Minimalizm to upraszczanie sobie życia

Ten tekst chodził mi po głowie już od dłuższego czasu, ale dopiero komentarz Kasi pod ostatnim wpisem o wypożyczaniu sprawił, że słowa wskoczyły na właściwe miejsce. Kasia napisała „mylimy oszczędność z minimalizmem”. Otóż to.

 

Od samego początku pisania o minimalizmie wyraźnie podkreślam, że minimalizm to dla mnie narzędzie, które pomaga mi upraszczać życie. W wielu jego aspektach. Najłatwiej zobaczyć ten wpływ w sferze materialnej, ale wiecie doskonale, że czasami to sfera niematerialna/duchowa tych porządków potrzebuje bardziej. A najczęściej upraszczanie obu odbywa się równolegle. Pozbywając się nadmiaru w domu, oczyszczamy również głowy i serca. Doświadczyłam tego sama. Doświadczyły tego stanu również setki Was, Czytelników bloga lub książki, a dowody mam w swojej skrzynce mailowej.

 

Jednocześnie nie sposób oderwać się od bardzo przyziemnego i praktycznego aspektu minimalizmu – pieniędzy. W uproszczeniu mówimy: nie wydaję na rzeczy zbędne więc mam środki, żeby je przeznaczyć na rzeczy najbardziej dla mnie istotne. I tu klops nad klopsami. Bo co to znaczy najbardziej istotne? Chyba trudno o bardziej względne pojęcie. Dla mnie i w tym momencie życia najbardziej istotne może być zdrowie moje i najbliższych. Dla Ciebie być może edukacja dzieci, albo swoja. Nie ma jednej, poprawnej odpowiedzi i nigdy nie będzie. Pisałam już na blogu o rzeczach, na które nie wydaję pieniędzy i o rzeczach, na które wydaję chętnie. Wśród tych ostatnich znalazł się właśnie punkt „na upraszczanie sobie życia”.

 

Minimalizm to dla mnie upraszczanie życia, a nie oszczędzanie pieniędzy. Oczywiście, jeśli nie wydaję na zbędne rzeczy to zostaje mi więcej w portfelu. Ale nie wprowadziłam minimalizmu do swojego życia, żeby mieć więcej pieniędzy! Minimalizm mi to życie upraszcza, a czasami, żeby móc je sobie uprościć, wydaję zaoszczędzone pieniądze. Na wizytę w restauracji, bo nie lubię i nie chcę gotować. Na zatrudnienie pomocy przy sprzątaniu, bo mogę ten czas przeznaczyć na wizytę u przyjaciółki lub długi spacer z psem. Tudzież na wypożyczenie sukienki, bo szkoda mi czasu na szukanie ideału w sklepach.

 

Czy to jest najtańsze wyjście? Nie.

Czy jest minimalistyczne? Tak, ponieważ wydaję na rzeczy, które aktualnie są dla mnie istotne. A w zasadzie, płacąc odzyskuję czas, który mogę przeznaczyć na rzeczy, które są dla mnie w tym momencie istotne.

 

Tak, mogę sobie na to pozwolić. Gdybym nie mogła, postępowałabym inaczej. Upraszczałabym w ramach możliwości. Zupełnie nie chodzi o to, że minimalizm ma być luksusowy i mamy kupować najdroższe, dostępne rzeczy. Jednak, każdy ich koszt będzie mierzył własną miarą, w zależności od aktualnych dochodów czy potrzeb. I to jest jak najbardziej w porządku. Sprzeciwiam się jedynie opinii, że minimalista to człowiek, który wszędzie powinien szukać oszczędności, a czasami na siłę.

 

Kilka dni temu przeprowadziłam na blogowym profilu na Facebooku krótką ankietę wśród Czytelników. Pytanie dotyczyło zupełnie innego tematu. Zapytałam w jaki sposób zdefiniowaliby minimalistyczne wnętrze. Poniżej cytuję przykładowe odpowiedzi, ponieważ większość się w zasadzie dość mocno powtarzała. Minimalistyczne wnętrze to takie, które:

 

  • nie jest zagracone
  • poukładane, harmonijne, zgodne z naszym stylem życia
  • pozwala skupić się na najważniejszych sprawach
  • nie zawiera niczego, co odwracałoby naszą uwagę od istotnych spraw
  • w którym jest miejsce na wszystko (wszystko: to, co dla mnie ważne)
  • nie wymaga uwagi i sprawia, że można się skoncentrować na tym, co ważne
  • szybko się sprząta (wiadomo! – przyp. aut. :))

 

Czy ktokolwiek napisał, że ma być urządzone najtaniej, jak to możliwe? Że minimalistyczne wnętrze to takie urządzone oszczędnie? Nie, bo po prostu nie o to w minimalizmie chodzi.

 

A teraz zamieńcie proszę słowo „wnętrze” na „życie”…

 

Jeśli chodzi o kwestie finansowe, niewątpliwie żyję poza pewnym schematem. Jestem bardzo świadoma wartości pieniądza i dbam o to, żeby go nie zabrakło. Jednocześnie pieniądze mnie nie fascynują – daje mi to swobodę mówienia i pisania o nich. Zupełnie nie zwracam uwagi na to, ile kto zarabia i na co wydaje te środki. Nie żyję ponad stan. Minimalizuję swoje potrzeby i uwalniam się od zachcianek. Wiem, ile pieniędzy potrzebuję, żeby żyć wygodnie. Pieniądze są dla mnie ważne, ale nie przypisuję im znaczenia większego niż to, które faktycznie posiadają. Podobnie jak minimalizm są dla mnie narzędziem, środkiem do realizacji celów, a nie celem samym w sobie. I paradoksalnie, łatwiej mi o nie, gdy przestałam się na nich tak bardzo skupiać. To podejście, do którego dojrzewałam wiele lat, jest niezwykle wyzwalające. Jednocześnie nie przeszkadza mi ono w posiadaniu osobistego wyznacznika luksusu. Moim symbolem dobrobytu jest teraz czas i możliwość jego swobodnego wykorzystania.

 

Marzy mi się życzliwie otwarta dyskusja na temat pieniędzy w kontekście minimalizmu.

 

PS Ostatni akapit pochodzi z mojej książki Chcieć Mniej. Minimalizm w praktyce, z rozdziału Pieniądze. 

 

Dziękuję, że jesteś. Pozostańmy w kontakcie:

Simplicite Newsletter
zawsze unikatowe treści, bonusowe materiały, poradniki zakupowe i konkursy

 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

  • Hesistant

    Mam propozycję: może założyłabyś na facebooku grupę związaną z blogiem, gdzie czytelnicy mogliby dyskutować na tego typu tematy?

    • A tutaj to złe miejsce? ;) Wiem, że teraz grupy są „na czasie”, na FB od dawna jest już grupa Simplicite Group, ale przeznaczono do sprzedawania/oddawania/wymieniania się zbędnymi rzeczami. Nawet pytałam ostatnio czy nie zmienić charakteru grupy, ale wszyscy stwierdzili, słusznie zresztą, że wtedy dyskusja będzie prowadzona zamiast na blogu to w grupie, a w sumie po to są komentarze na blogu. :)

      • Hesistant

        Według mnie grupa ma tą zaletę, że nie ogranicza tematu do tego, o czym akurat napisałaś na blogu i pozwala w większym stopniu wychodzić z tematami czytelnikom. Poza tym łatwiej zadać w niej jakieś pytanie, np. ‚a jak sobie radzicie z tym i tamtym?’ i nie zaginąć w gąszczu komentarzy bardziej związanych z tematem ;)

      • Małgosia K.

        …ale ogranicza dostęp dla osób, które nie mają konta na Fb, a właśnie minimaliści często trzymają się z daleka od tegoż :). Tak na marginesie – czy był już tutaj poruszany temat tzw. social mediów w kontekście minimalizmu?

      • Czesc, odniose sie do obu tematow. Pomysl grup jest bardzo dobry – pytanie tylko o ksztalt, forme etc. Jezeli Kasia juz zdecydowalaby sie na to rozwiazanie, to powinno ono niesc wartosc dodana. Joshua i Ryan z The Minimalists maja grupy w najwiekszych miastach US. Zalozone przez ludzi, ktorym pomogi i ktorzy utozsamiaja sie z idea minimalizmu. Spotykaja sie raz w miesiacu (sami, bez chlopakow z The Minimalists) aby porozmawiac, zadac pytania etc. Tam gdzie nie ma takich grup – sa grupy facebookowe. W sumie takich grup jest razem okolo 100 o ile dobrze pamietam.

        W kontescie social media – moim zdaniem nie social media sa problemem, tylko to jak z nich korzystamy. Same w sobie moga byc przydatne, jezeli akurat na tym etapie zycia , na ktorym jestesmy potrzebujemy z nich korzystac. Ja sama w ciagu mojego zycia 3 razy konto FB zakladalam i 2 razy usuwalam. Obecnie nie sledze zadnego ze znajomych, a konto mam tylko dlatego, bo 3 bliskich mi osob – korzysta z messengera jako srodka komunikacji. Na samego FB nie wchodze, jak ktos mnie pyta czy widzialam jakies zdjecia, albo co sie u kogos dzieje , to mowie nie bo nie korzystam z FB – i jest mi z tym dobrze. Pewnie wolalabym FB nie miec ale na tym etapie zycia mam go dla wspomnianych bliskich mi ludzi.

        Podobnie rzecz ma sie z instagramem, to dla mnie narzedzie gdzie wrzucam swoje amatorskie zdjecia aby pokazac je znajomym, jak pytaja co ostatnio udalo mi sie sfotografowac. Sledze na IG kilka profili (dokladnie 10). Cala reszta – poprostu jest a ja po nich nie chodze bo wole czas poswiecic na cos innego.

        Czy bede miala FB i IG caly czas? – nie wiem. Moze nie. Teraz maja dla mnei wartosc dodana wiec sa. :)

        Ps. Gdyby bylo spotkanie minimalistow z Poznania – chetnie bym sie wybrala :)

      • Natalia R

        „Spotkanie mnimalistów z Poznania” – O tak, podpisuję się pod tym pomysłem!

      • Sporo na temat social mediów pisałam w książce, ale i na blogu ten temat się przewinął jakiś czas temu tutaj: https://simplicite.pl/moje-ulubione-konta-na-instagramie/.

      • Ciekawy punkt widzenia, dziękuję! Myślę, że jeśli założę tego typu grupę to pewnie będzie ona tematyczna.

  • Dobry tekst. Nie mam nic do przedyskutowania, bo zgadzam się :) Przestaję ostatnio myśleć, że coś jest tanie/drogie, tylko przekładam to na wartość, jaką wnosi do mojego życia. Jeżeli wydaje się być drogie, ale sprawia mi dużo radości lub ułatwia życie w znacznym stopniu, to drogie nie jest. Z kolei tanie, gdy jest pójściem na kompromis, wyrzeczeniem i bylejakością, w ogóle się nie opłaca.

  • Zgadzam się z Twoim tekstem w pełni. Minimalizm to styl życia, dzięki któremu możemy mieć znaczące oszczędności i pełniejsze konto – ale wcale tak być nie musi! Minimalista w moim odczuciu jest osobą świadomą w kwestiach finansowych, dlatego wie, gdzie może zaoszczędzić i wie, gdzie wydać więcej (by np. mieć lepszy jakościowo, ale znacznie droższy produkt). Z drugiej strony nie znam minimalistów, którzy po „konwersji” na minimalizm narzekaliby na kiepski stan konta bankowego ;) Więc oszczędzanie wynika ze stylu upraszczania życia.

  • Kasia

    Pozdrawiam cieplutko :) oczywiscie zgadzam sie z tym co napisałaś Kasiu :) przypomniało mi się takie stare powiedzenie ” chytry 2 razy płaci” i w kontekście urządzania mieszkania bardzo mi ono pasuje :) bo można kupić coś tanio, ale na kilka lat, a można drożej i posłuży nam „wieki” :) W kontekście minimalizmu jako upraszania sobie życia warto zatem wydać więcej i mieć 1, ale porządne :)

    • vinga

      jak to mówimy w domu: nie stać nas na tanie rzeczy;) jeżeli stać mnie na coś lepszego gatunkowo, to wolę tę jedną rzecz, niż dziesięć, które szybko się rozsypią. nie znoszę kupować i za chwilę wyrzucać. jeżeli mam kupić badziew, bo tylko na to sobie mogę pozwolić, to wolę obyć się bez tego.

  • liliowyaniolek

    Zgadzam się w pełni Kasiu z tym co napisałaś. Od jakiegoś czasu próbuję stosować narzędzie jakim jest minimalizm. (I mam na tym polu już pewne sukcesy;) ) Równolegle z oczyszczaniem przestrzeni życiowej zajęłam się wspólnie z narzeczonym kwestią finansów. W miarę podnoszenia swojej świadomości myślę, że minimalizm nie jest za drogi. A sprawdzenie dokładnie swojego budżetu i konfrontacji z tym na co wydajemy pieniądze bywa naprawdę zaskakujące.

  • Marta M

    Niestety temat pieniędzy budzi u nas (a moze nie tylko u nas?) w kraju skrajne emocje. A już najgorzej jak ktoś owe pieniądze ma i jest tego świadom (nie mylić z tanim szpanem). Panuje u nas jakaś tendencja do zaglądania obcym ludziom w portfele… Przykro było czytac to co działo się pod postem o sukience z wypożyczalni. Jakby w tym blogu chodziło tylko o ubrania, a nie jakąś bardziej rozbudowaną ideę. Michał Szafrański kiedyś wyliczał ile kosztuje nas tzw „chomikowanie”. Przeliczając z wartości domu/mieszkania, wyprowadzał kwotę jaką ponosimy z samo tylko to, że pewne rzeczy leżą u nas w domu nieużywane. Bardzo to obrazowe: jezeli mam szafę o wymiarach x na y, a w niej liczbę z samych nienoszonych ubrań, moze się okazać, ze poza kosztem samej szafy i ciuchów wydajemy rocznie sporą sumę na trzymanie tych rzeczy, mieszkając np na większym metrażu.

  • Joanna

    Kolejny raz w pełni się z Tobą zgadzam Kasiu. Ludzie mają tendencję do uproszczania rzeczy i dlatego ideę minimalizmu sprowadzili tylko do kwestii pieniędzy i oszczędzania (minimalista nic nie kupuje, a jak kupuje to tanio). Wiele osób nie rozumie, że minimalizm to nie oszczędzanie pieniędzy. To może być (najczęściej również jest) efekt uboczny. Tak samo jak efektem ubocznym zdrowego stylu życia jest ładna sylwetka. Bardzo mnie zdziwiło to zamieszanie, które wywiązało się w komentarzach pod tekstem o wypożyczeniu sukienki. Dla Ciebie Kasiu, czas jest ogromną wartością i priorytetem, dlatego, aby go oszczędzić decydujesz się na mniej standardowe rozwiązania, co z kolei często wywołuje niezdrowe emocje. Osobiście uważam, że nadal żyjemy w bardzo schematycznym społeczeństwie i tylko zachowania powszechnie akceptowane spotykają się z pochwałą (kiedy nie wydawałaś ogromnych kwot na ubrania i prezentowałaś tzw.rozsądne gospodarowanie pieniędzmi wszyscy bili brawo, gdy tylko wyłamałaś się ze schematu-nastąpiła burza).
    Wg mnie dowodzi to tego, że jako naród nadal mamy ogromny kompleks pieniądza.

    • Zgadzam się, chciałabym tylko oddzielić dwie sprawy. Zamieszanie pod tekstem o wypożyczaniu miało dwa oblicza. Jedno to wypowiedzi osób, które deklarowały, że nie wydałyby 360 zł na wypożyczenie i to jest jak najbardziej ok – każdy ma swoją miarę i swoje zdanie. Z drugiej strony nie zgadzam się z tymi, którzy negowali mój styl życia jako minimalistyczny. Pozdrawiam!

  • Aga

    Pewnie dlatego nikt tak nie napisał, bo minimalistyczne meble nie są tanie.

    • A mogłabyś rozwinąć swoją myśl? Bo chyba nie do końca wiem, co masz na myśli…

    • Bacha_we_mgle

      Nie jestem co prawda „starym wyjadaczem minimalizmu”, jednak pozwolę sobie poddać to stwierdzenie w wątpliwość. Co to znaczy „minimalistyczne meble”? Czy przypadkiem nie masz na myśli takiego komercyjnego minimalizmu, który się wybija na pierwszy plan w rozmowie o upraszczaniu życia? Wg mnie minimalistyczne meble mogą być bardzo tanie – kupione z drugiej ręki, własnoręcznie odnowione, tak, by spełniały wymagania estetyczne nowego właściciela. Albo bardzo drogie – kupione z metką „minimalistyczny mebel” od razu takie, jak chcemy, bo producent dopuszcza personalizację (z czym w parze idzie wyższy koszt; naturalna kolej rzeczy).
      Poza tym, być może się mylę, ale chyba nie ma takiej jednej obowiązującej estetyki minimalizmu pojmowanego jako filozofia życia? Zdaję sobie sprawę, że jest coś takiego jak minimalizm w sztuce (i tu wiadomo, są reguły estetyczne dzięki którym odróżniamy czy jest to minimalistyczne dzieło, czy już nie). Dla mnie może być minimalistyczne wnętrze po prostu utrzymane w barwach uznawanych przeze mnie za neutralne/nienachalne, umeblowane podrasowanymi przeze mnie starociami po rodzicach/dziadkach/z pchlego targu i po prostu nieprzeładowane dodatkami, durnostojakmi. A dla kogoś innego muszą te meble mieć nowoczesny design, być wykonane z konkretnych materiałów, itp., itd.
      Więc ogólnie, nie zgadzam się, że jest jeden coś takiego jak ustalony typ mebli uznawanych za minimalistyczne w tym szerszym znaczeniu, o którym zdaje się dyskutujemy (bo jesteśmy na blogu lifestylowym, a nie designerskim, czy artystycznym).

    • Prawdziwy minimalista nie ma mebli.
      ;)

      • Izabela K.

        Wygrałaś <3

    • Pionierka

      Zależy jak definiujesz „tanie”. Minimalista może urządzić się za darmo rzeczami z olx. My postawiliśmy na meble na wymiar od stolarza: biorąc pod uwagę, że są perfekcyjnie dopasowane do naszych potrzeb to są minimalistyczne bo upraszczają życie. a cena zdecydowanie niższa niż z porządnego sklepu meblowego.

  • Sama prawda! Bardzo rzeczowy i przydatny post :)))

  • Kasia, zgadzam się z Tobą w każdym zdaniu tego wpisu, wręcz z absolutnie każdą literą. Tak jak Ci wspomniałam, gdy rozmawiałyśmy na BCP, mój minimalizm (choć wtedy jeszcze niezdefiniowany) rozpoczął się od przeprowadzki i uświadomienia sobie, ile w ciągu zaledwie 2,5 roku życia „na swoim” zgromadziliśmy. Później bardzo trudna sytuacja finansowa ten minimalizm pogłębiła, bo gdy z konieczności zaczęłam wysprzedawać różne rzeczy, dotarło do mnie, jak niewiele jest mi tak naprawdę potrzebne do szczęścia. Teraz, gdy powoli odbijamy się od dna, zaczynam właśnie te „zaoszczędzone na pierdołach” pieniądze inwestować w maksymalne ułatwianie sobie życia. I właśnie dzięki temu, że tak to wszystko się potoczyło, pomimo tego, że ten okres 4-5 lat temu był cholernie trudny, dziś jestem wdzięczna, że go przeszłam i dostałam taką lekcję od życia, bo jego resztę mogę dzięki temu przeżyć bardziej świadomie :)

  • Bacha_we_mgle

    Ja staram się minimalizm zaadaptować do swojego życia na tyle, na ile jest mi z tym wygodnie. Staram się robiąc zakupy ważyć w głowie wartość danej rzeczy w taki sposób, że nie patrzę tylko na cenę, ale zastanawiam się, ile czasu ta rzecz u mnie pociągnie, czy jeśli kupię tańszy odpowiednik, to dużo stracę na komforcie użytkowania? Dysponuję ograniczonym budżetem i dość studenckim standardem życia, więc moje wybory ubraniowe będą się różniły od Twoich, Kasiu. Ale wydaje mi się, że mimo to, są one oparte na podobnych kalkulacjach. Kupując biorę pod uwagę także to, na ile uprzykrzy mi życie jakaś rzecz. Więc na przykład nie chcę mieć więcej niż jednej koszuli bawełnianej, bo w tym konkretnym momencie życia byłoby mi ciężko utrzymać ją w takim stanie, żebym dobrze się w niej czuła (pralnia i prasowalnia wspólna z resztą „akademika”, więc dostęp ograniczony). Na co dzień muszę póki co ubierać się raczej elegancko, planowałam na początku mojego zainteresowania minimalizmem postawić na naturalne, szlachetne tkaniny. Jednak od dłuższego (w zasadzie ponad rok) czasu noszę kupione „na prędce” bluzki z tworzyw sztucznych (sztuk 4 w szafie mam, reszta to syntetyczne i bawełna, które mają bardziej casualowe kroje). Piorę po każdym założeniu. Nie tracą fasonu. Nie pachnę w nich brzydko nawet po całym dniu. Nie odczuwam dyskomfortu, bo i tak większość czasu gdy mam je na sobie wykonuję pracę biurową, więc za diabła się nie zgrzeję. Więc nie zamierzam wydać na eleganckie bluzki ani grosza, dopóki te, które mam będą spełniać swoją funkcję w zadowalający dla mnie sposób.
    Jednak już np. buty to inna kwestia – wolę dopłacić i mieć but ze skóry, na wyważonym obcasie do strojów eleganckich i wygodne, sportowe buty na grubszej podeszwie do łażenia po mieście. Gdy pieniędzy było jeszcze mniej, zadowalałam się mniej wygodnymi, ale przyjemnie tanimi trampkami, które jednak wytrzymywały mniej więcej 2 miesiące intensywnej eksploatacji, zanim pięta zaczynała nawiązywać bezpośredni kontakt z podłożem ;)…

  • themomentsbyela.pl

    Świetny tekst, dający do myślenia. Bardzo długo zajęło mi uporanie się z nadbagażem i nie tylko chodzi mi o zagracone mieszkanie, ale przede wszystkim porządek w głowie. Oszczędne życie jakoś od dzieciństwa się utrwalało, kupowanie rozsądnych ilości jedzenia czy środków czystości zawsze było na rozsądnym poziomie. Z ciuchami popłynęłam maksymalnie. Dzięki książkom o francuskich zasadach prowadzenia domu i minimalizmie bardzo dużo pozmieniałam. Dużej części rzeczy się pozbyłam, z pozostałych korzystam, a zakupy robię teraz w bardzo rzadko, ale za to stawiam na dobre jakościowo. Mniej rzeczy to nie jest kłopot, mam teraz więcej miejsca i coraz bardziej czuję że mogę oddychać, a pieniądze które nie uciekają nie wiadomo kiedy z portfela mogę świadomie przeznaczyć na inne cele. Doszłam w końcu do takiego etapu gdzie wolne popołudnie jest cenniejsze niż zrobienie kolejnego zlecenia czy projektu i myślę, że miałaś w tym duży udział za co ci bardzo dziękuję.
    Swoją drogą temat wypożyczalni sukienek chodził za mną dość długo. Po dłuższym przemyśleniu dałabym 360 zł za wypożyczenie sukienki ale ładnej i dobrej marki. Po pierwsze mogę wyjść w sukience na którą nie byłoby mnie stać gdybym musiała ją kupić, po drugie mogę mieć coś wyjątkowego na wyjście, a po trzecie jednowyjściowa rzecz nie zajmuje mi miejsca w szafie.

  • Ach jak my lubimy zaglądać ludziom do kieszeni i komentować…Ja uważam, że każdy powinien określić swojej priorytety i wydawać pieniądze właśnie na to. Jeśli czas jest priorytetem i nie chce nam się chodzić po sklepach w poszukiwaniu sukienki to dla mnie fakt, że ktoś wyda na jej wypożyczenie 3 stówki jest ok. Mój mąż np. jest minimalistą z natury. On zwyczajnie dużo nie potrzebuje i nie musi dorabiać sobie do tego żadnych filozofii. Wydaje niewiele. Ale no podróżować już lubi dobrze i nie szkoda mu pieniędzy na pierwszą klasę np. w pociągu. Kasiu to jest bardzo ciekawe stwierdzenie ” Jednocześnie pieniądze mnie nie fascynują – daje mi to swobodę mówienia i pisania o nich. Zupełnie nie zwracam uwagi na to, ile kto zarabia i na co wydaje te środki.”. Może rozwiniesz tę myśl i napiszesz o tym post? Bo to bardzo ciekawe, zwłaszcza, że wiele osób ma z tym problem

  • Ross

    Myślę, że minimalizm to raczej sztuka wyboru. Wybieramy rzeczy praktyczne, które będą z nami latami, dbre gatunkowo a co za tymi idzie droższe. Zwykłym przykładem mogą być wyprzedaże. Ileż t ubrań można nakupić za niewielkie kwoty? 5 bluzek bo akurat w h&m po 20 zł to szkoda nie kupić. Spodnie za 40 zł w innym sklepie, trochę źle leżą ale się schudnie i będą jak znalazł a za 40 zł nie ma co wybrzydzać. Lepiej zainwestować w 2 pary porządnych koszulek, które po wyjęciu z pralki będą wyglądały nadal tak samo, a nie zaczynały przypominać ścierkę do podłogi. Nie twierdzę, że na wyprzedażach nie da się kupić perełek ale wielokrotnie kiedy szłam poszukać czegoś ciekawego z koleżankami, prawie zawsze niemalże kupuje jakąś pierdołe, która po przyniesieniu do domu przeleżała by w kącie. Podobnie jest z kolejną ramką na zdjęcia, do której wywołujemy zdjęcie od kilku miesięcy lub kolejną ozdobą na szafce, zbierającą kurz.
    Życie to kwestia wyboru i nikomu do tego czy ktoś zatrudnia sobie w domu panią do sprzątania, czy woli wypożyczyć sukienkę. Jeżeli kogoś stać to dlaczego nie? Całe to zaglądanie społeczeństwa do portfelów innych ludzi jest dziwne. Ta gwiazda przyszła z torebką za 3000 inna za 4500. Naprawdę jest to niezbędna wiedza w życiu? Każdy decyduje o swoim losie i nikomu innemu nic do tego o ile nie krzywdzi przy okazji innych,

  • Dobrze napisane. Wielu ludzi utożsamia minimalistow ze skapcami :)
    Dla mnie pieniądze są dokładnie tak samo jak dla Ciebie środkiem do realizacji celów. Dzięki nim mogę żyć tak, jak chcę.
    Nie potrafię się jednak wyzwolić z lęku utraty dochodu i staram się łapać każdą okazję do zarobku. Jak się tego pozbyć? Jakaś recepta? :)

    • Jakbycoś sprzątanie nie jest aż takie złe, mogę polecić pozamiatane, ale my po skorzystaniu parę razy odkryliśmy że zrobimy to razem w podobnym czasie, a za tą kwotę pójdziemy na dobry obiad z winem ;)

      • A widzisz mi właśnie o to chodzi, że w czasie jaki poświęcam na sprzątanie, mogłabym zrobić wiele innych rzeczy i skłonna jestem komuś za to zapłacić 😊 co z tego jak druga połowa protestuje 😃

    • vinga

      współkredytobiorca:))

  • Generalnie mam wrażenie że 3/4 osób które w Internecie deklarują się jako minimaliści (a właściwie minimalistki, bo to w Polsce o dziwo prawie same kobiety) interesują się nim powierzchownie. Jest projekt DIY to dobrze, jest post o niekupowaniu/oszczędzaniu/lifehacks to jeszcze lepiej bo można zaoszczędzić, ale nie zdają sobie sprawę, że każdy żyje inaczej i widać to w tych innych, bardziej ciekawych i osobistych postach które wrzucasz. Żyjesz inaczej niż większość swoich czytelniczek i jako osoba, która ma ten sam problem, bardzo dobrze to rozumiem:)

    Dla mnie na przykład minimalizm nie jest o oszczędzaniu, tylko tak jak mówisz, jest narzędziem i stylem życia. Podam głupi przykład – zazwyczaj nie kupuję rzeczy z tak zwanej kategorii BIFL (buy it for life), jestem bardzo szczęśliwa z meblami z IKEI i ubraniami z h&m, za to na prezent dla mojego męża, kreatywne spędzanie wolnego czasu czy wakacje wydam każdą kwotę, dla wielu czytelniczek bloga niewyobrażalnie dużą :)

    Przestańmy w końcu zaglądać ludziom w portfele. Zwłaszcza, że kategoria socjologiczna zwana z angielskiego DINK (dual income, no kids) nie wiem czemu denerwuje ludzi. Ciągle słyszę „wy to możecie sobie na to pozwolić bo nie macie dzieci”, „bo mieszkacie w warszawie i jesteście oderwani od rzeczywistości”, „zobaczymy za parę lat jak będziecie mieli dwójkę tak jak my” i doprowadza mnie to do szału.

    • liliowyaniolek

      Zgadzam się z komentarzem 😊 A najczęściej powtarzany tekst: „nic nie rozumiesz, bo nie masz dzieci…” działa na mnie jak płachta na byka. Jakby od posiadania dzieci rosło IQ 😈 Każdy jest kowalem własnego losu i nigdy nie jest za późno na zmiany. Jedni wolą narzekać i tkwić w swojej strefie komfortu. Nic się samo nie zmieni jeśli sami się za te zmiany nie weźmiemy.

      • A ja się nie do końca zgodzę bo moje doświadczenie wskazuje że faktycznie mając dzieci wiele się zmienia i na prawdę trzeba je mieć zeby to pojąć. I wcale bjw chodzi o to że ktoś się mądrzy tak mówiąc bo wie więcej. Po prostu jego życie się zmienia i w teorii się tego pojąć nie da. Co oczywiście nie zmienia faktu że każdy decyduje o sobie

      • Pionierka

        Bez przesady, dorosły człowiek żyjący w spoleczeństwie nie musi mieć własnego dziecka, żeby wiedzieć, że rodzicielstwo ma poważny wpływ na życie.

      • liliowyaniolek

        Nie chodzi wcale o zmiany typu rezygnacja z dzieci. Wiem, że przy posiadaniu potomstwa priorytety się zmieniają. Jednak to nie powód żeby zapomnieć zupełnie o sobie i rezygnować ze wszystkiego. Wiem, że można wiele osiągnąć jeśli się chce. Na przykładzie jednej z bliskich mi osób widzę, że posiadanie dzieci może powodować wzrost kreatywności.Uczy również kompromisu między tym co ważne a tym co ważniejsze. Nie chodzi o oszczędzanie wszelkim kosztem ale świadome zarządzanie sobą i finansami.

      • Pionierka

        Jak ktoś ma dzieci to jednak za późno na zmiany bo okna życia kilkulatków nie przyjmują :D

  • Ruda

    Minimalizm a oszczędzanie – dla kogoś zbiory rozłączne, dla kogoś w części się pokrywają lub wręcz nakładają na siebie. To właśnie jest najlepsze – każdy może znaleźć to, czego szuka. Ja polubiłam minimalizm, ponieważ właśnie dawał mi uzasadnienie dla oszczędzania oraz (co bardziej istotne) dodatkowe narzędzia do oszczędzania. Z drugiej strony, gdy wiem, że nie wydaję pieniędzy na rzeczy zbędne, to mogę sobie pozwolić na coś, o czym marzę, np. weekendowy wyjazd z mężem, lekcje tanga czy zakup drogiego, pięknego i dobrze wykonanego ubrania (za które szwaczka/krawcowa dostała godziwą zapłatę). Dzięki mądremu oszczędzaniu nie mam wyrzutów sumienia, że coś sobie kupię (a wcześniej często uważałam, że nie powinnam wydawać pieniędzy, bo to pieniądze rodzinne).

  • Niewątpliwie wiele osób myli minimalizm z oszczędnością. Głównie dlatego, że minimalista nie wydaje na rzeczy zbędne, a więc oszczędza. Z drugiej strony, by móc żyć minimalistycznie, to, co kupujemy musi mieć odpowiednią jakość, a za dobrą jakość trzeba zapłacić. Oczywiście nie zawsze musi to być produkt z najwyższej półki, jednak nie oszukujmy się, z całym szacunkiem dla np. Biedronki, nie kupię tam sprzętu AGD na lata. No może na dwa lata, tyle ile trwa gwarancja…
    Nigdy jednak nie spojrzałam na minimalizm jako na ułatwianie sobie życia, a rzeczywiście tym w istocie jest :)

  • Kasia

    Bardzo fajny tekst Kasiu :) Niestety w naszym pięknym kraju ludzie są bardzo przewrażliwieni na punkcie pieniądza. Jeśli ktoś ma go za dużo to zawsze jest osądzany (często krytykowany) a jak ma ich za mało to się go żałuje. W tej krytyce jest bardzo dużo złośliwości i zwyczajnej zawiści. Jeśli chodzi o ideę minimalizmu, to w pełni się z Tobą zgadzam. Sama również staram się upraszczać sobie życie, co czasem niesie za sobą większe wydatki. Lubię kupować dobre jakościowo rzeczy ale bez przesady, nie wszytko musi być „na lata”. I tak przykładowo w sferze mody to lubię mieć dobre skórzane buty, torbę, dobrze odszyty płaszcz czy marynarkę ale już bluzki, koszulki czy spodnie niekoniecznie muszą być ze średniej czy wyższej pułki. Nie lubię otaczać się zbyt dużą ilością przedmiotów ale za to kocham podróże w towarzystwie mojego męża i dzieci i na nie potrafię wydać przysłowiowe ostatnie pieniądze. Minimalizm może mieć wiele twarzy :) A jeśli pewne wydatki pozwalają mi zaoszczędzić czas to już jest pięknie :)

  • Anek

    Bardzo ciekawy post, pod którym mogłabym się podpisać. My, Polacy, lubimy zaglądać innym w portfele. Zapominamy, że każdy z nas jest inny, ma inną sytuację życiową, rodzinną, ale też kieruje się innymi wartościami i priorytetami. To, co jest ważne dla mnie, nie musi być istotne dla kogoś innego. Odkąd mam dzieci, najważniejsza jest dla mnie rodzina, możliwość spędzania czasu z dziećmi, zdrowie. Mam małe dzieci i tego czego mi obecnie brakuje najbardziej, to czas wolny, możliwość bardziej swobodnego dysponowania nim. Dlatego wolę wynająć firmę sprzątającą do umycia okien, tym bardziej ze nie lubię sama ich myć, niż poświęcić wiele godzin na tę czynność. Tak samo, do najcięższych i najbardziej pracochlonnych prac ogrodowych wynajmuję firmę ogrodniczą. Płacę, ale oszczędzam – kupuję czas, którego mi brakuje. Poza tym daję pracę tym, którzy jej potrzebują. To kosztuje, dlatego narażam się na krytykę, przez niektórych jestem postrzegana jako osoba leniwa czy rozrzutna. A przecież wydaję własne, przez siebie zarobione pieniądze. Łatwo przychodzi nam oceniać innych, szczególnie kiedy nie jesteśmy w ich butach.

    • Anek

      Nawiązując jeszcze do minimalizmu jako upraszczania życia. Nie mogę się określić jako minimalistka, ale z pewnością nurt minimalizmu jest mi bliski i od ok 3 lat pomaga mi porządkować moje życie. Dzięki niemu, stałam się dużo bardziej świadomą konsumentką. Bardziej racjonalnie podchodzą do kwestii nabywania różnych dóbr ale też do wykorzystywania czasu, który jest dla mnie prawdziwym luksusem. Staram sie odróżniać potrzeby od chwilowych zachcianek kreowanych przez marketingowców. Ważniejszy niż kiedyś jest również dla mnie aspekt etyczny wytwarzania różnych produktów. Wolę zapłacić więcej za skórzane buty wytwarzane w Polsce przez polską markę niż kupić tańszy odpowiednik zrobiony w Bangladeszu. Wolę kupić dziecku jedną porządną zabawkę, niż kilka tanich które się rozpadają w momencie wyjmowania z pudełka. Najtańsze nie znaczy najlepsze dla nas.

  • nie pospolicie

    Przyznaję, że o minimaliźmie czytam już bardzo długo i był czas kiedy zachłystnęłam się tym wszystkim. Wtedy najchętniej wyrzuciałabym wszystko żeby czuć , że nie mam za dużo. Ale po racjonalnym przemyśleniu staram się działać nieco rozsądniej i powoli :)

  • Tekst, który daje do myślenia. Jeszcze parę lat temu o minimalizmie myślałam po prostu jako o sposobie życia, opierającym się głównie na posiadaniu mniejszej ilości: przedmiotów, dokumentów, jedzenia w lodówce itp. Kiedy tak o tym myślałam, od razu do głowy wpraszało się słowo „oszczędnie”. Nie ukrywam, że ciut wyższy poziom zarobków (nadal kokosy to nie są ale chodzi o sam fakt wyższej pensji) jaki osiągnęłam na przestrzeni chociażby ostatniego roku, mocno wpłynął na to jak postrzegam minimalizm. I dziś, zgadzam się z Tobą w 100%, że minimalizm to upraszczanie sobie życia. A pieniądze jak wiadomo: szczęścia nie dają ale je upraszczają! I koło się zamyka :)
    Bardzo daleko mi do osoby, która jakość uzależnia od wysokiej ceny. Jeśli mogę, kupuję na wyprzedażach (ba, zdarza się że i w secondhandach) ale nie lubię oszczędzać np. na jedzeniu. To jak odżywiam się ja i moja rodzina, jest dla mnie istotne bo wpływa na nasze zdrowie. Tak więc wychodzi na to, że minimalizm sam w sobie może mieć wiele odmian i wszystko zależy od priorytetów.

  • Oj, myślę, że minimalizm może mieć sporo wspólnego z oszczędzaniem, ale nigdy nie postawię znaku równości. Myślę, że przykład, który podałaś jest bardzo skrajny. Jestem w stanie spokojnie wyobrazić sobie osobę, która zarabia na tyle dużo i pracuje efektywnie, że praca zajmuje jej 8 godzin (lub mniej), a pozostały czas może przeznaczyć na ważne dla siebie rzeczy, resztę obowiązków powierzając iluś tam osobom do „obróbki”. I może być minimalistą.