Toaletka Minimalistki – pielęgnacja twarzy i historia moich zmagań z trądzikiem

Od ostatniego tekstu z cyklu, a na temat pielęgnacji twarzy minął już prawie rok. W międzyczasie kilkukrotnie pisałam na Instagramie o swoich potyczkach z trądzikiem, które w tym roku przybrały postać istnej bitwy pięciu armii. ;) Wnioskowaliście licznie o tekst na blogu – oto historia moich zmagań z trądzikiem i lista aktualnie używanych kosmetyków do pielęgnacji twarzy.

 

Trądzik – moja historia

 

Zmagam się z trądzikiem od kiedy pamiętam. Nastoletnie lata i trądzik młodzieńczy – może w niezbyt dramatycznej formie, ale jednak uporczywy. Tak już jest i trzeba przez to przejść – tak mówili wszyscy. No to czekałam na dorosłość z niewymownym pragnieniem. Napisałam maturę – trądzik nadal był. Poszłam na studia – nie odpuszczał, choć pojawiał się raczej tylko w sytuacji mocno stresowej i przed miesiączką. W takiej relacji zaprzyjaźniliśmy się na lata. Pojawiał się i znikał. Raz było lepiej, raz gorzej. Nigdy mnie nie odpuszczał, ale rzadko wymagał poważniejszej interwencji, niż domowa czy kosmetyczna. Skończyłam 30-tkę. Pojawiły się pierwsze zmarszczki. I trądzik. Najgorsze objawy miałam wiosną, przez resztę roku jakoś bardziej znośnie.

 

W zeszłym roku zaczęłam wyjątkowo mocno zwracać uwagę na jedzenie. Nigdy nie byłam fanką śmieciowego jedzenia, chociaż na studiach bywało różnie, głównie z braku środków. Odstawiłam głównie cukier, w najróżniejszej postaci. Przestałam słodzić kawę i herbatę. Słodycze jadłam raz na jakiś czas. Dbałam o zieleninę na talerzu,  kasze, mniejszą ilość mięsa, warzywno-owocowe koktaile. Przestawiłam się na mleko bez laktozy (nie jest idealne, ale nie lubię roślinnego). Do tego kontynuowałam pielęgnację olejami. Efekty były niesamowite! Nigdy nie miałam tak pięknej skóry. Gdy w marcu poszłam do mojej kosmetyczki na coroczne kwasy, nie mogła wyjść ze zdumienia, że moja skóra jest w takim stanie. Byłam przeszczęśliwa.

 

2 tygodnie po ostatnim zabiegu wszystko się zmieniło. Dosłownie z dnia na dzień na mojej twarzy zaczął się wysyp. Nigdy wcześniej nie miałam z czymś takim do czynienia. Moja twarz zaczęła przypominać jedną wielką ranę. I bolała. Jak nigdy wcześniej. Straszne. Najpierw myślałam, że to chwilowe i minie. Potem rozzłościłam się, że to skutek zabiegu kwasami. Jednak zebrałam się i pojechałam do kosmetyczki, którą przeraziłam równie mocno. Pierwsza jej myśl – może to gronkowiec. Kierunek polecony dermatolog.

 

Miałam szczęście trafić do świetnego fachowca (Magdalena Brajczewska – przyjmuje na Mokotowie w Warszawie). Po raz pierwszy w życiu ktoś mi tak klarownie wyjaśnił, skąd się bierze trądzik (ten u dorosłych) i jakie są poszczególne etapy i stopnie leczenia. Nie jestem w stanie Wam tego powtórzyć, ale jest mnóstwo opcji, a izotretynoina to absolutnie ostatnia deska ratunku! W dyskusji na Instagramie wiele osób skarżyło się na odwiedzanych dermatologów. Na brak faktycznego zainteresowania, brak efektów lub zapisywanie izotretynoiny “od ręki”. Izotretynoina jest silnym lekiem, który ma wiele potencjalnych skutków ubocznych. Według mojej pani doktor można ją przepisać w ostatniej fazie, gdy już nic innego nie działa. Jest to również lek bardziej skuteczny przy trądziku młodzieńczym, niż trądziku dorosłych, który jest uznany za osobną jednostkę chorobową.

 

Finalnie pani doktor zapisała mi głównie maść (Acnatac), a przez pierwsze tygodnie również antybiotyk (Tetralysal). Ale przede wszystkim, skierowała mnie na badania, gdyż jak stwierdziła – da sobie rękę obciąć, że to problem hormonalny. I miała rację. Wybaczcie, nie będę Wam opisywać szczegółów mojej historii choroby, ani podawać pełnych wyników badań, bo to nie miejsce. Finalnie, po wielu badaniach, strachu i niepokojących wstępnych diagnozach okazało się, że najprawdopodobniej mam wrodzoną nadczynność nadnerczy, która skutkuje bardzo wysokim poziomem testosteronu, co z kolei bezpośrednio przekłada się na problemy skórne i z włosami. W moim najgorszym stanie była to ponad 2-krotnie przekroczona górna granica, a często nawet poziom blisko górnej dozwolonej granicy powoduje znaczące problemy skórne. Bardzo często równolegle cierpi się na ŁZS (łojotokowe zapalenie skóry), które wcześniej wyłapała już trycholog, u której byłam. W tym względzie dermatolog była bezlitosna. Po obejrzeniu mojej głowy stwierdziła, że albo coś w tym zrobimy, albo zbyt wiele włosów mi nie zostanie. ;/

 

Pamiętajcie proszę, że opisuję wyłącznie swoje doświadczenia i w żadnej mierze nie mogą być one bazą do leczenia w Waszym przypadku. Być może gdzieś zaświeci się lampka, może znajdziecie analogię do własnej sytuacji, ale bardzo Was proszę, nie kombinujcie na własną rękę, tylko marsz do lekarza i na badania. Trądzik może być objawem mnóstwa chorób, a leczenie wyłącznie objawów będzie nieskuteczne lub krótkotrwałe.

 

Obie choroby powoduje w moim przypadku nadmiar testosteronu. Niestety, najlżejszym lekiem regulującym poziom testosteronu jest antykoncepcja doustna. Efekt zobaczyłam już po pierwszym miesiącu. Po dwóch stan się uregulował, ale bez szału. Wtedy też wróciłam do gabinetu kosmetologa na dosłownie kilka zabiegów, głównie chodziło o oczyszczenie twarzy, bo sama nie dawałam sobie z tym rady. W chwili obecnej jestem po 6 miesiącach leczenia, przed badaniami i wizytą kontrolną. Nie jest idealnie, nadal pojawiają mi się pryszcze (rany, co za okropne słowo, ale słowo wyprysk nie oddaje prawdziwego obrazu), ale jest bez porównania lepiej. Przede wszystkim też ja czuję się lepiej. Niewiele się o tym mówi, ale w przypadku kłopotów hormonalnych na równi z fizycznymi objawami, pojawiają się również te psychiczne. Odczułam to bardzo mocno. Pamiętacie ten tekst? Wtedy jeszcze nie rozumiałam, co się ze mną dzieję, ale daje pewien obraz.

 

Chciałabym uwolnić się od brania leków na stałe, ale jeszcze potrzebuję konsultacji z lekarzem. Równolegle przyglądam się mocno doświadczeniom Agnieszki, która kilkukrotnie opisywała swoją walkę z trądzikiem przy PCOS, a teraz polega głównie na diecie, jodze i pielęgnacji kosmetologicznej, z wyłączeniem farmakologii. 

 

Moja pielęgnacja plus lista kosmetyków

 

 

Przed tym epizodem moja pielęgnacja była dość skromna, ale efektywna. Moje duże odkrycie to woda różana. Przez lata uważałam tonik za niepotrzebną fanaberię, ale faktycznie widzę dużą różnicę w stanie skóry, gdy używam wody różanej. Wystarczy spryskać twarz przed nałożeniem kremu czy serum i przyklepać. ;) Okazało się też, że przy dużych stanach zapalnych olejek zwyczajnie nie był w stanie doczyścić mi skóry. Dlatego dołożyłam do pielęgnacji sprawdzony płyn micelarny i serum złuszczające z kwasem glikolowym zamiast serum olejowego. Do płynu doszły jednorazowe waciki, niestety. Moje wewnętrzne “zero waste” cierpi, ale nie chciałam ryzykować dodatkowego stanu zapalnego. Osobny ręcznik do twarzy to obowiązek.  Zamierzam zużyć do końca opakowanie płynu micelarnego i potem zostać przy samym olejku.

 

Lista kosmetyków, których używałam przed chorobą:

  1. do oczyszczania olejek Biochemia Urody
  2. woda różana
  3. krem/żel Active Phenome (na dzień)
  4. serum z olejem tamanu Iossi (na noc)
  5. peeling enzymatyczny Ziaja

 

Lista kosmetyków, których używam teraz:

  1. do oczyszczania olejek Biochemia Urody
  2. do oczyszczania płyn micelarny Sensibio Bioderma
  3. woda różana
  4. krem przeciwtrądzikowy Sebium Sensitive Bioderma (na dzień lub noc)
  5. serum złuszczające Sebium Bioderma (na noc)
  6. peeling enzymatyczny Ziaja

 

 

W tej chwili nie stosuję żadnych maści, ani dodatkowych leków i powoli wracam do regularnej pielęgnacji. Zamierzam odstawić płyn micelarny i pozostać przy oczyszczaniu olejkiem oraz wrócić do lżejszego kremu. Poprzednio stosowany krem nie poradził sobie z ratowaniem skóry po stosowaniu maści – chcąc nie chcąc była wysuszona i mocno zmaltretowana. Dlatego przestawiłam się (za zgodą lekarza i kosmetolog) na Sebium Sensitive – mocniejszy kosmetyk wspomagający leczenie dermatologiczne i przede wszystkim – kojący, zmniejszający “pomaściowe” podrażnienia i permanentne ściągnięcie twarzy. Spisał się doskonale i teraz mogę już myśleć o powrocie do lżejszej pielęgnacji. Zamierzam też wrócić do oleju tamanu. Znacie i polecacie może konkretną markę? Niekoniecznie w postaci serum z dodatkami, ale też się nie upieram. Z pielęgnacji stricte leczniczej na pewno pozostawię na stałe serum złuszczające Sebium w żelu do stosowania na noc. Moja skóra genialnie na nie reaguje – jest ładnie wygładzona, blizny są dużo mniej widoczne i generalnie po prostu lepiej wygląda. 

 

Kilka dodatkowych uwag, które wynotowałam sobie po ponad pół roku intensywnej walki:

  • jedzenie nie wpływa na moją skórę bardzo wyraźnie – w sensie nie mam wysypu po czekoladzie, mleku itp., jak zauważa u siebie wiele osób;
  • muszę dokładnie i starannie oczyszczać skórę, nie zapominając o regularnym peelingu enzymatycznym; domowe złuszczanie serum również bardzo pomaga;
  • moja skóra jest chimeryczna, np. nie lubi zbyt intensywnego nawilżania;
  • dużo lepiej działają na mnie kosmetyki o konsystencji żelu/lekkiego kremu;
  • stres dosłownie wypisany jest u mnie na twarzy, podobnie miesiączka.

 

To, jak aktualnie wygląda moja skóra na co dzień możecie zaobserwować na facebookowych nagraniach live czy też na filmach na Instagram Stories. Pokazuję się tam też bez makijażu. Jeśli macie jakiekolwiek pytania odnośnie moich doświadczeń, albo zechcecie podzielić się swoimi – komentarze są do Waszej dyspozycji!

  


Partnerem tekstu jest Bioderma – znana marka kosmetyków aptecznych, do których wracam regularnie od lat.


 

45 komentarzy
  • Katarzyna Szumska

    Powodzenia z dalsza walka. Ja w zeszlym roku zmagalam sie z nawrotem tradziku. Kosmetolog, obserwacja skory, zmiana pielegnacji i zmiany w diecie, czyli odstawienie mleka i ograniczenie cukru zaowocowaly tym, ze moja skora sie uspokoila. Polecam Mediqskin, wersja rozowa. To polaczenie kwasow z retinolem i skladnikiem antybakteryjnym, dziala cuda po dluzszym stosowaniu. Doslownie wymiata zaskorniki, a to z nich robia sie krosty. No i dziala przeciwzmarszczkowo! Tonik to rzeczywiscie cichy bohater. Polecam tez specyfiki ze sluzem ze slimaka. Ja przestalam uzywac kremow i podkladow. Teraz mam koreanska esencje i krem BB ze slimakiem i moja skora jest zadowolona.

  • U mnie jedynym ratunkiem okazała się izotretynoina. No, ale walczyłem z z trądzikiem do 29-go roku życia. Nie polecam ;)

  • Marta M

    Połową sukcesu w sytuacjach choroby jest znalezienie dobrego lekarza… niestety.

  • Ja tradziku dostalam w wieku 25 lat i problemem tez byly hormony. Do dzisiaj mam okropne problemy z tradzikiem na plecach, pomagaja leki i kwasy. Roznice zauwazylam na twarzy, kiedy zaczelam stosowac podwojny demakijaz, a nie tylko demakijaz plynem micelarnym. Powodzenia w dalszej “walce” :)

  • Acha, zapomnialam napisac, ze tez odstawilam mleko i jedyny napoj roslinny, ktory mi podpasowal to “mleko” owsiane. Teraz prawdziwe mleko krowie mnie brzydzi, a kiedys nie wyobrazalam sobie picia innej kawy. Te migdalowe napoje i sojowe tez mi smakowo nie lezaly.

  • Beata

    A ja mam pytanie o trychologa. Kogo polecasz?

  • Agnieszka Orłowska

    Ja się zmagałam z podobnym problemem przez 25 lat…po 40-ce straciłam nadzieje, że kiedyś minie. Na stan skóry nie wpływało nigdy ,w widoczny sposób, żadne jedzenie itp. Wypróbowałam na sobie, przez te lata, dosłownie chyba wszystkie specyfiki, kosmetyki i leki stosowania zewnętrznego. Efekty bardzo mizerne i krótkotrwałe lub żadne. Po długim namyśle, wątpliwościach i obawach (naczytałam si, że ojej!) w akcie krańcowej desperacji zdecydowałam się na leczenie doustne Axotret. Jestem w czwartym miesiącu kuracji i żałuje tylko jednego – że zdecydowałam się tak późno! Efekty spektakularne. Ze skutków ubocznych mam tylko wysychające usta więc bez pomadki pielęgnacyjnej ani rusz i to wszystko. Wyniki badań krwi również książkowe. Powodzenia w walce. Trzymam kciuki :-) Ps. dr Brajczewska to świetny specjalista!

  • Joanna

    Sama też zmagam się z problemami z tarczycą a dokładnie z Graves-Basedovem. Po ponad roku wychodzę na prostą. Nie odczułam jakiś specjalnych objawów typu chroniczne zmęczenie, za to dopadły mnie objawy natury psychicznej. Poczucie przyłoczenia i zniechęcenia. Zdarzają mi się okresy dużo gorszej pamięci, z wielką dziurą w głowie.
    Osobom z chorą tarczycą nie wolno stosować żadnych kosmetyków z algami ani innymi wytworami morza. Rzadko sie o tym mowi. Często do produktów różanych dodawane są algi. Niestety trzeba bardzo dobrze sprawdzać składy produktów.

    • themomentsbyela.pl

      Czy chodzi tu o zawartość jodu w kosmetyku czy coś jeszcze ?

      • Joanna

        Tak, chodzi o jod. Osoby z chorą tarczycą nie mogą jeść np. sushi ani spożywać alg itp. Dotyczy to zarówno nadczynności jak i niedoczynności. Tyczy się to również kosmetyków, które mogą przenikać przez skórę.

  • Ala

    Zobacz co znalazłam o nadnerczach na http://atomicholisticlifestyle.blogspot.com/
    “Nadnercza coś dla zainteresowanych
    Psychosomatyka, Czakry, Tradycyjna Medycyna Chińska
    Nadnercza podporządkowane są czakrze korzenia. …a w TCM NERKI jako całość z nadnerczami są głównym narządem utrzymującym ESENCJE ŻYCIA. Głównymi tematami tej czakry (za co odpowiadają Nadnercza/Nerki) jest BEZPIECZEŃSTWO I STABILNOŚĆ. Takiej samą rolę mają przypisane w PSYCHOSOMATYCE !!!!
    Odpowiada za postawę i bazę naszego bytu. Sprawne nadnercza umożliwiają nam podchodzenie do życia bez lęku , bycie otwartym na doświadczenia i dzięki temu wzrastamy umysłowo i “duchowo”.
    Są one związane z pierwotnymi instynktami i osobistymi potrzebami życia
    Są wzmacniane na początku życia przez doświadczenie bezpieczeństwa więzi z matka, a w nich manifestuje się pierwotne zaufanie z którego później wyrasta wiara w siebie, jeśli jej nie ma / nie było możemy domyśleć się jakie są konsekwencje w późniejszym życiu.
    Jeśli pojawia się cielesna przemoc, lęki, traumy …zaburzyły one funkcję nadnerczy . Rozwój określany jest przez NIEPEWNOŚĆ , LĘK i brak ZAUFANIA.
    Często ta niedostateczna wewnętrzną pewność idzie w parze z brakiem poczucia własnej wartości.
    Manifestuje się to przez:
    -upór
    -arogancje
    -brak zdolności dostosowania się
    -zatwardziały charakter
    -wycofywanie się
    -brak umiejętności rozwijania własnej istoty”

    • Ada

      Ale jak to ma niby pomóc?

    • Nie należę do osób mocno wierzących w czakry, ale faktycznie, wszystko by się zgadzało. :)

  • Marta

    Jedyne mleko roślinne jakie mi smakuje jest to mleko ryżowo-orzechowe firmy Vitarizz

  • Ciekawska

    Ja mam pytanie techniczne o współpracę z Biodermą przy tym wpisie. Napisałaś “Wnioskowaliście licznie o tekst na blogu”, więc zakładam, że to nie Bioderma była inicjatorem współpracy. Czy istotnie tak było? Jeśli tak, to jak wygląda inicjacja kontaktu w marką? Czy odzywasz się do nich na zasadzie “Słuchajcie, mam taki tekst to napisania i jeśli nawiążemy współpracę to mogę w nim wspomnieć o Was”? Bo wtedy to wygląda trochę tak, że oni mogą powiedzieć “A jak nie nawiążemy współpracy to o nas nie napiszesz?” – i co wtedy odpowiadasz? Że nie, nie napiszesz? To by było nieuczciwe wobec czytelników. Że napiszesz tak czy inaczej? To wtedy im się nie opyla nawiązywać współpracy. Zdaję sobie sprawę, że to wścibskie pytanie, ale zadaję je licząc na odpowiedź, gdyż dzielisz się z nami raczej otwarcie różnymi kwestiami, również biznesowymi. A może sytuacja wyglądała tutaj zupełnie inaczej niż to przedstawiłam wg swoich zaledwie domysłów? Albo tego rodzaju współpraca działa trochę inaczej lub masz na te kwestie inny punkt widzenia? Czy możesz to opisać? Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę, by Twoja skóra pozostała już spokojna i bezproblemowa. Dziękuję za kolejny wartościowy wpis.

    • Hej, super, że o to pytasz. Nawet myślałam o tym, żeby napisać tekst o kulisach moich współprac z markami, żeby Czytelnicy dokładnie wiedzieli, jak to wygląda. Szczególnie współprace “kosmetyczne” są newralgiczne. Abstrahując na razie od Biodermy, dostaję sporo propozycji współprac przy promocji kosmetyków. Wychodzę z założenia, że nie mogę polecić żadnego kosmetyku bez przetestowania, a moim zdaniem popróbowanie przez tydzień testowaniem nie jest. Zatem na każdą propozycję (jeśli ciekawa, bo np. odmawiam promocji “eko” marek), że moja warunki ewentualnej współpracy wyglądają tak i tak, że chętnie potestuję kosmetyk przez minimum miesiąc, a jeśli rzeczywiście się sprawdzi to ustalimy jego promocję na blogu. 99% marek nie godzi się na taki warunek. A ja jestem konsekwentna, np. odmówiłam współpracy z pewną skandynawską marką kosmetyków, która chciała mnie wysłać w super hiper podróż itp., bo musiałabym zacząć ich promować bez możliwości nawet zapoznania się z produktem.

      Jeśli chodzi o Biodermę to nie jest to moja pierwsza z nimi współpraca, a np. płynu micelarnego używam bez współpracy. Gdy wiele miesięcy temu, po raz pierwszy wspomniałam chyba gdzieś na Instagramie, że mam ogromny problem z trądzikiem, to napisała do mnie Pani Michalina z Biodermy z zapytaniem, czy nie chciałabym wypróbować ich gamy “trądzikowej”. Skonsultowałam się z kosmetologiem i dermatologiem, czy przy moim leczeniu mogę takie kosmetyki włączyć, zgodzili się i zaczęłam testowanie. Równolegle pojawiły się prośby o “trądzikowy” tekst na blogu. Gdy wynik testów okazał się pozytywny, ustaliłyśmy że tekst, który mam zaplanowany, powstanie przy współpracy z marką. Gdyby testy wypadły niepomyślnie, po prostu do żadnej współpracy by nie doszło.

      Czy udało mi się zaspokoić ciekawość? :)

      • Sylwka

        Kasiu mam do ciebie wielki szacunek, że tak otwarcie podchodzisz to tematu współpracy z markami. Mam wrażenie, że w polskiej blogosferze to ciągle temat tabu, nie mówiąc już o tym, że często czytając jakiś tekst u innej blogerki czuję się, kolokwialnie mówiąc, robiona w konia. Pozdrawiam cię gorąco! P.S. Też zmagam się trądzikiem dorosłych, muszę się przyjżeć temu serum złuszczającemu.

      • Ciekawska

        Tak, ciekawość zaspokojona, bardzo dziękuję za wyczerpującą odpowiedź! “Znając” Ciebie, troszeczkę podejrzewałam, że raczej tak to właśnie mogło wyglądać (tylko brakowało mi informacji na potwierdzenie tych podejrzeń) i cieszę się, że się nie zawiodłam :)

      • Joanna

        Kasiu, dlaczego odmawiasz współpracy z producentami “eko kosmetyków”.

      • Odmawiam współpracy z “eko” producentami, czyli takich kosmetyków, które mają ładne opakowania z zielonym listkiem, a w środku niewiele wspólnego z eko, bio i organic.

      • Marta Góra

        Ja też z przyjemnością przeczytałam to wyjaśnienie. Produktów Biodermy nigdy nie miałam, gdzieś ciągle natykałam się na pozytywne recenzje ale nie ufam takim wpisom na blogach. Na razie czekają na wykończenie gwiazdkowe prezenty:)

  • Ida

    A czy mogłabyś napisać więcej, w jaki sposób używasz olejku do demakijażu i płynu micelarnego? Najpierw zmywasz makijaż olejkiem, a potem zmywasz go wodą i następnie płynem micelarnym, czy jak to wygląda?

    • Dokładnie, najpierw myję olejkiem, zmywam gorącą wodą, a potem przecieram jeszcze wacikiem z płynem micelarnym.

      • Orientujesz się może, czy ten olejek poradzi sobie z tuszem wodoodpornym? Czytałam na stronie, że tak, ale wiem, że różnie z tymi opisami bywa.

  • Gabi K.

    Kasia, wpisz sobie “Najczęstsze błędy w pielęgnacji” filmik PiggyPeg na YT. Dużo dziewczyny mówią o prawidłowym oczyszczaniu, o płynie micelarnym itp. Na pewno wyłapiesz jaki mini błąd popełniasz;) Pozdrawiam, Gabrysia:)

    • Widziałam wiele rekomendacji. Finalnie polegam na metodach, które na moją skórę działają. :)

  • kasia

    Przez lata miałam bardzo tłustą cerę, robiły mi się pryszcze i bolesne trudno gojące się wrzody na twarzy, ramionach, plecach, udach.
    W marcu odstawiłam pszenicę a po kilku tygodniach całkowicie gluten. Cera przestała mi się przetłuszczać, zniknęły wrzody i cała masa innych dolegliwości związanych z przewodem pokarmowym oraz bóle stawów. W tej chwili małe pojedyncze krostki pojawiają się po zjedzeniu produktów zanieczyszczonych glutenem. Rano i wieczorem myję twarz ciepłą czystą wodą. Raz na klika tygodni robię piling, raz na klika miesięcy maseczkę z glinki. Nie robię makijażu, nie używam żadnych kremów. Nie robię żadnych zbiegów u kosmetyczek. Od czasów nastoletnich nie maiłam tak dobrej cery.
    Również przy nietolerancji laktozy są duże problemy skórne.
    Warto moim zdaniem zastosować nawet kilkutygodniową dietę eliminacyjną na rzeczy takie jak pszenica, gluten czy laktoza, żeby sprawdzić jak zareaguje organizm. Jest to tanie* rozwiązanie, nie wymaga badań ani stosowania leków. U mnie już po 2 tygodniach zmiany były duże, ze podjęłam decyzje o stałej rezygnacji z glutenu.
    Szacuje się, że około 1% ludzi ma celiakię a około 7-8 % ludzi ma nietolerancję glutenu. Ja mam w rodzinie osobę ze zdiagnozowana celiakią i żałuję bardzo, że dopiero jak po 40-tce posypało mi się zdrowie wpadłam na pomysł, że gluten może być przyczyną moich problemów.
    * nie kupuję gotowych produktów bezglutenowych oprócz wafli ryżowych, jaglanych, gryczanych oraz makaronu. Sama piekę chleb zmieniający życie lub z na drożdżach z mieszanki mąki ryżowej, kukurydzianej i gryczanej.

    • Kasiu, robiłam diety eliminacyjne dłuższe, niż kilkutygodniowe i w moim przypadku pszenica, gluten, laktoza nie mają większego wpływu. Ale tak, jak napisałam, trądzik może być objawem wielu dolegliwości.

      • kasia

        Jasne, każdy z nas jest w końcu inny i przyczyny mogą różne, co widać zresztą w komentarzach :)

        Warto pisać o swoich doświadczeniach bo może to komuś pomóc. Dieta eliminacyjna to jedna z rzeczy od których warto zacząć, aby lepiej poznać swój organizm. U mnie to wystarczyło. Wiem teraz, że muszę unikać całkowicie glutenu, a mój mąż musi unikać pszenicy i jęczmienia ale może jeść żyto. Jeśli dieta eliminacyjna nie działa jest to informacja zwrotna, że trzeba szukać przyczyn gdzieś indziej.

  • Anka

    Hej, dzięki za ten wpis. Ja mam 32 lata i od wczesnej nastoletniości zmagam się z trądzikiem. Acnatac stosowałam przez wiele lat, na tetralysal dostałam alergii. W wieku 23 lat pojawiły mi się na policzkach dodatkowo wrzody, przez które praktycznie nie wychodziłam z domu i niemal zawaliłam studia… Brałam penicylinę, przez wiele lat tabletki antykoncepcyjne – niewielka różnica. Skończyło się to wszystko na izotretynie, kiedy miałam lat 26 czy 27, ale też nie pomogło, a nabawiłam się przez to m.in. suchości oka i ogólnie miałam wysuszone całe ciało. Ale nigdy żaden lekarz nie zlecił badań hormonalnych! Poczytam o tym więcej i zrobię na własną rękę. Chyba, że ktoś może polecić dobrego dermatologa we Wrocławiu? Próbuję tez się dostać do poleconej przez Ciebie Kasiu dermatolog – jestem do jutra w Warszawie, może jakimś cudem się uda…

    Moja codzienna pielęgnacja opiera się przede wszystkim na olejach, wodzie różanej oraz maseczkach z miodu. Teraz i tak jest dużo lepiej niż jeszcze kilka lat temu… Nawet blizny, także te po wrzodach, znacząco mi się zmniejszyły. Polecam zobaczyć YT kanał holistichabits – Sarah, która go prowadzi, zmagała się z poważnymi problemami z cerą, a teraz ma przepiękną! Sama przez to poszła na studia związane z odżywianiem.

  • Luk Recjowa

    Kasiu, czy na okolice oczu używasz tego samego kremu/kosmetyku co do pozostałej części twarzy? Jak widzisz kwestię używania oddzielnego kremu pod oczy?

    • Używam tego samego. :) Próbowałam wielokrotnie z kremem pod oczy, ale zwyczajnie o nim zapominam więc uznałam, że nie ma sensu. :)

  • Dominika_Ja

    Oj, Kasiu Simplicite, dałaś się przekonać, ze antykoncepcja to ‘najlżejszy’ lek na obniżenie testosteronu….:(
    W skrócie, mam to samo. Z tymże zdiagnozowany za wysoki poziom testosteronu miałam tak z 7 lat temu, po tym jak z zaniepokoiło mnie, że z 60% włosów mi wypadło i miałam wieczne problemy z trądzikiem (Dermatolog, do którego poszłam z pogardą wypowiedział się na temat mojej cytuję “tapety” – tapety nie miałam, no ale bez makijażu nie byłam w stanie się pokazać z taką twarzą i przepisał masakryczny alkoholowy preparat).
    Polecam zrobić rozpoznanie na temat naturalnych metod leczenia PCOS – są różne metody ze względu na to, czy przyczyną jest nadmierny poziom estrogenu, czy właśnie testosteronu. Z tabletek zrezygnowałam po 3 miesiącach, przez jakiś rok mój organizm dochodził do siebie.Ja od kilku lat (~6) brałam spironol i to był mój ratunek i trzymał problemy w miarę w ryzach, no ale z tym też chciałam skończyć. Od 2 miesięcy postanowiłam zrobić test i wypróbować naturalnych metod- z róźnych proponowanych postawiłam na palmę sabałową i krople mięty pieprzowej (piję je rano i wieczorem o kilkanaście razem z “łykiem wody”) i…szok. NIE PAMIĘTAM kiedy na mojej skórze nie było ani jednego pryszka i to nawet w trakcie okresu…Tylko w przypadku spironolu, palmy sabałowej i innych leków włąściwościach przechwytujących testosteron/DTH nie można zajść w ciążę, bo jest wysokie ryzyko uszkodzenia płodu.
    Oczywiście to jest coś, co pomogło mi, ale tylko chciałam się podzielić swoim doświadczeniem. Przez lata byłam na DZIESIĄTKACH konsltacji, kilkanaście razy robiłam sobie badania, wydawałam kasę na preparaty hamujące wypadanie włosów, kosmetyczkę (mikrodermabrazję, kwasy). Dodam, że do tego odżywiam się zdrowo, ćwiczę i ogólnie staram się prowadzić higieniczny tryb życia, bo ma to bardzo duży wpływ na regulację gospodarki hormonalnej.
    Pozdrawiam :)

    • Polegam na diagnozie poleconego lekarza. O naturalnych metodach dużo czytałam i być może powolutku będę wdrażać, ale antykoncepcja jest najlżejszym lekiem. Spironol, z tego co czytałam, ma więcej potencjalnych skutków ubocznych. Ale znowuż, co osoba to rozwiązanie. :)

      • Asialilijka1

        Spironol ma jeszcze jeden plus/minus(zależy jak na to patrzeć) – pomaga zrzucać wodę, co jednocześnie zmniejsza obrzęki ale i wypłukuje minerały. Ja wiecznie z magnezem (a raczej jego brakiem) walczę.

    • Asialilijka1

      A jak Spironol u Ciebie działał? Jakieś efekty na włosy? Teraz przy kuracji palmą też go bierzesz?

  • Sama borykam się z problemami z cerą, na szczęście nie aż tak poważnymi. Również polecam wodę różaną. Odkąd ją stosuję, widzę znaczną poprawę. Dodatkowo dokładne oczyszczanie twarzy (szczoteczka jest super pomocna) i odpowiednia pielęgnacja. Kiedy dbam o to regularnie, widzę poprawę. Trochę się wystraszyłam, bo właśnie chodzę do gabinetu na zabiegi kwasami, ale już mi lepiej, kiedy doczytałam. Życzę powodzenia! :)

  • Ada K

    Chyba wiele z nas boryka się z trądzikiem i z problemami hormonalnymi-niestety. Przez lata miałam bolące wypryski na twarzy ale na dietę zaczęłam zwracać większą uwagę dopiero przy wystąpieniu pokrzywki, którą powoduje u mnie nadmiar czegokolwiek w organiźmie. Największą zmianę widzę po odstawieniu mleka, które teraz przyjmuje bardzo sporadycznie. Pierwszą rzeczą, którą powiedział mi dermatolog to “trzymaj łapy z daleka od twarzy” więc trzeba było walczyć z nawykiem podpierania głowy ręką. Razem z płynem na trądzik dostałam płyn do mycia twarzy z sulfacetamidem sodu i siarką 5%. Mieszkam poza granicą Polski więc nie wiem czy to jest dostępne w kraju, ale chcąc uniknąć ciagłego używania medycyny znalazłam mydło w płynie z siarką, która działa małe cuda w walce z trądzikiem. Na noc olejek lawendowy, który łagodzi podrażnienia i goi rany+ dwie krople Tea tree oil + olejek arganowy i w końcu po latach oddycham z ulgą myśląc o problemach trądzikowych. Cudowna sprawa to dzielenie się swoimi doświadczeniami. Pozdrawiam serdecznie :)

  • darya

    Odnosnie nadczynnosci nadnerczy polecam goraco ksiazke Jamesa L. Wilsona “Adrenal Fatique”. Nie wiem, czy zostala przetlumaczona na j. polski, ja ja czytalam po niemiecku. Lekarz ten przystepnie opisuje skad wynikaja i jak sie objawiaja problemy nadnerczy oraz poleca terapie. Troche trzeba zmienic sposob odzywiania, wdrozyc pewne zachowania i ewentualnie suplementy diety. Ale nic drastycznego ani rewolucyjnego. Nie bede streszczac tutaj ksiazki, ale powiem tyle, ze problemy z nadnerczami sa bezposrednio powiazana ze stresem. Zastosowalam sie do czesci porad, tych ktore mi pasowaly, i z dnia na dzien czulam sie lepiej. Na badaniach kontrolnych mojego lekarza zatkalo, bo wyniki z krytycznych nagle zrobily sie optymalne.

  • Sylwia

    Witam. ja chyba też dość długo uważałam, że stosowanie toników i takie tam to ,,fanaberie’. Jednak po Twoim artykule, zapoznałam się z marką BIODERMA i postanowiłam, że też spróbuję. Zamówiłam wodę do demakijażu, którą stosujesz i chcę również wypróbować wodę różaną. Ciekawa jestem rezultatu. Co prawda nie mam trądziku, ale czas już zacząć porządny demakijaż stosować, a nie tylko woda :) Pozdrawiam serdecznie :)

  • Malgorzata Michalik

    Dzięki za szczere podejście do tematu. Ja też jestem po trzydziestce, z trądzikiem uporałam sie niedawno..Jestem od dawna wegetarianką i jeżeli chodzi o jedzenie to jedynie zwiększyłam ilość surowych warzyw i owoców plus dużo kiszonek, pije dużo wody i herbatek ziołowych, unikam nadmiaru węglowodanów (powoduja zwiększenie stanu zapalnego) .Skórę twarzy oczyszczam płynem micelarnym różanym Bielendy, na noc stosuję serum. Lirene z vit.C+D..U mnie. pozytywnym przełomem byly maseczki z aktywnym węglem i glinką zielona Bielendy nakładane 3-4 razy w tygodniu, ale.ja trzymam je na twarzy długo. ok.1 godziny. Pierwszy raz od wielu lat mam zupełnie gładką skórę

  • Olga Zarzycka

    Mam ten sam problem z trądzikiem (na twarzy i dekolcie) od czasów nastoletnich i niestety jedynym ratunkiem jest antykoncepcja hormonalna. Od kilku miesięcy stosuję Nuva Ring, który jest podobno najlżejszy, ale nie działa tak dobrze na wypryski jak tabletki. Borykam się też z ŁZS. Nie miałam robionych badań pod kątem nadczynności nadnerczy, ale przy najbliższej wizycie poproszę o skierowanie mojego ginekologa. Bardzo przydatny tekst!

  • Aga

    Kasiu jeśli chodzi o ŁZS to popatrz na Pharmaceris mają świetną serię przeciw wypadaniu włosów (nie wiem czy mogę podać konkretną nazwę). Miałam z tym duży problem jesienią, a też cierpię na ŁZS i nie mogę używać pierwszego z brzegu szamponu. W desperacji kupiłam ten produkt i faktycznie zahamował wypadanie (jest znacznie lepiej niż było) a przy okazji fajnie wyciszył mi łzs (choć na ulotce producent nic o tym nie pisze). Włosy mniej się przetłuszczają i nie sypią się tak bardzo. Jeśli chodzi o twarz (też mam na niej suche placki łzs) to popatrz na kosmetyki polskiej firmy Ava. Mają przyjazne składy i póki co jestem zadowolona z serii z aloesem. Pozdrawiam!

  • Zuzanna Majcher

    U mnie Bioderma akurat świetna działała, wszystko fajnie podleczyła i nie mam nawet śladów. W Melissie mają dobre ceny na ich kosmetyki, polecam zajrzeć od czasu do czasu :)

  • Asialilijka1

    Pani Kasiu, mogłaby Pani polecić jakiegoś sprawdzonego trychologa? Włosów została mi 1/3 pomimo leczenia u dermatologa i trychologa. czas coś zmienić, bo płakać mi się już chce…