Mieszkamy już 2 miesiące na wsi!

Jak to się ładnie pisze? Minęło jak z bicza strzelił? :) Niewiarygodne, ale z naszego zaplanowanego półrocznego pobytu na wsi minęły już pełne 2 miesiące. Co mnie najbardziej zaskoczyło? Czy odnaleźliśmy się w wiejskiej rzeczywistości? Ile to jest metr sześcienny drewna opałowego? 

 

Na początek, kto nie wie – TUTAJ opisuję kulisy naszej przeprowadzki na wieś i dlaczego mieszkamy w cudzym domu. Wszyscy mnie ostrzegali, że jesienią i zimą na wsi jest buro, ponuro i depresyjnie. Zimno, ciągle w domu, z dala od wszystkich wielkomiejskich rozrywek. NUDNO i nie do końca fajnie. Jeśli przeżyjesz zimę i Ci się spodoba, znaczy że się nadajesz do wiejskiego życia. I co? NADAJĘ SIĘ! Nadaję, jak nie wiem co. :) 

 

Co nas najbardziej zaskoczyło?

 

Może to zabrzmi zabawnie, ale najbardziej zaskoczyło mnie, w jaki sposób na wsi obchodzi się ze… śmieciami. Sam fakt posiadania harmonogramu wywozu śmieci jest naturalny, w biurze w Warszawie (dom jednorodzinny) też takowy mamy. Jednak, częstotliwość wywozu jest już zupełnie inna. :) Na wsi śmieci zabierają nawet raz na 3-4 tygodnie! To samo w sobie też nie jest jakieś szczególnie straszne, bo dzięki wdrażaniu zero waste śmieci nie mamy ich tak strasznie dużo, ale weź tu pamiętaj, gdy masz pamięć złotej rybki. ;) A pamiętać trzeba!

 

Na pierwszy wywóz tuż po przeprowadzce czekaliśmy bardzo, bo po pożegnalnej imprezie Baśki zebrało się sporo śmieci. ;) Nadszedł upragniony dzień wywozu, widziałam jak panowie podjeżdżają pod bramę… i ją mijają bez zatrzymywania się! A kubeł pełny. Jako wiejski laik nie wiedziałam bowiem, że nie wystarczy, że pojemnik stoi obok bramy. Niepisana zasada mówi, że należy go wystawić na drogę przed posesją. No i na prawie kolejny miesiąc zostaliśmy z pełnym kubłem i gromadzącymi się kolejnymi workami w garażu, z groźbą szalejących myszy. Worki z recyklingiem też trzeba wystawiać osobno i oczywiście, że o tym zapomnieliśmy. Od nowego roku wchodzą z kolei nowe przepisy dotyczące segregacji i różnych worków będziemy mieć chyba z siedem. :)

 

Jak się żyje w tak dużym domu?

 

Po pierwsze, tuż po przeprowadzce, dom pozwolił mi uświadomić sobie, że naprawdę mamy niewiele. Przecież wprowadziliśmy się do zamieszkiwanego domu, w którym nasi gospodarze zostawili prawie wszystkie swoje rzeczy (częściowo pochowane). Więcej już o tym pisałam w tekście o przeprowadzce

 

Przez pierwsze kilka dni czułam się trochę onieśmielona. Zniosłam sobie do salonu fotel, zarzuciłam swój koc, ułożyłam stosik książek i zaszyłam się tam, bo przestrzeń mnie przytłaczała. Potrzebowałam trochę czasu, żeby ją zaadoptować dla siebie i oswoić. Człowiek się szybko przyzwyczaja i teraz się śmiejemy, że trudno nam się będzie odnaleźć z powrotem w 50 metrach. U Baśki 50 metrów to ma chyba sam salon, a z salonu do sypialni muszę zrobić DOKŁADNIE (policzyłam!) 35 kroków.

 

 

Mój książkowy stosik do przeczytania. 📚 Odkryłam, że strasznie lubię wynajdywać w książkach fragmenty odnoszące się do rzeczy i posiadania pomimo, że fabuła dotyczy zupełnie czegoś innego. Stosunek do przedmiotów bardzo plastycznie oddaje cechy bohaterów. Np. ostatnio znalazłam cudny fragment w Domofonie Miłoszewskiego, który czytam na insta stories (są tu jacyś wielbiciele Miłoszewskiego, jak ja?). Czytam stanowczo za szybko, ale te kilkanaście sekund tak szybko mija. I nie jestem pewna, czy się załadowało w dobrej kolejności ;) Aha, i na stories podaję też wszystkie informacje na temat swetrów. Dzięki wielkie za ankietę! 📚 Co teraz czytacie? #booklover #biblioteczka #zbiblioteczkiSimplicite #ksiazki #czytambolubie #liveauthentic #livesimple #livefull #wiejskiezycie

Post udostępniony przez Katarzyna Kędzierska (@simpliciteblog)

 

Długo też przyzwyczajaliśmy się do… do zupełnie innego sposobu mówienia w domu. Krótko pisząc, tu się trzeba do siebie drzeć! Wiele razy wkurzaliśmy się na siebie, bo coś mówiliśmy, a druga osoba po prostu nie słyszała. MM siedział w kuchni, ja w salonie… coś mówię, a on wiecznie: “przestań tam coś mamrotać” i “jak myślisz, że ja słyszę co tam mamroczesz to się grubo mylisz…” ;) 

 

Natomiast, nieoczekiwanie, większy dom na wsi okazał się sprzyjać społecznym interakcjom. :) Trochę się obawiałam, że nikomu nie będzie się chciało tu przyjechać i finalnie będziemy sami jak palec (właśnie sprawdziłam i wiecie, że to powiedzenie wzięło się z tego, że kiedyś mianem palca określało się tylko kciuk? Stąd określenie sam jak kciuk, bo jest oddalony od reszty – taka mini dygresja). Nie, żeby samotność mi bardzo przeszkadzała, ale nagle okazało się, że nie skoro nie opłaca się do nas przyjeżdżać na chwilę (bo przecież 50 km od Warszawy to jak na końcu świata ;)) to większość przyjezdnych zostaje na noc. Co sprzyja pogaduchom, kalamburom z użyciem szkolnej tablicy czy nocnym maratonom z serialami. Bardzo przyjemnie, bardzo. :)

 

Jak Nela się zaadaptowała do nowych warunków?

 

Na samym początku nie było łatwo. Była mocno przestraszona nowym terenem i zupełnie nie chciała sama wychodzić do ogrodu. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyła królika na drodze za ogrodzeniem. Dosłownie ją zamurowało. ;) Baliśmy się też wtedy ją zostawiać samą w domu. Trochę trwało, zanim się oswoiła. Pierwsza rzecz, jaką zrobiła to pogoniła wszystkie koty (jeden raz cudem ukrył się pod tarasem). Kocice nie mogły się pogodzić z nagłym odcięciem od regularnego źródła zaopatrzenia (Basia je dokarmiała) i regularnie wracały na przeszpiegi. Teraz już coraz rzadziej – wiedzą, że królowa jest tylko jedna. Ostatnio Nelania wdała się w pościg za jedną z nich. Pościg zakończył się krwawym (ale nie tak strasznie) rozbiciem pyska wskutek uderzenia o trampolinę, tudzież rynnę. Nie wiem, usłyszeliśmy tylko huk. Na szczęście zagoiło się się jak na psie – to powiedzenie jest bardzo prawdziwe. Nela ma też swój stały punkt obserwacyjny na piętrze, po drugiej stronie domu – ma tam widok na psa i kota sąsiadów. Bywa, że znika na długo i nie spuszcza wzroku z wroga.

 

 

Minusem jest nasze rozleniwienie i niechęć do codziennych spacerów. Wiem, że powinniśmy częściej wychodzić z nią na dłuższe spacery, ale biję się w pierś, nasze lenistwo przeważa i pieseł hasa po ogrodzie. Złości mnie też to, że jak to na wsi, milion burków wałęsa się bez nadzoru i smyczy, a niektóre są naprawdę duże. Pewnego dnia po drodze przy domu wędrowała cała banda. Nela nie jest zbytnio towarzyskim psem i boję się, że takie spotkanie mogłoby się zakończyć dramatycznie. Udało się nam jednak kilka razy pojechać do pobliskiego lasu i dalej, nad rzekę. 

 

Co się zmieniło w naszym stylu życia?

 

Po pierwsze, przybyło nam niektórych obowiązków. Dużo więcej gotujemy w domu. Chociaż odkryliśmy wokół kilka naprawdę interesujących (i kilka dużo gorszych) restauracji to jednak zdecydowanie nie stołujemy się “na mieście” tak często, jak w Warszawie. To bezpośrednio przełożyło się na koszty utrzymania w kontekście jedzenia. Poza tym, co tu dużo kryć, życie nawet 50 km pod Warszawą jest na co dzień sporo tańsze, niż w stolicy. Wiele osób mówiło mi, że to mit, ale ja widzę przełożenie na mój portfel (bilet do kameralnego, ale wygodnego kina w Grodzisku kosztuje 18 zł, w Cinema City 30 zł). W Biedronce czy w Tesco (jedyne większe sklepy w okolicy) wydaję ok. 100 zł na kilkudniowe zakupy – w warszawskim samie za tyle jedzenia musiałabym zapłacić dwa razy tyle. Nie mamy też żadnego sklepu pod domem, co sprawia, że zakupy robimy raz na kilka dni, czasami nawet raz na tydzień. Planujemy posiłki bardziej, niż mieszkając w Warszawie z Żabką pod blokiem. To mnie bardzo cieszy, bo wcześniej nie mogłam namówić/zmusić MM do planowania.

 

Planujemy posiłki też dlatego, że strasznie nie chce się nam wychodzić z domu! Naprawdę, jest mi tu tak dobrze, że naprawdę nie potrzebuję dodatkowych bodźców. Palimy w kozie, czytam dużo, nadrabiamy zaległości filmowo/serialowe, gościmy gości. Proste przyjemności życia codziennego. Oczywiście, że nie różni się to aż tak strasznie do stylu życia w mieszkaniu w Warszawie, ale jakoś tak wieś sprzyja. Jest spokojniej, nie mamy sąsiadów imprezujących za ścianą, budowy pod domem. Z drugiej strony, gdy chcemy sobie zrobić mini disco i karaoke o północy to nikomu nie przeszkadzamy. No, może poza Nelą, która zdecydowanie nie rozumie, dlaczego musimy się przytulać w tańcu. ;)

 

 

Bawi mnie odkrywanie nowych odruchów, na przykład wyglądanie za okno, gdy jedzie samochód, albo ktoś idzie. Nie umiem tego powstrzymać! :) Bywają też zabawne sytuacje. Niedaleko jest suszarnia warzyw i często widywaliśmy transport np. z marchewkami. Przy ostrym wejściu w zakręt obok naszego domu marchewki wypadały. Zbieraniem zajmują się pewne dwie starsze panie, które spacerują marchewkowym szlakiem. Widziałam też burka z wielką, zdobyczną marchewą w pysku. Ot, takie wiejskie atrakcje. ;)

 

Prawie codziennie palimy też w kozie, bo jestem strasznym zmarzlakiem. Poza tym niesamowicie lubię gapić się w ogień, tak po prostu. :) Na początku kupowaliśmy drewno w markecie w Warszawie, ale musieliśmy jeździć po nie zbyt często, no i nie należało do najtańszych. Potem, w drodze do lasu odkryliśmy lokalny tartak i kupiliśmy metr sześcienny drewna, bodajże brzozę. Wydawało mi się, że metr sześcienny drewna to niedużo, martwiłam się nawet, że sporo nas wyniesie finansowo takie codzienne dogrzewanie. Panowie przywieźli nam je parę dni później z samego rana i wyrzucili pod garażem. Zaczęliśmy szczapki układać ślicznie w garażu… pół godziny później byłam zgrzana, zmęczona i maksymalnie zadziwiona, że metr sześcienny drewna to tak dużo!

 

Aha, i od jakiegoś czasu nie mamy telewizji! To znaczy, mamy telewizor, ale podczas awarii prądu (to relatywnie częste) spalił się dekoder. Mieliśmy go oddać do naprawy i jakoś tak tygodnie mijają i nic z tym nie zrobiliśmy. Cieszę się, bo kiedyś MM dość nerwowo reagował na pomysł zupełnego odcięcia telewizji (chociaż nie oglądaliśmy jej zbyt wiele). Okazuje się, że dostęp do filmów online jest ogromny, a i większość interesujących nas programów można oglądać przez internet. Kupiliśmy bardzo przydatny gadżet, jakim jest chromecast, który sprawia, że nie trzeba każdorazowo podpinać laptopa pod telewizor kablem. Proste i wygodne. Telewizji brakowało mi tylko jeden raz, gdy leciał noworoczny koncert filharmoników wiedeńskich, który uwielbiam.

 

Zmiana stylu pracy

 

Siłą rzeczy zmienił się również nasz styl pracy. Co prawda, wcześniej też w większości pracowaliśmy z domu, ale jednak popołudnia spędzaliśmy w biurze, co sprawiało, że dzień pracy miał zupełnie inny rytm. Teraz pracujemy zupełnie z domu, a średnio dwa razy w tygodniu mamy dzień wyjazdowy – odbywamy spotkania, załatwiamy sprawy w Warszawie, albo spotykamy się z rodziną czy przyjaciółmi.

 

 

Dobra, tak z ręką na sercu to też czasami (no dobra już, często!) mam takie dni, że nie chce mi się malować, myć włosów i najchętniej cały dzień czytałabym książki pod kocem. Bywa, że wieś rozleniwia, zwłaszcza że nie musimy wcale jeździć do biura. Nie wiem dlaczego, ale jakoś w Warszawie nigdy nie miałam z takim potencjalnym rozmemłaniem do czynienia. Działam jednak, zaaranżowałam sobie mini biuro na nieużywanej antresoli z pięknym widokiem, gdzie zaszywam się, piszę i pracuję w skupieniu. Bywały takie tygodnie, że wcale nie wychodziłam z domu dalej niż do garażu po drewno i porzucać Neli piłkę w ogrodzie. I doskonale się z tym czuję.

 

Czy życie na wsi sprzyja minimalizmowi?

 

Hehe, i tu będzie ulubione wyrażenie wszystkich prawników: TO ZALEŻY. Na pewno widzę minimalizm w sferze zakupowej – więcej zaplanowanych codziennych, głównie jedzeniowych zakupów i mniej zachciewajek z Żabki. Jak się nie chce ruszać tyłka z domu to się kombinuje obiad z tego, co jest. :) Plus tańsze zakupy. U mnie jest to też lepiej zorganizowany czas (choć musiałam to sobie wypracować), mniej telewizji i bezmyślnego internetu (choć tu mam nadal ogromne pole do poprawy) równa się pokaźny stos przeczytanych książek. Nagle okazało się też, że większość zawodowych spraw mogę załatwić online lub skumulować w dzień wyjazdu do Warszawy. Będąc na miejscu czas przeznaczony na poszczególne zadania jakoś magicznie się wydłuża. ;) Więcej gotowania w domu zaplanowanych posiłków równa się też mniej wyrzucanego jedzenia. Na pewno dużo rzadziej się również maluję i zamiast w marynarki wskakuję w sprawdzone domowe (ale nie wytarte, stare i zniszczone) zestawy ubrań. 

 

Z pewnością namacalny spokój sprzyja uspokojeniu głowy. Mniej bodźców, chociażby w postaci światła (teraz o 16-stej okolica jest zupełnie ciemna) sprzyja wyciszeniu. Mnie osobiście to uspokaja i jakoś mam poczucie, że jestem bliżej naturalnych rytmów przyrody. Wróciłam do regularnej wieczornej medytacji, która bardzo mi pomaga. Spokój i harmonia – otoczenie nie jest tu konieczne, ale teraz czuję, że po prostu mi sprzyja.

 

Widzę też wyraźnie, że posiadanie dużego domu nie sprzyja minimalizmowi. Dużo trudniej uświadomić sobie, jakim faktycznie zasobem przedmiotów się dysponuje z uwagi na ogromną przestrzeń. Przedmioty w niej nikną, ale tak naprawdę nadal są: w kotłowni, w garażu, na piętrze itp. Basia i tak nie jest typem chomika, ale widzę, że w domu chyba zwyczajnie łatwiej się gromadzi. No i ostatnia rzecz, o której rozmawialiśmy ostatnio w naszej fejsbukowej grupie – na wsi bez auta ani rusz. Nie ma mowy o korzystaniu wyłącznie z komunikacji (bo jej nie ma), a car-sharingowe opcje oczywiście nie są dostępne.

 

 

Co dalej?

 

Ano do końca marca, a może i trochę dłużej będziemy sobie tutaj mieszkać i dalej testować nowy styl życia. A co dalej? No cóż, niezbyt chce się nam wracać do mieszkania w mieście. Jednak, żadne wiążące decyzje jeszcze nie zapadły i nie chcę uprzedzać faktów. Fajnie na tej wsi, no fajnie. :)

 

Ktoś z Was mieszka na wsi? A może ma za sobą przeprowadzkę wieś – miasto lub wręcz odwrotnie? Ach, i tak czysto teoretycznie :), gdybyśmy chcieli kupić działkę i postawić dom, to macie dla nas jakieś rady?

 

PS Wszystkie zdjęcia wzięłam oczywiście z mojego Instagrama, gdzie na bieżąco piszę o wiejskim stylu życia. Zapraszam też na tzw. Instagram Stories – zdjęcia i krótkie filmiki (znajdziecie je klikając w moje profilowe zdjęcie w apce Instagrama, albo z prawej strony swojej tablicy, jeśli oglądacie na komputerze) – pokazuję tam Szafę Minimalistki w wersji na żywo, aktualnie czytane książki i Nelanię w najbardziej uroczych momentach. Jest kameralnie, swojsko i miło.

70 komentarzy
  • Wiosną uczucie, że wieś rozleniwia powinno minąć – jak się posadzi mnóstwo owoców i warzyw to różnorodne związane z nimi obowiązki będą zmuszały do poświęcenia się pracy poza domem. No i z czasem narastała będzie liczba drobnych usterek oraz niedogodności w i wokół domu, o których mieszkając w kilkunastorodzinnym budynku jako lokator w ogóle nie ma się do czynienia – i trzeba będzie to na bieżąco ogarniać, żeby się nie nawarstwiało.
    Więc zła wiadomość jest taka, że błoga atmosfera bezczynności się ulotni, ale jest też dobra wiadomość – błoga atmosfera bezczynności się ulotni ;)

  • Iz

    Chcialabym za kilka lat byc jak Pani.. Mam wrazenie, ze jak pójdę do zwyklej pracy to moje zycie bedzie nudne.. W sumie zaczelam odczuwac przed tym lęk. Szczególnie, ze jestes osoba bardzo bardzo stresująca się, wiec takie pedzenie bo W-wie bedzie mnie wykanczac. I tak przez studia nabawilam sie juz jakiejs nerwicy. Super byłoby pracowac w domu… A za rok koncze studiaa. Iz

    • Iz

      Jestem*

      • Iz, ja pracę na etacie wspominam bardzo miło :), po prostu na dłuższą metę wolę być sama dla siebie szefem. Masz mnóstwo czasu i możliwości, popróbuj różnych opcji, warto. :)

    • Ada

      Jakbym czytała o sobie :D Na studiach marzyłam o tym, żeby nie musieć wychodzić z domu i pracować zdalnie, bo ludzie są tacy przerażający ;) Od kilku miesięcy pracuję w biurze od 8 do 16 i to jest… fajne! Super ekipa i ta świadomość, że o 16 już zupełnie nic nie muszę <3 Można naprawdę dobrze trafić :)

    • Ania

      Ja będąc na studiach przeczytałam jakąś książkę Joanny Chmielewskiej, której bohaterka była grafikiem pracującym w domu. Pomyślałam coś dla mnie! Po studiach przepracowałam w firmach jakieś 3 lata. Od 10 lat jestem grafikiem-wolnym strzelcem. Grunt to wymyśleć sobie życie. W tym roku czeka nas przeprowadzka na wieś. Także głowa do góry marzenia trzeba realiziwac 😉

  • PP

    To prawda, że życie na wsi zwalnia zimą, ale ma to swój urok. Wiosną wszystko tak jakoś naturalnie przyśpiesza, chce się wyjść z domu, posprzątać w ogrodzie, popatrzeć jak wszystko rodzi się do życia. My również zaliczyliśmy przeprowadzkę (z centrum miasta, ale dużo mniejszego niż warszawa do miasteczka/wsi) – teraz z jednej strony działki mamy miasteczko, ale robiąc kilka kroków w jej głąb mamy pola i regularną wieś :) Do lasu 3 min rowerem (10 min pieszo), ale do sklepu i lekarza całkiem blisko. Jest nam tu bardzo dobrze, jest dużo wolniej, jest kiedy cieszyć się życiem. Chętniej zostaje się pracować w domu (uwielbiam tę dzwoniącą w uszach ciszę). I jest jeszcze jedna rzecz, którą bardzo doceniam – nie zdecydowaliśmy się na budowę (tak, to była bardzo świadoma decyzja) :) i chyba nigdy w życiu się nie zdecyduję (i wcale nie chodzi tutaj o kwestie finansowe). Pomimo, że razem z mężem ogarniamy wszelkie kwestie formalne (związane pośrednio z moim zawodem), które wydają się bułeczką z masłem to przeraża nas czas i nerwy potrzebne na nie (i pieniądze i znajomości czasem nie pomagają). Pomimo, że znamy się i w miarę ogarniamy sporo zagadnień w budowlance (i ma kto nam doradzić), nie chcemy tracić ważnej części życia na budowanie się. Kupiliśmy stary dom (ok. 1960 r), częściowo wyremontowany, częściowo przystosowaliśmy go do swoich potrzeb. Uwielbiam ten nasz kurniczek (tak nazywa go mój mąż), który z zewnątrz nie wygląda zbyt atrakcyjnie (jednospadowy budynek w granicy) :) W niecałe 2 m-ce przystosowaliśmy go do siebie, odpoczęliśmy od remontów i zbieramy siły na kolejną “szybką akcję” – remont poddasza. To była najlepsza dotychczas decyzja (a pomysły bywały różne). Wizja szukania fachowców, czekania na tych, który zrobią dobrze to co zrobić mają i pilnowanie ich – to nie dla nas – nie w tym momencie życia (może na starość, by zająć sobie czas, chociaż i tu pomysły są zupełnie inne). Zainteresuj się też Kasiu zapowiedzią zmian w prawie budowlanym, bo mogą pojawić się niemałe niespodzianki i działka na której teraz się pobudujesz, za rok będzie nadawała tylko do postawienia przyczepy kempingowej (trochę przerysowane, ale tylko by podkreślić wagę sytuacji). Pamiętaj też, że wcale nie musisz być właścicielem nieruchomości by wystąpić o warunki zabudowy i upewnić się czy na działce będzie można pobudować to co się na prawdę chce.

    • Wiem, oczywiście, dzięki. :) Od strony prawnej całkiem nieźle sobie radzimy. :) Kłopotem jest raczej znaleźć działkę, która będzie odpowiadała naszym potrzebom, a i dom mamy zamiar postawić bardzo nietypowy. :)

      • PP

        Fakt, to głupie z mojej strony przypominać prawnikowi o przepisach :P Życzę powodzenia w realizacji planów :)

      • Wcale nie głupie! :) Specjalizuję się w innej działce i tu musiałam (i nadal muszę) się jeszcze sporo dokształcić. :)

  • Anna Nowak

    Wieś wcale nie musi rozleniwiać – wystarczy zagospodarować ogródek, by zawsze było coś do zrobienia. Tak, nawet zimą!

    Jeśli można – jak z ogrzewaniem tego domku? Za ogrzanie całości odpowiedzialna jest wspomniana w tekście koza, czy jest jedynie dodatkiem? Jakie temperatury panują wewnątrz?

    Ogrzewanie to jest coś, co mnie w domkach (czyli także we wsi) przeraża. By czuć się dobrze potrzebuję około 25 stopni w pomieszczeniach, a taka temperatura jest bardzo trudna do osiągnięcia w domkach.

    • Wiesz, raczej nie będę zagospodarowywać ogródka zimą w nie swoim domu. :) W tym domu ogrzewanie jest bardzo ekologiczne – jest pompa ciepła plus koza. 25 stopni możesz spokojnie osiągnąć np. przy użyciu pieca na gaz.

      • Anna Nowak

        Gaz znam, słabo i drogo :).

        Pozwolę sobie jeszcze dopytać – jak sprawuje się taka pompa ciepła? Jak realnie prezentują się koszty takiego rozwiązania, jakie są plusy i minusy? Rodzina myśli nad założeniem.

      • Anno, trudno mi powiedzieć. To nie jest mój dom, mieszkam w nim 2 miesiące i nie jestem w stanie pomóc w takiej kwestii.

      • Magdalena

        Dołączam do pytania o to, czy przy pompie jest ciepło – tzn ile stopni jest bez kozy [przy takiej pogodzie jak teraz? Bardzo będę wdzięczna (ja i mój nieistniejący jeszcze domek ;))

  • Dorota

    Rok temu przeprowadziliśmy się na wieś do domu, który nadal remontujemy. Za oknem mamy las i rzekę, oazę spokoju. Obowiązków jest więcej, kilometrów również ale cisze i przestrzeń rekompensuje wszystko. Uśmiałam się czytając o Twoich doświadczeniach ze sklepem – przezywałam to samo. Majac kilka kroków od domu sklep mamy zaspokojona każda zachciankę, na wsi to już wyprawa ;-) zamiast kupować piekę ciasto, zamiast kina mamy projektor rzucony na ścianę.
    Taka przestrzeń daje możliwości i luz – do realizowania siebie i pomysłów, które w mieście byłyby uciążliwe czy wręcz niemożliwe do realizacji – tak jak w naszym przypadku do posiadania wymarzonych owiec i stworzenie miejsca gdzie mogę pracować w drewnie.

    Trzymam kciuki za szukanie dzialki ;-) A możne już jest ;-)

    • Nie, nie ma, mamy chyba zbyt wysokie wymagania w stosunku do budżetu. ;) Jak się sprawdza projektor? Myślałam o takim. Używacie go zamiast telewizora na co dzień?

  • Aga

    A co ze sprzątaniem? Nie frustruje Cię zwyczajne odkurzanie takiej powierzchni? (dla mnie to istotny minus posiadania dodatkowych m2)

    • Sylwiahh

      Od sprzątania jest robot ;-) Poza tym na wsi można mieszkać w mikrodomku i też jest fajnie.

    • Anna Nowak

      Wydaje mi się, że bałagan w głównej mierze zależy od ilości osób, nie samych metrów, na większej powierzchni może się bardziej “rozkładać”. Czyli dwie osoby mieszkające na 20 metrach będą musiały częściej odkurzać niż dwie osoby na 50 metrach (lub więcej). Na wsi powinno być mniej także klasycznego kurzu.

    • Faktycznie, sprzątania jest więcej, ale to też sytuacji tymczasowa. Mój docelowy dom, jeśli powstanie, będzie na pewno duuuużo mniejszy i będzie malusieńko sprzątania. :)

  • Sylwiahh

    Mieszkam w górach pod lasem (Karkonosze) i nie wróciłabym już do miasta. Żeby się odnaleźć w takim miejscu trzeba zaakceptować zmiany rytmu życia związane z porami roku. Zima to okres w którym czas zwalnia i zatrzymuje nas przed kominkiem. Ciepłe skarpety, kubek z kawą i długie rozmowy przy lepieniu pierogów to właśnie zima na wsi. Doskonałe miejsce i czas dla twórców. Wiosna…wtedy wszystko przyśpiesza, wychodzisz na zewnątrz i uświadamiasz sobie hektary (dosłownie) terenu o który trzeba zadbać. Grabie, widły, taczki, ogniska (grilla też można zrobić) i tabuny przyjaciół których trzeba prosić o pomoc w ogarnięciu ogrodów. Wyprawy po nasiona i czytanie książek ogrodniczych wieczorem. Lato…rano podlewanie ogrodu i wycinanie sałaty na obiad, potem sjesta w domu (czyli praca w biurze) bo jak jest upał to nie pracuje się na dworze, potem wieczory na hamaku we dwoje lub z przyjaciółmi. Jesień …czas zbiorów. Wykopywanie marchewki i robienie weków. Bieganie po lasach w poszukiwaniu grzybów i po domu w poszukiwaniu cieplejszych swetrów ;) Jesień to też czas żniw dla fotografów, magia kolorów obezwładnia czasami. Kiedy przyzwyczaisz się że to przyroda (a nie tv i praca) wyznacza Ci rytm życia to powrót do miejskiej gonitwy jest praktycznie niemożliwy.

  • Jako osoba, która ponad 20 lat temu wraz z szalonymi rodzicami przeniosła się na wieś ( i to taką prawdziwą pośrodku niczego), kilka lat później wróciła do miasta pochodzenia i to do bloku (cóż się nie robi dla facetów) i od półtora roku znowu zakopała się na swoim zaogoniu, to twierdzę, że wieś to w pewnym sensie stan umysłu i bycia. Podobnie zresztą miasto. Tutaj wszystko zależy od tego jak dana osoba zniesie tą zmianę, ja zdając sobie doskonale sprawę z minusów życia na wsi to stwierdzam że do miasta się nie nadaję, niszczyło mnie totalnie i nawet wywalając gnój, lub zasuwając z wiadrem węgla to wolę to sto razy bardziej niż siedzieć w mieszkanku w mieście. Ale to ja i znam osoby które mają dokładnie odwrotnie. Ja tego nie rozumiem ale szanuję odrębne zdanie, niemniej nie cierpię jak ktoś mnie na siłę próbuje przekonać że jego styl życia jest lepszy. Myślę że na świecie jest miejsce i dla wsioków ;) i mieszczuchów ;) I wszystkich równo pozdrawiam :D

    • Sylwiahh

      Doskonale napisane, myślę dokładnie tak samo.

    • Dokładnie! I myślę też, że jest również miejsce dla wsioków, którzy wolą być teraz mieszczuchami i w drugą stronę też. Przecież zawsze może się nam odmienić. :))

  • Joanna

    Ja po roku załatwiania warunkow zabudowy wpadłam na to że budowa domu wykończy mnie i moją rodzinę. Dom kupiłam gotowy i właśnie mija 12 lat odkąd mieszkam na wsi. To w mojej sytuacji była bardzo dobra decyzja. Dom znalazłam dobrze zaprojektowany funkcjonalny i w lokalizacji, o której marzył mój mąż. Oszczedzilam sobie mnóstwa stresu z budową. Może gdzies na swiecie istnieja fajni architekci i odpowiedzialne firmy budowlane, terminowi dostawcy materiałow i przyjazni urzednicy. Nie musiałam tego sprawdzać. Dodam że koszt wychodzi na końcu b. podobny. Wiekszosc osób nie traktuje jako kosztu własnego czasu poświeconego budowie. I jak to jest nowe hobby to ok. W moim przypadku lepiej było pracowac i zarabiac na tym na czym sie znam i miec czas na cieszenie sie mieszkaniem na wsi. Pozdrawiam serdecznie. M.

    • Patrycja Łakomy

      Trafia do mnie to co napisałaś! Dziękuję za podzielenie się

  • Magda Kędzierska

    19 lat mieszkałam w centrum Krakowa, od 15 lat mieszkam pod Krakowem, nie jest to wieś totalna, raczej tereny podmiejskie, ale jednak auto potrzebne. Kocham tę moją wieś i nie wróciłabym do miasta. Cisza, spokój, a jednocześnie wszystko co potrzebne bo i przychodnia i szkoła i fajne przedszkole mamy na miejscu.

  • Gabi K.

    A ja z Narzeczonym w drugą stronę. Całe życie wieśniaki z nas były, to po ślubie na kilka lat chociaż mieszkanko w mieście. Po pracy pójść na basen, czy na siłkę, blisko do Biedry, a w soboty spać do południa i nie przejmować się sprzątaniem, bo zamiast 4h zajmie ono naszej parze 0,5h;) No i nie trzeba odśnieżać i palić w piecu;) A i jak się pójdzie gdzieś wieczorkiem potańczyć to później nie trzeba wydawać majątku na taksi do domu;) Generalnie wg mnie fajnie jest spróbować i tego i tego stylu życia:D

  • Jagoda Marciniak

    A ja polecaam domy drewniane na wzor szwecki. Tam pogoda jest gorsza niz w PL ale jakos nikt nie muruje sie na wieki na kawalku ziemii.

  • Olga Zarzycka

    Wychowałam się na wsi. Potem musiałam wyjechać do miasta (ok. 300 tys. mieszkańców), które początkowo mnie przerażało, bo było tłoczno, głośno i za wiele się działo. Z czasem jednak przyzwyczaiłam się, a nawet zaczął mi się podobać ten dostęp do wszystkiego niemalże o każdej porze dnia i nocy, swoboda i anonimowość. Kilka lat temu przeprowadziłam się do mniejszego miasta (ok. 75 tys. mieszkańców) i doznałam szoku- niby nadal byłam w mieście, ale z dużo mniejszym wachlarzem możliwości, dużo mniejszą anonimowością i zapragnęłam znowu wrócić na wieś. Doszłam do wniosku, że jak mieszkać to albo w dużym mieście albo na wsi- pośrednie rozwiązania nie są dobre. Pewnie to też zależy od wieku i stylu życia- młodzi ludzie wolą miasto, bo mają nieograniczony dostęp do rozrywek, dla rodzin z dziećmi miasto też jest lepsze, bo mają większy wybór szkół, zajęć pozaszkolnych i innych rozrywek, ale ja akurat nie jestem w żadnej z tych grup. Szukam spokoju, kontaktu z naturą, czasu na bycie z mężem bez wszelkich rozpraszaczy i dlatego marzy mi się powrót na wieś. Ale nie na tą wieś, gdzie dorastałam. Chciałabym być relatywnie blisko dużego miasta,a jednocześnie mieszkać gdzieś pod lasem tak, żeby pozostać anonimową. Problem w tym, że cała rodzina uważa ten pomysł za niedorzeczny. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że mam już dom na wsi i wszyscy uważają, że jeśli już mieszkać gdzieś indziej niż teraz to właśnie tam. A po drugie nie ma potrzeby budowania domu dla 2 osób. Gdyby były dzieci to co innego, bo utarło się, że dom przechodzi z pokolenia na pokolenie. U nas nie przejdzie, więc po co? A ja po prostu chcę mieć swój dom, ostoję, miejsce które sama stworzę od postaw. I mam nadzieję, że zrealizuję ten cel.

  • Ela – themomentsbyela.pl

    Mieszkanie na wsi lub małym miasteczku ma wiele pozytywów, ale minusem jest rzeczywiście brak komunikacji publicznej, kina, teatru czy basenu. Mieszkałam trochę w Krakowie, ale konieczność zmiany pracy i trochę relacji rodzinnych przekierowały mnie do małego miasteczka, brakowało mi fajnych miejsc żeby wyjść ze znajomymi, a przede wszystkich znajomych. Teraz już się oswoiłam i większości przypadków robimy domówki. Na wsi jest spokój i taki luz odnośnie wyglądu, a miasto jest dla osób nielubiących ciszy i spokoju, lubiących poimprezować, po pracy wybierających fajne knajpki i dużo ludzi w otoczeniu.

  • Ela – themomentsbyela.pl

    Teraz budujemy dom ba wsi z kominkiem i dużym ogrodem. Nadzień dzisiejszy wydaje nam się to dobrą decyzją, ale czas pokaże.

  • Nie mam telewizora od ok. 10 lat i od tego czasu brakuje mi go tylko raz w roku, właśnie przy okazji koncertu noworocznego z Wiednia :D

  • Dorota

    Trochę nie zgodzę z tymi wyższymi cenami w mieście… do Biedronki czy Tesco można iść też w centrum Warszawy. Nie trzeba do najdroższego samu… To samo z kinem – Multikino teraz to w weekend 19 zl dla wszystkich, we wtorki 10 zl przy płaceniu kartą mastercard. Sroda z orange itp. Mieszkam 30 km od warszawy – na wsi w domu – mieszkałam też w mieście i nie zauważam, żeby było taniej/drożej. Choć to pewnie też zależy jak kto i co… Wszyscy narzekają na ceny gazu – ja lubię ciepło, nie zauważyłam, żeby przy ogrzewaniu gazowym było tak strasznie drożej niż przy np węglu – wiem, bo moi rodzice palą węglem i porównałam. A komfort nie do przecenienia – przekręcić pokrętło wystarczy. Nie ma chodzenia do kotłowni i palenia. A już jak się ma kominek to jeszcze się można dogrzać trochę. Także podsumowując – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  • Ola

    Świetnie, że macie okazję na własnej skórze przekonać się, że dom na wsi to opcja, która ma dla Was więcej zalet niż wad. Marzyłam o domu pod lasem, z dala od miejskiego zgiełku, blisko natury. Z wiekiem mi przeszło i jestem tym szczerze zaskoczona, bo zazwyczaj im ludzie starsi, tym bardziej pragną małego białego domku i spokoju. Dziś odpycha mnie od własnego domu nieustająca potrzeba dbania o niego, żeby ciągle dobrze wyglądał i nie niszczał. Trzeba do tego sporo czasu, pieniędzy i mnóstwa zaangażowania. Super, jeśli komuś sprawia to przyjemność. I zupełnie nie dziwię się chwilowej rozpaczy Basi w związku z pęczniejącą i nadwerężoną drewnianą elewacją – ja przeżywałabym to chyba dużo gorzej :)

  • Smok

    A ja króciutko – kino w Warszawie tylko atlantic :)

  • longina

    A ja pochodzę ze wsi , mieszkam od 20 lat w mieście, najpierw w 100 tysięcznym. , od roku w 200 tysięcznym. Wieś kojarzy mi się z zazwyczaj zimnym domem, zimną wodą do mycia, zimną łazienką, daleką drogą do szkoły, później długimi dojazdami , często gęsto kilkukilometrowymi “wycieczkami” na autobus do innej wioski, gdyż do mojej wsi autobus nie dojechał, i wiecznym tłumaczeniem się w szkole dlaczego się spóźniłam. Było to prawie 30 lat temu, komunikacja na wsi “zabitej dechami” wyglądała strasznie, 3 autobusy “na krzyż” przez cały dzień do najbliższego miasteczka. To spowodowało, że chciałam z tej wsi wyjechać, zamieszkać w bloku, gdzie o każdej porze dnia i nocy będzie ciepło, bez oszronionych szyb wewnątrz mieszkania… Cały czas to pamiętam…Najbardziej chyba to wieczne odczucie zimna zadecydowało o tym, że boję się mieszkania w domu, chociaż wiem, że teraz są inne czasy i dużo łatwiej zorganizować tak ogrzewanie, żeby było ciepło. Na dodatek czy wiosną czy jesienią, kiedy zarządzający spółdzielniami fundują w blokach okres “przedgrzewczy “;) , na wsi można byłoby włączyć piec, napalić w kominku a tu musimy czekać aż zaczną grzać. A więc ta pamięć zimnego domu głównie zadecydowała o tym, że wolę mieszkać w mieście….

  • Krawczyk Agnieszka

    Przeprowadziłam się na wieś po wielu latach mieszkania w dużym mieście. Nie wyobrażam sobie powrotu. Chodzi o przestrzeń. W mieście człowiek jest ściśniętym trybikiem w tłumie , w korku . Na wsi jest zupełnie inaczej, jest więcej przestrzeni, człowiek nie zlewa się tłumem. Szybciej się też wypoczywa ze względu na bliższy kontakt z przyrodą. Nie koniecznie trzeba spacerować, biegać czasem spojrzenie za okno odpręża i dodaje sił. Idealne warunki do pracy twórczej.

  • Ania

    Kasiu, a planujesz może post o swoim podejściu do zero waste i o tym, jak udało Wam się ograniczyć ilość produkowanych śmieci?

    • Aniu, pisałam o tym jakiś czas temu w poście na FB i na Instagramie. Na razie nie planuję osobnego tekstu na blogu, ale są tam teksty o ekologicznych zachowaniach na co dzień i sporo dotyczy właśnie zero waste.

  • Myślę, że do wszystkiego trzeba dojrzeć. Ja, dziecko wiejskiego podwórka, miałam okres zachłyśnięcia wielkim miastem i zachwytem nad „łatwością” życia w czterech ścianach ograniczających wolność klatką schodową wspólną dla dziesiątki innych lokatorów. Jednak natura ciągnie wilka do lasu i wiem, że docelowo będę mieszkać na końcu świata ale niezbyt oddalonym od kina :)

  • Oj, widzę, że oczarowało Was faktycznie to wiejskie życie. Ja mieszkam w dużo mniejszym mieście niż Warszawa, więc myślę, że jestem tak pomiędzy. Mieszkam na otoczonym zielenią osiedlu, jednak bardzo blisko centrum miasta i bardzo sobie to cenię. W mniejszych miastach chyba mimo wszystko czas płynie wolniej i spokojniej. Przez jakiś czas mieszkałam na wsi i… nie odczuwam dużej różnicy.

  • Beata

    Cudnie, że Wam tak dobrze na wsi! :)
    Nie odbierz mnie żle, pytam z ciekawości :) Mianowicie zastanawia mnie : Jak Wasze odczucia zmieniłyby się gdybyście z tej wsi musieli codziennie dojeżdżać do miasta po etatowej pracy w stałych godzinach? Nie mówiąc już o ewentualnych dzieciach zawożonych i przywożonych do szkoły, kolegów, na zajęcia pozalekcyjne? Czy regularnej służbie zdrowia, takiej dostępnej na co dzień. Wydaje mi się, że bardzo wiele zmienia to, że jesteście we dwoje i możecie we dwoje pracować z domu, ze sporadycznymi wypadami do stolicy. Wielu ludzi “zabija” i finansowo, i emocjonalnie, i organizacyjnie właśnie kwestia codziennych, żmudnych dojazdów. Wtedy ta upragniona wieś staje się sypialnią, bo na więcej aktywności, na ten wiejski luz i błogość nie ma już czasu ani siły, zwłaszcza jeśli do ogarnięcia jest jeszcze ogródek ;)
    Myślisz, że w innych okolicznościach też czułabyś się dobrze na wsi?

    • Justyna S-k

      Pytanie nie do mnie, ale odpowiem. Codziennie jeżdżę 40 km w jedną stronę do pracy. Mąż też. Na dodatek jeździmy dwoma autami, bo mamy różne godziny pracy i mąż jeździ w różne miejsca. Dojazd do pracy zajmuje mi ok 40-50 minut. Moje koleżanki mieszkające w mieście i pracujące w mieście jeżdżące komunikacją miejską jadą dłużej niż ja. Więc dla mnie codzienne dojazdy nie są kłopotem. Koszty dojazdów większe, ale do przeżycia.

      • Beata

        Justyna, zdaję sobie sprawę, że tak bywa :) Sporo zależy do miasta, pod którym się mieszka. Czasem jest tak, jak piszesz, że mimo większej odległości dojazd samochodem spod miasta bywa szybszy niż poruszanie się komunikacją. Ale częste są też przypadki, że po wjeździe do miasta tkwi się w tych samych korkach co mpk, a dodatkowo do miasta trzeba dojechać te 30 km, co też zajmuje czas, i kosztuje oczywiście też. :) I co człowiek to opinia – jedni wolą tak, inni odwrotnie :)

    • Beata, nie zrozum mnie źle, naprawdę, ale nie rozumiem, jaki ma sens zadawanie mi takich pytań. Nie wiem. :) Nie wiem, czy moje odczucia by się zmieniły, bo skąd mam wiedzieć? Tyle wiemy, na ile nas sprawdzono, przecież. :)

      • Beata

        Kasiu nie zrozumiałam :) Wiem, że nie jesteś w stanie zasymulować sobie w pełni takiej hipotetycznej sytuacji, oczywiście :) Może nie wyraziłam się jasno, chodziło mi bardziej o to jak Ci się wydaje, że Twoje podejście by się zmieniło (a może wcale nie), be przecież znasz siebie, widzisz swoje reakcje, upodobania, to co Cię męczy, a co cieszy. Które plusy przeważają nad minusami (jeśli takie są). Czy długie dojazdy (tak w ogólności) są dla Ciebie męczące, i czy ten wiejski spokój je rekompensuje. I w tym kontekście w jakiś sposób można by wnioskować, czy np. konieczność codziennych dojazdów do pracy ze wsi byłaby dla Ciebie dużym minusem, obciążeniem czy po prostu byłaby normalnym, akceptowanym środkiem do fajnego życia :) Bo np. to życie jest znacznie fajniejsze na wsi. Wiem, że to są spekulacje :)

      • No właśnie nie wiem. :) Nie chcę nawet spekulować, bo już wiem, że zupełnie inne miałam wyobrażenie na temat życia na wsi parę miesięcy temu, a zupełnie inne mam teraz. :)

    • Iza

      Zgadzam się z każdym Twoim słowem. Mam dziecko i mieszkałam na wsi prawie 20 lat. Wykańczało mnie wożenie dziecka do szkoły, stanie w korkach, wyprawy na zakupy, wyprawy po cokolwiek. 3 h dziennie spędzałam w aucie.
      Z ulgą wróciłam do miasta. Jakbym miała porównać życie na wsi do życia w mieście – byłoby zdecydowanie więcej plusów na rzecz miasta.

  • Beata

    I jeszcze jedna kwestia, zapomniałam zapytać – czy porównywaliście koszty utrzymania mieszkania w mieście z kosztami utrzymania domu? Czy rzeczywiście jest sporo drożej w domku, zwłaszcza z gazowym ogrzewaniem? Zbieram różne opinie, mam nadzieję, że kiedyś mi się przydadzą w praktyce ;)

    • Nie, nie porównywaliśmy, ale mamy pewną orientację, bo nasze biuro mieści się w domu jednorodzinnym, ogrzewanym gazem.

  • Justyna S-k

    Do 23 roku życia mieszkałam w centrum Wrocławia. Po ślubie wyprowadziłam się na wieś. 40 km do Wrocławia, codziennie jeżdżę do niego do pracy, ale pracuję na wjeździe do miasta, więc nie muszę przejeżdżać przez centrum. Generalnie z mieszkania na wsi jestem bardzo zadowolona i nie wróciłabym mieszkać do miasta, do bloku. W zasadzie z wad takiego codziennego życia, to widzę tylko dojazdy do pracy, ale zajmują mi one 40-50 minut w jedną stronę, w sumie tyle samo mogłabym jeździć mieszkając w mieście, niezależnie od tego, czy autem, czy komunikacją miejską. No i trzeba posiadać jeden samochód na osobę, bo nie istnieje tu coś takiego jak komunikacja zbiorowa. Ale generalnie jestem na TAK, jeśli chodzi o wieś.

    • Justyna S-k

      A i dodam jeszcze, że jeśli chcemy skorzystać z atrakcji miejskich, typu kino, restauracja, koncert… to zawsze można wsiąść w auto i pojechać. W pobliskim miasteczku (10 km) są sklepy, drogerie, kino (jeden film dziennie, ale jest), siłownie, basen, fryzjerzy, kosmetyczki, przychodnie, apteki… a życie jest jakby wolniejsze, spokojniejsze.
      Poza tym latem, jak po pracy wsiadamy na rowery i jedziemy o lasu, to czuję się jakbym była na wiecznym urlopie.

  • Kasia

    Wychowałam się w blokowisku i tak na prawdę w blokach mieszkałam ponad 30 lat. Był taki okres (czasy studenckie), że nie wyobrażałam sobie funkcjonowania poza miastem. Ale zarówno czasy się zmieniają i ja również się zmieniłam. Albo może zmieniło się moje podejście do życia czy tez moje potrzeby.Obecnie nie mieszkam ani w dużym mieście ani na wsi ale gdzieś pomiędzy tzn na obrzeżach mniejszego miasteczka. Ponad rok temu przeprowadziliśmy się do nowego domu w bardzo spokojnej części miasta otoczonej sadami. Z jednej strony mamy blisko do lasu i nad rzekę a z drugiej do przedszkola, szkół, przychodni czy sklepów i stacji PKP. Mąż codziennie dojeżdża do pracy do Warszawy więc bliskość stacji była priorytetem. Jako, iż mamy 2 dzieci bliskość przychodni czy przedszkola jest zdecydowanie pożądana i pozwala zaoszczędzić duzo czasu i nerwów. Myślę, że to bardzo dobre rozwiązanie dla osób, które mają dość bloków ale na “gołej” wsi nie czują się najlepiej. Takich miasteczek choćby w okolicach Warszawy jest bardzo dużo. Co do budowy domu Kasiu to nie jest to taka straszna sprawa. My budowaliśmy się ok 2 lata. Projekt kupiliśmy gotowy i zrobiliśmy małe przeróbki. Co prawda załatwianie spraw urzędowych nie jest zajęciem bezstresowym ale przy dużych pokładach cierpliwości oraz wiedzy mojego męża przebrnęliśmy przez większość kwestii bez problemów. Jedyne co nabruździło nam w planach to znaczne opóźnienie w dostawie okien (zachciało nam się takich niewymiarowych i niestandardowych ;) ) oraz już na ostatnich etapach przy wykończeniówce pojawiły się problemy a to ze schnięciem schodów czy brakiem odpowiednich listew itp. Jedyne co mogę poradzić to by nie przesadzić z wielkością (zarówno domu jak i działki), bo jednak ogromna przestrzeń to dużo więcej sprzątania i większe koszty utrzymania (wszystko się kiedyś niszczy i nawet podłogę kiedyś trzeba wymienić – a przy małych dzieciach to nawet szybciej niż się początkowo myśli). Poza tym trawa się sama nie skosi a podjazd nie odśnieży ;) Dom ogrzewamy pompą ciepła i jesteśmy bardzo zadowoleni – zdecydowanie polecam. Te duże okna przez które mieliśmy trochę problemów ale dające uczucie niesamowitej przestrzeni także. A jeżeli nie czujecie się na siłach to można poszukać domu na sprzedaż i potem bawić się w remonty. Czytając bloga widać,że remonty lubicie i dobrze wam idą :) Czyli generalnie polecam mieszkanie w domu i “prawie wieś”.

    • Ruda

      Też polecam pompę ciepła – warto sprawdzić dofinansowania z WFOŚ.

  • magda

    Kasiu, bardzo rozbawił mnie fragment o wyglądaniu przez okno :)
    Co do koncertu to żałuj. Dyrygent ponoć ostatni raz występował i przeszedł samego siebie w dyrygowaniu i orkiestrą i publicznością. Pośród publiczności była baaardzo ciekawa “niebieska dama” z wymalowanym okiem chyba ponad brwi, w wiadomym kolorze😊 Cała blue😊 Ja też mam uszkodzone tv, po 3 zgłoszeniach, że coś się zepsuło czy spaliło, no w każdym razie kablówka nie działa, znudziło mi się wydzwanianie do dostawcy kablówki i też już od kilku tygodni zabieram się, by coś z tym zrobić np. zmienić operarora. A koncert obejrzałam na laptopie na stronce wppilot czy jakoś tak. Bezpłatnie online. Fakt, że jakość muzyki z laptopowego głośnika pozostawia wiele do życzenia, ale powyżej wspomniane wrażenia wizualne… niezapomniane 😁
    P.S. Dzięki za wspomnienie o tej nowości wtyczce, której nazwy jeszcze nie zapamiętałam, chętnie przetestuję.

    • Żałuję jeszcze bardziej! Chyba sobie poszukam w necie, może coś gdzieś jest…. :)

  • Ruda

    Po mieszkaniu przez 15 lat w Krakowie wróciłam na wieś, najpierw częściowo – tzn. dwa dni w tygodniu pracowałam w Krakowie, ale od 1 stycznia jestem już na stałe i pracuję z domu, a wyjazdy mam sporadyczne. Potwierdza się to, że jest taniej – nie jem na mieście w ramach różnych okazji – to na pewno będzie oszczędność w okolicach 400 zł miesięcznie. W sklepach jest mały wybór – co oznacza, że robię proste obiady.
    Oczywiście, do większości rozrywek też jest daleko, ale dla mnie to nie problem – uwielbiam teatr i mieszkając w mieście też jeździłam po całej Polsce, a gdy się przeprowadziłam to nawet do niektórych teatrów mam bliżej :)
    Największym plusem jest posiadanie ogródka z piaskownicą, huśtawką i trampoliną. Gdy dziecko chce się pobawić nie muszę się ubierać, zastanawiać się, czy zdążę wszystko zrobić w mieszkaniu i iść z nim na plac zabaw – syn jest bezpieczny na swoim własnym podwórku, przychodzą do niego koledzy, a ja mam na nich oko z okna domu.

  • Kilka ładnych lat temu przeniosłam się do miasta i od jakiegoś czasu ten rytm zaczyna mnie męczyć. Najbardziej zaczęło mi przeszkadzać powietrze. Nie wyobrażam sobie biegania w Warszawie, częsty smog, dym i spaliny. Wcześniej jakoś tego nie zauważałam, teraz mi to doskwiera. Brakuje mi niebieskiego nieba, szadzi zimą i oddychania pełną piersią. Bardzo fajne te Twoje wnioski, podobał mi się ten post.

  • Kasia nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu kiedy napisałaś o tym wyglądaniu przez okno kiedy np. samochód przejedzie lub ktoś idzie :) Jako dziecko wsi tak bardzo to znam i tak bardzo rozumiem, choć na wsi nie mieszkam już ponad 10 lat. Ciągnie mnie jednak znów do niej. Choć jako nastolatka nie pragnęłam niczego bardziej jak miasta i miejskiego życia.

  • Magdalena

    My właśnie się zbieramy do wyniesienia się z Warszawy (z małego mieszkania przy jednej z głównych ulic….), miasto zmęczyło nas mocno. i z jednej strony mamy już upatrzony minimalistyczny i optymalny dla nas projekt domu, z drugiej brak póki co na ten dom miejsca (rozglądamy się za działką), a z trzeciej strony czasem zawierusza się nam w głowach szalona myśl o zakupie jakiejś przedwojennej ruderki i jej remoncie…. Takie dywagacje :)

  • olga

    Kasiu, lubię Twoje posty, ale błagam – “AHA” pisze się przez samo H, nie CH!!!!

  • Yam Agax

    Ja jestem dzieckiem średniego miasta i marzyła mi się metropolia, wyjechałam, kilka lat studiowałam i pracowałam w różnych miastach w kraju i w USA. Później wróciłam do domu i lubię moje miasto, jest cywilizacja ale zazwyczaj nie ma takiego natłoku i pędu. Wyprowadzę się za kilka lat na wieś do budowanego domu, jak będzie nie wiem, nie znam wiejskiej codzienności, nie jestem zbyt towarzyska i mam łatwości w nawiązywaniu kontaktów, nie prowadzę auta(to muszę zmienić) ale potrzebuje więcej przestrzeni, swojego podwórka. Fajnie czytać, że jest na wsi okey.

  • Ania Pytel

    Ja mieszkam na wsi od pół roku, wcześniej 30 parę lat życia w Wawie. Chwalę sobie bardzo, przyjazd do domu to dla mnie totalne zwolnienie. Nie ma pędu, nigdzie się nie trzeba śpieszyć, wszystko dzieje się w wersji “slow”. Co do Twojego pytania o dom polecam kanadyjczyki 3 miesiące i stoi ;-)