Wypożyczalnia sukienek. Test i moja opinia. Czy warto i ile to kosztuje?

wypożyczalnia sukienek test opinia

Przyszło Wam kiedyś do głowy, żeby zamiast kupować nowe ubranie na wesele, bal, przyjęcie, zwyczajnie je sobie wypożyczyć? Postanowiłam przetestować wypożyczalnię sukienek.

 
Pamiętacie może jak w filmie Seks w wielkim mieście asystentka Carrie Bradshaw wypożyczała sobie markowe torebki? Z ubraniami na szczególne okazje może być podobnie. W końcu, prawdziwie wyjściową sukienkę i tak prawdopodobnie założycie, w najlepszym przypadku, kilka razy w życiu.
 
Fascynuje mnie pożyczanie, a dokładnie rzecz biorąc wszystkie opcje, które zakładają możliwość uzyskania dostępu do konkretnego dobra, ale nie wymagają posiadania go na własność. Ogromnie interesują mnie również firmy oparte na tymże modelu biznesowym. Na podobnym oparliśmy też z MM naszą pierwszą wspólną firmę, czyli biura coworkingowe COPOINT. O historii powstania i działalności naszej firmy już pisałam. Dziś wspomnę jedynie, że kluczowym założeniem było umożliwienie naszym Klientom skorzystania z miejsca do pracy w dowolnej chwili i na dowolnie długi czas, zamiast wynajmować sobie drogie biuro w Warszawie, gdzie często trzeba podpisać długoterminowe umowy. Dziś jesteś, jutro Cię nie ma. I nie płacisz za czas, gdy Cię nie ma.
 
Jesteśmy przyzwyczajeni do wypożyczania „dużych rzeczy” typu samochody czy mieszkania, biura (również krótkoterminowo – hotele), ale w odniesieniu do „małych rzeczy” nadal panuje kult własności. Pożyczać nie wypada – pisałam już o tym kilkukrotnie.
 
Chcę złamać ten stereotyp.
 
Wypożyczanie jest bardzo minimalistyczne! Przede wszystkim, płacisz dużo mniej, niż gdybyś chciał tę samą rzecz kupić. Po drugie, nie musisz się przejmować jej przechowywaniem. Po trzecie, nie musisz ponosić dodatkowych opłat za konserwację takiej rzeczy i przejmować się dbaniem o nią na dłuższą metę.
 

Wypożyczalnia sukienek. Skąd ten pomysł?


Jak wiecie, w mojej szafie nie ma sukienek. Ba, nie ma nawet spódnic (poza jedną bardzo letnią i plażową). Dlatego, gdy zaczęłam się zastanawiać, co założyć na zbliżającą się Komunię mojej chrześnicy, pierwszą myślą było kupienie koktajlowej sukienki. Zaczęłam szukać i wszystkie dostępne sukienki były „prawie dobre”. A ja na takie egzemplarze mam alergię, bo „prawie dobre” oznacza, że potem będę taką rzecz „prawie nosić”. Pisałam o tym w tekście o zakupowych kompromisach.
 
Druga opcja, którą wzięłam pod uwagę to przerobienie u krawcowej starej sukienki. Niestety, poprawki miały być spore, a gwarancji zadowalającego efektu brak. Ponieważ przerobioną sukienkę mogłam odebrać dopiero przed samą uroczystością, nie chciałam ryzykować, że w ostatniej chwili będę kupowała coś naprędce. I wtedy przyszła mi do głowy wypożyczalnia sukienek. Napisałam do dziewczyn z Love The Dress, które kiedyś oferowały mi przetestowanie ich wypożyczalni.
 
I tak powstał pomysł docelowo całego cyklu tekstów. Chcę przetestować (i opisać na blogu)  wypożyczalnie rzeczy wszelakich w ramach modelu „dostęp, zamiast posiadania”. Na pierwszy ogień idzie wypożyczalnia sukienek. Nie bez głęboko zakorzenionych obaw!
 
 

Co, jeśli sukienka nie będzie pasować?


Wybór właściwego modelu i rozmiaru jest trudny, gdy kupujemy nową rzecz, a co dopiero, gdy w wypożyczalni mamy ograniczony wybór. Z tego, co sprawdziłam, większość wypożyczalni sukienek (bo innych ubrań tam brak) ma swoje siedziby w Warszawie. To naturalne, ponieważ tutaj mają potencjalnie największy rynek, ale w kontekście przymiarki wybranej sukienki to już spory kłopot dla kogoś spoza stolicy. A moim zdaniem przymiarka jest konieczna! Jeśli nosisz popularny rozmiar (38) to prawdopodobieństwo, że sukienka będzie dobrze leżała jest dużo wyższe. Ja noszę małe 34, które jest problematyczne.
 
Tak, jak przypuszczałam, miałam mały wybór. W zasadzie, z całej oferty Love The Dress podobał mi się tylko jeden model – ten, który finalnie wypożyczyłam. Kłopot polegał na tym, że jest to rozmiar 38! Dziewczyny zapewniały mnie, że to małe 38 (i miały rację), ale bez wcześniejszej przymiarki nie wypożyczyłabym tej sukienki. Mieszkam w Warszawie, ewentualne podjechanie do salonu i przymierzenie sukienki oczywiście zajmuje sporo czasu, ale nie więcej niż pójście do zwykłego sklepu, żeby kupić ubranie. Dla kogoś spoza stolicy to już dodatkowy koszt. Wypożyczalnia może wysłać sukienkę do przymierzenia (w dowolnej chwili przed właściwym terminem wypożyczenia), ale trzeba za to zapłacić. Koszt  wysyłki nie jest astronomicznie wysoki, ale to zawsze dodatkowy wydatek. Naturalnie, nie można za to winić wypożyczalni. Gdyby tego typu usługa się upowszechniła, wtedy ten problem znika.
 

Co, jeśli niechcący zniszczę sukienkę?!


Wydawało mi się, że to będzie największy kłopot. Spore psychiczne obciążenie, gdy zakładasz rzecz wartą 2400 zł. Co się stanie, jeśli ją zniszczę? Jeśli zaplamię, albo podrę? Dopóki sukienka leżała bezpiecznie w kartonowym pudełku, byłam spokojna. Gdy tylko ją wyjęłam, zaczęłam myśleć o milionie potencjalnych zagrożeń. A potem…. o nich zapomniałam! Naprawdę, w dniu komunii trochę się spieszyłyśmy z mamą, żeby dotrzeć na czas do kościoła, gdzie zajęłam się moją drugą, malutką bratanicą. Potem msza, pamiątkowe fotografie, przejazd do domu, uroczysty obiad i nagle zrobił się wieczór. W ciągu tego dnia spożywałam normalnie posiłki ;), nosiłam niemowlaka, wdrapywałam się do drewnianego domku w ogrodzie i biegałam po trawie z psem. Normalnie.
 
Prosto z przyjęcia wsiadłam do pociągu i finalnie nawet nie zdążyłam się przebrać. Spędziłam kolejne 3 godziny w pociągu do Poznania i sukience też NIC się nie stało. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że różne sytuacje mogą się przydarzyć, ale nie ma co panikować. Sukienka bezpiecznie trafiła z powrotem do pudełka.
 

Ile to kosztuje?


Wypożyczenie sukienki nie jest tanie. Oczywiście, stosunek jakości do ceny jest bardzo dobry, gdy wypożyczam sukienkę o wartości 2400 zł za 360 zł, ale niekoniecznie muszę nosić tak drogie ubrania. Problem polega na tym, że dużo tańszych nie ma w ofercie. Przejrzałam kilka wypożyczalni i modele, które mi się podobały zawsze oscylowały wokół kilkuset złotych za wypożyczenie. Może wynika to z faktu, że jak już wypożyczamy sukienkę to chcemy predysponować do wyższej półki i co za tym idzie lepiej (czytaj: „bogaciej”) się zaprezentować? Nie wiem, ale mnie wystarczyłby model kilkukrotnie tańszy, ale prosty i dobrej tkaniny.
 
W Love the dress wypożyczenie najtańszej sukienki kosztuje 200 zł. Ubranie dostajesz do dyspozycji na 4 dni kalendarzowe. Sama odebrałam paczkę w środę, a zwracam w poniedziałek, ale wiem, że jako blogerka zostałam potraktowana po koleżeńsku, za co dziękuję dziewczynom z wypożyczalni. :)
 
Tyle informacji i dywagacji ode mnie. Jeśli jesteście ciekawe jakiś szczegółów związanych z procesem wypożyczania sukienki dawajcie znać w komentarzach lub zapraszam do Love the dress. Tytułem wyjaśnienia – nie jest to wpis sponsorowany, tzn. nie otrzymałam żadnego wynagrodzenia za pokazanie Wam tej usługi, ale i mogłam ją przetestować za darmo. Poniżej znajdziecie kilka zdjęć sukienki, którą wypożyczyłam i link do niej w wypożyczalni. Jak widzicie, nie bałam się w niej normalnie żyć. ;)
 
 
Podsumowując, komunia dziecka jest wyjątkową okazją, ale umówmy się, i eleganckie spodnie dadzą radę. Chciałam wypróbować wypożyczalnię, ale gdybym takiej możliwości nie miała to pewnie poszłabym zwyczajnie w spodniach. Jednak, jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się wypożyczyć ubranie, bo test rozwiał wiele moich wątpliwości. Jeśli będę miała jeszcze okazję wymagającą szczególnej sukienki (np. bal, albo wesele) z pewnością wrócę do wypożyczalni, a nie będę kupować.
 
edit: Po Waszych (niektórych) komentarzach poczułam chęć wyedytowania tekstu, bo chyba ktoś mnie źle zrozumiał. Nie uważam, że wypożyczanie sukienki za 360 zł jest lepsze od kupienia na własność tańszego ubrania, które do tego będziecie nosić wielokrotnie. Jak napisałam, gdybym nie miała możliwości skorzystania z tej wypożyczalni, poszłabym w posiadanych ubraniach, spodniach i nie miałabym z tym żadnego problemu.
 
Jednak i po pierwsze, oddzielcie proszę ideę wypożyczania od ceny w tym konkretnym przypadku. Co zrobiłybyście, gdyby wypożyczenie sukienki kosztowało 50 zł? Nadal wolałybyście kupić i powiesić w szafie?
 
Jednak i po drugie, są też sytuacje, które wymagają szczególnego ubrania, np. duży bal. W takiej sytuacji wolałabym wypożyczyć sukienkę za 360 zł, niż wydać 500 zł na sukienkę, której już nigdy więcej nie założę. Uff, chyba tyle chciałam dodać. :)
 
Ciekawa jestem ogromnie co myślicie na temat wypożyczalni sukienek (niekoniecznie tak drogiej!), ale i wypożyczania w ogóle. Aha, jeśli znacie jakieś ciekawe wypożyczalnie dajcie koniecznie znać, bardzo proszę!
 

Wartościowy tekst? Podziel się ze znajomymi. Dziękuję!

simplicite

  • iwona

    Jeśli przetestowałaś usługę za darmo, to znaczy, że Twoje wynagrodzenie za reklamę usługi wyniosło 350 zł.

    • Nie, ponieważ do niczego nie musiałam się zobowiązać. Dostałam wolną rękę i nie musiałam wcale opisywać swoich doświadczeń na blogu. Decyzja należała do mnie.

  • Aleks G.

    Nie rozumiem tej logiki. Minimalistyczne podejście do życia i płacenie 360 zł za pożyczenie sukienki od projektanta na 4 dni? To pokazuje, że to o czym piszesz na blogu nie ma żadnego przełożenia na Twoje życie :)

    • Aleks, której części nie zrozumiałaś? To był test wypożyczalni, gdybym nie miała możliwości skorzystania, wybrałabym posiadane ubrania i tak też napisałam: „Podsumowując, komunia dziecka jest wyjątkową okazją, ale umówmy się, i eleganckie spodnie dadzą radę. Chciałam wypróbować wypożyczalnię, ale gdybym takiej możliwości nie miała to pewnie poszłabym zwyczajnie w spodniach.”

      Natomiast, gdybym miała okazję wymagającą szczególnego ubrania, np. bal, wtedy na pewno nie kupowałabym sukienki za 1000 zł, którą włożę zapewne tylko raz (bo taka okazja pewnie już mi się prędko nie wydarzy), a wypożyczyła.

      Warto przeczytać ze zrozumieniem, a w razie wątpliwości dopytać zanim się złośliwie skomentuje. :)

      • Sylwia Sylwia

        Kasia, kurcze, jak ja Cie podziwiam, że Twojego bloga czytają ludzie, którzy zwyczajnie czytanie ze zrozumieniem mają na bakier. Szlak mnie trafia. Starasz się, testujesz, wydajesz opinie. Przecież jako anglista też zarabiam od Ciebie mniej, ale nie wytykam Ci, że to co proponujesz jest za drogie, a tamto, za tanie. Kurde .. porażka jakaś. Tu jakieś straszne baby siedzą na Twoim blogu. Kurcze, zdenerwowałam się :))))))))))))))) Boże jak ja Cię podziwiam, że znosisz to i dzielnie odpisujesz na te czasem głupie i kąśliwe uwagi. Eh, baby … Pozdrawiam cieplutko i mam nadzieję, że łapanie dystansu nie jest dla Ciebie problemem.

      • iwona

        to nie są kąśliwości i nikt tu nie chce nikomu zrobić przykrości; po prostu większość z nas jeśli ma do wyboru kupno za średnio 500 zł kiecki, w której można obskoczyć 2 lata imprez a wydać 360 za jednorazowy występ – uważa, że pierwsza opcja jest sensowniejsza. Tyle. Nie jest to kwestia – stać kogoś czy nie stać, ale o rozsądne gospodarowanie kasą. Tak, wiem, że Kasia napisała, że gdyby nie miała możliwości przetestować wypożyczania, poszłaby w swoich ciuchach. Czyli zgadza się z tymi z nas, które uważają, że opcja wypożycz jest świetna, ale droga.
        Ja osobiście miałabym ogromny problem ze znalezieniem dla siebie ciucha w wypożyczalni, bo wszystko co kupuję na grzbiet muszę przerabiać. Wolę mieć trzy ciuchy na krzyż z tych bardziej wyjściowych szyte na mnie, niż za każdym razem gimnastykować się z mierzeniem i wybieraniem w wypożyczalni. Kiece galowe, balowe czy ślubne to zupełnie inna bajka (choć na własny ślub najpewniej uszyłabym sobie na tyle zwyczajną, by potem móc ją nosić na inne okazje, nienawidzę ciuchów na raz)

      • Iwona, to, co napisała akurat Aleks jest kąśliwością, i to ogromną. Zarzucenie mi, że wypożyczenie sukienki za 360 zł w celu opisania usługi (którą określiłam jako drogą i że sama wolałabym wypożyczyć kilkukrotnie tańszą sukienkę, a idea wypożyczenia jest super) „pokazuje, że to o czym piszę na blogu nie ma żadnego przełożenia na moje życie” jest czystą złośliwością, którą przykro czytać, a dodatkowo wskazuje, że autorka komentarza nie wysiliła się, żeby przeczytać tekst ze zrozumieniem. Sama mam do takich wypowiedzi duży dystans, ale cieszę się, że są Czytelniczki, które to widzą.

      • beata

        Dystans???Nie widać

      • beata

        Niestety Kasiu, widzę, że jesteś bardzo przewrażliwiona na swoim punkcie i nie przyjmujesz, że ktoś może mieć inne zdanie (kulturalnie wyrażone). Twoja odpowiedź jest wręcz niegrzeczna. Nie tędy droga.

      • Nie, Beato, nie uważam, żeby którąkolwiek z moich wypowiedzi była niegrzeczna. Jeśli ktoś nie zadaje sobie trudu, żeby doczytać tekst do końca i feruje krzywdzące opinie to nie widzę powodu, żeby siedzieć jak mysz pod miotłą. Z przyjemnością polemizuję z Czytelnikami, co pokazywałam wielokrotnie, przy okazji najróżniejszych trudnych tematów.

      • Sylwia Sylwia

        No czy ja nie mowilam, ze glupie te niektore kobiety. Zaraz sie zacznie pyskowka, obraza majestatu. Kasia pokazuje ideę, pomysl na cos, a tu sie zaczyna analiza przypadku Jesli ktos ma sie czym rzadzic to niech sie cieszy, jesli nie, trudno, trzeba zaakceptowac stan rzeczy i go do przodu. Ale zeby cos P.Kasie zarzucac, ze przewrazliwiona, ze to, ze tamto….wiocha. Tyle. 😃

      • Ania

        To wypowiedz Aleks jest nie na miejscu. Na podstawie ZLE przeczytanego/zrozumianego tekstu, podwazyla wszystko czym Kasia zyje i o czym pisze. Jak tu sie nie bronic? I Ty rowniez zamiast jakis merytorycznych argumentow, siegasz po emocje, ze niby Kasia jest przewrazliwiona, co to znaczy zreszta przewrazliwiona?

    • Ania

      bo bardziej minimalistyczne byloby kupienie sobie za 360 zl 4 sukienek i powieszenie ich w szafie. To jest dopoiero logika!

      • iwona

        nie, bardziej minimalistyczne byłoby znalezienie/uszycie na miarę sukienki idealnej i obnoszenie jej, zgodnie z duchem minimalizmu, wszystkich większych uroczystości w roku. Komunia w rodzinie to nie jest spontan z ostatniej chwili, spokojnie można było wyszukać odpowiedni ciuch, który posłużyłby i na wigilię, i na spokojnego sylwestra i na spotkanie ze znajomymi i na konferencję.

      • Iwona, jak napisałam w komentarzy na FB, w tej sytuacji po trosze obrywam za bycie blogerką. Gdybym nie chciała przetestować pewnych rozwiązań też na potrzeby bloga, w tej konkretnej sytuacji (komunia chrześnicy) nie pomyślałabym pewnie nawet o szukaniu nowego ubrania. Zresztą, jest to wprost opisane w tekście.

    • karola

      myslalam zawsze ze elegancka wyjsciowa sukienka w szafie to taki sam lement ‚obowiazkowy’ jak elegnanckie spodnie i biala koszula. ja raczej tak budowalabym swoją szafę. jedna porządna sukienka na wszystkie tego tupu wyjścia.

      • Karola, a jeśli ktoś woli błękitną koszulę? :)

      • karola

        sukienka to tylko przykład. przecież takim strojem może być sukienka, kombinezon albo spodnie i błękitna koszula. chyba coś wyjściowego warto mieć w swojej szafie i nosić taki sprawdzony zestaw. No, chyba że ktoś się wybiera na bal albo na czerwony dywan.

      • Ano właśnie o tym napisałam… że gdyby wyjątkowa okazja, np. bal wymagałaby kupienia sukienki balowej to wolę ją sobie wypożyczyć, nawet za 360 zł. Z drugiej strony, sporo jest osób, które na co dzień preferują styl bardzo sportowy i nie chcą trzymać „na wszelki wypadek” koktajlowej sukienki. Wtedy wypożyczalnia w dobrej cenie jest, moim zdanie, super rozwiązaniem.

    • Czy bycie minimalistką oznacza ograniczenie wydatków do minimum? Nie wydaje mi się.

    • Zorka

      Błędnie interpretuje Pani pojęcie minimalizmu!

  • Sama wprawdzie nie wypozyczylabym sukienki za taką kwotę fajnie że mogłaś mieć taką możliwość za darmo. Ale jednak dreczy mnie sprawa co jeśli faktycznie by się coś z nią stało? Płaci się wartość i zostawia sobie czy Jak? Jak to się załatwia potem?

    • Płaci się za duże uszkodzenia, łącznie z zapłatą całej ceny katalogowej, gdy sukienka jest zupełnie zniszczona. Nie wiem jednak, czy można ją wtedy sobie zostawić… Zapytam.

  • Dorota

    ZA 360 ZL jestem w stanie znaleźć piękną sukienkę z dobrego materiału np. na Zalando. Wiem, że chciałaś przetestować usługę – po części na potrzeby bloga – ale umówmy się, nie każdego stać na pożyczenie sukienki za TAKĄ cenę, i nie ważne ile ona jest naprawdę warta. Za taką kasę wolałabym mieć coś, a nie oddać ją i zostać o te 360 zl biedniejsza i bez sukienki. Az tyle miejsca to ona nie zajmuje… Ale co kto lubi, to tylko moje zdanie. pozdrawiam Dorota

    • Doskonale Cię rozumiem. A gdyby wypożyczenie kosztowało 50 zł?

      • Marta Banasiewicz

        Ja np za 50 zł chętnie bym wypożyczyła jeśli byłaby ładna. Na szczęście mam kilka sukienek które mogłabym założyć na komunię czy wesele ale używam ich też do mniej oficjalnych celów :)

      • Zagubiona W Sieci

        Gdyby takie wypożyczenie kosztowało ok 50 zł (w małym miasteczku- wiem, że ceny warszawskie są dużo większe) to chętnie wypożyczyłabym sukienkę. W tym roku mam 2 wesela z poprawinami, Komunię i 18tkę. Wolałabym zapłacić po np 50 zł za wypożyczenie niż kupowanie minimum 4 sukienek.

      • I to tez zwraca uwagę na fakt, że dla Ciebie to 4 sukienki, a ktos był ubrał jedną na każde wyjście, góra dwie inaczej je stylizując np.

      • Zagubiona W Sieci

        Po pierwsze- czy ja gdziekolwiek napisałam, że jestem minimalistką?

        Po drugie- artykuł jest o tym czy warto korzystać z wypożyczalni i wydaje mi się, że korzystać z nich mogą nie tylko minimaliści. Wydaje mi się, że artykuł nie miał selekcjonować kto jest minimalistą a kto nie.

        Poza tym ludzie opamiętajcie się- strach jest się odezwać, bo w każdym zdaniu wyszukujecie podtekstu do przyczepienia się do kogoś. Kasia jest minimalistką i wychodzicie z założenia, że chyba tylko minimalistki mogą tu komentować i pisać, wszystkich wrzucacie do jednego worka.

        Założyłabyś jedną sukienkę na 6 imprez odbywających się co 2-3 tyg na imprezy na których jest to samo grono najbliższej rodziny? Jedną sukienkę założyłam, którą miałam już na 5 weselach, ale to były imprezy na których nie były te same osoby, a założę ją pewnie też na imprezy firmowe itd.
        Poza tym w jaki sposób chcesz wystylizować jedną bankietową sukienkę na 6 sposobów? Potrzebujesz do tego albo kilku par butów albo kilku marynarek lub zestawów biżuterii. Mam 1 marynarkę, 1 parę szpilek, 1 kolczyki, biżuterii/wisiorków brak.
        Czy po całonocnej zabawie na weselu przy pogodzie taką jaką mamy teraz mam założyć tą samą sukienkę? Dopiero bym zwróciła na siebie uwagę przepoconą sukienką.

        P.S. Kasiu- uwielbiam Twój blog, podziwiam za to co robisz (nie tylko w sensie blogowym, ale także zawodowym). Chętnie czytam Twoje posty, trochę jako taką ciekawostkę, bo np nigdy bym nie wpadła na to, że można wynająć biuro na kilka godzin. Minimalistką nie jestem, ale z każdego Twojego postu czerpię troszkę dla siebie- bo chyba nie chodzi też o to żeby wszystko brać w 100%.
        Ale to co się dzieje w komentarzach pod postami to jakaś masakra. Strach się odezwać. Dlatego bardzo rzadko komentuję i już nie jeden komentarz skasowałam przed opublikowaniem.

      • Myślę, że na blogach (i generalnie w internecie) wciąż jeszcze uczymy się, w jaki sposób ze sobą rozmawiać, dyskutować tak, żeby to była polemika, a nie wciskanie sobie szpileczek. To wymaga świadomości i założenia dobrej woli drugiej strony. I to jest bardzo trudne. Sama jestem tylko człowiekiem i czasami wiem, że mogłabym być może bardziej cierpliwa.

        Przeczytałam dziś u Małgosi na Manufakturze Radości takie zdania: „Życie staje się o wiele łatwiejsze, kiedy przestajemy się tłumaczyć innym ludziom i po prostu żyjemy najlepiej jak potrafimy. Nie da się dogodzić wszystkim.” Myślę, że z tym właśnie mamy tu i teraz do czynienia w praktyce.

        Mam nadzieję, że jednak zechcesz częściej komentować. Tak polaryzujące teksty jak ten dzisiaj zdarzają się chyba jednak rzadko. Chętnie wymienię z Tobą opinie!

      • Zagubiona W Sieci

        Pewnie będę :) Na pewno będę czytać.
        Kasiu jesteś mega cierpliwa,mistrzostwem dla mnie jest w jak taktowny sposób odpowiadasz na chamskie komentarze, jak np ten o włosach.
        Z ciekawości weszłam w profil i komentarze Marty Szatańskiej. „Tak naprawdę to nie musisz wcale robić kosmetyków wege, jeśli tylko nie czujesz takiej potrzeby. Nie musisz zadowolić wszystkich.” jakaś dwulicowość mi tu wychodzi :)

      • Nie szukajmy pola do spięcia, bo Ci, którzy szukają, zawsze znajdą. ;) Wiesz, czasami trudno zrozumieć cudzy komunikat, który jest na piśmie. Na żywo widzi się człowieka, patrzy mu w oczy, ogląda reakcje. W internecie można bardzo łatwo negatywnie odczytać reakcję na pozytywny, tylko polemizujący przekaz. Sama się na tym łapię czasami i tonuję swoje wypowiedzi. Podsumowując, więcej miłości, mniej obrażania. ;)

      • O matko kochana, ale wywołałam bulwers :) jestem przerażona Twoja odpowiedzią, bo ja stwierdziłam zwyczajny obiektywny fakt, nawet nigdzie nie napisałam, że ja bym tak zrobiła (ubrała tą samą sukienkę na 4 imprezy). Dziekuje za przefiltrowanie moich komentarzy, ocenienie mojej osoby nieznając mnie i pozdrawiam serdecznie. Życzę więcej dystansu.

      • Zagubiona W Sieci

        Serio? Przeczytaj jeszcze raz swój komentarz.

      • karola

        Chyba posiadanie w szafie jednej letniej + jednej powiedzmy „zimowej” wyjściowej sukienki to taka sama podstawa szafy jak posiadanie czarnego żakietu. Nie rozumiem potrzeby poszukiwania sukienki z powodu tego typu okazji (1-3 w roku).

      • mjt mmena

        Również nie. Kupiłabym sukienkę, w której mogę chodzić i poza specjalnymi uroczystościami. Nie uznaję ubrań „tylko na wyjścia”.
        Sukienka, którą pokazujesz jest zwykła, właśnie taką którą można wykorzystać na codzień. Nie warta ani kilku tysięcy w zakupie, ani kilkuset w wypożyczeniu.

    • maria

      Pięknie wyglądałaś:) ale zgodzę się z Dorotą. Sama napisałaś w tekście, że zadowoliłaby Cię tańsza sukienka z dobrej tkaniny. I to byłoby moim zdaniem rozsądne podejście do sytuacji -kupić raz taką sukienkę i obnosić na wszystkie okazje niż nie mieć ani 360zł ani sukienki. Wg mnie to za wysoki koszt na jednorazową okazję,ale wiadomo,dla każdego „dużo” znaczy coś innego.
      p.s. gdyby wypożyczenie było sporo tańsze to też moim zdaniem w perspektywie wielu lat nie jest to opłacalne

      • To zależy, ile masz w roku takich szczególnych okazji. Ja nie mam wiele, jedną w porywach do trzech. Wtedy zdecydowanie wolałabym wypożyczyć sukienkę za 50 zł, niż kupować.

      • maria

        Dla mnie za kupnem przemawia jeszcze oszczędność czasu – wiem,że mam w szafie coś co dobrze leży i nie muszę, nawet ten 1-3 razy w roku przeglądać ofert, mierzyć itd (nie lubię zakupów ubraniowych;) Ale to wszystko to kwestia preferencji, rozumiem, że dla kogoś takie wyjście może być fajne

      • Nie Mario, myślę, że nie o to chodzi. Nie jestem osobą, która woli mieć co chwilę coś nowego, a jednak w mojej sytuacji wygodniej jest wypożyczyć sukienkę 2 razy do roku, niż kupować. To podobny tok rozumowania jak w przypadku płacenia komuś za sprzątanie. Dla mnie minimalizm to narzędzie, które upraszcza życie. A możliwość wypożyczenia galowej sukienki 2 razy do roku jest dla mnie uproszczeniem podobnie, jak zapłacenie komuś za posprzątanie mi w domu. Zarzut, który dziewczyny wysnuwają dotyczy nie przeczytania tego, co napisałam w tekście ze zrozumieniem.

    • Dagmar Longa

      Zgadzam się z Dorotą. Myślę, że na takie wypożyczenie sukienki mogłabym przeznaczyć max. 100zł, uważam że płacenie tak dużo za coś co trzeba oddać to po prostu przesada.

    • GAgaV8 .

      Mój komentarz dotyczy całego wątka, nie tylko komentarza go rozpoczynającego. Dlaczego rezygnacja z zakupu sukienki, którą ubierze się tylko raz to dowód na brak minimalizmu? Dlaczego za minimalizm jest brane stwierdzenie, że lepiej MIEĆ, niż wydać 360zł i NIE MIEĆ… niepotrzebnej rzeczy. Czy wyznacznikiem minimalizmu jest wg komentujących brak/oszczędność pieniędzy albo mniejsza dbałość o garderobę niż o inne sfery życia jeśli pieniądze się ma? Kto wyznacza granice minimalizmu – przecież nie trzeba chodzić w 1 sukience na wszystkie imprezy, można pójść w obojętnie jakim stroju albo zostać w domu, to dopiero minimalizm ;)

  • Sukienka ładna, pomysł też jest dobry ale właśnie brakuje takich tańszych modeli w wypożyczalniach. Co z tego że pokażę się w markowej sukience jak normalnie mnie na nią nie stać. I problem jest też z rozmiarami, bo takich mikro jak na mnie wypożyczalnie raczej nie miewają.. niestety.

  • Agnpie

    Problem wypożyczania sukienek dotyczy też ślubów. Pamiętam, że bardzo mocno rozważałam wypożyczenie sukni na swój ślub; płacenie kilku tysięcy zł za kreację na jeden raz wydaje mi się dziwne. Można to tłumaczyć względami emocjonalnymi, ale, umówmy się, taka suknia leży potem latami wciśnięta w kąt szafy i… no właśnie, tylko leży. Pamiętam, że mój pomysł spotkał się z ogromną krytyką koleżanek. Ostatecznie nie mogłam znaleźć fasonu, o jakim marzyłam. Znalazłam jednak salon/wypożyczalnię, w którym uszyto mi suknię wg mojego projektu. Zapłaciłam połowę ceny, a umowa była taka, że salon wstawi potem tę suknię do swojej wypożyczalni. Genialne rozwiązanie!

    • Dokładnie! Wiele kobiet gniewem reaguje nawet na propozycję, żeby wypożyczyć suknię ślubną. Z drugiej strony jeszcze 10 lat temu prawie nie było wypożyczalni sukien ślubnych, co samo w sobie pokazuje dużą zmianę mentalną. A Twój pomysł z uszyciem i wstawienie do wypożyczalni też super!

      • Joanna

        Kasiu (jeżeli można tak poufale)
        brałam ślub ponad 20 lat temu – była opcja zakupu i opcja wypożyczenia w prawie każdym salonie. Mnóstwo moich znajomych wypożyczało suknię i wyglądało obłędnie. Ale to może dlatego, że w latach 90 jeszcze nikt tak nie szalał z przygotowaniami do ślubu. Pozdrawiam

      • O, proszę. To pewnie też kwestia miejscowości, ale faktycznie, kiedyś chyba mniej się szalało z przygotowaniami do ślubu. Pozdrawiam!

      • Witaj Kasiu, wypożyczalnie sukien ślubnych są już od wielu wielu lat – sama korzystałam z takiej 13 lat temu w Olsztynie (a wiec średniej wielkości mieście i było ich kilka, zwiedziłam bucha z 5). Bardzo sobie chwaliłam to wypożyczenie i generalnie jestem za wypożyczeniem sukienek. I trochę nie rozumiem tych emocji w komentarzach – każdy na swoim blogu może pisać o czym chce, i każdy kto chce może sobie sukienkę kupić, wypożyczyć lub chodzić w jednej dekadę ;-). Pozdrawiam

    • kawa

      Bardzo chciałam wypożyczyć suknię ślubną na swój ślub, ale do jakich wypożyczalni nie zajrzałam, to:
      1. rozmiary zaczynały się od 38
      2. fasony nie do końca moja bajka (same bezy upstrzone falbanami i kryształkami, a ja chciałam coś w miarę prostego)
      3. dowiadywałam się, że „na za pół roku to już terminy pozajmowane” – ?, nie wszyscy czekają od zaręczyn do ślubu kilka lat :P
      To było jeszcze sprzed ery sukienek ślubnych w sieciówkach (niestety), więc kupiłam nówkę w salonie, która wciąż wisi w szafie i zabiera miejsce, bo używanej oczywiście nikt nie chce :/ Także zazdroszczę rozwiązania z oddaniem sukienki do wypożyczalni :)

    • Marianna

      Również rozważałam wypożyczenie sukni ślubnej, ale jak wspomniały moje poprzedniczki – nie znalazłam tam fasonu i modelu, który by w pełni mi odpowiadał. Dlatego zdecydowałam się zrealizować swój projekt w salonie krawcowej. Może to nieco staroświeckie podejście, ale suknię ślubną chciałabym zachować dla swojej córki bądź bratowej. Nie wiem czy kojarzycie taki amerykański serial, w którym Panny Młode oddają do przeróbki suknie ślubne swoich mam i tworzą z nich nowe kreacje? Bardzo podoba mi się ta idea, nawet jeśli tylko skrawek sukni znalazłby się w nowym projekcie.

  • Estera Szymecka

    Witaj, sukienka bardzo ładna.
    Po ostatnich przemyśleniach dochodzę do wniosku, że nie jest to zły pomysł. Oczywiście cena jak na polskie warunki i mentalność jest dość wysoka, ale…. Ja także bardzo rzadko noszę sukienki. Ostatnio trochę częściej, bo koncerty w Filharmonii i występy córki. Jednak zauważyłam, że pomimo kupna sukienki za ok 350 złotych, potem drugiej, jakoś nie mam ochoty do nich wracać. Przecież nie pokażę się w tej samej sukience wszędzie. Na weselu, chrzcie, koncertach i zakończeniach roku szolnego. I to przemawia za wypożyczalnią. Oczywiście można sprzedać tę sukienkę, ale za ile? Za 100 złotych mniej więcej. W szafie też troche miejsca mi brakuje, bo ja wszystko wieszam, nawet koszulki. Jeśli tylko byłoby troche taniej, to na pewno skorzystałabym , bo pomysł jest przedni. W naszym kraju jest tak, że ludzie wolą kupić nawet o 50 złotych drożej i posiadać tę rzecz, niż wydać na coś co trzeba będzie oddać. Jesli trafię na sukienkę życia, to kupię bez mrugnięcia okiem, niestety jeszcze się nie udało. Może powstaną wypożyczalnie z odrobinę przystępniejszymi cenami. Ogólnie dobry temat i wspaniały pomysł. Pozdrawiam

    • mariposa linda

      Dlaczego nie można w jednej sukience wiele razy? Ja mam jedną sukienkę, w której chodzę na wszystkie wesela już od kilku lat i jakoś mi w niej dobrze :)

      • disqus_TEDIsvII1h

        No właśnie, ja też tego nie rozumiem. Dlaczego nie można w tej samej?

      • Oczywiście, że można w tej samej! Praktyka pokazuje jednak, że jest to bardzo mało popularne. Obserwuję znajome koleżanki i z reguły wygląda to tak: szukają uniwersalnej sukienki, żeby ją nosić na większość uroczystości. Potem wkładają ją 1-4 razy i sukienka trafia do szafy. Wyjęta po roku (bo znowu przyszedł maj) jakoś przestaje wyglądać atrakcyjne, jakaś taka niemodna się robi i niefajna. Zaczyna się więc szukanie nowej, uniwersalnej sukienki na lata. Oczywiście, to nie jest reguła w żadną stronę, ale zaskakująco często tak to właśnie wygląda, gdy przyjrzymy się z dystansu swoim zachowaniom zakupowym.

      • Estera Szymecka

        Ja nie powiedziałam, ze nie można, tylko, że ja akurat nie mam na to ochoty. Po 10 razach poszłabym na uroczystość po prostu w czymś innym, czy to zbrodnia? Bardzo cięzko mi znaleźć ciuch uniwersalny, taki i na lato i na zimę, nie mam po prostu do tego ręki. Jesli Ty czujesz się w jednej od kilku lat swietnie to rewelacja. Zazdroszczę, tak jak napisałam, jeśli trafię – kupię od razu.

    • kawa

      „Przecież nie pokażę się w tej samej sukience wszędzie.”
      Może jestem dziwna, ale to moim zdaniem bardziej normalne, niż pokazywanie się w tej samej sukience tylko raz czy 3 razy. W zeszłym roku w tej samej sukience byłam na dwóch weselach, Bożym Narodzeniu, dwóch uroczystościach rodzinnych, dwa razy w pracy i dwa razy w domu, bo była strasznie kiepskiej jakości i więcej po prostu nie wytrzymała – w przeciwnym wypadku ubrałabym ją jeszcze na imprezę firmową i parę innych okazji. Jeśli coś lubię, to chcę to nosić jak najczęściej, a jeśli nie, to nawet raz to jest za dużo ;) A może jestem minimalistką, nawet nie zdając sobie z tego spraawy :D
      Ale zgadzam się, że wypożyczanie to niezły pomysł, też nie lubię zagracania sobie przestrzeni, chociaż raczej nie w tej kategorii cenowej, bo do pory nawet eleganckie sukienki kupowałam za mniej niż 100zł :/

  • Świetny pomysł! Po wielkich porządkach szafy „z Tobą” zostało m w niej jeszcze kilka sukienek eleganckich, których jest mi bardzo szkoda się pozbyć, bo być może będzie jakieś wesele, komunia itd. Jednak zajmują one tylko szafę… Wypożyczalnia by to znacznie uprościła :)

    P.S. Wydawało mi się, że mignęłaś mi wczoraj na BCP, ale nie byłam pewna. Byłaś w Poznaniu?

  • Kasia

    Sukienka jak najbardziej w moim guście :) choć koszt usługi bardzo wysoki. Fajnie, że pomyślałaś o takim tekście :) Osobiście nie znoszę kupować kreacji na specjalne okazje. Na ogół zakładam taką rzecz max 2-3 razy i potem już nie mam ochoty. Przeważnie wystawiam sukienki na sprzedaż, ale umówmy się, cena odsprzedaży jest zawsze dużo niższa od pierwotnej ceny zakupu. Wczoraj miałam komunię a za 2 tygodnie mam chrzciny i jakieś 2- 3 tygodnie temu odbyło się standardowe poszukiwanie sukienki. Sukienkę znalazłam, zamówiłam i oczywiście musiałam zwrócić bo była za duża a mniejszych już nie było. I tym razem sobie odpuściłam. Wygrzebałam z szafy 2 sukienki sprzed paru sezonów, które kiedyś uznałam za na tyle uniwersalne,że nie poszły od razu na sprzedaż, dodałam kolorowe buty i mam 2 prawie nowe kreacje. Ale tak sobie myślę, że gdyby taka usługa wypożyczenia była tańsza tj max 100zł za takie weekendowe 3-4 dni to na pewno bym się skusiła. Rozumiem,że jeśli ktoś ma w sezonie 5-6 okazji i jest w stanie „obskoczyć” je w 1-2 kreacjach to warto kupić sobie coś nowego. Ale jeśli ma się 1-2 okazje to czemu nie? Kasiu interesuje mnie jeszcze jedna rzecz, czy taką sukienkę po użytkowaniu prałaś? Bo wiem,że wypożyczalnie sukienek ślubnych na ogół nie pozwalają prać sukienek na własną rękę. Czy przy zakupie dostałaś instrukcję odnośnie jej prasowania itp.? I czy przy wypożyczeniu jest podana cena ewentualnej zapłaty w przypadku zniszczenia sukienki?

    • Kasiu, już odpowiadam na Twoje pytania. Nie, nie prałam tej sukienki. W sumie nie ustalałam tego wyraźnie, ale w tak krótkim czasie wypożyczenia nie zdołałabym oddać sukienki do pralni, a prania wełny nie zaryzykowałabym na własną rękę, dlatego założyłam, że to wypożyczalnia czyści ubranie przed kolejnym wypożyczeniem.

      Nie, nie dostałam instrukcji prasowania itp., ale też o nią nie pytałam. Założyłam, że ewentualnie drobne zagniecenia wyprasuję steamerem, bo sukienka przyjeżdża w takim kartonowym pudełku, jak na zdjęciu tytułowym.

      W regulaminie jest informacja, że w przypadku drobnych uszkodzeń czy zabrudzeń nie ponosi się dodatkowych kosztów. Dopiero przy dużych uszkodzeniach czy zabrudzeniach wypożyczalnia wycenia koszt doprowadzenia ubrania do stanu wyjściowego (i ten koszt trzeba ponieść dodatkowo), aż do sytuacji, gdy sukienka się już do niczego nie nadaje (wtedy płacisz całość ceny katalogowej).

      • Kasia

        Dziękuję za wyczerpującą informację. Liczę,że w przyszłości idea pożyczania sukienek się upowszechni :)

  • Pomysł super, to prawda. Ceny jednak są dla „wybrańców”. Rozumiem, że jest to gniewie za luksusem… Jednak cena 2400 za sukienkę a jej wypożyczenie prawie 400 to duża kwota. Ja wolę takie pieniądze wydać na żywność, która jest zdrowa czy np od znajomego rolnika. Sukienkę można znaleźć w dobrej cenie i to fajna. Kwestia poszukiwań tylko. Jeśli ktoś nie chodzi w sukienkach, trudno. Okazja zawsze się jakaś znajdzie by ją założyć, a jak tak bardzo się ich nie lubi to można założyć elegancki kostium i po kłopocie. Ja bym za takie pieniądze sukienki nie wypożyczyła.

  • Katarzyna Guzdek

    Kiedyś myślałam o wypożyczeniu sukienki na wesele, bo nie lubię kupować „jednorazowej” odzieży, która zalega w szafie. Niestety w Bielsku-Białej są dwie wypożyczalnie. Obie oferują bardzo ekskluzywne ubrania „z górnej półki”. Suknie piękne, balowe, wieczorowe. Lecz cena wypożyczenia plus kaucja za ewentualne zniszczenie, przekraczała moje możliwości. W końcu kupiłam sukienkę z wyprzedaży. Idea wypożyczania ubrań jest bardzo praktyczna. Nie kupujemy, nie chomikujemy, tylko wypożyczamy. Trzeba przełamać stereotyp posiadania i gromadzenia. Przecież nawet ostatnio Juliette Binoche pisała na Instagramie, że zawsze wypożycza stroje na wielkie gale. Tak też robią inni aktorzy, gwiazdy, celebryci. To jest powszechne. Dobry pomysł na małe wypożyczalnie i start-up!

  • Pomysł z wypożyczeniem jest świetny. Natomiast ceny wydają mi się wysokie – 1/4 albo 1/5 ceny katalogowej sukienki, kiedy otrzymuje się ją tylko na 4 dni. Ale rozumiem, że w cenie jest choćby pranie sukienki, przygotowanie, więc pewnie koszt jest usprawiedliwiony.
    Przejrzałam ofertę i wydaje mi się, że jest przygotowana dla bardzo konkretnej klientki – nie znalazłam właściwie nic, co by mi się spodobało i w czym moja figura wyglądałaby dobrze.
    Ale wierzę w ideę wypożyczania, niech się rozwija :)

  • anna

    Też uważam. że sam pomysł jest dobry; nie gromadzimy rzeczy, nie zalegają nam w szafach.
    Jednak cena za wypożyczenie na parę dni jest porażająca. Rozumiem, że dobra jakość sukienki, a przede wszystkim marka, ale wolałabym za tę cenę kupić i mieć dobrą jakościowo i klasyczną np. z zalando, którą można stylizować z dodatkami na różne okazje.

    • Rozumiem, dlatego wyedytowałam tekst, żebym była lepiej zrozumiana. Anno, a gdyby cena była dużo niższa? Rozważyłabyś wtedy wypożyczalnię?

  • Aga

    Mój minimalizm wygląda podobnie, ponieważ kupuję sukienki max. do 200 zł, zakładam raz, a później od razu sprzedaję ze stratą najwyżej 50 zł. Poza tym sama się czeszę i maluje, także każda impreza kosztuje mnie tylko 50 zł :) I oczywiście szafa nie pęka w szwach od rzeczy na raz. Pozdrawiam

    • Bardzo fajny pomysł, jedynie dla mnie trochę czasochłonny. Sprzedawałam kiedyś wiele ubrań i wiem, że znalezienie od razu kupca za dobrą cenę nie zawsze jest łatwe. A co do czesania i malowania to nigdy mi chyba nie przyszło do głowy, żeby biec do fryzjera czy makijażystki przed rodzinnym świętem. :)

    • Matylda

      I to jest minimalistyczne podejście. Brawo
      A ja tam lubię mieć swoje sukienki w szafie i mam taką jedną małą czarną 15 lat i jest śliczna i działa. Dałam za nią 8zł i zwróciła się wielokrotnie ;-)

  • Izabela K.

    O ile sam pomysł wypożyczenia sukienki na specjalną okazję mi się podoba, o tyle ceny tej usługi są mocno przesadzone. Gdyby kosztowało to w granicach 50-100zł, mogłabym się zastanowić. Ale za 150-200zł można kupić piękną sukienkę polskiej firmy do noszenia przez lata. Nie zdecydowałabym się na wydanie 360zł w wypożyczalni, bo za dokładnie taką kwotę kupiłam piękną, granatową suknię maxi z ręcznie wykonanym haftem, uszytą w Polsce i to jak dotąd najdroższa rzecz w mojej szafie. W sukni byłam na weselu jako świadkowa i myślę, że będzie idealna gdyby przydarzył mi się np. bal sylwestrowy, gala, czy inna duża okazja.
    Być może dla kogoś, kto ma taką „sukienkową” okazję raz w roku i ma nieograniczony budżet, to jest jakieś wyjście. Ja od 3-4 lat jestem zapraszana na co najmniej 2 wesela w roku, więc wydanie choćby 200zł na wypożyczalnię za każdym razem, dało by małą fortunę. Za 220zł kupiłam piękną, żakardową sukienkę w której byłam już chyba na czterech weselach i niedługo idę na kolejne, więc w sumie jedno wyjście w niej kosztuje mnie 54zł ;-)
    PS: Wybacz, że to piszę, ale tego szarego worka z LaManii nie chciałabym nawet za darmo. Okropność.

    • Izabela, rozmawiam z koleżankami i one na co drugie wesele kupują nową sukienkę, naprawdę. I żadna z nich nie kosztuje mniej, niż 200 zł. To oczywiście bardzo indywidualne przypadki, ale za 150 zł BARDZO TRUDNO znaleźć dobrą, uniwersalną sukienkę polskiej marki, z dobrej tkaniny. Nawet uszyć się nie da w tej cenie.
      PS mój dziadek pytał, z którego koca uszyłam tę sukienkę ;)))

      • Izabela K.

        Nie ukrywam, że kilka lat temu też miałam fazę pod tytułem „nie wyjdę dwa razy w tej samej sukience”, na szczęście mi przeszło (po znalezieniu tej idealnej, w której najchętniej chodziłabym na codzień, gdyby nie była tak strojna). Więc przypadek można leczyć ;-) Być może to też kwestia środowiska i miejsca w którym mieszkasz – wyobrażam sobie warszawskie ceny. Jednak w innych miejscach w Polsce da się kupić ładną sukienkę za 100zł, piękną za 150, a za 200 to już cudo :-) No i krawcowe są tańsze, bo z sukienką na podszewce można się zmieścić w 250zł (z materiałem). Z tego, co się orientowałam w Warszawie taka przyjemność kosztowałaby 400-500zł. Niemniej nadal uważam, że ceny tej wypożyczalni są mocno zaporowe.

      • Kasia

        Ja mieszkam w mniejszym mieście a kupienie choćby przyzwoitej sukienki w cenie poniżej 200 zł graniczy z cudem. Owszem są tanie sukienki ale wszędzie tylko poliester a kroje prawie identyczne w każdym sklepie (i wszystko to polskie firmy). A odsprzedaż sukienki „bez znanej metki” jest prawie niewykonalna. Nie wiem, może tylko ja tak mam, że zawsze jak już coś mi się podoba to jest akurat albo najdroższe w sklepie albo już na tyle drogie,że mam wątpliwości co do wydania takiej ilości pieniędzy. Dlatego też takie wypożyczenie sukienki za 50zł a nawet 100zł byłoby dla mnie super alternatywą :) A z obserwacji moich koleżanek, to może mam jedną taką, która założy tą samą sukienkę na 3 wesela w sezonie w tym samym towarzystwie.

  • Ewelina Rozmus

    Sama koncepcja wypożyczania świetna. Tylko właśnie ta cena i lokalizacja. Na swoje wesele kupiłam używana suknię którą dopasowywal mi krawiec. Koszt w sumie jakieś 1300 zl w porównaniu do nowej prawie 5000 zł. Niestety nie umiem odsprzedac – chyba rozmiar 34 nie jest zbyt popularny. Na wesele w zeszłym roku jako gosc poszlam w pożyczonej od znajomej sukience. Koszt – drobny upominek bo niczego za wypozyczenie nie chciała. W tym roku kupiłam sobie sukienkę która bede mogla nosic nie tylko na uroczystości.

  • Ania

    Ja nie za bardzo rozumiem, ze wszyscy zatrzymali sie na tych 360 zl. A nikt nie doczytal, ze taka sukienka, to nie jest sukienka z sieciowki za 200zl, tylko LaMania za 2400. Stosunek do ceny, moim zdaniem, jest jak najbardziej ok. I to jest minimalistyczne – wypozyczam, nosze raz nic mi potem nie zalega w szafie. No i mozna w jakis sposob zaspokoic pewne ciagoty, do nowyrz rzeczy ;) Mysle jednak, ze problemem dla wiekszosci komentujacych nie jest cykl, samo wypozyczanie, ale to, ze Kasia moze sobie na to pozwolic. Jednak jeszcze wielu razi w oczy to, ze inni maja wiecej.

    • Aniu, dzięki wielkie za komentarz! Przyznaję, że trochę źle się poczułam, bo zamiast porozmawiać o samej koncepcji wypożyczania, większość osób skupiła się wyłącznie na cenie. Rozumiem, że pieniądze zawsze rozpalają emocje, ale bardziej zależało mi na sprowokowaniu dyskusji o zmianie sposobu myślenia. Pozdrawiam!

      • Monika

        Idea wypożyczania sukienek (zresztą nie tylko) jest świetna. Podobno bardzo dobrze działają takie usługi w dużych zagranicznych metropoliach np. w Paryżu. Mogłaby to być także świetna okazja założenia sukienki której model cieszył się takim sukcesem, że błyskawicznie został wysprzedany w sklepach (myślę np. o sukienkach Isabel Marant itp.). Uważam za logiczne, iż cena wypożyczenia jest proporcjonalna do ceny sukienki i każdy sobie decyduje samodzielnie na jaką kwotę może sobie pozwolić (lub jaka kwota gwarantuje satysfakcje z wypożyczenia i brak stresu związanego z ewentualnym zniszczeniem sukienki).
        P.S Kasiu jesteś piękną kobietą o wspaniałej figurze ale ta sukienka z La Mani skutecznie te zalety ukrywa :-).

    • Jorun

      Po prostu komentujący nie są ani targetem wpisu, ani targetem takiej wypożyczalni. Podejrzewam że znakomita większość Polek nigdy nie kupiłaby sukienki za 2400zł, więc nie jest dla nich argumentem że już za 360 zł można taką wypożyczyć. Co więcej, uważam że i 360 zł za nową sukienkę to dla wielu bardzo dużo.
      Wiecie co uważam za prawdziwie minimalistyczne rozwiązanie problemu sukienki? Pożyczyć od przyjaciółki, koleżanki, albo mieć jedną dwie sztuki na tyle uniwersalnych sukienek że za pomocą dodatków można je odmienić.

    • Izabela K.

      Szczerze mówiąc, gdy wypożyczam sukienkę, to nie patrzę na metki (no chyba, że te ze składem) i marka nie ma dla mnie znaczenia, może to być nawet Dior czy Versace. Ma być po prostu ładna. Absolutnie nie razi mnie fakt, że Kasia może sobie na taką usługę pozwolić. Naturalnym jest jednak dla mnie, że każdy przelicza tę kwotę na swoje możliwości.

      • Jasne, że to naturalne, że każdy przelicza kwotę na swoje możliwości, ale można spokojnie oddzielić koszt aktualnego wypożyczenia od idei wypożyczania tak po prostu.

      • Izabela K.

        Sama idea wypożyczalni jest świetna, ale co z tego, gdy przeciętnej Kowalskiej na to nie stać? ;-)

      • No właśnie dlatego przeciętnej Kowalskiej na to nie stać, że wypożyczalnie są mało popularne i żeby się utrzymać celują w zamożnego klienta. Gdyby usługa się upowszechniła, wtedy również by staniała – to normalne prawo rynku. Dlatego chcę pisać o wypożyczaniu, prowokować do dyskusji, pokazywać możliwości. Wierzę, że wtedy jest szansa na zmianę.

      • Ania

        chodzilo mi niekoniecznie o metke, ale o stosunek ceny wypozyczenia (w co, jak Kasia napisala w komentarzu ponizej wliczone jest pranie, prasowanie, drobne uszkodzenia itp) do ceny „wyjsciowej” sukienki, bo komentujacy zatrzymali sie w wiekszosci na cenie wypozyczenia. I wlasnie o to, ze tematem wpisu jest sama idea wypozyczania, a nie ta konkretna cena.

  • Ewka

    A mnie się taka idea bardzo podoba. Mimo że w mojej rodzinie panuje przekonanie, że nie wypada dwa razy pokazać się w tej samej kreacji w tym samym towarzystwie, to zaczęłam z tym przekonaniem walczyć. Zwłaszcza, że wszystkie sukienki, które do tej pory kupiłam bardzo mi się podobają i zwyczajnie szkoda mi ich, żeby wisiały w szafie, zwłaszcza, że i tak ledwo się z mężem mieścimy (żeby nie było mamy małą szafę, ciuchów przy okazji przeprowadzki pozbyłam się 3/4 i nic mi nie brakuje). W pewnym momencie doszłam do wniosku, że taką sukienkę raz założoną mogłabym właśnie później sprzedać. Ale tak mi się podobają, że ciężko mi się z nimi rozstać ;) a tak nie miałabym problemu – wypożyczona, zwrócona, koniec tematu. Choć przyznaję, że cena spora. A jak kogoś odstrasza, to zawsze można się wymienić w gronie przyjaciółek ;)

  • Kasiu, nie przejmuj się, wsadziłaś tym wpisem kij w mrowisko, tak jak kiedyś informacją że nie sprzątasz i nie gotujesz (chociaż to drugie się ostatnio trochę zmieniło, prawda?) ;) Sukienka strasznie mi się podoba (pięknie w niej wyglądasz) i z całym szacunkiem do wszystkich krytykantek, nie porównujcie sukienki od projektantki z najwyższej półki do Zalando bo to trochę słabe… To tak zwana typowa polska mentalność – nie stać mnie to skrytykuję każdego, kto ma inaczej.

    Ja jestem na tak! :)

    • Dziękuję. :) Tak, z gotowaniem się trochę zmieniło, nawet wczoraj rozmawialiśmy o tym ze znajomymi. Ale nadal nie mogłabym się określić jako gotująca z zamiłowania. ;))

  • Anja Mazureq

    Idea wypożyczania sukienki czy dodatków na wyjątkową okazję jest jak najbardziej OK. Można to robić w gronie koleżanek, mam, kuzynek i sióstr (całkowicie bezgotówkowo). Świetne ciuchy można znaleźć w second handach i to też jest sposób, żeby wydać niewiele pieniędzy i w dodatku mieć pewność, że nikt inny nie będzie miał na sobie identycznej kreacji.
    Możliwość ponoszenia przez kilka dni markowej sukni bez konieczności wydawania na nią fortuny i potem pilnowania, żeby w szafie nie zjadły jej mole – też jest OK.
    Wszystko zależy od potrzeby, pomysłowości i zasobności portfela samej zainteresowanej.
    Grunt, żebyśmy czuły się na tę wyjątkową okazję piękne ;)

  • Kasiu, jeśli lubisz czytać ebooki – bardzo polecam usługę ich wypożyczania w legimi. Abonament kosztuje tyle, co 2 książki a możesz przeczytać ich ile dusza zapragnie. Kiedyś lubiłam gromadzić papierowe wydania, dzisiaj wolę książki elektroniczne, ale ta usługa zmieniła moje życie :)

    • Korzystałam z Legimi przez jakiś czas, ale potem okazało się, że książek, które szukam oni akurat nie mają w ofercie i gdy nastąpił miesiąc, gdy płaciłam, ale nic nie wypożyczyłam – wtedy zrezygnowałam. Zerknę, co tam przybyło u nich w międzyczasie. :) Dzięki za przypomnienie!

      • a to akurat prawda, nieufne nastawienie wydawnictw do usługi przekłada się na okrojoną ofertę.
        Czekam z niecierpliwością na kolejne wpisy o wypożyczaniu :)

      • Renata Sołtys

        Dużo bibliotek ma wykupiony dostęp do Legimi- w Krakowie (Biblioteka Kraków) odbieram co miesiąc kod z biblioteki i czytam za darmo, warunkiem jest posiadanie aktualnej karty bibliotecznej :) Kojarzę, że w bibliotekach w innych miastach chyba też można skorzystać z takiej usługi.

  • Emilia Maciejewska

    Cena wypożyczenia rzeczywiście dość wysoka, ale patrząc na wartość towaru i to ile obecnie czasu może „zjeść” kupowanie… Szukam teraz sukienki na wesele i liczba paczek z Zalando, złotówek zawieszonych na koncie i ilość stresu, że nie pasuje są wysokie. Gdybym wiedziała, że taka usługa jest pewnie bym rozważyła. Akurat mam „sukienkę awaryjną”, ale chciałam świeżości. Dziś przychodzi ostatnia paczka którą zdążę sprawdzić przed weselem. Trzymajcie kciuki.
    Kasiu, dzięki za cykl już teraz – nie mam kompletnej garderoby na takie okazje, więc rozeznanie w alternatywach dla zakupu będzie cenne :)

  • Gabi

    Zgadzam się z tym co napisałaś w tekście i jednoczesnie nie rozumiem komentarzy „nie stać mnie żeby wypozyczyc sukienke za 360zl” (a stac na to, zeby za 360 kupic ja, zalozyc raz i na zawsze odwiesic do szafy?)… Jednak nie za bardzo podobała mi sie Twoja odpowiedź na pytanie „a co jak ją zniszczę”, ponieważ właściwie na nie nie odpowiedziałaś. Świetnie, ze nie ograniczałaś się i robilaś tamtego dnia wszystko na co masz ochotę i jej NIE zniszczyłaś, ale sporo z nas to jednak fajtłapy i poplamienia zdarzają się co chwilę. Byłoby super jakbyś odpowiedziała na to pytanie :)

    • Izabela K.

      Cały regulamin jest dostępny na stronie wypożyczalni :-)

    • Ania

      jest odpowiedz w komentarzach, ktos zadal pytanie, troche nizej

    • Jak napisała Izabela regulamin jest na stronie wypożyczalni, w komentarzu poniżej odpowiadałam też na podobne pytania. Wystarczy zerknąć. ;)

      • mariposa linda

        Ja się zgadzam z Gabi. Oczywście, wszystkiego można sobie poszukać, doczytać, ale skoro post jest o całej idei wypożyczania w takiej wypożyczalni, to myślę, że można dodać ze 2 zdania w tekście na ten temat ;)

      • Można też po prostu zapytać, a ja odpowiem. :)

      • Gabi

        Dzieki :) Tylko po co otwierać taki wątek w tekście, jak właściwie nie ma się zamiaru udzielić odpowiedzi :) głównie czytam Twoje teksty, a komentarze odpuszczam, bo mnie nie interesują.

      • Nie wszystko da się wyczerpująco opisać, a czasami mogę też zwyczajnie coś pominąć, bo jestem tylko człowiekiem. Dlatego zawsze dodaję, że w razie dodatkowych pytań odpowiadam w komentarzach. :)

  • Aga

    Mam ten komfort, że w dość bliskiej rodzinie mam dużo dziewczyn w podobnym rozmiarze i wieku, więc był czas, że dość dużo sobie pożyczałyśmy. Zarówno sukienki, jak i buty, torebki, żakiety. Teraz mamy dużo wspólnych okazji i to się jakoś rozluźniło, ale najbardziej idea pożyczania się wielokrotnie sprawdziła. I oczywiście pożyczałyśmy sobie ciuchy za darmo, co nie było bez znaczenia przy licealno-studenckim budżecie ;)

    Co do kwoty – żeby im się ta sukienka „zwróciła” muszą wypożyczyć ją jakieś 8 razy (liczę koszt sukienki + mniej więcej koszty obsługi). Nie wiem, jak wyglądałaby sukienka z Zary po 8. praniu i czy wypożyczona za 45 zł (15% z 300) byłaby tak samo szanowana przez klientki. Idea jest super, ale obawiam się, że z wypożyczania za 50 zł nie byłoby biznesu.

    • Aż weszłam na stronę Zary. :) Pierwsza lepsza wiskozowa sukienka w kwiaty kosztuje 239 zł. Gdyby ją wypożyczać za 50 zł, koszt zwróciłby się po 5-ciu wypożyczeniach, a od 6-go zaczynamy zarabiać (oczywiście kalkulacja bardzo uproszczona). Uważam, że to niezły zwrot, patrząc od biznesowej strony.

  • kpirozek

    Zainteresowałam się tym pomysłem, ale rozmyśliłam się widząc cenę wypożyczenia. Fakt, gdybym miała iść na wielki bal, gdzie suknie wieczorowe są wymagane pewnie wypożyczyłabym nawet za te cenę, zmaiast kupować suknie balową za 1500 zł lub więcej, tylko na te jedną okazję.
    Na okazje, które mi się przytrafiają wole kupić sukienkę o klasycznym kroju, którą potem mogę nosić do pracy, a odświętności zyskuje dzięki dodatkom lub fajnemu uczesaniu. Tak zrobiłam w związku z Komunia mojej córki. Kupiłam sukienkę, do niej dokupiłam buty i torebkę, żakiet miałam już wczęsniej. W tym samym stroju prawdopodobnie pójdę na wesele kuzynki w lipcu. Sukienkę noszę do pracy. Do pracy nadają się też buty. Gorzej z torebką, bo jest za mała ;) Na szczęście była dość tania.

  • Ruda

    Idea wypożyczania – tak, ale taka kwota – nie (chyba, że musiałabym wypożyczyć suknię wieczorową, bo ktoś mnie zaprosił na np. rozdanie Oscarów). Nie wiem, czy brak zgody na wydanie 360 zł na jednorazowe wyjście to tylko kwestia przesunięcia akcentów, czy ogólnie inny sposób traktowania minimalizmu. Trzeba by zwołać jakiś arbitraż, czy sąd, aby to doprecyzować, podobnie jak to, czy jest się minimalistą, mając 7 par butów :) czy posiadając 100 przedmiotów? Pewnie to też kwestia zarobków, dla kogoś taka kwota może być przerażająca (dla mnie przerażające jest wydanie takiej kwoty na fryzjera czy perfumy, a dla kogoś to norma). Jestem pewna, że gdybym zapytała statystyczną osobę X, która minimalistką nie jest i kupuje wszystko okazyjnie (np. podkoszulek za 5 zł i zbiera pieczątki w sklepie, aby dostać za darmo kubeczek),a w domu szafy jej się już nie zamykają, to uznałaby, że wydanie 360 zł w taki sposób jest bez sensu.
    Wiele kobiet ma problem z tym, aby dwa razy pokazać się w eleganckiej sukience. Wówczas wypożyczanie ma sens (przynajmniej nie psuje im to dobrego samopoczucia).

  • olga

    Pomysł opisania na blogu bardzo fajny, aczkolwiek przychylam się do opinii przedmówczyń, że zdecydowanie zabrakło informacji na temat ewentualnego zniszczenia. Jasne, można samemu poszukać, generalnie wszystko można samemu, tylko skoro czytamy artkuł poświęcony zagadnieniu, to fajnie by było, aby temat potraktowany był kompleksowo.
    Idea wypożyczalni ogólnie bardzo fajna. Diabeł tkwi w szczegółach – o ile zamożna, bywająca często na wielkich galach osoba bez problemu może sobie na takie rozwiązanie pozwolić ( trzy imprezy „opędzi” za 1000 zł zamiast 7,500 zł) to dla przeciętnej osoby taki wydatek na jeden raz jest zdecydowanie zbyt duży. No, chyba że to wyjątkowa okazja i trzeba się pokazać, a na sukienkę za kilka tys. środków brak. Myślę, że gdyby cena oscylowała w granicach 100-150 zł usługa byłaby dużo bardziej popularna, ja za 360 zł bym się nie zdecydowała. Za takie pieniądze ( lub ew. ciut większe) można wypożyczyć np. suknię ślubną o wartości 3000-4000tys. Tylko że… Miałam kiedyś okazję być w takiej wypożyczalni gdy przyjaciólka szukała sukni na swoje wesele. Koniec końców pożyczyła, aczkolwiek efekt był wg mnie słaby: sukienka znoszona, stary model… Zdjęcia katalogowe były super, jakośc sukienek w realu bardzo średnia ( delikatnie mówiąc na pierwszy rzut oka widać, że lata świetności kreacje miały za sobą).
    Reasumując: pomysł niezły, należałby tylko popracować nad ofertą, niech te suknie za kilka tys faktycznie kosztują sobie te 360 zł, ale może warto wprowadzić i nieco tanszy asortyment? Np. Sukienka za 800-1000 zł do pożyczenia za 100-120zł?

  • Mimo wszystko, za taką cenę nie zdecydowałabym się. Moja suknia ślubna, szyta na wymiar, według moich wskazówek (choć na gotowym wzorze) kosztowała niewiele więcej, bo 399 zł… Rozumiem, że wypożyczenie sukienki wynika z chęci nie kupowania i nie przechowywania kolejnego ciucha ubranego raz, czy, w najlepszym wypadku, kilka razy, jednak za 200-250 zł mogę kupić piękną sukienkę, z odpowiadającej mi tkaniny, w odpowiednim wzorze, a nawet uszytą na wymiar, i nawet, jeśli ubiorę ja tylko ten jeden raz (a pewnie tak nie będzie) wyjdzie taniej.
    Nie zrozum mnie źle, sam pomysł wypożyczalni ubrań szalenie mi się podoba, jest to bardzo modne zwłaszcza w przypadku sukien ślubnych, jednak ceny zdecydowanie zbyt wygórowane, jak na kieszeń przeciętnej Polki.

    • Jasne, doskonale to rozumiem. Zresztą, sama przecież napisałam, że w takiej formie usługa jest droga. Niemniej jednak, chciałabym takimi testami trochę „wsadzać kij w mrowisko” i pokazywać inną drogę. Może powolutku wypożyczanie się upowszechni i w wypożyczalniach będzie większa rozpiętość cenowa i szerszy wybór. Wymaga to jednak trochę „przestawienia” myślenia.

  • Genialny pomysł na cykl tekstów, już nie mogę doczekać się kolejnych. Jakie jeszcze planujesz napisać? Przypuszczam że będzie coś o wypożyczaniu naczyń, itp., to bardzo popularne wypożyczalnie, sama kiedyś wypożyczałam stoły i to był hardcore, mogę się podzielić doświadczeniami :)) A innych – poza bibliotekami itp. – przyznam, że nie kojarzę. Dlatego tym bardziej jestem ciekawa.

    Sama idea wypożyczenia sukienki jest dla mnie świetna. Warunkiem jednak jest sprawdzona wypożyczalnia, żeby mieć pewność, że pożyczamy coś, co było w odpowiedni sposób przechowywane i konserwowane, no i oczywiście cena. Za 350 bym się raczej nie skusiła, ale podobnie jak kilka innych dziewczyn komentujących – 50, czy do 100 zł to spoko cena za pożyczenie ładnej sukienki na ważną okazję.

    Myślę też, że wypożyczalnie sukienek ze średniej półki mają małe szanse na powodzenie w naszym kraju. Bo jak ktoś szuka koktajlowej sukienki w kwiatki na wesele to będzie raczej wolał pójść do second handu i tam za 8 zł kupić sobie kieckę, a potem mieć ją w szafie, niż nawet wydać 50 zł i jej nie mieć. Jakoś o sukienkach myśli się jak o rzeczy, a nie jak o usłudze. Nikt nie ma problemu z tym, że u fryzjera zostawi 150 zł za jednorazowe uczesanie na imprezę, ale dać tyle za jednorazowe założenie sukienki – to z jakiegoś powodu już nie :)

    Ja akurat nie lubię mnożyć rzeczy w szafie i nie przepadam za klimatem second handów, ale śledzę pewną dziewczyńską grupę na FB i tam standardowo większość kupuje ubrania za mniej niż 10 zł w sh i nie idzie za tym jakaś większa refleksja odnośnie składu, jakości, czy nadmiernego gromadzenia. Gdzie zatem taka wypożyczalnia miałaby znaleźć klientki, skoro na prawie każdej ulicy jest sh z sukienkami za grosze?

    • Beata, genialne to porównanie do fryzjera!! W punkt! To pokazuje dosadnie, jak wiele ograniczeń i barier mamy po prostu w głowie. Na liście mam kilka wypożyczalni, m.in. wypożyczalnię gier planszowych i wypożyczalnię zabawek (tylko tu nie jestem w grupie docelowej ;)). Ubolewam nad tym, że jest tak mało możliwości wypożyczania rzeczy. Z drugiej strony Veturilo też bazuje na modelu „dostęp, zamiast posiadania”.

      A na jaką okazję wypożyczałaś stoły? Czemu hardcore?

      • Wypożyczałam stoły na szkolenie. Dysponowałam salą szkoleniową bez stołów, a na jeden warsztat potrzebowałam stołów, więc postanowiłam pożyczyć. Okazało się, że były gorszej jakości niż wynikało to z opisu na stronie, wymagały więc dodatkowego nakrycia czymś w rodzaju „obrusów”. Musiałam więc w ostatniej chwili skombinować jakieś odpowiedniej wielkości tkaniny pełniące taką funkcję. Poza tym stoły składały się w inny sposób, niż pokazane to było na stronie, co skutkowało tym, że nie mieściły się do samochodu. Trzeba było taksówkę, bagażową, więc droższą. Zawożenie taksówkami stołów na salę, potem ich zwrot, kombinowanie z tymi „obrusami”, plus cena za samo wypożyczenie – to wszystko kosztowało mnie tyle zachodu i czasu, że niewiele więcej zapłaciłabym za wynajęcie innej sali szkoleniowej od razu ze stołami.

        Przypomniało mi się, że wtedy pożyczałam też projektor multimedialny. Co prawda od prywatnej osoby, więc za to nie płaciłam, ale trafiłam wtedy też na wypożyczalnię projektorów, chyba koło stówki za dzień się płaciło. Jakby brakowało Ci wypożyczalni do cyklu to może też być i taka :)

      • O rany, mało pro ta wypożyczalnia stołów! :) Z projektorem to dobry trop, znalazłam kilka ze sprzętem elektronicznym, a poza tym wypożyczalnię manekinów i dzieł sztuki. :)

      • verónica

        są wypożyczalnie naczyń, sztućców, itp :-)

      • KarMagKat

        Oprócz dzieł stuki wiem, że można też wypożyczać dizajnerskie meble do sesji zdjęciowych, ale nigdy nie miałam osobiście styczności z tym zjawiskiem.

    • verónica

      hm, ja kupuję sporą część ubrań w ciuchlandzie.
      i zawsze czytam metki ze składem- właśnie dlatego, że bardzo dbam o jakość, a jednocześnie nie chcę wydawać nie wiadomo jakich pieniędzy na ubrania.
      i zdecydowanie zawsze zastanawiam się nad tym, żeby nie gromadzić, pilnuję, żeby nie przesadzić z ilością ;-)

    • Ruda

      Pewnie to już nie minimalizm, ale ascetyzm, ale nie wydałabym na fryzurę u fryzjera 150 zł . Mieszkając w dużym mieście zawsze mnie dobijały ceny fryzjerów, starałam się zawsze korzystać z usług fryzjerów w małych miasteczkach czy na wsi. Byłam tak samo zadowolona jak z usług w dużym mieście, a często bardziej. Teraz przeniosłam się do domu na wsi i tym bardziej korzystam z dużo tańszych usług. Staram się łączyć usługi, żeby było taniej, tzn. podczas jednej wizyty strzyżenie, farbowanie i ułożenie fryzury – nie wiem, czy to norma, ale w moim ulubionym zakładzie to wychodzi najtaniej.

      • GAgaV8 .

        Ale przecież minimalizm to przede wszystkim czystość formy i ducha, nie koniecznie polega na oszczędności pieniędzy. Minimalizm bardzo często jest drogi ze względu na dbałość o detale. Minimalizmem może być wydanie na fryzjera 500zł za samo strzyżenie i codzienne estetyczne poczucie bez konieczności stylizacji bo fryzura robi się sama bez stylizacji i produktów. Czasem jedno idzie w parze z drugim ale oszczędzanie to oszczędzanie a minimalizm to minimalizm. Wielokrotnie oszczędnie jest trzymać stare ubrania, do ponownego wykorzystania czy przeróbki to samo tyczy innych sfer życia, nawet kubeczków po jogurtach – tylko na koncu wychodzi hałda rzeczy a nie minimalizm.

    • KarMagKat

      W życiu nie dałabym 150zł za wizytę u fryzjera :P Max 40zł i to tylko dlatego, że jeszcze nie umiem obcinać się sama.

      • 150zł to nie jest dużo jak na przykład na strzyżenie+ farbowanie w Warszawie, raczej w mniejszych salonach i cena na krótkie włosy ;)

      • KarMagKat

        Ok, ale nie każdy się farbuje i nie każdy modeluje, nie wiem czemu wszystkie uparcie wychodzicie z takiego założenia :) w centrum Katowic ceny są podobne, ale wystarczy iść do salonu na osiedlu i nagle cena spada, czasem nawet o jedynkę z przodu. A wysoka cena wcale nie gwarantuje sukcesu.

      • wddq

        w Katowicach za strzyżenie i farbowanie dałam ostatnio 340zł – nie wiem co wy macie z tą Warszawą, w innych miastach też nic nie jest za darmo

  • karola

    fajny pomysł. ja niestety patrząc na zdjęcia widzę głównie niewyjściową fryzurę a dopiero potem zwróciłam uwagę jak wyglądała sukienka. chcę wierzyć że to nie odrost a jedynie kwestia światła na zdjęciach. w przeciwnym razie… najlepsza sukienka nie odwróci uwagi od zaniedbanych włosów.

    • O rany Karola, jakie to jest niefajne. :( Chcę myśleć, że jesteś u mnie na blogu po raz pierwszy i że nie wiesz, że tutaj komentujemy w kulturalny sposób. Jeśli nie rozumiesz, co mam na myśli, przeczytaj proszę ten tekst: http://styledigger.com/2016/06/krytykujac-czyjes-cialo-najbardziej-krzywdzisz.html.

      • karola

        Chyba mój komentarz nie został wlasciwie zrozumiany. Nie rozumiem tez dlaczego według Ciebie jest niekulturalny. Zwracam uwagę na fakt, ze caly tekst skupia się wokół tego jak w mądry sposób można ubrać się w wyjściową sukienkę ( czyli tu: wypozyczyc zamiast kupic). A warto sobie uswiadomic, z efekt końcowy może być jeszcze lepszy. Jeśli poza strojem zadbamy o pozostale elementy wyglądu. Tekst z bloga styledigger znam, ale dziękuję za przypomnienie.

      • Myślę, że w tym przypadku został niewłaściwie zrozumiany, bo został niewłaściwie zakomunikowany. Zobacz, gdybyś napisała „fajnie, żeby pamiętać też o zadbaniu o pozostałe elementy wyglądu, nie tylko o strój”, zamiast „widzę głównie niewyjściową fryzurę…. chcę wierzyć że to nie odrost a jedynie kwestia światła na zdjęciach…” to zostałabyś właściwie zrozumiana.

      • karola

        Co do tekstu styledigger: zgodnie z tym co napisałam w komentarzu oceniam siebie. Nie będę szukała pięknej kreacji od projektant dopóki nie upewnię się że moje włosy, paznokcie itp. będą wyglądać schludnie. Mam wrażenie że odebrałaś mój komentarz jako atak na to, z jakimi włosami się urodziłaś. Gdyby celem mojego komentarza bylo komentowanie Twoich wlosow to moglabym to zrobic juz milion razy i pisac ze są za cienkie/suche/proste/niewyprostwoane itp.

    • Kasia

      Oj oj, myślę, że to nie jest miejsce na tak nieeleganckie komentarze. Co jest z ludźmi w tym kraju,iz we wszystkim wola upatrywać negatywy/wady zamiast skupić się na pozytywnych i zaletach. Wygląd Kasi na zdjęciach nie miał być przedmiotem dyskusji choć osobiście uważam, że wyglądała świetnie w tej sukience,która super wyeksponować jej szczupłe długie nogi, których tak w ogóle to strasznie jej zazdroszczę.

      • karola

        Nie uważam, żeby był nieelegancki. Wlasnie zwracam uwagę na to, ze może po to, żeby prezentować się dobrze nie wystarczy zwrocic uwagę na stroj ale wlasnie na fryzure. Najpiekniejsza kreacja nie odciągnie uwagi od niezadbanych wlosow, paznokci czy zaniedbanej cery. A sukienka sama w sobie jest ladna i ten krój doskonale do Kasi pasuje,

  • Julia Lu

    Świetna kiecka i bardzo dobry pomysł – do tej pory wypożyczalnie sukienek kojarzyły mi się głównie z sukniami ślubnymi, ale jest to też świetne rozwiązanie np. dla gości weselnych. Nie zliczę nawet, ile kiecek nakupowałam, żeby założyć je raz i potem schować do szafy, a po kilku latach oddać…

  • Magdalena Samo Zloo

    Pomysl w porzadku, natomiast cena wydaje sie nieadekwatna do marek – za 300-500 PLN z checia wypozyczylabym np. sukienke Saint Laurent (choc pewnie bym stresowala sie, zeby jej nie zniszczyc) :-)

  • Anna S

    Nic nie budzi takich emocji jak pieniądze i kto na co je wydaje…Ja chętnie skorzystałabym z wypożyczalni (w przypadku imprezy) natomiast u mnie (miasto na Śląsku) nie ma takiej możliwości. Przejrzałam komentarze – cóż na chodzenie po sh nie mam czasu (kiedyś kupowałam całkiem sporo). Ale trudno tam trafić na mój rozmiar (34) i tkaninę jaka by mi odpowiadała. Oczywiście można mieć farta i trafić na tzw. brylant w kaszance, ale to się rzadko zdarza…Co do super sukienki polskiej firmy za 200 złotych. Ja raczej nie spotkałam się z takimi ofertami. Oczywiście w jakichś małych sklepikach można trafić na sukienkę za 200 złotych ale to najczęściej poliester. Len, jedwab, dobrej jakości bawełna nie wchodzi w grę… Sukienka w Mango – z działu na przyjęcia 273 złote, z H&M – 279 – a nic specjalnego. Lubie sukienki z Simple, ale oni mają raczej do biura, Lidia Kalita na fajne, ale cena około 1000 i powyżej. Oczywiście o gustach się nie dyskutuje, ale przy wypożyczeniu sukienki dobrej projektantki płaci się za materiał, projekt i oczywiście markę. A cena wypożyczenia – to business i osoba, która go prowadzi musi na nim zarobić. Nie sądzę ponadto, że gdyby można było wypożyczyć sukienkę za 100 złotych, to wówczas do wypożyczalni poszłyby tłumy, Sukienki musiały by być tańsze, a i wtedy zadziałałaby podobna analogia – po co wypożyczać za 100 jak można kupić za 200 złotych. I jeszcze jedna rzecz – zależy jaki efekt chcemy osiągnąć na imprezie. Jak ktoś lubi skromnie, delikatnie to w jednej sukience obskoczy wszystkie rodzinne uroczystości i nie ma w tym nic złego ani negatywnego.To jego sprawa. Natomiast jeżeli zależy nam na wyglądzie extra, chcę się poczuć jak księżniczka w te jedną noc, to niestety nie za 200 złotych. A taka sukienkę wkłada się tylko raz (w gronie rodzinnym) bo często jest charakterystyczna, rzucająca się w oczy etc. I wtedy warto zapłacić za wypożyczenie. To oczywiście szerszy problem – czy warto wydawać na drogie rzeczy, czy lepszy jedne sweter z kaszmiru za 500 złotych czy cztery z poliestru za 120. I na co kogo stać.
    Ps. Komentarze Czytelniczek dotyczące Twojego wyglądu, włosów, figury są nieeleganckie. I co do Twoich dochodów również. Ja doszłam do wniosku (metoda prób i błędów) że czasami lepiej postawić na wygodę, efekt, niż kupować coś żeby potem wisiało w szafie i nie wiadomo co z tym zrobić. A w Polsce ciagle pokutuje przekonanie, ze lepiej mieć swoje (mieszkanie, ubranie) niż wynajmować czy wypożyczyć. Bo zostanie…Ja się z taka postawa nie zgadzam.

  • Marta M

    Ja się nauczyłam, że czasem warto wydać trochę więcej pieniędzy i zaoszczędzić swój czas. Nazywam to „podatkiem od lenistwa”. Pieniędzy mozemy miec aktualnie wiecej lub mniej, ale czasu mamy wszyscy tylko X na tym świecie ;) Uważam też że gdy chcemy kupic sukienke zwykle zmierzamy do ideału i potem ją – tak jak napisałaś- „prawie nosimy” (bo zwykle idealna nie jest). Gdybym mieszkala w Warszawie na pewno chciałabym sprawdzic wypożyczalnię. To fantastyczna opcja na „wielkie okazje”. Osobiście nie znam dziewczyny która wszystkie wesela w przeciągu kilku lat obskakuje w jednej sukience. Sama ostatnio tak robię, ale jestem w mniejszości. A sukienki kupuję w lumpkach albo outletach (gdzie koszt dlugiej nowej kreacji z zary to ok 80zl).
    Komentującym, którzy narzekają na ceny proponuję skreślić w wyobraźni jedno zero ;) W taki sposób sukienkę za ok. 240zl Kasia wypozyczyla za 36zl ;)

    • Podatek od lenistwa! Świetnie powiedziane!

      • Małgorzata Lis

        „Podatek od lenistwa” – dobre! Ja bym jednak to lenistwo zamieniła na wygodę :) Fakt, 360zł w tym przypadku to cena zaporowa dla wielu osób. Dla mnie również jest to wysoka cena, ale gdyby tak się zastanowić: za tę kwotę kupuję nie tylko możliwość ładnego ubrania się na wyjątkową okazję, ale i więcej miejsca w mojej przestrzeni, więcej czasu, bo nie muszę się zajmować przechowywaniem i konserwowaniem tej rzeczy i tę kobiecą wisienkę w postaci doświadczenia, jak to jest mieć na sobie coś ekskluzywnego… i w tym miejscu te 360zł robi się coraz bardziej przystępne i już nie cena mnie hamuje, a bardziej niestety wrodzona niezgrabność i związane z tym ryzyko zniszczenia sukienki.

    • Marianna

      Obskakiwanie wszystkich imprez w jednej sukience przez kilka lat? To prawie niewykonalne. Przede wszystkim przez te kilka lat kobiece ciało może się bardzo zmienić. Trzeba by zatem przez te kilka lat utrzymać względnie tę samą sylwetkę i nosić ten sam rozmiar. Myślę, że jest to trudne, także ze względu na model sukienki, który powinien być w takim wypadku możliwie jak najbardziej uniwersalny. Moda bardzo szybko się zmienia i znalezienie sukienki o uniwersalnym, ponadczasowym kroju (i materiale) stanowi nie lada zadanie. Poza tym nasz gust też się może w ciągu tych kilku lat zmienić

      • Marta M

        Rozumiem wszystkie argumenty. Nie mniej jednak mi się akurat udaje od ok. 10 lat utrzymywać mniej-więcej ten sam rozmiar. A swoją poprzednią „małą czarną” tak lubiłam, że „obskoczyłam” w niej bardzo wiele okazji, i nosiłabyn ją pewnie do dziś, gdyby nie odeszła do krainy wiecznego prania (najzwyczajniej się zużyła). Osobiście staram się stawiać na klasyczne i uniwersalne stroje. Średnio lubię chodzić w sukienkach, a jeszcze mniej radości sprawia mi ich kupowanie. Dlatego zawsze staram się kupić coś, co posłuży mi dłużej. Wszystko jest kwestią podejścia ;)

      • Ruda

        Ja obskakuję wszystkie duże imprezy 2 dwóch sukienkach od kilku lat (wesela, komunie, wyjścia do opery i inne oficjalne imprezy). Gdy przytyłam, to zawzięłam się i znów schudłam (nie było łatwo), ale nie chciałam kupować nowych ubrań. Nie twierdzę, że to banalne, ale można – na pewno miałam dużo szczęścia, że ubrania ciągle się dobrze trzymają mimo tego, że są w regularnym użyciu – ok. 20 razy w roku. Przyznaję, że model jest uniwersalny.

      • To pokazuje, że nie rozumiesz idei minimalizmu.

        Jest to jak najbardziej możliwe, jak piszą dziewczyny. Nie ma nic złego w kupieniu nowej sukienki raz na jakiś czas, tylko chodzi o to, z czym minimalizm walczy – kreowanie sztucznej potrzeby że nie możesz założyć tej samej sukienki co 2 tygodnie. Oczywiście, że możesz.

        Ja swoją sukienkę ślubną (raczej skromną, kremową boho maxi z Mango) przefarbowałam i noszę ciągle 3 lata po ślubie. Według Twojego rozumowania to dopiero obciach! :)

  • Maya

    o wow ależ niezrozumienie idei bloga i Twojego stylu życia. jak ktos pisze, ze dla niego minimalizmem byłoby kupienie 4 sukienek za 360 zł zamiast wypożyczenia jednej na 4 dni to chyba jednak nie rozumie czym jest chęć posiadania jak najmniej. ja bym korzystała z wypożyczalni gdyby były bardziej powszechne. Tak jak wypożyczalnie sukien ślubnych.

  • Katarzyna Wisz

    Nigdy nie komentowałam postów na blogu, ale dziś postanowiłam zrobić wyjątek.

  • Kama Be

    Wczoraj skończyłam czytać Twoją książkę. Od roku jestem na etapie ograniczania zakupów i porządków w życiu i domu. Idzie mi całkiem,całkiem choć wolno. Kiedy czytam co piszesz czuję się jakbym to ja to pisała (w sumie pod każdym względem oprócz oszczędności). We wrześniu mam wesele przyjaciółki. Wyciągnęłam z szafy moje kiecki i jestem na siebie zla, bo miałam je na sobie w większości tylko raz i pewnie więcej ich nie założę. Stoje przed trudnym wyborem,bo kolekcjonowanie rzeczy już mnie bardzo drażni a wręcz budzi we mnie ogromne wyrzuty sumienia. Przez chwile pomyślałam,że w mieście w którym mieszkam przydałaby się taka wypożyczalnia sukienek.

  • Kasia

    Moim zdaniem dziewczyny myla oszczędność z minimalizmem.. oczywiście płacenie za coś czego fizycznie potem nie mamy wydaje sie ” głupota”, ale jeżeli patrzymy na to z punktu widzenia minimalizmu to właśnie nieposiadanie tego czegoś jest lepsze niż trzymanie w szafie niepotrzebnej na rzeczy tylko dlatego, ze żal nam płacić za wypożyczenie :). Moim zdaniem wszystko zależy od zasobów i podejścia, sama nie lubię pożyczać tak jak i nie lubię second handow itp, wole mieć 1 imprezowa sukienkę i chodzić w niej na 30 imprez niż pożyczyć coś noszonego przez 30 osób ( oczywiście przesadzam z liczba ;)) każdy wybiera jak woli. Dzięki Kasiu, ze próbujesz za nas i może oszczędzasz wielu z nas czasu i pieniędzy w próbowaniu :) pozdrawiam i czekam na więcej takich eksperymentów :)

    • W punkt uwaga. Chodziło mi to po głowie od dawien dawna, ale nie umiałam tego ubrać w słowa. To prawda, często minimalizm bywa mylony z oszczędnością. Naturalnie, często idą ze sobą w parze, ale relacja może być dość luźna. Z jednej strony mocno podkreślam, że minimalizm wcale nie oznacza kupowania drogich rzeczy, ale z drugiej strony bywa, że jednorazowy większy wydatek prowadzi do sumarycznych oszczędności. Ciężko mi podać uniwersalny przykład zwłaszcza w przypadku ubrań (gdzie potrzeby i wydatki są bardzo relatywne). Mnie minimalizm ma ułatwiać życie, chociaż czasami może to oznaczać większy wydatek (np. wynajęcie kogoś do sprzątania czy jedzenie w restauracjach).

  • Ciekawy pomysł z wypożyczeniem, choć pewnie bym się na to nie zdecydowała. Jestem zbyt dużą pierdołą, a moje ostatnie wesele skończyło się zalaniem mojej własnoręcznie uszytej sukienki kieliszkiem czerwonego wina przez koleżankę. Mimo to sukienka nie ucierpiała, bo wszystko się odprało i miałam dużo większy komfort psychiczny. Przypuszczam, że w przypadku wypożyczonej sukienki dostałabym zawału ;)

  • eV

    Bardzo podoba mi się ta idea, choć miałam nadzieję, że ceny będą bardziej „jak w wypożyczalni”. Pamiętam szukanie sukienek na studniówkę, ślub znajomej itp. Obie kupiłam za kilkanaście zł w szmateksie, choć budżet miałam kilka razy większy. I obie leżą w szafie, niepotrzebnie zajmując miejsce. Gdybym mogła wypożyczyć je za kilka zł, to z pewnością bym to zrobiła. Za kilkadziesiąt – nie. Za kilkaset – nie ma mowy.

  • Hrabina Weltmeister

    Myślę, że ta opcja sprawdza się przy naprawdę dużych okazjach, jak uroczysta gala albo bal. Jeżeli chodzi o sukienkę koktajlowa, to wolałabym ją mimo wszystko kupić, bo okazji, w których się przydaje jest sporo. Warto też mieć taką sukienkę w szafie w razie np. niespodziewanego przyjęcia – zawsze to jakieś ubezpieczenie!

  • Gosia

    W moim przekonaniu, co potwierdził ten tekst, blog nie poszedł w fajnym kierunku. W moim odczuciu wręcz przeciwnie- wartościowe treści, które były publikowane wcześniej zostały zastąpione przez reklamy prasownicy, farby do malowania ściany, kosmetyków naturalnych i ostatecznie wypożyczalni sukienek. Żaden z artykułów nie był oczywiście sponsorowany, tylko wyszło tak, że każdy produkt został opisany jako godny polecenia. Może są to moje odczucia, może ja się zmieniłam (a czytam bloga od początku swojej drogi do minimalizmu) a może ten blog. W każdym razie dziś nasze drogi się rozeszły. Dziękuje za cenne rady odnośnie organizowania szafy, planowania biznesu i wewnętrznej motywacji, ale epickie reklamy to nie jest to, co trafia w mój gust. Mimo to bardzo dziękuję i życzę dalszych blogerskich sukcesów.

    • Cześć Gosiu, wiesz, paradoksalnie na blogu jest dokładnie tak samo, jak było wcześniej. Polecam tu idee, produkty czy usługi, które lubię, cenię lub chciałam wypróbować z tym, że czasami ośmielam się brać za swoją pracę wynagrodzenie (lub ktoś udostępni mi produkt/usługę za darmo). W gruncie rzeczy nic się nie zmieniło, ale rozumiem, że Tobie to nie pasuje. To bardzo częsta sytuacja w blogosferze, starsze stażem koleżanki i koledzy „po fachu” mnie uprzedzali. Niemniej jednak i wbrew Twoim zawoalowanym zarzutom wiem, że nie mam sobie i swojemu wewnętrznemu kompasowi nic do zarzucenia. Zawsze postępowałam etycznie, a wobec Czytelników byłam maksymalnie transparentna. Dziękuję Ci, że byłaś ze mną, że przez te lata czerpałaś z mojej pracy, wiedzy i doświadczenia. W sieci jest ogrom ciekawych miejsc, jestem przekonana, że znajdziesz dla siebie właściwe.

    • Sylwia Sylwia

      Amen😃

  • Julia

    Jestem zszokowana, jakie reakcje wzbudził ten post i idea wypożyczania sukienek. Mi osobiście ten pomysł bardzo się podoba, fakt, nie jest to tania usługa, ale, tak jak Kasia napisała, gdyby była bardziej rozpowszechniona ceny mogłyby spaść. Sama rozważam wypożyczenie sukni ślubnej. Uważam, że idzie to bardzo dobrze w parze z duchem minimalizmu! Wypożyczanie jest też przyjazne środowisku. Nie rozumiem skąd ta reakcja, Kasia tylko podała kolejny sposób na ograniczanie posiadania, a komentarze na temat wyglądu, włosów itp są nie do przyjęcia, jak można tak krytykować nie będąc pytany o zdanie! Kasia nie prosiła o opinię w tym temacie! Dodatkowo Kasia napisała, że nie znalazła idealnej sukienki, być może gdyby taka znalazła kupilaby, ale nie chciała być „prawie zadowolona” . Świetnie trafił do mnie komentarz jednej z czytelniczek, że usługi takie jak fryzjer również są jednorazowe, a jakoś łatwiej przychodzi za nie płacić, ale sukienke Trzeba koniecznie mieć, no bo jak To!

    • Dziękuję. Właśnie o dyskusję na temat plusów i minusów samej idei wypożyczania mi chodziło. Nie sądziłam, że wzbudzę tyle kontrowersji, najwyraźniej gdzieś w komunikacji popełniłam błąd.

  • kawa

    To prawda, że skupiłyśmy się głównie na wypożyczaniu (lub nie) sukienek i ich cenach, zamiast na idei ;) Mam jedną balową suknię – mojej mamy, miałam ją na studniówce i poten na dwóch balach – ale zbyt często używana nie jest i nie będzie ;) Wypożyczanie w przypadku wielkiej gali sprawdziłoby się idealnie :)
    Chciałam napisać, że bardzo podoba mi się Twój pomysł na serię postów i jestem zdecydowanie przeciwko niepotrzebnemu nabywaniu i posiadaniu. Przytaczasz, Kasiu, społeczny przeciw co do wynajmowania mieszkań – tak bardzo tak ;) No bo jak to, już kilka lat po ślubie i wciąż nie planujemy nic kupić :P
    Na całe szczęście powoli się to podejście zmienia, coraz więcej ludzi dochodzi do wniosku, że w przypadku przedmiotów lepiej używać niż mieć ;)

    • Dziękuję. Właśnie na takiej dyskusji mocno mi zależało. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się, że akurat w tym przypadku pieniądze staną się tak dużym zapalnikiem emocji, aż do zarzutów, że „się sprzedałam”. :) Do meritum, wynajmowanie mieszkań to też jest ogromnie ciekawy temat. Z jednej strony, w pewnych ekonomicznych okolicznościach kupno jest bardziej opłacalne, niż wynajem (np. gdy ma się możliwość wzięcia kredytu, a rata jest równa lub mniejsza od czynszu za wynajem). Z drugiej strony, nieruchomości to dobro wyjątkowo wolnozbywalne. Nie jest łatwo sprzedaż mieszkanie i nie każdy ma ochotę na takie „uwiązanie” do miejsca.

  • Joanna

    Kasiu, jak oceniasz jakość sukienki, jej odszycie? Jak się w niej czułaś? Czy różni się znacznie od tańszych produktów? Myślę, że jakbym była sławna i bogata i wypadałoby ubierać się na każde wyjście inaczej, to tylko bym wypożyczała.

    • Hmm, po pierwsze sukienka była jednak na mnie 2 rozmiary za duża, ale fason oversize trochę to maskował. :) Na pewno była bardzo dobrze odszyta, a jakość wełny odczuwalna od razu. Warto też podkreślić, że fason był dość skomplikowany konstrukcyjnie, a jednak sukienka leżała super. Nie zapłaciłabym za nią 2400 zł, ponieważ wiem, że mam dużą barierę psychologiczną przy potencjalnie tak dużych kwotach, ale i nie oceniam kogoś, kto chce taką sukienkę mieć w szafie. Na pewno nie jest to przypadek TYLKO płacenia za markę, gdy za 2400 zł dostajesz wątpliwej jakości źle odszyty poliester.

      • Marianna

        Co do konstrukcji tej sukienki, to mam wątpliwości by sądzić, czy faktycznie jest ona skomplikowana. Owszem, ma podszewkę, co jest wielkim plusem i tradycyjne okrągłe wszycie rękawów (które jest trudniejsze od wszywania raglanowego czy zszywania kimonowego rękawa), ale sama sukienka składa się z 9 części z materiału właściwego i 8 części z materiału podszewkowego (o ile podszewka była szyta tak, jak materiał wierzchni). Przód ma 2 cięcia i składa się z 3 części + tył z 4 części (w tym jednego nakładanego trójkąta materiału) + do tego 2 rękawy. Opis składu, niestety nie jest też zbyt dokładny. „100% wełna” – ale jaka wełna – merino, virgin, pure, itd. i skąd pochodzi materiał? Czy to jakiś certyfikowany wełniany materiał? Jaka podszewka? Poliester, acetat, wiskoza czy może jakiś inny? Sporo tu niedomówień. Oczywiście nie mam do Ciebie Kasiu o to pretensji, to już bardziej zarzuty do samej wypożyczalni lb też La Manii

  • Zacisze Lenki

    Wolałbym kupić sukienkę niż ponosić tak duży koszt wypożyczenia, bo na pewno nieraz będzie okazja założenia jej jeszcze raz. Czasami wystarczy tylko zmiana dodatków i już kreacja prezentuje się inaczej.

  • Maugo

    Jak dla mnie to idealnym wyjsciem z takiej sytuacji jest kooperatywa. Miejsce w ktorym dziewczyny posiadajace sukienki wypozyczaja je za male pieniadze innym. Oczywiscie w razie zniszczenia sukienki zobowiazane jestesmy za nia zaplacic. Lub mozna skorzystac z takiego rozwiazania jakie maja prywatne carpoolingi. Wypozyczasz przez portal w ktorym zawiera sie ubezpieczenie masz obowiazek oddac sukienke do pralni lub oddac koszt wyczyszczenia jej itp. Boli mnie fakt ze musilabym placic dosc spora kase za rzecz na jedno wyjscie tak samo jak kupienie butow zlej jakosci ktore sie rozleca. Uwazam ze ceny za wypozyczenie rzeczy powinny byc proporcjonalne, a nie placic za wypozyczenie sukienki tyle co za wypozyczenia auta, ktorego koszty utrzymania sa duzo wyzsze nie mowiac juz o wartosci. Sama inicjatywa jak najbardziej na plus – rozwiazanie jest jak dla mnie kiepskie. Moim zdaniem idealne na suknie slubne i balowe ale nie na rodzinne uroczystosci. Swoja droga fajnie by bylo miec takie miejsce gdzie mozna tez wypozyczyc garnitur dla kobiet albo inne eleganckie rozwiazanie (biznesowe i nie tylko) dla tych ktorzy nie chodza w sukienkach ( ja nie chodze i nie mam zamiaru mam wielki problem w czym isc na slub znajomych :D )

    • Bardzo się zgadzam! I zastanawiam na głos, czy przy realnym obniżeniu kosztów wypożyczenia nadal zainteresowanie wypożyczeniem będzie czy jednak nie jesteśmy zbyt przywiązani do idei posiadania na własność?

      • Maugo

        z jednej strony chce sie miec, ale w przypadku zwiekszenia swiadomosci i kupowania rzeczy drozszych i lepszych po kilku latach ma sie ich zwyczajnie dosc. Nikt tez na zdjeciach nie chce byc wieczenie w tym samym stroju. Wraz ze wzrostem swiadomosci zwiekszyloby sie pewnie tez zainteresowanie. Nie mowiac juz o ludziach ktorzy prowadza wedrowniczy tryb zycia, czesto zmieniaja mieszkania, miejscowosci, albo bywaja sluzbowo poza domem i swoja wlasna garderoba i nie chca ciagac ze soba miliona zestawow na wazne wyjscia

      • Z pierwszą częścią chyba bym się nie zgodziła („Nikt tez na zdjęciach nie chce być wiecznie w tym samym stroju”) i mam na poparcie swojej tezy eksperyment, który ostatnio przeprowadziłam, ale jeszcze nie chciałabym go zdradzać, przepraszam. Ale druga część mnie zaintrygowała, bo sama marzę o zostaniu cyfrowym nomadą i wtedy (w sumie trochę niezależnie od kosztów) wypożyczalnie rzeczy wszelakich bardzo ułatwiłyby mi życie.

  • Joanna

    Taka wypożyczalnia jest idealna dla kobiet, które np. z racji swojego zawodu czesto uczęszczają na różnego rodzaju przyjęcia i eventy i muszą przy tym dobrze wyglądać w ubraniach z dobrych tkanin. Wtedy koszt wypożyczenia jest niewielki w stosunku do wartości sukienki. W moim przypadku bardziej się opłaca kupić sukienkę, ktora posłuży mi na kilka lat niż wypożyczyć. Gdyby koszt takiej usługi wynosił 50 zl to myślę, ze wiele kobiet by skorzystało:) Szczególnie jesli w sezonie jest kilka ważnych okazji w podobnym towarzystwie. Większość kobiet przecież nie pojawi się dwa razy pod rząd w tej samej sukience:)

  • anne

    W Krakowie jest wypożyczalnia torebek:
    http://www.demehlem.com/pl/content/13-wypozyczalnia-torebek
    Nawiasem mówiąc, to de Mehlem oferuje też bardzo ciekawą usługę „torebkowe spa” – myślę, że może ona przypaść do gustu wielu minimalistkom.

  • Od prawie 6 lat wypozyczam sukienki na rozne okazje w salonie sukien slubnych (niektore maja taka opcje). Place 50zl za wypozyczenie sukienki i do tego jesli trzeba pani krawcowa dopasuje ja do mojej figury z racji, ze jestem drobna osoba. Nie kupuje sukienek, bo potem wisza w szafie i tylko zabieraja miejsce.

  • Paulina uszyjmi

    Uważam, że idea wypożyczania rzeczy jest genialna! Bardzo się cieszę z Twojego tekstu, bo od dawna nie słyszałam pozytywnych wypowiedzi na ten temat. Może dlatego, że minimalizm jest mi bliski, widzę więcej plusów, niż minusów takiego rozwiązania. Jednak kiedy rozmawiam o tym ze znajomymi, padają takie argumenty jak: :nie stać Cię, aby sobie kupić?”, „nie żałuj sobie/dziecku”, „na taką wyjątkową okazję należy Ci się” itp. i giną moje argumenty, że nie o to w tym wszystkich chodzi, że raczej przemawia za mną niechęć gromadzenia tony przedmiotów w domu. Od jakiegoś czasu wypożyczam książki w bibliotece. co roku sprzątam gruntownie dom i pozbywam się niepotrzebnych ubrań, książek, przedmiotów – wtedy najczęściej żałuję, że nie wypożyczam takich rzeczy jak: sprzęty kuchenne (np. gofrownica, maszyna do lodów), torebki, ozdoby świąteczne (wiem, ze sezonowe). Jakiś czas temu chciałam ruszyć z biznesem wypożyczalni zabawek dla dzieci. jako matka trójki, układanie, selekcja, tony prezentów od rodziny i znajomych… a dzieci i tak szybko się nudzą i chcą zmiany. uważałam to za genialny pomysł i zaczęłam go testować wśród znajomych. Cena 80 zł miesięcznie za 4 super zabawki. co miesiąc wymiana. minimalizm, aspekt wychowawczy i zabawki z najwyższej półki mało kogo przekonywały. raczej słyszałam: na dziecku nie będę oszczędzać, wole kupić bo następnemu dziecku zostanie itp. Może potrzeba jeszcze trochę czasu, aby Polacy przekonali się do idei wypożyczania? Chyba jeszcze idea dorabiania się i posiadania jest zbyt silna w społeczeństwie…

  • Katarzyna Wiśniewska

    Wypożyczaniu ubrań mówię nie!, bałabym się niestety czymś zarazić typu grzybica – oczywiście rozumiem, że po wszystkim firma pierze i czyści ubrania, ale i tak nie mam zaufania. Ale sama idea wypożyczania jak najbardziej na plus. Po co kupować dajmy na to dodatkowy stół i krzesła jak raz na rok organizujemy jakieś przyjęcie, albo mamy wywiercić jedną dziurę w ścianę, po co nam od razu cała wiertarka? Kiedyś można było pożyczyć od sąsiada, niestety coraz mniej znamy swoich sąsiadów i myślę, że takie firmy to przyszłość.

  • Rina Margot

    Podejrzewam, że tańszych sukienek nie opłaca się wypożyczać. 1. Mniejszy zarobek 2. Większe ryzyko uszkodzenia (sukienka musi trafić w obieg kilka razy) 3. Najczęściej jeśli wypożyczenie kosztuje mniej to pożyczamy tańszą w zakupie sukienkę, czyli taką, którą przy powiedzmy niewielkim oszczędzeniu kwoty same możemy sobie kupić (czytaj stać nas na zakup nowej) 4. Jakość tańszej sukienki też najczęściej idzie w parze z jej ceną 5. Trzeba mieć świadomość, że jeśli np. wypożyczający nie dopilnuje prania, czyszczenia itd to przyjemność założenia takiej używanej sukienki może być niewielka. 6. Trzeba też się pogodzić z faktem, że wcześniej była używana nie przez jedną osobę (tak jak się dzieje, kiedy koleżanka da nam swoją sukienkę w spadku – znamy koleżankę i wiadomo kto wcześniej ją nosił), tylko przez więcej kobiet, jeśli ktoś lubi pożyczać używane rzeczy to jak najbardziej jestem na tak. 7. Pożyczenie torebki to coś zupełnie innego, niż sukienki czy butów.

  • Ania

    Cześć Kasiu! Mam 2 pytania nie związane stricte z powyższym artykułem, a bardziej podejściem do samego minimalizmu.

    1. Czy według Ciebie zamawianie ubrań, obuwia i innych tego typu przedmiotów przez Internet, których dotąd nie miało się okazji zobaczyć na żywo, dotknąć, przymierzyć, itd. jest minimalistyczne? Zastanawiam się nad tym od dłuższego czasu. Z jednej strony chodzenie po centrach handlowych jest czasochłonne i coraz bardziej męczące, bo stawiam markom odzieżowym wysoką poprzeczkę, oczekując dobrej jakości materiału i odszycia, a realia są takie, że ich jakość systematycznie się pogarsza. Z drugiej strony już sporo razy zraziłam się do zakupów w Internecie, które teoretycznie w realizacji są szybsze, ale przy doliczeniu czasu i stresu związanego ze zwrotami, wymianami, serwisowaniem czy ewentualnie późniejszą odsprzedażą, już takie nie jest. Zdjęcia w Internecie bardzo różnią się od tych na żywo, a co dopiero na zwykłej sylwetce, nie wspominając już o częstym braku informacji o wymiarach czy składzie materiału. Z jakością też bywało różnie. Nie zawsze też kanały dystrybucji marek sprzedających stacjonarnie pokrywają się ze sprzedażą e-commerce’ową, (różnice w ilości i rodzaju dostępnego asortymentu w obu kanałach potrafią być znaczne), co dodatkowo utrudnia minimalizację ryzyka powstałego przez zakup nietrafionej rzeczy. Chciałabym poznać Twoją opinię w tej kwestii.

    2. Jaka fryzura kobieca jest minimalistyczna oraz łatwa w stylizacji? Z jednej strony cieszę się z obecnej, nieskomplikowanej fryzury w postaci prostych włosów do ramion, która pozwala na samodzielną stylizację, skracanie i nie wymaga farbowania, a z drugiej zauważam, że tracę sporo czasu i środków na ich suszenie i pielęgnację (im dłuższe włosy, tym szybciej zużywam szampony, maski, itp.). Kusi mnie wizja krótkiej fryzury, ale nie wiem, czy to rozwiązanie będzie korzystniejsze pod względem ilości zaoszczędzonego czasu i pieniędzy. Zastanawiam się, jak jest w przypadku krótkich włosów, które (jeśli są dodatkowo cieniowane i farbowane), to wymagają tym częstszego odświeżania cięcia u fryzjera. Nie wiem, czy istniałby kompromis pomiędzy tymi dwoma fryzurami.

    Byłabym wdzięczna za odniesienie się do tych dwóch tematów.
    Pozdrawiam,
    Ania

    • Aniu, super pytania, ale odpowiedzenie na nie wyczerpująco zajmie mi sporo czasu i miejsca. Wpiszę Twoje pytania na listę i odpowiem przy okazji najbliższego spotkania na żywo na Facebooku, dobrze? Wystarczy polubić fanpage, żeby dostać informację, kiedy będzie następny live.

  • Te wszystkie emocje w komentarzach są dla mnie doprawdy niezrozumiałe. Podobnie jak Autorka staram się posiadać rzeczy, z których korzystam i regularnie korzystać z rzeczy, które posiadam. Zatem nie widzę sensu w zakupie rzeczy do jednorazowego użytku. Może zakup wydaje się korzystniejszy finansowo, ale jeśli nowa kiecka kurzy się latami w szafie, to czy naprawdę oszczędzasz?
    Sama mam i noszę sukienki na okazję koktajlową, wiec nie potrzebowałabym opisanej przez Katarzynę usługi, ale jeśli czekałaby mnie impreza „White tie” – nie wahałabym sie ani chwili.

  • Słyszałam już o tej wypożyczalni sukienek i uważam, że pomysł jest genialny! Wiadomo, że na wyjątkowe okazje typu komunia, wesele, czy jakieś przyjęcia chcemy ładnie wyglądać. Wiadomo też, że niechętnie – my kobiety – pokazujemy się dwa lub więcej razy w tej samej stylizacji. Dlatego też taka wypożyczalnia jest naprawdę bardzo dobrą opcją! No bo po co nam miliard sukienek w szafie, które i tak założymy raz, może dwa?
    Co do ceny, oczywiście dla wielu kobiet może okazać się ona zbyt wysoka. Ale przecież nie stroimy się aż tak bardzo codziennie. Raz na jakiś czas można. Poza tym jeżeli ktoś woli ubrać się w sukienkę za 150 zł z sieciówki to przecież nikt mu nie broni. Jak rozumiem oferta wypożyczalni skierowana jest do kobiet, które chcą się ubrać w sukienkę za kilka tysięcy złotych, a nie chce aż tyle na nią wydawać!

    Zastanawia mnie tylko jedno, co się dzieje w przypadku, kiedy faktycznie zdarzy nam się zniszczyć bądź poplamić sukienkę? Wiesz coś może na ten temat? :)

    • W regulaminie jest informacja, że w przypadku drobnych uszkodzeń czy zabrudzeń nie ponosi się dodatkowych kosztów. Dopiero przy dużych uszkodzeniach czy zabrudzeniach wypożyczalnia wycenia koszt doprowadzenia ubrania do stanu wyjściowego (i ten koszt trzeba ponieść dodatkowo), aż do sytuacji, gdy sukienka się już do niczego nie nadaje (wtedy płacisz całość ceny katalogowej).

      • To tym bardziej uważam, że ta wypożyczalnia jest świetnym pomysłem!
        Dziękuję za odpowiedź. :)

  • Jula

    Ja widziałam jeszcze gdzieś kiedyś wypozyczalnie walizek i plecaków. Ale nie korzystalam :)

  • Anna

    Nigdy bym nie pomyślała o wypożyczeniu sukienki na komunię, u mnie w rodzinie nie ma po prostu zwyczaju strojenia się w przesadnie drogie ciuchy, każdy wkłada co tam uważa, oczywiście tak aby było odświętnie i elegancko, ale nikt nie analizuje czy ktoś miał to ubranie na sobie wcześniej czy nie, czy jest zgodne z trendami czy nie itp. Nie przyszłoby to po prostu nikomu do głowy. Osobiście za 360 zł. wolałabym kupić sobie coś ładnego i nosić to przy wielu okazjach, nawet na wieczorne spotkanie służbowe albo po prostu do pracy. Na tegoroczną komunię zakupiłam sobie białą bluzkę i letnią spódnicę – całośc za około 200 zl w- której czułam się wspaniale i będę z niej korzystać całe lato, a nowa biała bluzka zawsze się przyda.Zresztą podczas komunii to nie ja jestem najważniejsza, tylko mała osoba przystępująca do komunii. Gdybym szła na wielki bal weselny lub bal sylwestrowy to być moze zdecydowałabym się na wypożyczenie sukienki, ale za 100-150 zł maksymalnie.

  • Sylwka

    Nie zdecydowałabym się na wypożyczenie ubrania nie ze względu na cenę, ale na kwestie higieniczne. I wiem że pewnie każda sukienka jest po odesłaniu do wypożyczalni prana i i odkażana, ale i tak mnie to brzydzi.

  • KarMagKat

    Jeżeli chodzi o sukienki, to na pewno bym się nie zdecydowała na wypożyczenie, nawet za 20zł. Ja po prostuje kocham i noszę cały rok, na każdą okazję. A że dużo kupuję w ciucholandach, gdzie wychodzi ok. 10zł w dniu dostawy, to żadna wypożyczalnia cenowo nie będzie konkurencją. Ślubnej też nie będę wypożyczać, bo nie mam obsesji białej bezy i widzę w sklepach wiele pięknych sukienek, w których mogłabym pójść do ołtarza a potem nosić na co dzień (lub na bardziej odświętne okazje okazje). Chętnie bym taka jak Twoja przygarnęła do swojej garderoby ;) Dla mnie sukienka jest najwygodniejszym ciuchem, spodnie zawsze mnie po kilku godzinach gniotą. Myślę, że tu indywidualne podejście jest sprawa znaczącą. Podobnie jak robienie fryzury u fryzjera i makijaż u makijażystki – jedni wolą być przez kogoś „zrobieni” a inni wolą się sami nauczyć to robić.

    Co do wypożyczania w ogóle: to wszystko zależy co. Uważam, że wypożyczanie jest dobre jeżeli 1. chcemy coś wykorzystać raz w życiu (np. ktoś w ogóle nie nosi sukienek a do ślubu akurat chce raz ubrać) albo 2. chcemy coś przetestować przed zakupem, żeby się upewnić czy aby na pewno nam pasuje. Mam tu na myśli takie rzeczy jak namiot, narty czy łyżwy – jak nigdy się nie korzystało, to nie ma się pewności czy wyjazd na biwak będzie spełnieniem marzeń czy koszmarem, ze sportem podobnie. Pożyczam też wiele rzeczy do domu od mam, bo nie mam jeszcze w pełni wyposażonej kuchni, kupuję stopniowo a upiec ciasto czasem bym chciała ;) Podobnie jest z resztą ze sprzętem domowym typu wiertarka. Trudno od razu skompletować ful zestaw remontowy, a jak tata ma wszystko dobrej jakości to raz na jakiś czas można pożyczyć. U mnie w rodzinie pożyczamy sobie też walizki. Nie ma potrzeby żeby każdy miał kilka rozmiarów, wymieniamy się w razie potrzeby.
    I tak sobie myślę, że taka wypożyczalnia sprzętu remontowego też mogłaby mieć rację bytu, bo o ile śrubokręt i młotek to popularne narzędzia, tak brzeszczot z prowadnicą czy pistolet do kleju już nie w każdym domu musi być. No i mamy wokół siebie wypożyczalnie, które funkcjonują bardzo dobrze – biblioteki to nic innego jak wypożyczalnia, tylko że czasowo za darmo :)

  • IKA

    Nie rozumiem, co Wy się tak uczepiłyście wszystkie tego fryzjera za 150 zł. A ile wydajecie na strzyżenie plus farbowanie i modelowanie? Naprawdę mniej? Poza tym dobre obcięcie i ładny trwały kolor to inwestycja na ok. miesiąc (podzielcie więc na 30). A co mi z ładnej sukienki czy wypożyczonej, czy kupionej, skoro na głowie wypłowiałe siano ufarbowane wyrudziałą marketówką i źle obcięte? Ja wolę zadbać o elementy stałe, czyli właśnie włosy, bo je pokazuję codziennie, a nie tylko od wesela do wesela. Wówczas nawet prosta sukienka kupiona za dużo mniej niż 360 zł wygląda elegancko. Wychodzę z założenia, że ozdobą kobiety jest fryzura, zdrowe, dobrze obcięte włosy i buty. I tak samo zeszpecić wizerunek mogą: fryzura i kiepskie, wydeptane buty. A co do wypożyczania sukienek balowych, to raczej nie zdecydowałabym się, ponieważ działa moja wyobraźnia. Po całonocnych imprezach sukienka musi być przepocona. Dezynfekcja pewnie jest, ale mnie nie przekonuje. Jakoś z tych względów higienicznych raczej nie zdecydowałabym się nawet za darmo. Nie wyobrażam sobie, że w połowie wieczoru nagle czuję jakiś okropny zapach po kimś.

    • KarMagKat

      Nie farbuję, nie modeluję. Podcinam co 5-6 miesięcy. Czemu uczepiłaś się tylko jednej wizji wizyty u fryzjera?

  • Bacha_we_mgle

    Ja akurat ogólnie nie za bardzo lubię pożyczać. W obie strony. Więc sukienka z wypożyczalni to chyba nie moje klimaty…może w ostateczności, gybym naprawdę miała jakąś szałową okazję, na którą kreacja byłaby bardzo droga tak czy siak, to bym się zdecydowała.
    Dostrzegam plusy wypożyczania, ale pewnie raczej w miarę możliwości kupiłabym jakąś neutralną kieckę/komplet, którą nosiłabym też do pracy. Szczególnie, że jak ma tę chwilę 360 zł to dla mnie dużo. No i nie mam na widoku żadnych super wymagających okazji (a do tego jestem z tych, które i na wesele ubrałyby się w eleganckie spodnie/kombinezon, zamiast kombinować z sukienką)

  • Daag

    Miałam trochę przerwy w czytaniu Twojego bloga, dziś nadrabiam zaległosci. Mój komentarz wiec pewnie już jest mocno opóźniony, ale nie mogę się powstrzymac, po przeczytaniu Twojego tekstu oraz wszystkich komentarzy,by Ci powiedziec Kasiu że jesteś osobą ogromnie na poziomie, z wysoką kulturą osobistą. Mam wrażenie ze oglądam krajobraz po bitwie i ze to Ty wyszłaś z niej zwycięsko. Tak trzymaj, czekam na dalsze wpisy.

  • Jolka

    Temat ciekawy.
    Niedawno byłam w sytuacji poszukiwania sukienki na wesele. Wesele odbywało się w porze nieweselnej więc sukieniek tego typu było w sklepach niewiele. Nabiegałam się okrutnie i kupiłam coś co było:
    a. wcale nie tanie
    b. nie za bardzo mi się podobało, było jedynie jako takie, ale coś musiałam wybrać
    W szafie mam swoją jedną idealną sukienkę, w której świetnie wyglądam i tak też się czuję. Ale sukienka jest czarna, prosta i wydawało mi się, że w związku z tym nieodpowiednia na ślub. Poza tym rodzina widziała mnie w niej już ileś razy.
    W nowo kupionej kiecce czułam się niezbyt, bo nie była w moim stylu i nie do końca mi pasowała. Gdybym miała decydowac raz jeszcze to poszłabym w tej swojej ulubionej czarnej, nie patrząc na wymienione wcześniej argumenty.
    A teraz odnośnie wypożyczalni:
    Chętnie bym skorzystała, gdybym miała pewność, że w takiej wypożyczalni jest multum sukienek do wyboru, pomocna obsługa i faktycznie jak już pójdę, to znajdę tam coś w czym się będę dobrze czuła. Jednym słowem, że oszczędze czas na bieganiu po sklepach oraz zamawaniu i odsyłaniu paczek z/do sklepów online.
    Jeśli więc w wypożyczalni jest podobny wybór jak w przeciętnym sklepie… to nie, dziękuję. Dla mnie bez różnicy.
    Nie wypożyczę za 360, ale kupię z 600, raz użyję i odsprzedam za 200-300. Koszt jednokrotnego użycia – podobny.
    Szukam natomiast tej drugiej idealnej sukienki, ale w jasnym kolorze, na wszelakie imprezy, zwłaszcza latem, gdzie czerń niekoniecznie pasuje. Na razie nie trafiłam, ale jak taką znajdę będę ją nosiła niewazne ile razy – w duchu minimalizmu, bo mam duszę minimalistki :-)

    • Pati

      Naprawdę udaje Ci się skutecznie i szybko sprzedać używane eleganckie ubrania za 50% ceny zakupu? Super!

  • Zuzanna

    Kasiu, dlaczego zgodziłaś się zostać matką chrzestną jeśli jesteś osobą niepraktykującą i niewierzącą? (tak wnoszę po Twoich wcześniejszych wpisach i komentarzach, popraw mnie proszę jeśli się mylę)

    • Zuzanno, rozumiem Twoją ciekawość, ale już jakiś czas temu zdecydowałam, że kwestia religii i wiary pozostanie w mojej sferze prywatności. Pozdrawiam!

      • Zuzanna

        Hmm, moje pytanie nie wynikało z ciekawości- wścibskości:)i celem głównym nie było dowiedzieć się dlaczego akurat Ty Kasiu zgodziłaś się, ale wywołanie polemiki na ten temat. Moim zdaniem w duchu prostego życia, szczerości wobec siebie i innych (może można to nazwać minimalizmem, życiowym/ duchowym??jak kto chce:)) nie powinno się zgadzać na bycie chrzestnym w takiej sytuacji (rozumiem też, że są to indywidualne decyzje). Jednak dla kogo i po co robić to/te całe przedstawienie/a… iść na chrzest, do Komunii w czasie chrztu dziecka, być przykładem życia duchowego dla dziecka (taka jest rola chrzestnego) jeśli się w to nie wierzy, nie praktykuje?? Czy jest sens stawiać się w sztucznych sytuacjach i udawać coś czego nie ma? Po prostu chciałam poznać Twoje zdanie na ten temat, nawet jeśli w żadnym stopniu nie dotyczyłoby Ciebie, a takie pytanie nasunęło mi się po przeczytaniu artykułu.

      • Rozumiem, ale zapytałaś „dlaczego zgodziłaś się zostać matką chrzestną jeśli jesteś osobą niepraktykującą i niewierzącą” :) i na to pytanie Ci nie odpowiem. Nie mam nic przeciwko dyskusji jako takiej, ale trudno będzie mi się wypowiadać nie prowokując pytań o mój osobisty światopogląd, dlatego wolałaby nie. :)

      • Eufemia

        Szczerze mówiąc i mnie nasunęło się pytanie Zuzanny. I niestety wygląda to na hipokryzję. A dodatkowo jeszcze przy okazji reklamowałaś wypożyczalnie. I to już w ogóle moim zdaniem jest niefajne. Jeśli nie chcesz prowokować takich pytań, dlaczego pokazujesz się przy okazji takich uroczystości? Szkoda, lubiłam ten blog

      • Nigdy publicznie, w tym na blogu, nie deklarowałam się jako osoba wierząca czy niewierząca. To moje prawo do prywatności i świadoma decyzja. Szkoda, że nie umiesz jej uszanować.

      • Eufemia

        Umiem uszanować. Jednak I Komunia Święta to przeżycie bardzo ściśle związane z religią, a Ty sama wrzuciłaś to przecież na bloga (co wiadomo, nie służy zachowaniu prywatności). Oczywiście nigdzie „wprost” nie było deklaracji co do bycia wierzącym lub nie, ale skoro nie tylko ja odniosłam wrażenie niespójności, to znaczy że nie bez powodu.

      • Wiesz, masz rację, być może był to błąd. Niezależnie od tego, nadal nie mam zamiaru tłumaczyć swoich działań, ani wdawać się w dyskusję co do mojej wiary lub jej braku. Wszystko zatem pozostaje jedynie czystą spekulacją po Twojej stronie (i Zuzanny, która zaczęła tę dyskusję). Jestem wdzięczna pozostałym Czytelniczkom (a tylko w tym poście jest ponad 100 komentarzy), że szanują moje prawo do prywatności i nie komentują tegoż.

      • Eufemia

        No, może i ja się zapędziłam. Raczej powinnam była zadać Ci pytanie: „Dlaczego zamieszczasz taki post, skoro zdecydowałaś, że pozostanie to w sferze Twojej prywatności?”.

      • Małgorzata

        Ale przecież post jest o wypożyczaniu sukienek, a nie o Komunii Chrześnicy. To była po prostu okazja do przetestowania takiego rozwiązania jak wypożyczanie sukienek (a przynajmniej ja tak to zrozumiałam), bo przecież chodzi o wypożyczanie na bardziej eleganckie okazje, a nie na co dzień, do pracy.

      • Eufemia

        To była okazja do przetestowania sukienki, ale nie dla kogoś, kto usilnie stara się pozostawić sprawę światopoglądu religijnego w sferze prywatności.

      • Małgorzata

        Tylko, że wiele uroczystości z założenia religijnych (chrzest, komunia, ślub itd.) jest też uroczystościami rodzinnymi. I to przecież nie wypacza ich sensu. Podobnie jak decyzja o zostaniu rodzicem chrzestnym/świadkiem zwykle wiąże się nie tylko z kwestiami wiary, ale i z relacjami w rodzinie (ale absolutnie nie sugeruję, że Kasi tak było). Poza tym pamiętajmy, że od chrztu do komunii mija ok. 8 lat, a to jest kawał czasu…

      • Eufemia

        W takim razie albo nie robię klauzuli, że sfera religijna jest prywatna i wtedy wrzucam na bloga fotki z takich uroczystości, albo robię takie zastrzeżenie, ale wtedy nie wrzucam. To jest bardzo prosty wybór, będący konsekwencją decyzji. Oczywiście w drugim wypadku mam ograniczone pole manewru, bo w tym konkretnym przypadku nie byłoby okazji do napisania artykułu na blogu i zareklamowania wypożyczalni, czyli po prostu zrobienia interesu.
        Co do wypaczania: uroczystość religijna jest przede wszystkim związana z wyznaniem wiary. Jeśli staje się wyłącznie spotkaniem rodzinnym, to owszem, zostaje wypaczona.Rozumiem, że od chrztu do Komunii można zostać niewierzącym (będąc np. chrzestnym), ale rozumiem też , że w takim wypadku, jak i w każdym innym, konsekwencje swojej decyzji trzeba wziąć na klatę, także przed dziećmi.

      • Małgorzata

        Chodziło mi o to, że MOŻNA zmienić poglądy – 8 lat to dużo czasu, dużo doświadczeń i dużo nauki o życiu. No i pytanie czy bardziej konsekwentne będzie nie przyjście na Komunię czy jednak bycie przy dziecku i wspieranie go (chociazby z racji wcześniejszego zobowiązania)? Rozwój duchowy to nie tylko religia. Nie wszystko jest czarno-białe, tak jak sfera religijna nie jest całkowicie oddzielona od życia rodzinnego.

        Ale generalnie wymiękam, dla mnie to nadal jest artykuł o wypożyczaniu sukienek a nie o komunii chrześnicy (świadczy o tym tytuł i proporcja – 2-3 zdania kontra kilkadziesiąt).

      • Eufemia

        Małgorzato, w ogóle nie mówimy o konsekwencji bycia chrzestną, ale o BRAKU KONSEKWENCJI WOBEC DECYZJI O PRYWATNOŚCI W SFERZE RELIGIJNEJ, PRZY JEDNOCZESNYM WRZUCENIU ZDJĘĆ NA BLOGA Z UROCZYSTOŚCI BARDZO ŚCIŚLE ZWIĄZANEJ Z RELIGIĄ. Cokolwiek by ta chrzestna zrobiła, nie zmienia faktu, że jeśli zastrzeże sobie „To jest prywatne” nie powinna tej prywatności odsłaniać. Rozumiesz?
        Nota bene o czym jest dany tekst nie świadczy wcale proporcja zdań, bo jak wiesz ze szkoły, autor np. wiersza lub piosenki nie musi użyć ani jednego wyrazu wprost o tym, o czym dany wiersz, czy piosenka jest w rzeczywistości. Więc argument bardzo słaby.

      • Małgorzata

        Może i słaby, ale to jest tekst pisany prozą, który rządzi się nieco innymi prawami. I tak, autor wiersza nie musi używać danego słowa, ale ma do dyspozycji inne środki wyrazu (np. metaforę), żeby wypowiedzieć się w danym temacie (bo utwór, właściwie każdy, ma temat; tytuł niekoniecznie).
        Poza tym, skoro to jest blog Kasi, to chyba ona, jako Autorka, decyduje gdzie są jej granice. Tak, jak granice stawiamy w codziennym życiu (chociażby w ten sposób, że niektórzy ujawniają na FB, że mają dzieci, ale nie wrzucają ich zdjęć, bo to jest dla nich ta granica).

      • Eufemia

        A gdyby wrzucili zdjęcia dzieci, pomimo wytyczonej przez SIEBIE granicy? Nadal można byłoby mówić o zachowaniu granicy, lub inaczej o zachowaniu prywatności tych dzieci? Tak czy nie?

      • Moje Drogie, będę bardzo wdzięczna jeśli zakończy się już ten wątek. Eufemio, wydaje mi się, że wszystko, co miało zostać powiedziane, zostało, a ja wyciągnęłam odpowiednie wnioski. Małgorzato, masz rację, ten tekst dotyczy wypożyczania sukienek, a nie mojego życia osobistego i duchowego. Dziękuję Wam za zaangażowanie i pozdrawiam serdecznie. :)

      • Zuzanna

        Decyzja o zostaniu chrzestnym nie powinna być podejmowana tylko z powodów powiązań rodzinnych. Chrzestny- to funkcja o wymiarze przede wszystkim o DUCHOWYM, a nie rodzinnym. Oczywiście często chrzestnym zostaje ktoś z rodziny. Jeśli ktoś jest osobą wierzącą i chce ochrzcić swoje dziecko i nie ma w rodzinie osoby wierzącej, na chrzestnych powinien wybrać osobę wierzącą z poza rodziny. To, że inni robią inaczej bo, tak chcą, bo tak wypada, bo ktoś się obrazi, albo z jakiegokolwiek innego powodu nie oznacza, że jest to postępowania spójne, prawidłowe i szczere wobec siebie rodziny i chrzczonego dziecka.

      • Zuzanna

        Kasiu, rozumiem i szanuję Twoją prywatność. Jednak będąc osobą po części publiczną po przez prowadzenie bloga, odsłaniasz chcąc nie chcąc (a bardziej nie chcąc:)) część swojego, życia prywatnego i nawet jeśli starasz się je ukryć przed wszystkimi – i masz do do tego święte prawo i po popieram to z całego serca-to jednak ciężko jest tego dokonać. Szczególnie prowadząc bloga lifestylowego- bo piszesz o życiu, poglądach, a nie o przepisach kulinarnych:))część poglądów można wywnioskować po tym co piszesz w jaki sposób i po sytuacjach w jakich się stawiasz. Tylko tyle, rozumiem jednocześnie, że nie chcesz prowadzić dyskusji na prywatne tematy i szanuję to.

  • Kama

    Fajne, że to przetestowałaś i tak szczegółowo opisałaś!
    Kupowanie kiecki za 2500,00 zł na jeden raz jest nie w moim stylu, ale wypożyczenie za duuużo mniej już tak! :)
    Czekam na testy kolejnych wypożyczalni! :)
    Pozdrawiam

  • Małgosia K.

    Nie miałam siły czytać wszystkich komentarzy, więc być może napiszę coś, kto już ktoś inny napisał… Dla mnie zapłata ok 7-8% wartości sukienki za jej wypożyczenie na okazję raz w roku to całkiem atrakcyjna cena. Może przy kwocie 360 zł zastanowiłabym się, czy jednak nie kupić czegoś za taką samą kwotę, ale to by pewnie był kompromis polegający na tym, że byłaby to sukienka do noszenia na codzień. Ale 200 zł to już całkiem nieźle, żeby włożyć coś innego niż zwykle, lub żeby nie pokazywać się po raz setny w tym samym towarzystwie w nieśmiertelnej małej czarnej. Myślę, że dużo zależy od częstotliwości bywania na imprezach. Na pewno skorzystałabym od czasu do czasu z takiej wypożyczalni, ale nie mam takowej w pobliżu i to już niestety za bardzo komplikuje sprawę i podnosi koszty. Idea jednak godna rozpowszechnienia.

  • Zuza

    Nie przeczytałam wszystkich komentarzy bo po prostu są nie na temat.
    Idea wypożyczalni sukienek bardzo mi się podoba.
    Wypożyczamy samochody, wypożyczamy filmy, wypożyczamy SUKNIE ŚLUBNE NA JEDEN RAZ. To dlaczego nie skorzystać z wypożyczalni sukienek na tzw okazje?. Ja bym skorzystała z dwóch powodów. Po pierwsze wielkie wyjścia trafiają mi się naz na kilka lat więc nie widzę powodów, dla którym mam na tę okazję kupować sukienkę. Po drugie moda czy zdrowie się zmieniają i jeżeli nawet kupię sukienkę to nikt mi nie zagwarantuje, że jeszcze kiedyś ją założę. Dodatkowo na okazje typu komunia sukienki są kupowanie w sezonie komunijnym czyli najtańsze nie są. Bo nikt przecież nie kupi w sierpniu czy październiku sukienki z myślą o tym, że założy ją za 9mcy na komunię chrześnicy….
    Ja mam 5 sukienek na tzw okazje.
    1 oraz 2 szyte na miarę, jedwabne, przepiękne (lat 16). Jedna założona 3 razy, druga raz – i tej nigdy więcej nie założę.
    3 – wieczorowo/galowo/sylwestrowa – zakładana kilkakrotnie (lat 19) – tej też pewnie już nigdy nie założę.
    4 – kupiona specjalnie na sylwestra – założona raz, na tegoż sylwestra (lat 7)…Gdy ją ostatnio założyłam to synowie mi powiedzieli, że mogę iść na bal gimnazjalny…
    5 – szary biurowy klasyk (lat 4) – tę noszę najczęściej, na wszelkie możliwe imprezy, żongluję dodatkami.
    Wszystkie 4 sukienki są w fantastycznym stanie z racji…..nienoszenia.
    Czy wypożyczyłabym sukienkę na okazję? – Tak. Dlaczego? – patrz opis moich sukienek
    Czy kupiłabym sukienkę na okazję? – Nie. Dlaczego? – patrz opis moich sukienek

    • GAgaV8 .

      Dokładnie. Niestety z większości komentarzy wieje zawiść albo całkowity brak zrozumienia idei minimalizmu.

  • Ja wypożyczałam za podobna kwotę suknię ślubną, 15 lat temu :) Wszystkie ówczesne suknie, które mi się podobał

  • GAgaV8 .

    Poziom opryskliwych i niemerytorycznych komentarzy niesamowity… Nie korzystam z blogów zbyt często, więc nie wiem czy to standard? Czy może blog przyciąga osoby wewnętrznie sfrustrowane koniecznością ogranicznia wydatków, co nazywają minimalizmem? Dla kogos kto wydalby na sukienke na 1 raz wiecej niż 500zl to okazja, brak zapychania szafy i frajda z zakupów „na chwile” markowej odzieży. Dla kogoś, kto w 1 sukience przechodzi wiele imprez są inne pomysły – np dłuższe poszukiwanie klasycznej sukienki. Obie wersje mogą być minimalizmem i są w porządku. Rozmumiem chęć wypożyczenie szałowego ciucha przez osoby na co dzień minimalistyczne w ubiorze. Sama systematycznie ograniczam garderobę, jednak okazje typu wesela są wyzwaniem. Moj minimalizm wynika z wygody a nie wrodzonej skromności, trudno mi przechodzić w charakterystycznej czy wręcz awangardowej sukience zbyt wiele okazji. Ze względu na ograniczenia finansowe przerabiam sukienki ale gdyby wypożyczalnia była w niższej półce cenowej pewnie skorzystałabym.

  • Przeczytałam część komentarzy plujących wściekle jadem, w dodatku bardzo przykrych i jestem pod wrażeniem Twojego spokoju. A kysz, złośnice!
    Dzięki za ten test, gdybym wcześniej zaznajomiła się z ideą wypożyczenia, pewnie wybrałabym wynajem sukienki ślubnej niż kupowanie jej – wisi to to w szafie i się kurzy. Nie jest to jakaś wielce balowa kiecka, ale po prostu nie mam okazji by ponownie ją założyć.