Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

Minimalizm na 30 metrach czyli gdzie teraz mieszkamy i jak się zorganizowaliśmy?

Zapraszam Was dziś do naszej nowej przestrzeni życiowej. Zamiana 48 metrów na 30 nie jest łatwa, ale z odrobiną dystansu, minimalizmu i domowej organizacji dajemy radę! Jeśli jesteście ciekawi: dlaczego znowu się przeprowadziliśmy, na jak długo, gdzie teraz mieszkamy i jak zorganizowaliśmy nasze niewielkie 30-metrowe kąty (spoiler: ogromnie dużą zmianę robi odpowiednie światło) – po prostu czytajcie dalej. :)

 

Jak wiecie, budujemy nasz wymarzony dom na wsi, ale żeby zabezpieczyć fundusze na budowę, postanowiliśmy sprzedać nasze mieszkanie. Sprzedaż, pomimo pierwszych perturbacji, poszła dość sprawnie i tak oto staliśmy się chwilowo bezdomni. :) Dom dopiero zaczyna wychodzić z fazy projektowo-papierkowej w fazę faktycznie budowlaną. Pierwsze prace przy wylewaniu fundamentów właśnie ruszyły, ale wykonawca twardo zarzeka się, że dom będzie gotowy jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia. Przyznaję, że przywiązałam się solidnie do tej myśli. :)

 

Jednak, gdzieś do tego czasu musimy mieszkać. Zakładaliśmy, że zwyczajnie wynajmiemy mieszkanie na te kilka miesięcy, ale w międzyczasie okazało się, że możemy zatrzymać się w mieszkaniu mamy MM, której teraz nie ma w kraju. Słowo się rzekło, rzeczy spakowane, mieszkanie zdane – przeprowadziliśmy się! Uprzedzając pytania – moje przeprowadzkowe refleksje i metody niczym nie różnią się od tych zeszłorocznych. 

 

Gdzie teraz mieszkamy?

 

Mieszkanie jest bardzo fajne – powierzchnia to ok. 30 metrów kwadratowych. Ma 2 pokoje – jeden większy, drugi malutki. Większy pokój jest klasycznie wielozadaniowy – pełni rolę pokoju dziennego, jadalni, bawialni, biura, a może nawet sypialni. Mniejszy pokój miał być sypialnią, ale na razie bardziej przypomina składzik. ;) Do tego mamy łazienkę i mikro aneks kuchenny, taki prawie-w-przedpokoju.

 

Jedyny kłopot jest taki, że w praktyce mieszkają tu teraz 2 rodziny… Mama MM zostawiła kompletnie wyposażone mieszkanie z wszystkimi swoimi rzeczami oczywiście, a do grona minimalistek zdecydowanie nie należy i nie zamierza należeć. ;) Dlatego wyzwania mamy dwa:

  • przystosować mieszkanie do własnych potrzeb bez żadnych poważnych ingerencji,
  • wygospodarować miejsce na wszystkie rzeczy.

 

Łatwo nie jest, ale przyjęłam zasadę „jedna rzecz naraz” i do przodu. Na razie robimy sobie konsekwentnie miejsce w szafkach pakując rzeczy mamy, a zostawiając swoje, ale tylko tak, żeby się nie dublowały. Trochę logistyki do ogarnięcia jest, nie przeczę. W ciągu kilku dni udało nam się doprowadzić w względnego porządku większy pokój  – ten, w którym spędzamy najwięcej czasu i tylko ten Wam dziś pokażę.

 

Największe wyzwanie na małej przestrzeni

 

Duży pokój jest absolutnie wielofunkcyjny i odrobinę musieliśmy go dopasować do swoich potrzeb. Nie chciałam jednak ani wprowadzać drastycznych zmian, ani też, co oczywiste, ponosić wielu kosztów. Na szczęście, spokojnie można zmienić przestrzeń za pomocą drobnych forteli i zabiegów (i nie mam tu tylko na myśli dekoracji). Jako minimalistka, przed przeprowadzką zarzekałam się oczywiście, że nie będę kupowała żadnych nowych rzeczy. Musiałam jednak szybko zrewidować swój pogląd.

 

Wbrew pozorom, zmieszczenie wszystkich rzeczy nie jest dla nas najtrudniejsze, ale właśnie dopasowanie przestrzeni do funkcji, jakie ma pełnić. W domu spędzamy sporo czasu, ponieważ oboje z MM głównie pracujemy z domu. Potrzebujemy wygodnego miejsca do pracy i odpowiedniej przestrzeni do odpoczynku. Dobre zagospodarowanie funkcji to oczywiście odpowiednie meble, ale i… światło.  Meble, które zastaliśmy możemy spokojnie zaadaptować na własne potrzeby, gorzej ze światłem. Niestety, w multizadaniowym pokoju zastaliśmy wyłącznie górne oświetlenie (plafon na zwykłe żarówki), które przy naszym trybie życia (i pracy) po prostu było niewystarczające.

 

Zawsze wydawało mi się, że ze wszystkich tematów wnętrzarskich światło to najtrudniejsza dla mnie kwestia. Naturalnie, przeczytałam odpowiednie poradniki o właściwym oświetleniu, o zróżnicowaniu i dopasowaniu lamp do pełnionych funkcji itp. Wiem doskonale, że mamy 3 rodzaje oświetlenia:

  • ogólne,
  • nastrojowe i
  • funkcyjne.

 

Jednak, w naszym pierwszym mieszkaniu popełniliśmy pod tym względem sporo błędów. Zadbaliśmy głównie o oświetlenie ogólne i nastrojowe, zapominając o funkcyjnym (no, może poza kuchnią, gdzie poszło nieźle). Nie miałam dobrego światła do czytania w łóżku, nie miałam też właściwego oświetlenia do pracy, robienia na drutach czy pisania. Nauczyłam się jakoś sobie radzić, ale dopiero teraz widzę, jak bardzo mi tego brakowało. Przeczytałam ostatnio, że osoby starsze potrzebują 10% więcej światła, niż młodsze. Co prawda, nie wiem czy się kwalifikuję już jako osoba starsza ;) i mam genetycznie sokoli wzrok, ale na dłuższą metę czytanie z latarką pod kołdrą nie jest zbyt rozsądnym pomysłem.

 

Myślę, że popełniałam błędy, ponieważ źle rozumiałam czym jest oświetlenie funkcyjne i nie miałam zaufania do swoich wyborów. Oczywiście, lampy funkcyjne mają być pomocą przy konkretnych czynnościach, ale nie w sposób stereotypowy, tylko podczas czynności, które MY w NASZEJ przestrzeni wykonujemy najczęściej i dokładnie w taki sposób, jaki MY lubimy. Przykładowo:

  • MM pracuje klasycznie przy stole – potrzebuje zatem lampki biurkowej – jest to standard, który znajdziecie w każdym poradniku. Natomiast ja w praktyce pracuję z kanapy – nic mi zatem po lampce biurkowej. Dużo bardziej przyda mi się lampa stojąca przy kanapie, zamiast oświetlania całego pokoju górnym światłem.
  • Standardem jest również dość niskie oświetlenie z górnej lampy nad stołem, które ma na celu doświetlenie potraw. Rozsądne i podręcznikowe rozwiązanie, ale oboje z MM zwyczajnie tego nie lubimy i korzystamy w trakcie posiłków raczej z ogólnego, górnego światła.

 

Mówi się, że „pierwszy dom budujemy dla wroga, drugi dla przyjaciela, a dopiero trzeci dla siebie”. Myślę, że proces dojrzewania zdecydowanie można przyspieszyć, ponieważ tego typu błędy mogą okazać się bardzo kosztowne. Absolutną podstawą jest jednak zrozumienie WŁASNYCH potrzeb, również przy podejmowaniu pozornie błahej decyzji jaką lampę kupić do dużego pokoju. Dlatego najpierw usiadłam spokojnie zastanowić się, gdzie i jakie czynności będziemy wykonywać w nowym mieszkaniu najczęściej i jakie mamy wymagania w tym względzie, a dopiero później zrobiłam szalenie długą, dokładnie 3-punktową listę zakupów :), na której znalazły się:

 


Do 16-go października w IKEA wszystkie produkty z działu oświetlenie można kupić z 15% rabatem z kartą IKEA Family.


 

Kupując lampy staraliśmy się również uwzględnić gust i ewentualne potrzeby mamy, która z kupionych przez nas lamp będzie korzystać po powrocie.

 

Jak wygląda nasz pokój do wszystkiego?

 

Nasze centrum dowodzenia wszechświatem ma ok. 15 m2 i na zdjęciach możecie je zobaczyć dosłownie z każdej strony. :) Wszystkie meble, które widzicie to własność mamy MM. Nie chcemy w nie ingerować, zresztą, uważam, że są bardzo ładne. Jedynie martwię się, czy w perspektywie kilku miesięcy praca przy szklanym stole będzie dobrym wyborem. Kusi mnie wstawienie tymczasowo biurka (lub innego stołu), ale zobaczymy w praktyce. Sama, jak wspominałam, pracuję głównie z kanapy – wiem, to nie jest najlepsze, ale tak lubię. Godzę się z moim kręgosłupem na jodze. ;)

 

To jest mój mini-kącik do wszystkiego. Tutaj pracuję, piszę, odpoczywam, piję kawę, miziam psa, czytam książki i robię na drutach. Jeśli siedzę w domu to 80% szans, że siedzę właśnie tutaj. ;) 

 

A to miejsce pracy MM (i nasz stój jadalniany). Nie pozwolił mi sfotografować swojego laptopa, „bo Twój ładniejszy”. :)

 

Lampa biurkowa ma super patent – gniazdo USB. Dla mnie, notorycznego gubiciela telefonu i ładowarki – super rozwiązanie.

 

Lampa biurkowa pełni też inną rolę. Lubimy oglądać filmy i seriale (ostatnie odkrycie to Kidding na Netflixie – polecam bardzo!), a strumień światła skierowany za telewizor pozwala zneutralizować duże kontrasty i zwiększa komfort oglądania.

 

Na zdjęciach widzicie właściwie cały pokój. Poza komodą nie ma tutaj więcej miejsca do przechowywania, ale w sumie więcej nam po prostu nie potrzeba. Największy kłopot pod tym kątem mamy z kuchnią, ale to temat na zupełnie inny post. Ostatnia ważna zmiana, którą wprowadziliśmy to zakup górnej lampy w pokoju, ponieważ poza oświetleniem funkcyjnym, potrzebujemy również dobrego oświetlenia ogólnego. Jak wspomniałam, dotychczas był tam tylko kinkiet ze zwykłymi żarówkami, co nie dawało ani dobrego oświetlenia, ani nie było zbyt ekologiczne i wydajne.

 

W naszym poprzednim mieszkaniu mieliśmy głównie oświetlenie ledowe, które jest bezsprzecznie najlepszym i najbardziej ekonomicznym wyborem. Dlatego teraz też zdecydowaliśmy się na górną lampę z ledową żarówką. Jeśli macie wątpliwości, jakiego rodzaju żarówkę dobrać (pod kątem zużycia energii, barwy światła czy funkcji – polecam ten prosty i intuicyjny poradnik).

 

Na zdjęciach widzicie zbliżenie na lampę wyłączoną oraz włączoną z różną barwą światła. Jesienią zdecydowanie polecam cieplejszy odcień – daje przyjemne odczucie ciepła w pokoju. Wybraliśmy również pilot zdalnego sterowania ze ściemniaczem, ponieważ uznałam, że dla starszej osoby (mamy MM) będzie to później genialne ułatwienie w codziennym życiu. Do takiego pilota można w sumie dodać aż 10 źródeł światła (tylko z serii IKEA Smart) czyli w niewielkim mieszkaniu możemy wyłączyć światło w łazience nie ruszając się z kanapy. I ja to cenię. :)

 

***

Na razie bardzo przyjemnie nam się tu mieszka. Dość szybko zaadaptowaliśmy się do sporo mniejszej przestrzeni, chociaż chciałabym już zupełnie wyjść z fazy potykania się o jakiś karton. Cieszę się, że po latach korzystania z narzędzia, jakim jest minimalizm, jestem już w miejscu, w którym przedmioty nie są dla mnie przeszkodą. Jest przyjemnie, gdy otaczają mnie piękne rzeczy, ale gdy ich nie ma też nie wpływa to na mnie szczególnie. Odnajduję się równie dobrze w 300 metrowym domu, jak i w 30 metrowym mieszkanku. Planujemy zostać tutaj pewnie do końca stycznia, a potem zacząć super przygodę pod tytułem własny dom w lesie. :) 

 

Właśnie policzyłam i okazało się, że to była moja 12 przeprowadzka w dorosłym życiu. Ile razy się przeprowadzaliście? Napiszcie też koniecznie jak dostosowujecie światło do Waszych indywidualnych potrzeb i jakie błędy zdarzyło się Wam popełnić w urządzaniu swoich mieszkań/domów. Piszcie śmiało, zdecydowanie lepiej uczyć się na cudzych. :)

 


Tekst powstał we współpracy z marką IKEA, która po raz kolejny jest moim blogowym Partnerem (przeczytaj tekst o projekcie naszego domu i planowanych eko rozwiązaniach) i którą stale wybieram, ponieważ bliskie mi są wartości firmy i nacisk na rozwiązania wspierające zrównoważony rozwój.


 

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
60 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments