Kulturalnie polecam w listopadzie: seriale, książki i wyjątkowe miejsce nad morzem

Przez ostatnie 2 miesiące narobiłam sobie mnóstwo zaległości w książkach, bo… z oddaniem poświęciłam się oglądaniu seriali. ;) Z przyjemnością dzielę się z Wami swoimi odkryciami i fascynacjami.

 

Kulturalnie polecam: SERIALE

 

WATAHA! Moje odkrycie ostatnich miesięcy. Nie wiem dlaczego, ale jakoś omijałam dotychczas akurat ten serial. W końcu zasiadłam i w ciągu jednego dnia obejrzałam prawie cały pierwszy sezon, a drugiego wszystkie pozostałe odcinki. Urzekła mnie magia Bieszczad i taka niemalże pierwotna słowiańskość. Zakończenie też ok, chociaż obstawiałam kogoś innego. ;) Chcemy zrezygnować z abonamentu na HBO Go. Czy poza Grą o Tron, Watahą i Wielkimi kłamstewkami jest tam jeszcze coś ciekawego do zobaczenia?

 

Zasiadłam też, chociaż ze sporymi wątpliwościami, do ANIA, NIE ANNA, czyli nowej serialowej ekranizacji Ani z Zielonego Wzgórza. Dla mnie, jak zapewne dla wielu kobiet mojego pokolenia, Ania to dziewczęca bohaterka, z którą dłoń w dłoń dorastałyśmy, otulone jej pogodą ducha i żywą wyobraźnią. Trochę obawiałam się tej “nowej” Ani, o czym rozmawiałyśmy ostatnio w komentarzach. Teraz wiem, że trochę niepotrzebnie. To jest trochę inna Ania. Bardziej prawdziwa, mocna, bez osłody, ale do mnie przemawia. Wręcz mam wrażenie, że na tle tej brutalniejszej rzeczywistości jej radość z okruchów życia jest jeszcze wyraźniejsza. Trochę nie rozumiem tylko zakończenia sezonu… To ma być chyba taki swoisty cliffhanger?

 

Oglądamy też razem z MM co tydzień nowego STAR TREKA na Netflixie. Przyznaję bez bicia, że jeszcze kilka lat temu nie odróżniałam Star Warsów od Star Treka, ale MM zadbał o moją edukację w tym względzie. Na tyle, że się nawet wciągnęłam. W nowym Star Treku najbardziej podoba mi się, że główną bohaterką jest kobieta, a i nie brakuję najróżniejszych wątków, które dotychczas raczej nie były poruszane w serialach science fiction, jak np. homoseksualny związek.

 

Kulturalnie polecam: KSIĄŻKI

 

Tym razem nie mam długiej listy przeczytanych książek. Z trzech powodów. Po pierwsze, doba nie jest z gumy i jak oglądam 5 odcinków Watahy pod rząd, to raczej nie mam kiedy czytać. ;) Po drugie, kilku książek nie skończyłam. Zaczęłam czytać, próbowałam do nich podejść kilka razy i w końcu postanowiłam sobie odpuścić. Nie wciągnęły, trudno, nie będę się zmuszać. Generalnie, staram sobie ostatnio wiele rzeczy zwyczajnie odpuszczać. Po trzecie, mam sporo książek, które teraz czytam na zmianę, w zależności od nastroju. Wszystko to książki, które nie są powieściami i wymagają przemyślenia po przeczytaniu fragmentu.

 

Nie udało mi się przeczytać:

  • Doktryna szoku Naomi Klein (pożyczona od Basi)
  • Samodzielne myślenie Harald Welzer (wypożyczona z biblioteki) – zapowiadała się bardzo ciekawie, ale sposób pisania autora, bardzo jednostronny i kategorycznie zdecydowany mnie odstraszył. Dwa razy przedłużałam czas wypożyczenia, aż sobie odpuściłam
  • Męskie pół świata W. Eichelberger T. Jastrun (wypożyczona z biblioteki)

 

Teraz czytam (ale jeszcze nie skończyłam):

  • Przychodzi Platon do doktora Thomasa Cathcarta i Daniela Kleina
  • Podglądanie wszechświata Michała Hellera
  • Mieć czy być Ericha Fromma
  • Sztukę kochania Michaliny Wisłockiej
  • Piękny styl Stevena Pinkera

 

Poniżej, przy każdej z opisywanych, a przeczytanych książek tradycyjnie dodaję informację, skąd ją mam. Wykorzystuję od dawna maksymalnie możliwości mojej biblioteki, a teraz mam też do dyspozycji całkiem sporą domową biblioteczkę Basi, gdzie upatrzyłam sobie już kilka pozycji.

 


Ćwiczenia duszy, rozciąganie mózgu Jerzy Vetulani i ks. Grzegorz Strzelczyk

(wypożyczona z biblioteki)


    

 

“Mózg i dusza, wiara i rozum, czyli neurobiolog i teolog w fascynującej rozmowie.” Genialna pozycja. Ogromny przekrój tematów – od moralności, źródeł poznania Boga w religijnym i naukowym aspekcie, po dyskusję na temat miłości i śmierci. Trudne tematy, niezwykła otwartość po obu stronach. W dzisiejszym świecie hejtu i radykalizowania się stanowisk, ten tekst jest jak lody waniliowe pełne otuchy. Całość okraszona ciepłym humorem prof. Vetulaniego. Jedyne, czego żałuję, to że nie miałam sposobności posłuchać go na żywo.

 

Kilka fragmentów zatrzymało mnie na dłużej. Przykładowo, rozdział o szczęściu i przyjemności czyli, z neurobiologicznego punktu widzenia, o funkcjonowaniu ludzkiego układu nagrody. Zacytuję Wam fragment:

 

Potrafimy dziś dość dobrze opisać układ nagrody znajdujący się w mózgu – przede wszystkim w polu brzusznym nakrywki i w jądrze półleżącym. Pełni on funkcję motywacyjną i kontrolną, nagradzając nas przyjemnością za dobre rozwiązanie jakiegoś zadania, wysiłek fizyczny czy seks. (…) Zabawa z mózgiem i układem nagrody może grozić uzależnieniem. Poszukiwanie przyjemności niweczy wówczas wszystkie życiowe przedsięwzięcia. Każde uzależnienie jest chorobą układu nagrody. (…) 

 

Publikowałam ostatnio krótką historię drogi do minimalizmu Karoliny, jednej z Czytelniczek. Iza napisała w komentarzu: dla mnie to jest tekst o nadwadze i zmianach jakie przyniosło ze sobą schudnięcie, a nie o minimalizmie. A czy każde uzależnienie nie jest w istocie tym samym? Gdy czytam teksty o toksycznym podejściu do ciała czy o emocjonalnym uzależnieniu od jedzenia to mam wrażenie, że gdyby podmieniła “kompulsywne czy kompensacyjne jedzenie” na “kompulsywne czy kompensacyjne zakupy” to źródło, mechanizm i sposoby radzenia sobie z problemem byłyby niemalże identyczne. Każdy nałóg behawioralny: jedzenie, zakupoholizm, hazard, uzależnienie od seksu, smartfona, internetu czy pracoholizm mają w istocie dokładnie to samo źródło. Zaspokajamy ważną, konkretną potrzebę w niewłaściwy sposób. Nadmiar w jedzeniu czy nadmiar w posiadaniu, cóż za różnica? Genialnie puentuje to prof. Vetulani, opisując proces z naukowego punktu widzenia:

 

Gdybym się miał pokusić w tym kontekście o definicję szczęścia, powiedziałbym, że polega ono na dobrze zbalansowanym układzie nagrody, który adekwatnie reaguje na bodźce i stawia sobie sensowne cele. Wszystkie zaburzenia układu nagrody są szkodliwe. Fatalne skutki ma zarówno niezdolność do odczuwania przyjemności, jak również nadmierne jej poszukiwanie i zawłaszczenie układu nagrody przez konkretną substancję albo zachowanie.”

 


Jak przestałem kochać design Marcin Wicha

(kupiona z drugiej ręki od Czytelniczki w grupie)


 

Czym jest design? Kartą do głosowania, podręcznikiem, wiatą przystanka czy najnowszym modelem iPhone’a? Nazwałabym tę książkę polską odpowiedzią na Język rzeczy Deyana Sudjica. Kiedyś czytałam tekst o tym, że nie jesteśmy wystarczającymi materialistami. Że nie doceniamy przedmiotów, nie hołubimy. Ich długowieczność przestała być zaletą. Nudzimy się w tempie pendolino. Jak pisze Wicha:

 

Z przedmiotami dzieje się coś dziwnego. Rzeczy straciły wiarę w siebie. Nie zabiegają o wieczność. Przestały nawet udawać. Dziecku trudno uwierzyć, że go kiedyś nie było. W świadomości, że świat istniał przed naszym urodzeniem, kryje się przeczucie, że da sobie radę i bez nas (ma w tym doświadczenie).

Przedmiot, który chce być nowoczesny, uznaje istnienie czasu. Dlatego musi przegrać i przegrywa już na starcie. Przegrywa w chwili największego triumfu. Przegrywa kiedy jeszcze jest nowy, oryginalny, chroniony patentami. Kiedy kolejki ustawiają się przed sklepem, żeby w dniu premiery kupić najnowszy model.

 

Oficjalny opis ten pozycji jest tak prosty, piękny i pojemny, że postanowiłam pójść na łatwiznę i zacytować Wam fragment: “Te krótkie, finezyjne teksty są jak obrazki z kalejdoskopu – przegląda się w nich estetyczne oblicze Polski ostatnich czterdziestu lat. Łączą je poczucie humoru, erudycja i literacki talent autora.” Polecam.

 


Nie wszystkie przeczytane przeze mnie książki “lądują” na blogu. Np. brakuje tu przeczytanych: Domofonu Miłoszewskiego czy Sztuki minimalizmu Loreau. Większość z nich na bieżąco pokazuję na Instagramie, w filmach Instagram Stories. Jeśli macie ochotę mnie pooglądać i popodglądać :), to zapraszam tutaj, @simpliciteblog.


 

Podróżniczo polecam: HT HOUSEBOATS w Mielnie

 

Tym razem, na zaproszenie naszych przyjaciół ze Slowhopa, wybraliśmy się nad polskie morze. Postanowiliśmy zabrać Natalię z mężem i pokazać im, jak piękne jest polskie morze jesienią. Pojechaliśmy w miejsce, które chciałam odwiedzić już od dawien dawna, ale wciąż było daleko, nie w porę itp. :) Miejsce to domki na wodzie HT Houseboats w Mielnie, nad jeziorem Jamno.

 

Miałam naprawdę duże oczekiwania i… rzeczywistość na szczęście do nich dorosła. ;) Widok na jezioro przez ogromne przeszklone okno – magiczny. Wyposażenie – piękne i bardzo komfortowe. W słoneczne dni – wypad nad morze i pływanie tratwą po jeziorze. W pochmurne dni – wypad nad morze, gry planszowe, tenis stołowy na kuchennym stole i SAUNA w domu. Do tego pyszne jedzonko, dobre towarzystwo i ogień z kominka. Cudo! 

 

 

Dwa słowa dla chorych na arachnofobię i chorobę morską lub lokomocyjną, ponieważ pytaliście o to licznie (po pokazaniu zdjęć na Instagramie i InstaStories). Mam arachnofobię i raczej unikam miejsc nad wodą, z oczywistych powodów. Przez cały czas pobytu doświadczyłam 3 pająków, ale takich solidnych. Jeden siedział na oknie w sypialni. Mężczyźni się nim zajęli, nie chcę wiedzieć… MM jest już nauczony, że musi robić inspekcje w pomieszczeniach, do których wchodzę. ;) Drugi siedział na oknie w łazience, ale z drugiej strony. Trzeci zaskoczył mnie, bo przez noc ulokował się pod stołem. Ten solidnie mnie przestraszył. Podsumowując, w domkach jest oczywiście bardzo czysto, ale nie sposób zupełnie uniknąć zagrożenia. W końcu, to domki na wodzie. Co do choroby lokomocyjnej – tę z kolei ma Natalia. Poczuła się trochę źle dopiero ostatniego dnia, ale wtedy wiało naprawdę bardzo mocno. Ja czułam delikatne kołysanie dopiero, gdy się położyłam i skupiłam – w trakcie codziennych czynności nie było to dla mnie wyczuwalne.

 

Tradycyjnie, czekam z niecierpliwością na Wasze polecenia książek (tych dobrych i tych, o których powinno się trzymać z daleka również), gazet, wystaw, filmów, seriali, muzyki i wszelkich innych wartościowych treści.

 

25 komentarzy
  • Kasia

    Wataha super :) Nie jestem fanką seriali (za każdym razem, gdy mówię to w pracy, słyszę gromkie “Ale jak to?!” – jest jakaś serialomania w ostatnich czasach), ale z racji miłości absolutniej do Bieszczad, czulam się w obowiązku , żeby obejrzeć. Do tej pory Bieszczady były dla mnie niesamowitą odskocznią i jak nie jestem tam raz w roku, to mój człowiek wewnętrzny bardzo cierpi. Bieszczady to dla mnie synonim pieknej natury, potężnego relaksu, długich godzin bezmyślenia na szlakach, ukochanych zakątków, Srabbli w “Legendzie bieszczadzkiej”, nalesników w Chacie Wędrowca i żurku w “Bazie ludzi z mgły”, serdecznych ludzi na szlaku bez najnowszych kurtek z drogimi metkami, z którymi wieczorem spotykasz się w jednej z nielicznych knajp, busów leniwie jeżdżących po swoich stałych trasach i śniadań na tarasie bialego domku naprzeciwko bazy Straży Granicznej :)
    Jestem trochę zła na ten serial, bo teraz wprowadził mi element szarości, podejrzeń i szeptanej atmosfery w ten mój nieskazitelny świat :) ale serial wciąga i jest wart polecenia – a Bieszczad nie da się przestać kochać – tak już z nimi jest.

    PS. Widzę “Chatę” na stosiku – ładna książka i wzruszająca historia :)

    • Wiesz, że nigdy nie byłam w Bieszczadach? Wciąż się zbieramy i ciągle jakoś nie po drodze… Chatę pożyczyłam od mamy, wiele osób pisało, że płakało w trakcie. :)

      • Kasia

        Bieszczady – koniecznie :) nie pożałujecie :)

  • Ania

    Oj, w HBO GO jest całe mnóstwo świetnych seriali :) Z klasyków to “Rodzina Soprano”, “Prawo ulicy”, “Zakazane imperium”, Kompania braci”, “Mad men”. Z takich trochę mniej znanych “The Affair”, Sześć stóp pod ziemią” i “The Knick”. A, i polski “Pakt”. Na pewno polecam też mini-seriale: “Anioły w Ameryce”, “Mildred Pierce”, “John Adams”, “Olive Kitteridge”… Plus mają tez całe mnóstwo fajnych filmów dokumentalnych. Jak dla mnie to spora konkurencja dla Netflixa.

    • Anna

      Ja też polecam “Pakt”, mroczny, ale wciągający. I drugi sezon podobał mi się bardziej. Na HBO GO obejrzałam też cały “Seks w wielkim mieście”. Głównie z sentymentu, ale ciągle mnie bawił (chociaż kiedyś sama Carrie mnie chyba tak nie irytowała;).

      • Chyba nie mam już ochoty na Seks w wielkim mieście, jakoś teraz te wszystkie problemy, zwłaszcza Carrie są jakieś takie wydumane… I też mnie irytuje. ;)

      • Anna

        Do prasowania serial był w sam raz;). A co do tej irytacji – jestem teraz w wieku głównej bohaterki, więc na jej problemy patrzę już z innego punktu, niż gdy byłam na studiach. Wtedy wydawała mi się taka dorosła i wyzwolona, a teraz głównie infantylna i niezaradna. Co ciekawe, inne bohaterki odebrałam teraz bez takich zgrzytów.

      • Joanna K.

        Też polecam “Pakt”. 2gi sezon podobał mi się nawet bardziej niż 1wszy

      • Bernarda

        ‘ Wataha- bezapelacyjnie mój numer jeden. Pan Leszek Lichota wreszcie wyszedł z kubeczka ” malinowy kisiel”. Pakt podobał się bardziej w drugim sezonie, ale może to dlatego,że mieszkam na Śląsku i motyw przewodni jest “nasz”, nie wspominając o zdjęciach: Katowice-nocą. Serialem, który mnie wciągnął kiedyś i trzyma do teraz jest Żona Idealna ( chyba nawet kiedyś o nim pisałam w komentarzu), nie potrafię znaleźć nic podobnego, Sezonów jest dużo, ale intryga goni intrygę ;-) Natomiast Belfer- pierwszy sezon a i owszem podobał mi się, zaś sezon drugi- odnoszę wrażenie,że jest przeznaczony bardziej dla widowni dużo poniżej 40 roku życia. Z książek, które mam “w czytaniu” to GRA ANIOŁA. To książka, którą kupiłam w 2008 roku ;-(. A czytam ją dlatego, ponieważ postanowiłam zamrozić wypożyczanie z biblioteki na rzecz “wyczytania” posiadanych książek. Często też mam tak,że zabieram swoje książki na wakacje i zostawiam świadomie w biblioteczce ośrodka, głównie beletrystykę kupioną pod wpływem impulsu jak również długo, długo zanim zaczęłam swoją przygodę z minimalizmem i blogiem pani Kasi;-).

    • Zupełnie zapomniałam o Pakcie – na pewno obejrzę! Mad Men mnie jakoś nie wciągnął, odpadłam w pierwszym sezonie.

    • Anna

      Mnie się jeszcze bardzo podobał serial “Ballers” (Gracze) o futbolu amerykańskim – świat kompletnie mi obcy, ale serial mnie wciągnął. I byłam pod dużym wrażeniem roli Dwayne’a Johnsona.

  • Dzień później

    Też się jakoś wciągnęłam w Watahę – zauważyłam, że często pojawiają się w tym serialu piękne zdjęcia krajobrazów… a na HBO polecam koniecznie serial “Młody papież” z Jude Law.

  • Jak oglądasz Grę o tron, to polecam Ci również Wikingów :) Ja ten serial kocham za wszystko, przede wszystkim za Skandynawię (uwielbiam skandynawską mitologię), ale również za to, że jest na podstawie wydarzeń historycznych. Tobie też powinien się spodobać. A Watahę zapisuję i na pewno zobaczę, co to za cudo :)

    • Kasia

      Ja też polecam Wikingów ! :) co prawda najbardziej wciągnęły mnie dwa pierwsze sezony, ale i tak serial trzyma poziom.
      Poza tym wg tego co udało mi się ustalić jest to serial przygotogowany świetnie pod względem merytorycznym, więc mozna poszerzyc wiedzę na temat mitologii i kultury skandynawskiej.

  • kpirozek

    Z HBO GO jest ten problem, że wszyscy i tak żyją serialami z Netflixu. Ale jak pogrzebać, to coś się znajdzie. Ja ostatnio znalazłam “Mildred Pierce”. Widziałam tez “Dextera”, którego wszystkie sezony oglądaliśmy swego czasu z zapartym tchem. Poza tym nadrabiam zaległości filmowe, bo odkąd mam dzieci przestałam prawie chodzić do kina na dorosłe filmy :)

    Te domki nad jeziorem wyglądają super :) No i dobrze, ze nie mam arachnofobii, bo w naszym domu na wsi już dawno bym zwariowała, tyle tego towarzystwa nam się pcha do domu ;)

  • Dużo przydatnych rzeczy :) Dzięki! :*** mam spore zaległości książkowe :)

  • https://www.youtube.com/watch?v=blRHPzLg1oU słucham w kółko :-)
    Ostatnio obejrzeliśmy “Przeszłość” Fahradiego. Emocjonalna wyżymaczka :-) ale zapada w pamięć, podobnie jak inne jego filmy. Jeśli chodzi o książki, to ostatnio gustuję w polskich autorkach: Frączyk, Gąsiorowska, Kołakowska, Grabowska, Opiat-Bojarska. Książki na jeden wieczór, więc z biblioteki :-)

  • Monika F.

    Polecam książki Delphine de Vigan a zwłaszcza “Nic nie oprze się nocy”

  • Gorąco polecam Stranger Things i Belfra :)

  • Wataha jest fantastyczna! I druga seria wcale pierwszej nie ustępuje. Z HBO polecam Belfra i Pakt z Dorocińskim :)

  • Zofia Niewinowska

    Na HBO Go polecam Belfra.Według mnie świetny serial,wciągnął mnie od pierwszego odcinka tak,że zarywałam noce oglądając go.Świetny,naprawdę!

    • Anna

      Belfer jest na Canal+, nie na HBO Go.

      • No właśnie miałam dopytać, też mi się wydawało, że na Canal+…

      • Kasia

        Na Canal +. Ale też bardzo polecam.