Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

Mieszkanie minimalistki

* Tekst we współpracy z marką IKEA.

 

Wiem, że mnóstwo influencerek często zaczyna swoje teksty od „pytałyście skąd ta sukienka…” niezależnie od tego, czy faktycznie tak jest ;), ale mnie naprawdę często pytacie o moje obecne mieszkanie! Ostatni wpis wnętrzarski był na blogu ponad pół roku temu, pokazywałam wtedy swoją sypialnię po drobnym remoncie. Dziś chcę opowiedzieć o salonie czy właściwie dużym pokoju wielofunkcyjnym. Tym, który nie jest sypialnią. ;)

 

Niesamowite, ale dla mnie jest to pierwsze w moim dorosłym życiu mieszkanie, które urządzam zupełnie sama i tylko dla siebie. Chyba dlatego po raz pierwszy mogę je spokojnie nazwać mieszkaniem minimalistki, bo mieszka w nim rzeczywiście tylko minimalistka. :) Zanim przejdę do zdjęć i konkretów, słowo wprowadzenia. To jest mieszkanie, które było kupione pod najem, z tą myślą remontowane i urządzane, ostatnie 2 lata było właśnie wynajmowane. Teraz jest to moja baza, którą odrobinę urządzam pod siebie, ale nie traktuję tego mieszkania jako swojego docelowego.

 

Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam po wprowadzeniu się to… sprzedałam i wyrzuciłam kilka mebli. :) Od razu wiedziałam, że po prostu nie jest mi potrzebne tak dużo miejsca do przechowywania i ogromna komoda znalazła swojego nowego właściciela od ręki. Duży rozkładany stół (z odzysku) niestety nie nadawał się już do użytkowania. Po wyniesieniu zbędnych mebli zrobiło się mnóstwo miejsca i upragnionej przestrzeni, choć mieszkanie nie jest wielkie (37 metrów w sumie). Ze sobą przywiozłam jedynie biurko z fotelem biurowym, reszta była już w mieszkaniu. Miło było mi zauważyć, że naprawdę dobrze przygotowałam to mieszkanie pod najemców, bo samej mieszka mi się tutaj bardzo dobrze. Zrobiłam natomiast remont w kuchni i drobny w łazience, co było już wcześniej planowane.

 

Wprowadzając zmiany do mieszkania „pod siebie” kierowałam się dwoma zasadami. Postanowiłam, że:

1. Nie wszystko naraz. Lubię, żeby mieszkanie żyło ze mną. Nie wszystko musi być zrobione od razu i „na gotowo”. Ono nie jest i pewnie nigdy nie będzie „skończone”.

2. Nie będę ruszać tego, co dobre. Oczywiście, że to mieszkanie wyglądałoby inaczej, gdybym od początku robiła je dla siebie. Na pewno miałoby inne podłogi, ale z oczywistych względów nie zamierzam ich wymieniać. Zostawiłam również bazowe meble (regał, kanapa, szafy), ponieważ są bardzo praktyczne i w świetnym stanie.

 

Ponieważ mebli i przedmiotów w moim domu nie ma zbyt wiele, poza pokazaniem ich na zdjęciach chcę Wam trochę o nich opowiedzieć. O tym, dlaczego otaczam się akurat takimi przedmiotami, skąd się wzięły i jaka jest ich historia. Uważam, że podobnie we wnętrzach, jak i w ubraniach możemy kierować się podobnymi wartościami łącząc to, co nowe z tym, co stare. Drogie z tańszym. Sztukę z sieciówką. Możemy szukać ponadczasowych projektów i jakości, ale i eksperymentować. Dodając do tego własną estetykę i gust, który nie podlega ocenie. W mojej szafie znajdziecie polskie projekty i sieciówki, kaszmir i sportowy poliester, legginsy z Lidla i jedwabną apaszkę. Nowe jeansy i swetry z lumpeksu. Tak samo we wnętrzach mam szafkę nocną z lat 50, szafę z IKEA czy lampę Hubsch z drugiej ręki. Kubki Marimekko, ale i z Bolesławca, ceramikę sopocką oraz ze wspaniałej polskiej pracowni Ende czy talerze z drugiej ręki. Spróbuję pokazać Wam moje wnętrze przez pryzmat tych właśnie wartości.

 

Gdy wprowadziłam się do tego mieszkania, dużo eksperymentowałam z ustawieniem mebli w dużym pokoju. Jedynym elementem, który pozostał w swoim miejscu była szafa, reszta wędrowała po kilka razy pod różne ściany. Pod względem funkcjonalnym mam trzy strefy, które zmieniały swoje miejsce:

  1. Strefę wypoczynkową z sofą i stolikiem kawowym.
  2. Strefę pracy z biurkiem i fotelem biurowym.
  3. Strefę przechowywania, którą głównie stanowi regał KALLAX.

 

Na szczęście moje meble są lekkie i bardzo mobilne. Regał KALLAX ma kółka, które ułatwiają przestawianie, sofa KLIPPAN to jeden z mniejszych i bardzo lekkich modeli (nie jest rozkładana, co zmniejsza wagę), fotel biurowy jest na kółkach, a biurko ma lekki stelaż. Sofa znajdowała się już pod każdą ścianą i pod oknem, ale obecne ustawienie odpowiada mi najbardziej.

 

Strefa wypoczynkowa…

 

… to u mnie kanapa KLIPPAN ze stolikiem kawowym. Tę kanapę wybrałam lata temu z kilku powodów. Po pierwsze, jest lekka i nieduża gabarytowo, przez co nie przytłacza wnętrza. Po drugie, jest bardzo wygodna. Po trzecie, jest ultra praktyczna. Ciemnoszare pokrycie nie brudzi się tak łatwo, a fakt, że można je w razie czego zdjąć i wyprać tylko poprawia komfort użytkowania (można je też wymienić, jeśli pojawi się taka potrzeba). Przy wynajmowaniu mieszkania było to dla mnie ważne, ale i teraz, gdy na kanapie lądują psy – jest to bardzo istotne. Jestem wygodna, nie mogłabym mieć trudnej do czyszczenia sofy, a mieszkanie jest do mieszkania, a nie do patrzenia. :)

 

 

Gdybym teraz kupowała sofę, zdecydowałabym się jednak na inny model z równie praktycznego względu. Chciałabym mieć model rozkładany tak, żebym mogła kogoś łatwiej przenocować. Oczywiście, materac też się sprawdza, ale ostatnio, gdy przyjechali moi bracia, jeden z nich z dziewczyną – łatwo nie było. :) Pewnie wybrałabym którąś z sof modułowych – FLOTTEBO, która jest na tyle szeroka, żeby być też łóżkiem lub VALLENTUNA z uwagi na rozkładany moduł z siedziskiem, ale i uwielbiam takie nietypowe zestawienia modułów, jak tutaj. Nie trzeba kupować nowych mebli, żeby poeksperymentować z ustawieniem modułów pod różne potrzeby i zachcianki domowników.

 

Na kanapie najczęściej leżę z książką, telefonem i futrem. :) Biała poszewka GURLI to nowy nabytek, potrzebowałam rozjaśnić ten zakątek. Druga poduszka i koc przyjechały ze mną w zeszłym roku z Peru. Koc kupiłam, w ramach wspierania lokalnego rzemiosła, na targu w Cuzco, a poduszkę u Indian Uro, mieszkających na pływających wyspach na jeziorze Titicaca. Koc jest z wełny alpaki – kocham jego miękkość. Poduszka jest mieszana – z niebarwionej sztucznie wełny owczej i alpaki, a przedstawia Pachamamę, inkaską boginię ziemi. Pies przyszedł sam, z lasu. :)

 

 

Wiele pytań dostaję o stolik, gdy tylko pojawia się na instagramowych zdjęciach. To przemalowany spadek po poprzednim właścicielu mieszkania. Oryginalny ciemny kolor drewna do mnie nie przemawiał, a wiadomo, że biały to ulubiony kolor minimalistek. ;) Stolik nie jest idealny, jest nieco krzywy, ma trochę zadrapań i ubytków, ale na tym właśnie polega jego urok. Używam go do wszystkiego, czasami jest też moim atelier. ;) Zresztą, to nie jedyna rzecz w mieszkaniu, która pozostawiona przez poprzedniego właściciela zyskała nowe życie.

 

malowanie naturalnymi pigmentami

 

Strefa przechowywania…

 

… to w istocie regał KALLAX z bardzo wygodnymi pudełkami DRÖNA. Trzymam w nich wszystkie drobiazgi, które nie są książkami. Głównie jest to miejsce na pasję i hobby, dlatego są tam druty z włóczką, pędzle, składniki do robienia farb z naturalnych pigmentów, ale i część firmowych dokumentów, które są mi potrzebne w bieżącej pracy, zanim zarchiwizuję je w biurze. Pojemniki są bardzo pojemne i wygodne dzięki zakładce z materiału, która ułatwia wysuwanie. Na wierzchu jest kilka drobiazgów, które bardzo cenię lub korzystam z nich na co dzień.

 

 

Ważne miejsce w moim sercu zajmuje rzeźba głowy Chopina wykonana przez  Stanisława Bracha. Jest to nagroda od Stowarzyszenia Wiosna, organizatora akcji Szlachetna Paczka i Akademia Przyszłości za działalność charytatywną. Żeliwny czajnik w japońskim stylu kupiłam na targu staroci na Kole. Okazał się być bardziej ozdobny, niż użytkowy, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Uwielbiam na niego patrzeć. Kawałek drewna przywiozłam kiedyś z nad morza. Oba stanowią jedną z nielicznych dekoracji w domu. Nieoczywiste piękno w stylu wabi sabi. Pozostałe półki zajmują rzeczy czysto użytkowe – moja poduszka do medytacji mindfulness, biżuteria i perfumy o nazwie Nomade. Przy moim stylu życia (która to przeprowadzka w ciągu ostatnich lat? ;)) chyba nic dziwnego, że wybrałam zapach o akurat takiej nazwie… :)

 

 

Mobilność regału KALLAX pozwala mi też w 3 minuty wyczarować przytulną przestrzeń do medytacji i uważnego ruchu, które są ważną częścią mojej codzienności. Mata do jogi stoi obok, przy szafie – wszystko mam pod ręką.

 

 

Poza regałem KALLAX rzeczy przechowuję w dwóch miejscach. Na ścianie obok kanapy wisi otwarta półka, gdzie mam wszystkie moje książki (na samej górze te do oddania/sprzedania), notesy i kilka drobiazgów. Półka również należała do poprzedniego właściciela mieszkania i jest super praktyczna. Większe gabaryty typu odkurzacz, mop, miska, walizki, statyw do aparatu zmieściłam w szafie. To również model IKEA, który nie jest już dostępny w sprzedaży, ale bardzo podobny do szafy KLEPPSTAD. W całym mieszkaniu mam jeszcze szafę na ubrania w sypialni i szafkę w przedpokoju. Dużo przestrzeni = pragmatyczny plus minimalistycznego stanu posiadania.

 

 

Strefa do pracy…

 

…to doskonale Wam znane biurko młodej polskiej marki Mleko Living. Z właścicielami poznaliśmy się kiedyś na organizowanych przez nich warsztatach ceramicznych. Zresztą, na otwartej półce na ścianie widać moje „dzieła” z tamtych warsztatów. :) Potem zaczęli robić meble i tak wylądowało u mnie biurko. Jest wspaniałe – blat to lite dębowe drewno, a lekkości dodaje stalowy stelaż. Niestety, jest to również pojedynczy egzemplarz więc jeśli szukacie czegoś podobnego w klimacie, polecam model LILLASEN z bambusowym blatem.

 

Fotel to mebel, który pokazywałam już na blogu, ale stale dostaję o niego najwięcej pytań. To model z IKEA, nazywa się ALEFJÄLL. Jest to autorski projekt Francisa Cayouette dla IKEA. Francis Cayouette to uznany i nagradzany projektant, który tworzy m.in. dla Normann Copenhagen. Sam fotel biurowy jest w mojej opinii świetnie wyprofilowany, wykonany ze skóry naturalnej oraz stali, ma 10 letnią gwarancję i spełnia konieczne biurowe normy. Uwielbiam go.

 

 

Na biurku jest z reguły to, nad czym akurat pracuję. W tej chwili widzicie stos moich książek – dostałam egzemplarze autorskie od wydawnictwa i szykuję newsletterowy konkurs z książkowymi nagrodami. Kto się nie zapisał, a by chciał – zapraszam tutaj. Podkładkę pod myszkę kupiłam w NAP (stacjonarnie, w Warszawie), a podkładka pod laptopa to kartonowe „złóż to sam”, które dostałam po warsztatach z design thinking w kampusie Google. Nic się nie marnuje. :) Nad biurkiem i jako oświetlenie główne wybrałam papierowe klosze KRUSNING. Nad biurkiem mniejszy, pośrodku pokoju większy. Wyglądają jak przepiękne papierowe kwiaty. Białe, naturalnie. ;)

 

 

Co więcej?

 

Na koniec chcę opisać kilka rzeczy, o które też często są pytania. Ściana za biurkiem to mój spontaniczny, autorski projekt. :) Gdy miałam robiony remont kuchni, zostało sporo rozrobionego zwykłego gipsu. Zawsze podobały mi się faktury na ścianach, ale wciąż brakowało mi odwagi. „To gips, w razie czego zmyjesz wodą” – usłyszałam od mojego fachowca i poszło! Nakładałam gips na ścianę malarskimi szpachelkami, potem zaczęłam mieszać gips z naturalnymi pigmentami, na które miałam wtedy twórczą fazę. Efekt widzicie na zdjęciach, choć przyznaję, że nie umiem tak dobrze oddać uroku ściany na fotografiach. Jest nierówno, bałaganiarsko, artystycznie, idealnie. :)

 

 

W temacie sztuki pozostając, kilka słów o obrazach i grafikach. Mam marzenie o całej ścianie zapełnionej sztuką. Obiecuję sama sobie, że kiedyś się zbiorę w sobie i taką zrobię. Tymczasem zamiast telewizora listwa MOSSLANDA robi mi galerię teraz, a w niej znajdują się: grafika Mieczysława Wasilewskiego (oryginał), kupiona na targach plakatu osobiście od artysty, rysunek kupiony na targu staroci, grafika Joanny Grochockiej (wycięta z Przekroju) i moje prace. Obraz z kołami jest namalowany farbami akrylowymi, ten w paski z użyciem naturalnych pigmentów z popiołu i węgla, a biało-beżowy w tle to gips barwiony piaskiem. Szare ramki to model LOMVIKEN, mała biała to RIBBA.

 

 

Mieszkanie ma jeden minus w postaci braku pełnowymiarowego balkonu, ale i tak zaparłam się, że będą rośliny. Na wzór przepięknych francuskich balkoników. Doniczki to jedyna rzecz, którą miałam w zdecydowanym niedomiarze i musiałam dokupić. Na balkonie trzymam smaguliczkę, surfinie, niecierpki, miętę i bazylię czy werbenę. W domu okazuje się, że jestem niespodziewaną matką paproci. Z jednej mam już dwie, trzecią w paprociowym przedszkolu, a czwartą już odchowałam i oddałam.

 

Większość doniczek to IKEA. Na parapecie widzicie model DRÖMSK, na szafie GRADVIS, dużą kamionkową BÄRMÅLLA, a na balkonie kilka doniczek INGEFÄRA, w których porowata terakota, przez zatrzymywanie nadmiaru wody, wspiera roślinę w utrzymaniu właściwego poziomu nawodnienia . Doniczkę z nóżkami kupiłam w TKMaxx, jest też kilka starszych z odzysku, a nawet metalowy pojemnik na sztućce, który został po najemcach.

 

 

Strasznie długi wyszedł mi ten tekst jak na wnętrzarski. :) Starałam się rzetelnie opisać większość elementów, które widzicie na zdjęciach. Jeśli czegoś zabrakło – dajcie proszę znać, dodam. Jak widzicie to mieszkanie, które żyje. Niewykluczone, że za moment będzie wyglądało odrobinę inaczej, ale rzadko wiąże się to u mnie z kupowaniem nowych rzeczy tak po prostu. Każdy z przedmiotów, który mam, opowiada jakąś historię, a ja lubię ich słuchać. Podoba mi się też, że przestrzeń nabiera takiego trochę artystycznego wymiaru. Bardzo łączy się to z momentem w życiu, w którym jestem.

 

Jakimi wartościami kierujecie się urządzając swoje domy i mieszkania?

 


Tekst powstał we współpracy z moim wieloletnim blogowym Partnerem – marką IKEA.

Sprawdź Także

Powiadomienia
Powiadom o
guest
53 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments