5 rzeczy, na które wydaję pieniądze

 

Dwa tygodnie temu opublikowałam tekst z listą 20 rzeczy, których nie kupuję lub kupuję mało. Został przez Was ciepło przyjęty, za co dziękuję. Pojawiły się również prośby o uzupełnienie tematu o listę odwrotną – rzeczy, które kupuję. Oto lista 5 rzeczy, na które wydaję pieniądze, chociaż rzadko są to rzeczy stricte materialne.

 

 

5 rzeczy na ktore wydaje pieniadze

 

1. Oszczędności

Od kiedy zaczęłam zarabiać to najważniejszy punkt na liście comiesięcznych wydatków. Trochę rozpisałam się na ten temat w książce, w rozdziale pieniądze, dlatego też teraz w dużym skrócie: nie wyobrażam sobie życia bez oszczędności. Gdy zarabiałam mniej, co miesiąc odkładałam mniejszą sumę pieniędzy. Gdy więcej, większą. Nie powiem Wam, że było to np. zawsze czy minimum 10% moich zarobków, bo kwoty i procenty wahały się dość mocno na przestrzeni lat (a pracuję już ponad dekadę).

 

Ważne. Mam postanowienie, że płacę najpierw sobie. Gdy pracowałam na etacie i wynagrodzenie dostawałam raz w miesiącu, najpierw przelewałam określoną sumę na konto oszczędnościowe, płaciłam rachunki, a za resztę utrzymywałam się na co dzień. Dziś, rozliczam się sama ze sobą kwartalnie, bo takie rozliczenie mamy w firmach. Moje dochody są również bardziej nieregularne, więc przelewy na konto oszczędnościowe równie nieregularne, ale są. 

 

Moje oszczędności to mój bufor bezpieczeństwa, dużo ważniejszy, gdy pracuję na własny rachunek. Mam to (wypracowane) szczęście, że zarabiam więcej, niż wydaję i dzięki temu zostawiam sobie kwotę potrzebną mi na codzienne wydatki (mam ją obliczoną), a resztę przelewam na konto oszczędnościowe.


 

2. Podróże

Minimalizm jest dla mnie narzędziem, które umożliwia wyeliminowanie zbędnego, aby skupić się na tym, co ważne. I to działa tak samo przy wydawaniu/niewydawaniu pieniędzy. Dla mnie ważne jest podróżowanie, chociaż nie nazwałabym się podróżnikiem i raczej nie chciałabym tylko temu poświęcić się w życiu. Niemniej jednak, jest to cel, na który dość lekko wydaję pieniądze, chociaż nie bez zastanowienia, oczywiście. Nie potrzebuję luksusów ponad miarę, ale i nie jestem już osobą, która lubi nocowanie na lewo pod namiotem. Podziwiam osoby, które potrafią naprawdę zminimalizować wydatki w podróży, ale znam już siebie na tyle, że wiem, że potrzebuję czystej pościeli nocą. Zwykły rozsądek. Przykładowo, chociaż w tym roku zauroczyła mnie Argentyna, to nie wydam 17 000 zł na trzytygodniowy wyjazd, bo jest to jeszcze nieproporcjonalne do moich dochodów.


 

3. Upraszczanie życia

Punkt, który spodziewam się, że może wywołać kontrowersje. Do tego podejścia długo dojrzewałam. Wydawało mi się, że wiele czynności w życiu należy wykonywać samemu, bo tak jest i było zawsze niezależnie od tego czy ma się na to ochotę. W moim przypadku są to dwie kwestie: gotowanie i sprzątanie. 

 

Zacznijmy od gotowania. Po pierwsze, nie lubię gotować. Po drugie, nie umiem gotować. Po trzecie, nie mam zamiaru się uczyć, chyba że będę do tego zmuszona (tak, wiem, że życie się różnie układa). W każdym razie, w chwili obecnej obiady gotujemy z MM dość rzadko, a jeśli już to naturalnie On pełni rolę szefa kuchni. Osobiście, lubię i potrafię przygotować może ze 2-3 potrawy. W pozostałych przypadkach jemy “na mieście”. Mamy kilka ulubionych miejsc sprawdzonych  przez lata, gdzie wracamy, ale i lubimy czasami wypróbować coś nowego. Dodatkowo, ponieważ MM ma nie może jeść wszystkiego, rozważamy nawet skorzystanie z tak zwanej diety pudełkowej na próbę.

 

Czy jest to tańsze od przygotowywania posiłków w domu? Oczywiście, że nie. Czy minimalistyczne oznacza tańsze? Jeśli tak, moje jedzenie poza domem jest skrajnie nieminimalistyczne. Tylko, że dla mnie minimalizm oznacza upraszczanie życia. A w tym przypadku zdecydowanie prostsze jest dla mnie zapłacenie komuś za przygotowanie mi posiłku. Dużo prościej i łatwiej przychodzi mi zarobić pieniądze na ten wydatek, niż gotować. Kontrowersyjne? Może, ale w moim przypadku tak to działa.

 

Podobnie wygląda kwestia sprzątania. Jesteśmy z MM strasznymi bałaganiarzami. Nie wiem, jak to możliwe, ale mając 5 rzeczy na krzyż i tak potrafimy zrobić niezły bałagan. I oboje nie przepadamy za sprzątaniem (On bardziej ;)). Pamiętam, że długo się wahałam, ale zdecydowałam się skorzystać z okazjonalnej pomocy do sprzątania. Nie mam gosposi, która za mną odkłada rzeczy na miejsce ;), ale mniej więcej raz w miesiącu korzystamy z pomocy. Wysprzątanie całego naszego mieszkania zajmuje mniej więcej 2 godziny, które mogę wtedy zagospodarować inaczej. Nie chcę, żeby to źle zabrzmiało, ale to jest prawdziwe. Pracując przez 2 godziny jestem w stanie zarobić kilkukrotnie więcej, niż płacę za sprzątanie. Poza oszczędnością czasu, jest to zwykły rachunek ekonomiczny.


 

4. Pomaganie

Wciąż za rzadko się o tym mówi, moim zdaniem. Zarabianie pieniędzy pozwala na pomaganie. Oczywiście, pieniądze nie są nieodzowne, żeby pomagać, ale przyznacie, że wiele ułatwiają. Pomagać można na wiele różnych sposobów i nie ma tych lepszych lub gorszych. Każdy indywidualnie decyduje, które inicjatywy, cele są ważne i warte wsparcia. Poniżej opisuję sposoby, na które ja pomagam. Jeśli okażą się dla Was inspirujące, będę przeszczęśliwa.

 

  • Klub Filantropa Stowarzyszenia Wiosna – jak wiecie, od dłuższego czasu oficjalnie wpieram działania Stowarzyszenia Wiosna. Organizuję wysyłkę Szlachetnej Paczki, ale przede wszystkim, regularnie wspieram określoną sumą pieniędzy prace stowarzyszenia. O tym, dlaczego, napisałam obszernie tutaj i tutaj
  • Działanie na rzecz adopcji psów. Wspieram regularnie finansowo Fundację Viva, która opiekuje się Schroniskiem w Korabiewicach, z którego zabraliśmy Nelę. Do tego niedługo dołączam do innego programu wspierającego te działania, ale o tym jeszcze będę pisać szerzej.
  • Pomaganie najbliższym, również finansowe. Przykładowo, w najbliższym sezonie stanę się sponsorem drużyny piłkarskiej, którą trenuje mój brat. Piąta liga, ale z ambicjami :).

 

5. Pozostałe wydatki

Naturalnie, poza powyższymi mam również takie normalne, codzienne wydatki. Płacę czynsz, ratę kredytu za mieszkanie, ZUS (wydatek wyższy, niż rata kredytu), rachunek za telefon, obowiązkowe ubezpieczenie zawodowe, składki członkowskie w samorządzie rzeczników patentowych itp. Kupuję również pozostałe potrzebne rzeczy, ale część z nich zwyczajnie dużo rzadziej, niż inni. Przykładowo, o tym ile wydaję na ubrania pisałam tutaj

 

Mniej więcej raz na dwa miesiące odwiedzam fryzjera, okazjonalnie, gdy skóra mi dokuczy (z reguły raz do roku) kosmetyczkę. Od kiedy nie pracuję w klimatyzowanym pomieszczeniu (po opuszczeniu etatu) praktycznie nie byłam u lekarza (a mam przewlekle chore zatoki), poza rutynowymi badaniami. Długo się zastanawiałam, na co ja właściwie wydaję pieniądze, zapytałam nawet MM, ale nic więcej nie przychodzi mi do głowy :).


 

Wiem, że wydawanie pieniędzy to delikatny temat. Na co Wy wydajecie pieniądze? Będą to może punkty wspólne z moimi?

83 komentarze
  • Kasiu, może wydajesz na podróże, ale z pewnością oszczędzasz na bagażu :)!

    • Zaiste, nie zdarzyło mi się zapłacić za dodatkowy bagaż, a płacenie za nadbagaż byłoby hańbą! ;)

  • Madeleine

    Dzięki za odczarowanie powszechnej opinii, że trzeba sobie samemu gotować ;) Ja też rzadko gotuję, nie mam na to czasu, poza tym – po prostu nie lubię.

  • Lubię takie wpisy. To może następny 20 najfajniejszych pomysłów na nudę?

  • Madeleine

    W ogóle to przykre, że musiałaś założyć, iż przyznanie się do jedzenia na mieście i zatrudniania gosposi wzbudzi kontrowersje. Pewnie wzbudzi, ale to świadczy o tym, że jesteśmy jeszcze mentalnie całkiem głęboko w socjalizmie….

    • kkkk

      Mnie dziwi, ze ktos zatrudnia osobe do sprzatania ale nie dla tego, ze uwazam ja za leniwa czy majaca 2 lewe rece ale dlatego, ze nie wiem jak ludzie są w stanie dac dotknąc swoja prywatna przestrzen obcej osobie :D Nie ufam usługodawcom po prostu i wiem, ze pewne czynnosci choc sa meczace i zajmac mi czas to nikt nie zrobi ich lepiej niz ja sama :P

  • Marta M

    Ah, pamiętam to złowrogie spojrzenie Pana, który robił nam meble do kuchni, kiedy powiedziałam, że nie przepadam za gotowaniem i to mój chłopak będzie gotował… W praktyce wyszło tak, że gotujemy naprzemiennie, albo “jemy na mieście”. Niestety (odnosi się to również do sprzątania) u nas w kraju ludzie jeszcze nie rozumieją, że ktoś w 2 godziny może zarobić kilka razy więcej niż zapłaci osobie sprzątającej za 2 godziny sprzątania. Analogicznie z gotowaniem. Nie rozumieją także, że równie ważne co te 2 godziny w pracy są 2 godziny odpoczynku… Ale to się (chyba) mam nadzieję zmienia. Może oduczymy się zaglądania ludziom w portfele i układania życia ;)

    • zocha

      Kiedyś wiele domów miało swoje gosposie i nie było w tym nic złego :) Niby szlachta, wyższe sfery, ale jak ktoś mógł i – co ważne – chciał, to czemu nie? Nie widzę nic złego w tym, żeby tak było. I mówię to jako osoba, która sama gotuje i sprząta. Ale ja to lubię :) Owszem, zajmuje mi to dużo czasu, bo pracuję na cały etat, mam psa, dwie chomiczki, a w domu chciałoby się jeszcze mieć czas dla ukochanego, na przeczytanie książki, gimnastykę i bieganie oraz robienie wielu innych rzeczy, które mnie interesują. Chyba zapomniałam jeszcze o śnie :p

  • Podoba mi się Twoje podejście do wydawania pieniędzy- bez konwenansów i stereotypów.

  • Ania

    Kasiu, ja jak zobaczyłam tytuł posta, to zanim go przeczytałam, to sobie w głowie ułożyłam listę swoich 5 rzeczy, na które wydaję pieniądze. Zgadza się z twoją prawie 1:1. U mnie najpierw różne opłaty + stała suma, która idzie na 3 konta oszczędnościowe (moje i męża + każde z dzieci ma swoje) + 2 ubezpieczenia na życie i to oszczędzanie jest wliczone w “koszty stałe”. Jest to dla mnie również bufor bezpieczeństwa, który zabiera mi sporo zmartwień. Póżniej podróże i wyjścia różnorakie w ramach mojego planu ” collect moments, not things”. Upraszczanie życia: również wynajmuję osobę do sprzątania raz na jakiś czas do większych rzeczy. (Gotowac akurat lubię, no i mąż jest kucharzem ;) ) Pomaganie: raz w roku wpłata na Caritas.

  • ewa

    Rozwój! Na to ja osobiście wydaję pieniądze dość chętnie (w granicach rozsądku oczywiście). Jeżeli wiem, że czegoś jestem w stanie nauczyć się sama, to tak działam. Czasem jednak łatwiej mieć nauczyciela – nie trzeba tracić czasu na to, jak się za coś zabrać + mam motywację (lub bat nad sobą :P)

    • m

      Prawda :) Ostatnio wiele pieniędzy wydałam na lekcje plywania. Zawsze balam sie wody ale nie do opisania jest przyjemnosc i sama mysl ze teraz nie ide na dno i umiem przebierac nogami i rekami :) Nie liczac korzyści dla mojego zdrowia i sylwetki.

  • Anvariel

    Nie ma nic wstydliwego w tym, że ktoś je na mieście zamiast gotować czy ma kogoś kto sprząta mu mieszkanie. Uczciwie na to zarabiasz i uważam, że możesz zrobić ze swoimi pieniędzmi co chcesz. Nikomu nic do tego. Niestety w Polsce ciągle pokutuje przekonanie, że “prawdziwa” Pani domu musi gotować i sprzątać, choćby miała nie spać po nocach. A te co tego nie robią to wyfiokowane paniusie :/ Mnie na to nie stać, ale gdyby było to pewnie też bym skorzystała z pomocy Pani sprzątającej. Sama uwielbiam gotować, mam też mocno restrykcyjną dietę, w kwestii gotowanie nic bym pewnie nie zmieniała… ale doskonale rozumiem, że ktoś może tego nie lubić. Teraz jest tyle fajnych opcji cateringowych chociażby

    Sama sporo wydaję z mężem na podróże. Trochę odkładam. Sporo wydajemy też na lepszej jakości jedzenie. Może nie z górnej półki, ale też nie byle co.

  • Aga

    Z płaceniem za sprzątanie i gotowanie jest jeszcze tak, że dajesz bezpośrednio zarobić innym, przeważnie ludziom, którym trudniej o pieniądze.

    Ja mam teraz poczucie, że wpadłam w pułapkę oszczędzania. Pieniądze leżą, niespecjalnie na siebie zarabiają, a nie umiem ich wydać. I zastanawiam się, jaka kwota byłaby optymalna. Bo jako minimalista maksymalizuje oszczędności i też mi nie do końca z tym dobrze.

    A najfajniej wydaje się na przeżycia i na rozwój. :)

    • Podobno najbezpieczniej mieć finansowy bufor w postaci kwoty, która umożliwi Ci przeżycie przez 2 lata bez pracy i dodatkowych źródeł utrzymania. Poza tym, oszczędności możesz przecież inwestować.

  • Urszula Rudzka-Stankiewicz

    Moja lista jest nieco inna. Na pewno dużym punktem w moim budżecie jest jedzenie wysokiej jakości. Też dużo jem na mieście, przy czym zupełnie nie uznaję fast foodów, które są najtańsze. Szukam miejsc, które zachowują moje minimum :P Plus, pozostałe posiłki, które jemy w domu – sporo kupuję owoców, warzyw, dobrych olejów, orzechów… nabiał, mięso, jajka – praktycznie tylko bio. Moim zdaniem, w dłuższej perspektywie jest to jednak oszczędność. Podobnie z kosmetykami – mam minimalną ilość, ale bardzo przykładam się do sprawdzania składów i jakości każdej rzeczy.

  • Monika

    Z gotowaniem nie mam problemu, tzn. 2 lata temu odkryłam, że o dziwo to lubię ( tylko w związku z pracą brakuje mi czasu), więc kiedy tylko mam więcej czasu to gotuję. Sprzątanie nie jest moją ulubioną czynnością, ale to robię bo muszę. Zawsze mówię że mnie nie stać na osobę do sprzątanie, ale sumie nigdy nie sprawdzałam ile kosztuje godzina pracy takiej osoby, a może faktycznie wynajęcie takiej osoby na kilka godzin raz w miesiącu czy raz na 2 tygodnie nie byłoby takie głupie.

  • Obecnie będzie to szkoła, która sporo będzie mnie kosztować. Poza tym to jedzenie, paliwo i to byloby na tyle:) Gotować lubie, ale kiedy mam dla kogo, czyli dla większej liczby osób. Obecnie jestem tylko ja i mój mąż, więc nie widzę sensu w kupowaniu produktow, które czasami używa się tylko raz.

  • u mnie powiedzenie, że przychodzi do nas pani sprzątnąć raz na 3-4 tygodnie ciągle wzbudza kontrowersje (nie mogłabym na przykład powiedzieć tego nigdy przy mojej rodzinie), podobnie jak to, że ja z kolei wszystko gotuję sama. BO LUBIĘ. Tort na urodziny? bez problemu, a ludzie, zwłaszcza kobiety, krzywo na to patrzą z jakiegoś powodu, jakby to, że umiem gotować w jakiś sposób umniejszało wszystkim, którzy kupują w cukierni.

    • Ruda

      Też jestem zwolennikiem zatrudniania osoby do sprzątania. Po pierwsze: nie lubię sprzątać, po drugie: mam dużo pracy – lepiej płatnej niż sprzątanie, po trzecie: zlecam sprzątnie osobom, którym zależy na tym, żeby zarobić w ten sposób, bo nie mają innych możliwości. Czyli wszyscy jesteśmy zadowoleni.
      Karo – zawsze są osoby, którym coś nie pasuje, czy to kwestia gotowania (choć trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś patrzył krzywo na to, że pieczesz tort, ale różni bywają), czy to, że czeszesz się z przedziałkiem lub bez.

      • Ruda, bierze się to z kilku prostych rzeczy.
        Dla mojej mamy czy teściowej jest to po prostu marnotrawstwo pieniędzy, bo dla nich sprzątanie, szorowanie etc. jest oczywiste i normalne. Nie zarabiało się tam tyle co my w swoim gospodarstwie teraz i w małej miejscowości żyło się wolniej i spokojniej, więc i było pewnie więcej czasu.

        Co do pieczenia to jak mój mąż przyniósł wypasione słodkości mojej roboty to usłyszał, że są super (bo zniknęły w kilka min!), ale też “co, jej się chciało tyyyle gotować i się starać? ja to bym swojego pogoniła jakby chciał domowe ciasto, niech sobie kupi w sklepie”. Inna koleżanka była oburzona, bo jej mąż powiedział z przekąsem “no tak, my to mamy piękną kuchnię po remoncie ale po co, skoro ty nic nie gotujesz, nie tak jak Pinchofsalt”. Nie bądźmy więźniami stereotypów! Ja wtedy odpowiedziałam, zgodnie z prawdą, że koleżanka robi zawrotną karierę i nie musi się takimi pierdołami martwić :)

      • Aurelia

        Kiedyś na spotkanie rodzinne ulepiłam pierogi, usłyszałam: “Po co? Przecież w sklepie są mrożonki…”
        Innym razem wspomniałam, że byliśmy na grzybach, to usłyszałam: “Po co? Przecież w sklepie są suszone…”
        XD

        Także teges, są tacy co się oburzają, że część rzeczy zlecasz, i są tacy, których oburza, że cokolwiek robisz sama (zamiast tylko leżeć i pachnieć ;)).

  • Ruda

    Na co wydaję pieniądze (poza stałymi, przymusowymi opłatami):
    1. Jedzenie – lubię kupować jedzenie dobrej jakości, ale nie koniecznie dużo, czyli mogę przez tydzień jeść ziemniaki z cebulką i maślanką, własne pomidory i ogórki, a na deser jabłka, a potem kupuję sobie wędzonego łososia atlantyckiego i robię tartę z fig. Myślę, że w sumie wydaję przeciętne sumy.
    2. Teatr i opera – od 3 do 6 razy w miesiącu – czasem łączymy to z wyjazdem do innego miasta, więc dochodzą noclegi i jedzenie na mieście – to jest nasze hobby i na to wydajemy chyba najwięcej. Ponadto jeździmy z dzieckiem na spektakle dla dzieci.
    3. Jedzenie na mieście – pewnie raz, dwa razy w tygodniu – zazwyczaj to wydatek ok. 335 zł na osobę, ale czasem wydajemy więcej.
    4. Wyjazdy do parku wodnego – nowa inicjatywa – wyjazdy z synem w sobotę – całkiem droga przyjemność.
    5. Sprzątanie – do tej pory okazjonalnie, ale teraz wprowadziłam się do nowego domu, więc chyba zdecyduję się na regularne sprzątanie dwa razy w miesiącu (co za rozpusta).
    Poza tym dochodzą zakupy ubraniowe (minimalne – capsule wardrobe), szkolenia (ale to raczej konieczność – wydatki związane z prowadzeniem firmy), leki, rehabilitacja. Zasadniczo te wydatki to konieczność.

    • Ja właśnie też wydaję sporo na kino i teatr. I uwielbiam Warszawę za to, że ma tak bogatą ofertę kulturalną, ogrom teatrów. Jest w czym wybierać.
      Zawsze idąc do kina czy teatru myślę sobie, że płacę za pewne przeżycie, które jest cenniejsze niż kupno np. nowej sukienki.
      Sporo wydają na książki bo czytam bardzo dużo i szybko. I problem jest taki, że nie mam gdzie już ich w mieszkaniu układać, więc przerzuciłam się na ebooki. Te zresztą też nie mało kosztują, ale w bibliotece nie zawsze jest możliwość wypożyczenia najnowszych pozycji.

      • Ruda

        Ja też lubię Kraków za to, że premiery są co chwilę i niemożliwe jest zobaczenie wszystkiego. Jednak bardzo lubię też wyjazdy do mniejszych miast, ostatnio dużo jeżdżę do Sosnowca – ten teatr jest naprawdę świetny. Poza tym takie wyjścia to zawsze okazja, aby założyć ładną sukienkę, czyli nic się nie marnuje.

  • Cieszę się, że podzieliłaś się z nami tą listą. Nie ma nic złego w tym, że ktoś nie lubi sprzątać czy gotować, złe jest to jeżeli ktoś to krytykuje. Każdy sam odpowiada za swoje finanse i wie na co może sobie pozwolić. Strasznie mnie irytuje, gdy ludzie po chamsku wtrącają się w życie innych, a sami nie patrzą na to co robią.

  • Gabi K.

    Kasiu, a uprawiasz jakieś sporty? Czy wydajesz np pieniądze na klub fitness itp? A co do sprzątaczki, to w pełni popieram takie podejście, gdyż dzięki Tobie ludzie zarabiają sobie uczciwie pieniądze, a nie żebrają. Jednak u siebie nie chciałabym mieć sprzątaczki, gdyż np. swoje kosmetyki układam w określony sposób, a po wizycie sprzątaczki wszystko jest poprzestawiane;)

    • W tej chwili nie chodzę do żadnego klubu fitness. Wcześniej regularnie bywałam na siłowni, miałam króciutką przygodę z tańcem, potem jeździłam razem z MM co tydzień na squasha. Od 3 tygodni zaczęłam przygodę z bieganiem (o co bym się nigdy wcześniej nie podejrzewała ;)), biegam 3 razy w tygodniu więc squash poszedł w odstawkę. Do tego dokładam regularne 1-2 razy dziennie dość długie spacery z psem.

      • Lil

        Bardzo ciekawy wpis. Popieram to o bieganiu- wystarczą dobre buty na początek. Ja też nie podejrzewałabym się o treningi biegowe, ale biegam i startuję amatorsko w zawodach.
        Książka Sapały mnie się podobała, ale nie skorzystałabym ze wszystkich rad tam zawartych.

      • Wiesz co, na siłownię chodziłam, bo MM chodził i mnie motywował i miałam blisko :). Ale wciągnęłam się w różne ćwiczenia i nawet mi się spodobało.

  • Anka

    Z ciekawością przeczytałam Twój ostatni wpis. Jednak te rzeczy, które wymieniłeś są dość oczywiste. Jedzenie, mieszkanie, podróże, pani do sprzątania. Każdy z nas wydaje ma takie rzeczy tylko ma inną strukturę wydatków – jedni wydają na jedzenie na mieście, inni na produkty bio. Mnie natomiast interesuje coś innego. Napisałaś na co niewydajesz, napisałaś na co wydajesz. Ale jestem ciekawa – poza podróżami nie masz innego hobby? Nie wiem karnet na fitness, narty, wspinanie,jazda na rowerze, układanie puzzli czy cokolwiek innego. Czy nie wydajesz na dokształcanie, lexa, dodatkowe kursy. Bo ja czytając Twoje wpisy mam wrażenie pewnego smutku i ograniczenia. Oczywiście to Twoja prywatna sprawa, ale skoro tak wszystko ograniczyłaś to co robisz wieczorami? Rozumiem piszesz bloga, przygotowujesz się do pracy, ale co robisz dla przyjemności. Tak zwyczajnie bez liczenia pieniędzy, ograniczania potrzeb, planowania? Tak dla siebie? Jestem ciekawa. Pozdrawiam Anka

    • Amelia Jakubczyk

      Nie rozumiem twojego komentarza. Smutek i ograniczenie, bo autorka wie, czego potrzebuje i na co wydaje pieniądze?

      • Anka

        Cieszę się że Cię zainspirowałam. Czekam z niecierpliwością na posta w tym temacie. Właśnie dlatego o to pytam. Też w swoim zawodzie uczyłam się 11 lat, a mimo tego muszę nadal się dokształcać ale to wina ustawodawcy niestety. Dobrze ze masz możliwość bezpłatnych szkoleń u mnie w zawodzie tego nie ma. Ja staram się dostrzegać przyjemności o których piszesz, ale nie do końca się z Tobą zgadzam. Moją pasją jest czytanie i mimo iż ograniczam się maksymalnie, pożyczam od znajomych, należę do dwóch bibliotek to aby być na bieżąco wydaję sporo na książki. Robię na szydełku, na drutach, haftuję i raczej nie są to bezkosztowe hobby. Podobnie z nartami, wspinaniem – koszty sprzętu, karnetów etc. Zastanawia mnie jak bardzo daleko można ograniczyć swoje potrzeby bez szkody dla Siebie..I czy można żyć i rozwijać się
        bezkosztowo. A jeśli
        chodzi o komentarz przedmówczymi to oczywiście jest to ograniczenie. Bo wybierasz. Rezygnujesz z rzeczy których nie poznasz. A ponadto w pewien sposób takie życie jest łatwiejsze, bo ograniczając się nie musimy dokonywać wyborów, odcinamy się od nieprzyjemnych rzeczy – np polityki etc. Pozdrawiam Anka

      • Tak, to kwestia świadomego wyboru. Wtedy nie postrzegasz swoich wyborów jako ograniczenia, przynajmniej ja nie czuję się w żaden sposób ograniczona. Wręcz przeciwnie, mam przyjemne poczucie osobistej wolności.

        Z książkami bywa różnie, jako blogerka mam dodatkową możliwość bezkosztowego pozyskiwania książek, jeśli dodam darmowe źródła, o których ostatnio pisałam, to nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam książkę. A czytam bardzo szybko i dużo.

        Co do hobby, pewnie, że np. wełna do robienia na drutach kosztuje, ale do wszystkiego można podejść rozsądnie – mogę np. przerobić sobie stary sweter, a nie kupować ciągle coś nowego. Tak samo jest np. z bieganiem – mogłabym zacząć przygodę od kupienia najnowszych butów i fancy ubrań, ale wiem, że to mi nie jest potrzebne. Po prostu zakładam dobre, sportowe buty, dres i koszulkę i wychodzę biegać :).

        Jednocześnie, wcale nie jestem fanką prób bezkosztowego pozyskiwania wszystkiego, jak np, robią bohaterowie książki Mniej Marty Sapały. Pieniądze zarabiam po to, żeby je wydać na ważne dla mnie rzeczy.

      • Anka

        Pierwszy raz tak się wciągnęła w dyskusję na blogu
        I co ciekawe miałam też napisać o książce Sapały. Jak ją czytałam miałam podobne odczucia tj. Iż niektórzy bohaterowie chcą pozyskać rzeczy bezkosztowo, ale kosztem innych tzn ja nie kupię i zaoszczędzę, ale pożyczę od koleżanki, która kupiła (chodziło o jakieś rzeczy na plastykę dla dziecka).Mnie się to kojarzyło trochę z pasożytnictwem,
        nie mam nic przeciwko pożyczaniu, ale żerowanie na innych to przesada. Książka Sapały zresztą średnio mi się podobała. Poza tym miałam wrażenie, iż dla tych bohaterów ograniczanie się nie wynikało z przekonań, ale było raczej sztuczne.

      • Ono było w dużej mierze sztuczne i z tego, co pamiętam, wszyscy uczestnicy podkreślali, że to tylko eksperyment, zresztą ktoś się wycofał przed końcem. Nie miałam nawet poczucia “pasożytowania”, ale poświęcania ogromnej wręcz ilości czasu na pozyskanie rzeczy, tylko bezkosztowo. Pisałam już chyba o tym, ale możliwe, że w swojej książce :). Dla mnie minimalizm oznacza bardziej badanie granic własnych potrzeb – czy to, co chcę zdobyć (zarówno rzeczy materialne, jak i niematerialne) jest mi naprawdę potrzebne? Czy to potrzeba rzeczywista, skąd wypływa? itp.

      • ewa

        O, przypomnialas mi, ze na wloczke tez wydaje ;) ale jak jeszcze niespecjalnie sobie radzilam, to tez przerabialam :) z pruciem jednak jest troche zabawy. Ale teraz juz mam takie zapasy wloczkowe, ze mam bana na nowe zakupy, dopoki nie zuzyke min. 3/4 tego, co mam

    • Anka, większość z rzeczy, o których piszesz zupełnie nie wymaga pieniędzy, może stąd Twoje błędne wrażenie! Bardzo dużo czytam, jesienią i zimą odkryłam, że uwielbiam robić na drutach, pisanie (kiedyś fotografia) jest moim hobby, od jakiegoś czasu biegam (o sportach pisałam też już w komentarzu poniżej), chodzę na spacery z psem, spotykam się regularnie z przyjaciółmi, podróżuję.

      Odnośnie kształcenia, Lex-a nie potrzebuję, radzę sobie spokojnie bez niego, kursy i szkolenia są organizowane przez mój samorząd i są w większości nieodpłatne. Wiesz, jak się w moim zawodzie edukowałam ponad 10 lat! Ostatnie genialne i długie szkolenie w zakresie master personal brandingu mogłam również odbyć nieodpłatnie.

      Jak się zacznie dostrzegać przyjemności i radości w codziennym życiu to nagle okazuje się, że za większość z nich nie trzeba płacić pieniędzmi :). Chyba napiszę o tym osobny tekst, tak mnie zainspirowałaś :).

  • Miło wiedzieć, że w minimaliźmie chodzi nie tylko o skrajne oszczędzanie, ale są i osoby, które potrafią w tym wszystkim zachować umiar pomagając innym.
    Bo ja szczerze mówiąc czasami się już gubię w tych dwóch opozycyjnych biegunach, czyli konsumpcjonizm vs minimalizm. Jedni mam wrażenie, że kupują wszystkiego ponad miarę, zagracają dom, biorą suv-y w leasingi, ogromne domy na kredyt a drudzy z kolei oszczędzają gdzie się tylko da żałując sobie na kawę na mieście bo np. muszą odkładać na emeryturę i zakup kolejnego mieszkania pod wynajem.I jedna i druga postawa, moim zdaniem, oznacza chęć zapewnienia sobie za wszelką cenę bezpieczeństwa, którego i tak nigdy sobie na 100 proc. nie zagwarantujemy bo w życiu nigdy nic nie wiadomo. Może przyjść ogromny krach finansowy i nie będzie nawet jak wybrać tych naszych oszczędności z banku.
    Ostatnio właśnie w Krakowie papież Franciszek mówił o tym, że ludzie, zamiast podejmować ryzyko zasiadają na wygodnej kanapie i myślą że zapewnią sobie w ten sposób szczęście i wieczne bezpieczeństwo. A podobno więcej szczęścia jest wtedy gdy się ruszy tyłek z tej kanapy i założy długodystansowe buty…

  • Największe wrażenie wywarł na mnie podpunkt 4. Chwali się! Pozdrawiam.

  • Ciekawy wpis, zainspirowałaś mnie by przyjrzeć się jakie ja mam proporcje w swoich wydatkach :)
    Punkty wspólne: 1, 3 i 5. Co do 2. mam takie samo podejście, że oszczędzanie ma służyć jakiemuś celowi. Tylko u mnie to nie są podróże ;) W temacie punktu 3. właśnie myślę o jakiejś pomocy domowej. Nie dlatego, że sama nie mam kompletnie czasu, tylko właśnie dlatego, że tego czasu mi szkoda. Powstrzymuje mnie chyba tylko myśl, że w tej chwili moje zajęcia dodatkowe nie bardzo mają przełożenie na sytuacje finansową. Choć z drugiej strony są pewną inwestycją, z której oczekuje zwrotu później ;) Cegiełka do cegiełki.
    Ostatnio dużym wydatkiem dla mnie jest dziecko :) Ale to też tak naprawdę najbardziej na początku, wyprawka, itp.

  • “Czy minimalistyczne oznacza tańsze? Jeśli tak, moje jedzenie poza domem jest skrajnie nieminimalistyczne. Tylko, że dla mnie minimalizm oznacza upraszczanie życia.” – najważniejsze. Bardzo lubię Twoje podejście do minimalizmu!

  • Sola

    Jedzenie na mieście sporadycznie, wolę pieniàdze wydać na eko żywność, nie przepadam za gotowaniem ale aspekt zdrowotny przeważa, wiem co jem, taniej wychodzi niż jadanie na mieście, wiele potraw można przygotować niskim nakladem pracy i umiejętności a zdrowie ma się tylko jedno. Trochę nie rozumiem tłumaczenia, że sie nie umie gotować, przecież to żadna filozowia ugotować ziemniaki, warzywa czy usmażyć jajko sadzone

    • Anna

      Ale jednak trzeba te produkty wybrać, kupić, obrać, ugotować, usmażyć, doprawić itd. Jak ktoś tego nie lubi robić i ma alternatywę, to dlaczego ma się zmuszać? Sadzone jajko też można przypalić, ziemniaki rozgotować, nie dogotować czy przesolić. Po prostu nie rozumiem takich komentarzy.

      • sola

        Dla mnie zdrowie jest bardzo ważne tym bardziej, iż przygotowuję posiłki dla całej rodziny, a w knajpach trudno o ekologiczne składniki, ale rozumiem, że inni mogą mieć inne priorytety

      • Przecież w dzisiejszych czasach w każdym większym mieście jest tyle ekologicznych knajp, że można przez miesiąc codziennie jeść co innego ;) Ja sama uwielbiam gotowanie, ale drażni mnie takie stawianie “albo-albo”: albo gotujesz sama jak Matka Polka, albo jesz niezdrowo i narażasz siebie i bliskich na szwank. Jedzenie na mieście to nie tylko McDonald’s i pizza! :)

      • kkkk

        Jasne a te warzywa i mięsko ktore kupuje sie w marketach to taka ekologia :D Nawet te oznaczone jako ekologiczne i bio to w duzej mierze niestety jedna wielka sciema. Pracowalam kiedys przy zbiorach sałaty. Opryskow bylo tyle, ze bez rekawiczek ludziom robily sie na dłoniach bąble. Te ładniejsze sałaty szły do pakowania jako eko…..

    • Sola, podobno śpiewać też każdy może, ale niektórych nie da się słuchać ;).

  • Ala Sung

    podziwiam Cię za niekupowanie kawy na mieście (ale pewnie masz dobry ekspres w domu :)

  • Na co ja wydaje swoj hajs? Odpowiedz jest krótka: czynsz, kredyt studencki(jeszcze do wrzesnia przyszłego roku), tel,od tego semestru nowe studia, bo poprzednie nie dały mi możliwości zarobku oraz na żywność czyli jakies niecałe 300 zł do konca miesiaca. I jak tu oszczędzać? Zycie przeciętnego Polaka✌️

    • Nie przeciętnego Polaka, tylko młodej osoby na/po studiach :). 10 lat temu moje zarobki też nie wyglądały tak, jak teraz :).

      • B.B.

        Ja myślę, że jednak przeciętnego Polaka. Spłata rat, czynsz i przeróżne opłaty zjadają ogromną część funduszy a za nędzną resztę próbujemy żyć -ja, mąż i dwoje nastolatków…

      • W takim razie może warto uważniej przyjrzeć się ratom i przeróżnym opłatom? Może da się część ograniczyć lub wyeliminować? Polecam w tym względzie gorąco książkę i bloga Michała Szafrańskiego.

  • olga

    Cały czas zyjemy w kraju, gdzie wiele osób uważa, że wynajmowanie kogos do sprzątania to przesada i żle świadczy o gospodyni. Pomijając już rachunek ekonomiczny ( “zarobię w tym czasie więcej”) to jeśli ktoś nie lubimsprzatac, a stać go na pomoc, to po co się meczyć? No i ijeszcze ktoś inny może zarobić, więc gospodarka idzie w górę:)

    • kkkk

      mnie raczej dziwi dlaczego istnieje takie gadanie, ze zle swiadczy o GOSPODYNI akurat :) jesli w domu mieszkają 2 osoby czynne zawodowo to przepraszam ale dlaczego “baba” ma latac ze scierka? To mnie wlasnie boli najbardziej, ze jesli w domu jest syf to zawsze jest to winą kobiety bo ona nie sprząta. Przepraszam ale panowie maja takie same ręce jak my, a nawet silniejsze. Pomijam oczywiscie sytuacje w których to partnerzy dokonali takiego wlasnie ustalonego podziału obowiązkow a nie stało sie to automatycznie: ty sprzątasz bo jestes babą a sprzątanie to babskie zajęcie.

  • Kasia

    U mnie również punktem nr 1 są oszczędności – jestem z 8-10 lat od Ciebie młodsza, więc tym bardziej jest to ważne – odkładam na mieszkanie, na nieprzewidziane problemy etc. Dzięki temu, że dość szybko zaczęłam pracować na studiach i starałam się jak najwięcej odkładać (podobnie jak mój mąż) mogliśmy sami sobie sfinansować ślub i zorganizować go w pół roku.
    Zaraz potem w kolejce są podróże i doświadczenia. Podróże raczej w wersji budżetowej – dla nas kwota 7 tys. to dość dużo na podróż, a co dopiero tych 17 (tzn. mogłabym wydać wszystkie nasze oszczędności na kilka wyjazdów bliższych i dalszych, tak jak to robią moi znajomi, ale tego nie zrobię, bo lubię zbierać pieniądze ;)). Jeszcze jestem w stanie poświęcić standard (choć np. autostop albo couchsurfing dla nas odpada, podobnie jak włóczenie się z plecakiem), żeby podróż wyszła taniej – bardziej wolę spać w namiocie niż w tanim i obskurnym hotelu (poza tym, namioty są fajne!). Ale za to nie oszczędzam na jedzeniu w nowych miejscach. Z resztą w Polsce również nie, ale bardzo lubię gotować, więc na mieście jemy średnio 2 razy w tygodniu (czasem wcale, czasem przez cały tydzień – zależy jak mam ochotę na czas w kuchni).
    W temacie podróży – wolę obciąć koszty danej podróży np. wybierając tańszy nocleg albo tanie linie, bo dzięki temu mam więcej funduszy na kolejny wyjazd.
    Inne doświadczenia to wyjścia do teatru, żeglarstwo, narty, skoki na bungee itp.

    Nie oszczędzam też na kawie – jesteśmy kawiarzami, kawy zamawiamy w palarniach, gdzie kilogram ziaren kosztuje od 100-120zł w górę. Za to nie jestem w stanie pić kawy w kawiarniach, bo mi nie smakuje ;) Więc o ile nie idę gdzieś specjalnie posiedzieć to nie istnieje dla mnie “wejście do kawiarni” lub “kawa na wynos”.
    Sporo wydaję również na książki, choć te akurat staram się kupować na promocjach (czytam ok 80 pozycji rocznie, na czytniku, nie mam wyjścia :p) – to jednak traktuję jako inwestycję w mój relaks oraz rozwój osobisty, bo często są to książki historyczne albo podróżnicze, dzięki którym poszerzam wiedzę.

    Dalej mam mentalny opór, żeby komuś płacić na sprzątanie – chyba nie jestem jeszcze na takim finansowym etapie życia ;) Nie mówiąc o tym, że z moim pedantyzmem to potem i tak pewnie bym poprawiała – może za kilka lat się przekonam.

  • Kasia

    U mnie punkt 1-100 to dzieci.. I to nie ubrania, zlobek itp a pampersy, kaszki, soczki itp :o masakra ile to kosztuje:( oszczednosci I podroze poki co poszly w zapomnienie :(

  • okiemwariata.com

    Ja mam jedną słabość, z którą staram się walczyć, ale regularnie ponoszę porażki – wydaję na książki. Oczywiście staram się to sobie jakoś sensownie wytłumaczyć – że jest mi to potrzebne do pracy, że poszerzam horyzonty, że przecież skoro nie wydaje na inne rzeczy, to mogę na książki… Efekt – tony nieprzeczytanych książek, bo przecież oprócz czytania, trzeba też czasami popracować ;) W tej materii naprawdę czuję się bezsilna…

    • Nie ma innego wyjścia, jak szlaban na zakupy. Taki totalny. Zero oglądania książek online, zero wizyt w księgarniach. Wypisać się z newsletterów itp. Za każdym razem, gdy przyjdzie ochota na zakupy, po prostu idź poczytać. Miej zawsze książkę/czytnik pod ręką. Konsekwencja i szczerość wobec samej siebie jest kluczowa.

    • asiaya

      Chyba trzeba sobie uświadamiać cały czas, że nie posiadanie książek, a ich czytanie poszerza horyzonty :)) Miałam ten sam problem, zarządziłam szlaban na 2016 i jak na razie skuteczny! :) Jak mam ochotę coś kupić, wrzucam na listę “na później”. Na pewno wiele z tych pozycji nie wytrzyma próby czasu.
      Dobra jest też metoda, żeby kupować 1 sztukę za 1 sztukę oddaną/sprzedaną. Albo nawet za 2.

      • okiemwariata.com

        Póki co zastosowałam metodę Schowka na stronie Empiku – mam zapisane pozycje, które wydają mi się interesujące i które chciałabym przeczytać (a przynajmniej tak mi się wydaje), więc nie obawiam się, że o nich zapomnę. A kiedy łapie mnie nagła chęć na kupienie czegokolwiek – sięgam do stosu książek “do przeczytania”, jaki zgromadziłam. Na razie działa – może to jest metoda…

  • pau

    Podoba mi się podejście z tym sprzątaniem i gotowaniem, chociaż jest odmienne od stylu jaki ja preferuje. Jednak nie wolno zapominać, że w ten sposób wspierasz lokalne biznesy, a to też jest bardzo ważne.

  • Tak jak wiele dziewczyn we wcześniejszych komentarzach, ja też totalnie rozumiem jedzenie na mieście czy panią do sprzątania. O ile sama kocham gotować i marzę o takim mieszkaniu z kuchnią będącą sercem całego domu, o tyle sprzątania nienawidzę – w przeciwieństwie do porządku :P Także jeśli będzie mi to dane (!!!) to albo pani raz na miesiąc, albo i gosposia na co dzień. Będę wolała spędzić ten czas z jakimś hipotetycznym mężem/dziećmi albo całkiem realnymi przyjaciółmi ;)

  • Oj bardzo przypadła mi do gustu Twoja lista i muszę przyznać, że Twoje myslenie i podejście do rzeczy bardzo zgrywa się z podejściem…mojego męża :) A co za tym idzie także powoli i moim. Po pierwsze, od wielu lat – od momentu mojej drugiej ciąży, korzystamy z pomocy pani do sprzątania. Zdejmuje ze mnie znienawidzone sprzątanie łazienek i prasowanie. Resztę jestem w stanie zrobić sama :) Pani jest zadowolona, my też. I polecamy wszystkim, bo to niewielki nakład finansowy, a duża obopólna korzyść. Pomaganie też od niedawna. Nasze dzieci i M trenują wspólnie w klubie BJJ i mąż postanowił pomóc finansowo jednego z młodych dobrze zapowiadających się sportowców, który jest piekeielnie zdolny, ale blokowany niestety przez problemy finansowe. Od lat pomagamy też wiejskiej szkole w miejscu, gdzie pracujemy i generalnie tamtej społeczności. Przyjemne uczucie, choć może działania nie jakieś tam spektakularne. Każdego miesiąca odkładamy też część zysku w ramach oszczędności i z tej puli finansujemy niespodziewane wydatki czy zimowy urlop na nartach. Tk sobie myslę, że wyszłam za minimalistę :) Prawie. Bo ma zamiłowanie do gdżetów i sporą pulę przeznacza na sportowe hobby (wspinaczka, kitesurfing, skutery). To sprawia mu przyjemność więc ciężko na to pracuje… Ja jeszcze walczę z chęcią nieprzmyślanych zakupów i jestem na dobrej drodze :)

  • Ruda

    Wiele osób wspomina tu o osobie do sprzątania – chyba trochę chcemy, a trochę się boimy…
    Ale ja chciałabym zwrócić uwagę na inną kwestię – kto u nas sprząta. Mam sąsiadkę, która nie pracuje zawodowo, ale dorabia sobie sprzątaniem – niemniej jednak ma zwyczaj komentowania życia osób u których sprząta – oczywiście uznaje ich za leniuchów, którym nawet nie chce się wyprasować własnych ubrań.

    • Akurat ja swoje prasuję sama, bo lubię :). Myślę, że masz rację. Wiele osób by chciało, a boi się. Co mama powie, czy nie będzie głupio, czy ta pani nie pomyśli, że jestem leniuchem. I w części przypadków tak pewnie właśnie jest. Ale czy to znaczy, że mam zrezygnować ze swoich wyborów?

      • Ruda

        Myślenie typu: co ludzie powiedzą… jest dobre, ale chyba gdy się ma 15 lat. Na szczęście wraz z dorosłością uczymy się, że to nie jest ważne. Antoni Słonimski napisał: “kiedy nie wiem, co robić, to staram się zachowywać przyzwoicie”. A poza tym niech każdy robi to, co jest dla niego ważne.

      • asiaya

        W Indiach odwrotnie – nikt z klasy średniej wzwyż nie wyobraża sobie życia bez służby. Tłumaczyć się trzeba, jeśli ktoś nie chce jej mieć albo nawet, jeśli “tylko” kilkanaście godzin tygodniowo. Nawet studenci w akademikach mają serwis 24h/dobę!! Moim znajomym nie mieści się w głowie, żeby po przyjściu z biura ogarniać chałupę. Kiedy przeprowadziłam się z Indii do Chin, byli sąsiedzi byli ciekawi, czy już znalazłam odpowiednią “maid”. Kiedy zaprzeczyłam, skwitowali ze smutkiem “Wszystko sama musisz robić? God bless you!” :)) Ja się totalnie zgadzam z Twoim podejściem, żeby ułatwiać sobie życie. To jest taka sama usługa jak fryzjer czy szewc. Tylko indyjski model mnie wymęczył tą wieczną obecnością kogoś w domu, więc na razie sprawia mi wręcz przyjemność samodzielne dbanie o dom. Z gotowaniem jest taka kwestia, że restauracyjne jedzenie mi zbytnio nie służy na dłuższą metę, więc w tygodniu przeważnie grzecznie gotuję (proste rzeczy, żadnego lepienia pierogów i 3-daniowych kolacji), a w weekendy nie zbliżam się do kuchni.

  • Karolina

    Niestety ja wciąż walczę o zminimalizowanie u siebie “pociągu” do sklepów z ubraniami i drogerii.

  • Bardzo dobre podejście do pieniędzy! :) To mi się podoba!

  • W ubiegłym miesiącu zaczęłam rejstrować moje wydatki, każdą złotóweczkę. I przeraziło mnie to ile wydaję na rzeczy, które niekoniecznie są mi potrzebne. Pora zacząć myśleć nad tym, na co wydaję i ile wydaję.

  • Koortschacos Ijuż

    jestem również baaardzo za upraszczaniem sobie życia, głównie po to, aby zaoszczędzić czas – dlatego cieszyła mnie wyprowadzka do mniejszego miasta – zero korków i w 15 minut jestem w stanie objechać każdy punkt w mieście, choć mieszkam na obrzeżach. Pani, która pomaga sprzątać o tak! aby sprzątnąć nasz dom nie wystarczą 2 godziny – byłoby miło, Pani przychodzi raz w tygodniu, a i tak nie daje rady zrobić za każdym razem wszystkiego – zdecydowanie wolę ten czas poświęcić choćby na to, aby odetchnąć sobie na tarasie, wyjść z psem, etc – tak mało czasu spędzam z M (pomijając pracę;) ). Kosmetyczka też wpisuje się w ten trend ;) manicure, pedicure, oczyszczanie twarzy, etc – to nie kosztuje wiele, a jest zrobione o wiele porządniej niż gdybym próbowała zabrać się za to sama ;)
    Tak przy okazji skojarzyła mi się jeszcze jedna kwestia dot. wydawania pieniędzy – ostatnio usłyszałam, a lepiej sobie kupic kilka tańszych par butów niż wydawać kilkaset złotych na jedne! O zgrozo – chyba dopiero, kiedy ktoś kupi sobie porządne, skórzane buty i nagle okaże się, że chodził w nich baaardzo długo, ze nie były butami na jedna porę roku i to tylko w jednym roku, zrozumie jak to naprawdę jest. Komfort stopy, wygoda i zdrowie – nieporównywalne również :)

    • marta Bansiewicz

      Uslyszalam podobna opinie dotyczaca ubran. Znajoma przerazila sie wydzac ze wydalam 180 zl na dzinsowe szorty, przeciez za tyle pieniedzy moglabym kuip 4 albo 5 par!!! No jasne ze bym mogla, tylko ze te ktore wybralam swietnie leza, maja idealny kroj, uwielbiam je nosic i sa napawde pozadne. Marzylam o takich od dawna. A tansze… przymierzalam i ogladalam, wygladalam co najmniej niekorzystnie i czulam sie kiepsko. Wiec ktory wybor byl lepszy? Jedna wymarzona para czy kilka wątpliwej jakosci i niedopasowanych? :)

  • A jak z transportem? Samochód, autobus, rower? Próbuję właśnie wybrać jakąś sensowną opcję z tych trzech i trzymać się jej na dłużej, bo w tej chwili przeskakuję między nimi trzema.

    • Ale po co wybierać? U mnie najlepiej sprawdza się właśnie przeskakiwanie między różnymi formami transportu. Mam mały samochód na gaz, więc kiedy skończyły mi się zniżki, komunikacja miejska przestała być atrakcyjna cenowo. W autobus czy tramwaj wsiadam sporadycznie, np. kiedy muszę na dłużej pojechać do centrum, gdzie obowiązuje strefa płatnego parkowania. Od kwietnia do października jeżdżę rowerem. W zimniejsze miesiące, deszczowe dni i kiedy jadę po zakupy, wsiadam w samochód.

  • m

    Uwielbiamvsprzątac i gotowac ale tylko wtedy kiedy mam czas i mogę zrobić wszystko po swojemu i we własnym tępie. Gdybym moglą to chętnie skorzystałabym z pomocy kogos kto posprząta albo ugotuje cos dla mnie kiedy jestem zabiegana i nie ma w tym nic zlego. To kosztuje wiecej… (Narazie mnie nie stać, jestem studentką) Ale ile jest warte moje dobre samopoczucie, brak kichania (alergia na roztocza) albo odpoczynek po ciezkim tygodniu?

    • Danuta

      Tępie ? Hmmm

  • Ciekawy i zarazem dający do myślenia tekst. Jestem tego samego zdania – życie trzeba upraszczać i korzystać z wszelkich możliwości :)

  • Ja też najpierw płacę sobie :) i uważam tę prostą zasadę za jedną z najbardziej fenomenalnych zasad oszczędzania. Co do podróży, w tym roku postanowiliśmy z moim chłopakiem, że to będzie jedna z rzeczy, na które nie będziemy żałować pieniędzy, zgodziliśmy się, że lepiej pojechać gdzieś w podróż niż kupować szafkę (1 sztukę!) do salonu za 5 tysięcy czy najdroższe płytki do łazienki :) mamy takie kwiatki w najbliższym otoczeniu i stawiamy na przeżycia, a nie przedmioty.

  • Spodziewajka

    Właśnie mi coś tak bardzo, bardzo uświadomiłaś! Że minimalizm to tak naprawdę upraszczanie życia, a nie “niewydawanie” czy “niejedzenie” itd. itd.!
    Będę wpadać tu częściej! Dzięki!!!!

  • Katarzyna Guzdek

    Ja rozumiem, że podatki to jest zbędny wydatek

  • Katarzyna Guzdek

    To rzeczywiście dobry doradca!