie na zdjęciu w sypialni (wisiała kiedyś w moim biurze), lampki biurowe posłużą jako lampki nocne i półki na obrazy (kiedyś miałam je w domu, ale zrezygnowałam z obwieszania ściany). Są to drobne rzeczy i drobne kwoty, które musiałabym wydać kupując nowe przedmioty, ale jak zawsze grosz do grosza… i udaje się utrzymać w założonym budżecie. :)

 

6. Indywidualne możliwości

 

Nie ukrywam, że prowadząc bloga mam możliwość pozyskania niektórych rzeczy w ramach współpracy. Przykładowo, farby otrzymałam od marki Śnieżka i jest to element, który mogę wykreślić z budżetu. Niemniej jednak, pisząc o indywidualnych możliwościach nie mam tylko na myśli tego typu oszczędności.

 

Przykładowo, zdecydowaliśmy się skorzystać z zaprzyjaźnionej (czytaj: dużo tańszej) ekipy remontowej, chociaż wiedzieliśmy, że będzie to oznaczało wydłużenie czasu prac. Podobnie można poszukać znajomych, którzy np. pracują w marketach budowlanych i dysponują rabatami na zakup towarów.

 

Kupowanie pełnowartościowych rzeczy na wyprzedażach to również oczywisty, a niedoceniany punkt. W ten sposób zaoszczędziliśmy mnóstwo pieniędzy przy kupieniu w markecie np. przecenionych paneli podłogowych.

 

***

Pod koniec miesiąca planuję pokazać na blogu całość gotowego wnętrza, łącznie ze szczegółowym budżetem. Myślę, że weryfikacja powyższych sposobów będzie w ten sposób dużo łatwiejsza. :) Chcę zburzyć mit, że tanie urządzenie mieszkania (nie tylko) na wynajem równa się brzydko i niefunkcjonalnie.

 

I jak, chyba nie najgorzej się zapowiada, prawda? ;) Będę super wdzięczna, jeśli podzielicie się ze mną swoją opinią lub sposobami jak tanio wyremontować mieszkanie. Jeszcze mam chwilę, żeby wykorzystać Wasze podpowiedzi!

 


Partnerem wpisu jest marka ŚNIEŻKA, z którą już drugi rok przeprowadzam absolutnie wszystkie potrzebne remonty. I nadal genialnie się sprawdza!


 

50 komentarzy
  • bbika

    Z mieszkaniami nie miałam nigdy nic wspólnego, ale wydaje mi się, że tanie urządzenie nigdzie nie musi się równać kiepskiemu, trzeba za to poświęcić trochę czasu i chęci na to :)

  • Przydatne porady! Też jestem zdania, że jak się trochę pokombinuje to można tanim kosztem fajnie zaaranżować wynajmowane mieszkanie. Co do zagłówka to ostatnio też taki robiłam dla siebie :) Tylko mój zrobiłam z pikowaniem :) Pozdrawiam ciepło.

  • Będę czekać na ten docelowy post z utęsknieniem, bo metamorfoza zapowiada się na prawdę świetnie! Uwielbiam nadawać rzeczom nowe życie, tworzyć projekty diy, dlatego już czuję,że Wasze mieszkanie bardzo mi się spodoba :) Powodzenia :)

  • Evelyne

    Zapowiada się fajnie. Ja w swoim prywatnym mieszkaniu samodzielnie zrobiłam kilka dekoracji. Np. pomalowałam doniczki, klosz, itp. na jeden kolor (wcześniej kolorystyka była przypadkowa). Zrobiłam też dywanik na szydełku. W przedpokoju zrobiliśmy z zamówionych płyt wieszak i podstawę siedziska. Siedzisko zrobiłam z gąbki tapicerskiej i “ubranko” na gąbkę na szydełku.Jest jeszcze wiele innych, ale za dużo by było pisania. Niedawno znalazłam stary fotel pod klatką. Zostawiliśmy drewniany stelaż, a siedzisko zrobię podobnie jak to w przedpokoju. Gdzie kupiłaś gąbkę tapicerską?

    • Super pomysły! Gąbkę chyba kupiliśmy w tym samym sklepie, co materiał – stacjonarnym w Warszawie, ale było to wiele lat temu i nie pamiętam szczegółów, niestety. :(

  • themomentsbyela.pl

    Dla mnie takie artykuły są bardzo cenne. Niedługo będziemy wykańczać dom i wiele rzeczy będziemy musieli zrobić sami. Z jednej strony będę szukała oryginalnych i ciekawych mebli na kiermaszach wyprzedażach i takich tam. Część będziemy kombinować w rach własnych możliwości. Uwielbiam szukać inspiracji i zdać się też na doświadczeniach innych osób. Z wielką ciekawością czekam na zdjęcia gotowego mieszkania i budżet remontu.

  • Olga Zarzycka

    Uwielbiam tematy wnętrzarskie i mieszkaniowe! Sama mam za sobą 2 remonty w przeciągu ostatnich 3 lat i również uważam, że zamawianie niektórych artykułów przez internet to oszczędność nie tylko pieniędzy, ale także czasu (ja zamawiałam sprzęt kuchenny, niektóre meble, tekstylia, tapety i rolety). Warto też przed dokonaniem zakupu w danym sklepie poszukać kodów rabatowych (np. na pierwsze zakupy albo za zapisanie się do newslettera). Wykorzystywanie posiadanych mebli poprzez ich przemalowywanie to także mój patent na oszczędność :)
    Czekam z niecierpliwością na ostateczny efekt i przy okazji proszę o informację na temat listew przypodłogowych, bo prezentują się bardzo elegancko, a właśnie szukam podobnych do swojego mieszkania (muszę wymienić ohydne listwy PCV).

    • Asia

      Ja również bardzo proszę o informację na temat listew. Wyglądają naprawdę bardzo elegancko!!

      • Olga, Asia, to też listy pcv! :)) Kupione w markecie za 19 zł za listwę. Wysoka na ok 60 mm i ma elastyczne krawędzie, które ładnie maskują ewentualne nierówności.

      • Olga Zarzycka

        Ale niespodzianka!:) Wyglądają jak z MDFu.

  • cieszę się, że obalasz mity :) sądzę, że wnętrze będzie się nadawało na instagrama, a cena remontu naprawdę jest optymistyczna. czekam na efekty końcowe!

  • Świetne rady! Mi się wydaje, że to genialna opcja i mam nadzieję, że niedługo też uda się coś kupić i wynająć! :)

  • Ida Radecka

    Wspaniale się czyta o takim podejściu do wynajmowanego mieszkania! :) Czasami to aż smutno patrzeć, co proponują niektórzy właściciele swoim wynajmującym – jak dla mnie to brak szacunku dla drugiego człowieka… Sama, z racji bycia studentką, wynajmuję obecnie pokój i niezmiernie się cieszę za każdym razem, gdy patrzę na moje białe, czyste ściany ;) Póki co wnętrzarskie koszmarki mnie omijają :D A co do Twojego projektu – osobiście chyba nie mogłabym mieszkać w szarościach, ale ogólnie bardzo estetycznie to wygląda :)

    • Też pamiętam swoje studenckie czasy wynajmowania różnych dziwnych mieszkań. :) Szarości są tu tylko dodatkiem. Większość ścian jest biała. :)

      • Ida Radecka

        Takie proporcje brzmią już dla mnie o wiele lepiej ;) Powodzenia w dalszej pracy! Mam nadzieję, że znajdziecie dobrych lokatorów, którzy docenią i uszanują Wasz trud i zaangażowanie (któremu przeciętnemu właścicielowi chciałoby się samemu odnawiać stare meble! Szacun!). Jestem bardzo ciekawa ostatecznego zestawienia :)

      • Dzięki! :))

  • No i tak powinno wyglądać mieszkanie pod wynajem :) Sama widziałam różne dziwolągi z meblościankami z PRLu wymieszanymi z białymi mebelkami z Ikei – okropnie to wyglądało. A z mieszkań, które są urządzone niechlujne, jest spora szansa, że lokatorzy szybko uciekną. Sama tak robiłam i mieszkałam pół roku lub rok, a równie dobrze mogłabym zostać koło 3. Tak więc uważam, że robisz świetnie i dzięki temu szybko znajdziesz lokatorów, którzy nie będą co chwilę się zmieniać :)

  • u nas też obecnie kombinacje z okleiną i malowaniem :) minusem wynajdywania fajnych rzeczy np. olx jest czesto odleglosc i brak wysyłki, ale nie każdy ma ten problem. Ja niestety mam, ale radze sobie :P

  • Agnieszka Orłowska

    W jakim markecie można zamówić fronty szafek? Wiele fajnych pomysłów. Gratulacje! :-)

    • Dzięki! Chyba w każdym markecie na stolarni jest to możliwe. Masz do wyboru różne płyty, laminowane lub nie (niesamowicie podoba mi się zwykła sklejka!). My wybraliśmy prostą szarą płytę. Zamawia się po prostu płytę przyciętą na konkretny wymiar. Trzeba pamiętać o zamówieniu zalaminowanych boków i przypilnować, żeby je panowie wyczyścili z kleju. Za pierwszym razem nie dopilnowałam i potem musiałam ten klej czyścić sama, co nie było przyjemne i niestety zostawiło smugi na niektórych frontach – teraz muszę sobie z tym jakoś poradzić. No i potem już sama musisz wywiercić otwory na zawiasy i gałkę/uchwyt.

  • Kama

    Kasiu, w kontekście wieszanie obrazów/plakatów na ścianach bez wiercenia polecam zawieszenie na ścianach takich pólek na obrazy jak z Ikea. U mnie ( https://www.instagram.com/p/BYDejvejkBT/?taken-by=k4m_a )model MOSSLANDA za 29,99 zł. Ma 115 cm długości i mieszczą się na niej 2 ramy A3 i 1 A4 oraz jak widać – klika gadżetów :)
    Plakaty w ramach są za 0 zł! – to grafiki (mapy) miast zrobione na Snazzy Maps! W jednej z ram wczoraj zamontowałam siatkę ogrodniczą i poprzyczepiałam tam zdjęcia z wakacji! Proste, ale szalenie efektowne DIY :)
    Pamietam jak wynajmowałam mieszkania to zawsze był problem z powieszeniem czegokolwiek na ścianie… A to bark sprzętu do zrobienia dziur, a to właściciel się nie zgadza…
    Sama myślę o przemalowaniu drewnianego stołu na biały… Muszę się tylko odpowiednio przygotować merytorycznie no i zaopatrzyć w szlifierkę…

    • Planuję właśnie nad kanapą takie półki na obrazy, ale jeszcze coś innego chodzi mi głowie. :) A szlifierka z reguły nie jest potrzebna, nigdy z niej nie korzystałam – tylko łapki i papier ścierny. ;)

      • kawa

        Radzę tylko zamontować taką półkę nad kanapą odpowiednio wysoko – mam taką w obecnie wynajmowanym mieszkaniu i mimo, że jestem przeciętnego wzrostu, to niemal przy każdym siadaniu/wstawaniu uderzam o nią głową :/ Już pomijając ból głowy i poirytowanie, to jak się mocniej uderzy, to przedmioty z półki spadają, mogą się uszkodzić, trzeba je zbierać… Ech ;)

      • Bardzo słuszny argument. Dzięki!!

  • Kasia

    Bardzo fajny ten post. Ogólnie wszystkie posty z tego cyklu temetycznego są badzo intersujące. Zastanawia mnie tylko to ile czasu będzie trwał remont własnymi siłami a ile czasu trwałby gdybyście wzięli konkretnych fachowców i kupili wszystko gotowe? Czy to ogólnie wyjdzie opłacalnie. Czy obliczałaś coś takiego Kasiu? Bo my remontowaliśmy mieszkanie pod wynajem na poczatku tego roku. Oczywiście skala remontu była zdecydowanie mniejsza gdyż było to mieszkanie, w którym mieszkalismy wczesniej przez 7 lat i jedynie ściany wymagały gipsowania oraz odmalowania no i pomalowaliśmy jeszcze drewniane okna bo zżółkły. Kuchnia i łazienka przeszły jedynie gruntowne czyszczenie i pewne zmiany kosmetyczne jak np wymiana silikonów przy wannie. Ogólnie remont trwał ponad 3 miesiące bo robiliśmy to na zmianę po pracy i nie każdego dnia. Niestety 2 małych dzieci i sezon zimowy (choroby) nie ułatwiały nam sprawy i tego czasu na remont było bardzo mało. I pozniej tak własnie mysleliśmy,że trzeba nam było wziąć fachowca, który pewnie uporałby się z tym w max 1,5 tygodnia a mieszkanie wynajęlibyśmy 3 miesiące wcześniej i wyszłoby na to samo albo nawet troszkę taniej a my spedzilibymy wiecej czasu ze sobą i z dziećmi. Aczkolwiek czekam z niecierpliwością na dalsze posty i efekt końcowy. W końcu to Ty zmotywowałaś mnie do przemalowania starych mebli z sypialni, które teraz wyglądają rewelacyjnie:) Może podpatrzę jeszcze jakiś pomysł :) Pozdrawiam

    • Myśmy korzystali z zaprzyjaźnionej ekipy, ale od razu wiedzieliśmy, że się to przeciągnie w czasie, a część rzeczy zrobimy sami. Mieliśmy to policzone i wiedzieliśmy, że nawet przy delikatnej obsuwie wyjdzie taniej (no i co zaufany człowiek, to zaufany :)). Poza tym chcieliśmy puścić mieszkanie we wrześniu, bo wrzesień-październik to dobry moment na szukanie najemcy. Dodatkowo, ale to już tak nawiasem mówiąc, strasznie lubię te wszystkie okołoremontowe sprawy, a zwłaszcza malowanie mebli i takie tworzenie czegoś samodzielnie jako proces, nie tylko efekt. :)

      • Kasia

        Rzeczywiście, jak się zrobi coś samemu to jest niesamowita satysfakcja i jakoś tak dba się bardziej o te rzeczy. Poza tym wnętrze jest wtedy bardziej wyjątkowe, unikatowe. Powodzenia

  • Magdalena Matuszny

    Jeśli chodzi o małe koszmarki w wynajmowanych mieszkaniach to niedawno wprowadziliśmy się do mieszkania, w którym poprzedni wynajmujący pomalował część ścian na ciemnobrązowo z takim efektem rozmazania (chyba zamierzonym, ale kto to tam wie), drugą część na czerwono. I do tego WSZYSTKIE były pokryte brokatem. Na szczęście ściany są już w łagodnych szarościach, a wynajemca zwrócił nam koszty malowania ;)

  • anne

    Mam wrażenie, że trochę Kasiu odlatujesz przy pisaniu o kolorach. Rozumiem, że jako rasowa minimalistka cenisz wyłącznie neutralne kolory, ale naprawdę odcienie żółci i zieleni wcale nie muszą być obrzydliwe – szczególnie przy tym wyborze kolorów farb jaka jest w tej chwili. Sama lubię neutralne, jasne odcienie, mam szarą sypialnię, ale już dziecięcy pokój ma kolor pistacjowy – nie wiem, czy podpada to już pod obrzydliwą pastelozę ;-) I wbrew pozorom, to co tutaj prezentujesz wcale nie jest takie uniwersalne i neutralne jak Ci się wydaje – znam mnóstwo osób, którym białe ściany kojarzą się ze szpitalem i nigdy nie pomalowaliby pokoju na szaro, bo to taki smutny kolor, że o czarnym nie wspomnę. W sumie mam wrażenie, że sporo osób przechodzi teraz instagramowe pranie mózgu i zaczyna myśleć, że pomalowanie ścian na kolor inny niż biały czy szary, to obciach i obrzydliwa pasteloza. Sama tego doświadczyłam, gdy szukałam inspiracji jak ma wyglądać moja kuchnia – po przejrzeniu setek zdjęć prawie uwierzyłam, że musi być biała z białymi kafelkami oczywiście. W porę sobie przypomniałam, że przecież zawsze chciałam mieć drewniane meble i o zgrozo zielone ściany. Dziwnie i trochę w sumie śmiesznie się czyta takie pełne pogardliwej wyższości teksty na temat kolorów – przecież to naprawdę kwestia gustu i nudno by było, gdyby nagle wszyscy mieli biało-szare mieszkania.

    • Anne, to jest mieszkanie na wynajem. Uważam, że powinno być maksymalnie uniwersalne kolorystycznie. Wynajmujący może sobie dodać kolor w wielu dodatkach, malowanie ścian wymaga większej pracy. Kieruję się nie tylko swoim gustem i osobistą opinią, ale i doświadczeniami Czytelników z wynajmu mieszkań na przestrzeni lat. Większość osób wskazywała na okropne, pastelowe kolory na ścinach, sama też ich doświadczyłam. Jeśli Ty lubisz pastele to przecież to jest jak najbardziej ok. :) A akurat na instagramie rządzą teraz ciemne ściany, głównie czarne i zielone. ;)

      • anne

        Czytelników to chyba masz raczej mało reprezentatywnych – w końcu nie bez powodu czytają blog minimalistki ;-) Skoro te kolory są takie uniwersalne, to czemu tak rzadko spotykane? Może dlatego, że żeby np. biały wyglądał dobrze, to ściany muszą być naprawdę gładkie, bo inaczej wygląda to słabo. Albo może dlatego, że się szybko jednak brudzi i wszystko na takiej ścianie widać?
        A już tak całkiem serio: podobają mi się te kolory, które tutaj pokazujesz i sama pewnie też bym mniej więcej tak zrobiła w mieszkaniu na wynajem. Tylko po prostu zaczęło mnie już drażnić to święte przekonanie, że jedyne słuszne kolory to właśnie takie, a każda żółć czy zieleń z założenia jest obrzydliwa.

      • Anne, nie rozumiem. Biały i szary we wnętrzach jest rzadko spotykany? Jasne, wiem, że są osoby, które nie lubią białych ścian jak i są takie, które nie lubią czarnych. Urządzając mieszkanie na wynajem kieruję się maksymalną uniwersalnością – żółte i zielone ściany (nieważne czy pastelowe czy nie ;)) uniwersalne nie są – to nie święte przekonanie, a statystyka. Praktyka pokaże jak szybko mieszkanie się wynajmie i wtedy będę miała solidny argument. ;)

      • anne

        Pisząc, że biały i szary są rzadko spotykane odniosłam się do Twojej wypowiedzi: “Większość osób wskazywała na okropne, pastelowe kolory na ścinach, sama też ich doświadczyłam.” Toteż zaczęłam się zastanawiać dlaczego tak jest, że te neutralne są rzadko spotykane w wynajmowanych mieszkaniach. Nie wiem, czy jest coś takiego jak uniwersalność kolorów. No bo skoro większość wynajmujących wybiera te straszne żółcie i zielenie, to można by pomyśleć, że to one w jakiś sposób są uważane przez nich z kolei za bardziej uniwersalne od neutralnych, bo przecież puszka farby niezależnie od koloru kosztuje tyle samo, więc nie stoją za tym względy ekonomiczne na przykład.
        Wynajęcie małego mieszkania w Warszawie, szczególnie w takiej lokalizacji i świeżo po remoncie, to wybacz, ale raczej nie jest problem, zupełnie niezależnie od koloru ścian, więc to raczej słaby argument. Poza tym nie krytykuję w żaden sposób doboru kolorów do Twojego mieszkania (też sądzę, że to bardzo dobry wybór), a jedynie dość pretensjonalny sposób w jaki piszesz o kolorach – to naprawdę kwestia upodobań co w dziedzinie kolorów uznajemy za
        piękne, a co za obrzydliwe czy okropne, a czytając Twoje wpisy miałam wrażenie, że głosisz tu prawdy objawione i każdy kto nie ogranicza się w wyborze kolorów ścian do neutralnych odcieni ma z automatu okropny gust.

      • Anne, to, że większość osób wskazywało, że doświadczyło kiedyś okropnych pastelowych kolorów nie oznacza, że biały i szary jest mało popularny. :) I nie zgadzam się z argumentem, że puszka farby kosztuje tyle samo. Biały jest zawsze nieznacznie tańszy, a największy plus ma przy odnawianiu. Jeśli pojawi się dziura do zalepienia, albo brud (nie do zmycia) to białą ścianę można łatwo pomalować miejscowo, a kolor trzeba położyć na całej powierzchni. To OGROMNA zaleta bieli. Sprawdzone w praktyce. Oczywiście, że wszystkie przymiotniki są bardzo subiektywne, ale pamiętajmy, że to mieszkanie NA WYNAJEM! W swoim własnym niech każdy wybiera takie kolory, jak chce. To oczywiste.

  • Katarzyna

    Cześć Kasiu!
    A czy możesz napisać z jakiej firmy kupowałas panele? I czym kierowałas się przy ich wyborze? Bardzo podoba mi się ich kolor, a w związku z tym, ze sama niedługo także będę urządzać mieszkanie to wiedza ta byłaby przydatna :)
    Ja również planuje pomalować ściany w neutralnych kolorach, ogólnie w mieszkaniu maja przeważać zimne kolory, a jedynie dodatki maja być w ciepłych barwach. Twój blog kolejny raz staje się bardzo pomocny za co serdecznie dziękuje!
    Pozdrawiam Cię ciepło,
    Kasia

    • Kasiu, zależało mi przede wszystkim, żeby panele były jasne (powiększa to przestrzeń i jest praktyczniejsze w użytkowaniu, niż ciemne drewno), twarde i odporne na ścieranie (AC4 to minimum) ,”nieprzekombinowane” i tanie. :) Te akurat panele są marki Swiss Krono (dąb włoski) – właśnie AC4 i kosztowały 19,9 zł za metr kwadratowy.

  • Magda Kowalkowska

    Chce je wynająć! <3 Mimo, że nie ma jeszcze zdjęć "gotowca" to zdecydowanie wygląda na przytulne i przyjemne, a właśnie (poza meblami-koszmarkami i takimi smaczkami jak brak okien / prysznic w kuchni) brak możliwoci poczucia się "jak w domu" odrzuca mnie od większości mieszkań na rynku.

  • Katarzyna Terebus

    Cześć Kasiu!
    Czy mogę dowiedzieć się jakiej firmy są panele i czym kierowałas się przy ich wyborze?
    Pozdrawiam serdecznie,
    Kasia

  • Jesteśmy właśnie na etapie remontowania starego poniemieckiego domu i adaptowania go do potrzeb agroturystyki. Profil zupełnie inny ale wiele u Ciebie podejrzałam. Zaczęłam od selekcji meblowych perełek, które czekają teraz na malowanie.

  • Paulina Chrabalowska

    Ładna podłoga. Jakie to panele? I gdzie kupiliście? Powodzenia!

  • Sarrealizm

    Kasiu, a jak z wydajnością tych farb Moje Deko? Chcę pomalować 4 drewniane krzesła i nie wiem ile puszek musiałabym wziąć.

    • Oj, to bardzo zależy od koloru krzeseł i farby, od podłoża (jak bardzo chłonne będzie to drewno). Gałki wystarczyło pomalować dwukrotnie (mięta na dość jasnym drewnie).

  • Naturalnie mniej

    Mieszkanie pewnie będzie wyglądać pięknie. Jedyne czego bym się obawiała to to, że ilość szaf będzie zbyt mała. Minimalistyczne wnętrze przyciągnie nie tylko minimalistow, a co za tym idzie mogą zamieszkać tam osoby ze sporą ilością przedmiotów i będą musieli dostawiac meble żeby się pomieścić. No ale może nie mam racji :) czekam na całość :)

    • Właśnie podpisaliśmy umowę. Najemczyni zdecydowanie nie jest minimalistką i poprosiła jedynie o dostawienie jednej komody. Nie na ubrania, ale dokumenty związane z pracą. :)

  • Ula

    Skąd taka ładna lampa w sypialni?

    • Też zwróciła moją uwagę, więc podpinam się pod pytaniem ;)

      • Tę lampę kupiłam lata temu do biura i za nic nie pamiętam gdzie. :( Na pewno w sklepie internetowym polskiej marki, ale nie umiem znaleźć na niego namiarów, albo nie mają już tej lampy w ofercie. Charakterystyczne jest to, że ona przychodzi w częściach i samemu ją sobie składasz jak origami. :))