Jak prowadzić bloga? Prawna ochrona marki bloga

ochrona-marki-blogera

Jak prowadzić bloga, czyli blogowanie od kuchni, część szósta (o matko, już szósta!), a w niej coś, czego jeszcze chyba nikt nie poruszał, czyli ochrona prawna marki bloga lub marki blogera.

 

Dotychczas, w cyklu pojawiły się teksty:

Jak prowadzić bloga? Część I –  o wartościach w życiu blogera, moich wartościach. Plus odpowiedzi na pytania dlaczego zaczęłam blogować i co sprawia,  że nadal bardzo chcę blogować :).

Jak prowadzić bloga? Część II – o organizacyjnych kwestiach związanych z prowadzeniem bloga, takich jak: częstotliwość i grafik wpisów, dobór tematów i kategorii, inspiracje  i organizacja czasu.

Jak prowadzić bloga? Część III – o moich doświadczeniach związanych z rozwojem bloga, budowaniem zasięgu i społeczności w mądry sposób.

Jak prowadzić bloga? Część IV – o tym, czym właściwie jest SEO i jak najbardziej efektywnie pozycjonować treści na blogu plus kilka praktycznych wskazówek.

Jak prowadzić bloga? Część V – o prawach autorskich w prowadzeniu bloga. Co można robić, czego nie można i o naruszeniach praw autorskich na blogach.

 

Ten tekst powstał pod wpływem Waszych pytań i inspiracji. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że będzie potrzebny. Wydawało mi się (w gruncie rzeczy, podobnie jak przy prawach autorskich), że już wiele tekstów na ten temat już powstało. Sięgnęłam do wujka googla, a tu nic. NIC o ochronie prawnej marki bloga, blogera.

 

Podobnie jak przy poprzednim tekście, od razu poczynię pewne zastrzeżenie. Prawa autorskie i generalnie prawo ochrony własności intelektualnej to zagadnienia, którymi zajmuję się zawodowo już od 10 lat. Jestem prawnikiem, rzecznikiem patentowym, w chwili obecnej prowadzę własną kancelarię patentową w Warszawie. Staram się opisywać Wam te tematy w jak najbardziej jasny sposób, unikając prawniczego żargonu. Dlatego też, kolegów i koleżanki po fachu proszę o wyrozumiałość :).

 

Marka a znak towarowy

Mówiąc o ochronie prawnej marki, z prawnego punktu widzenia i w prawniczej terminologii będę mówić o znaku towarowym. Nazwa, logo, grafika to pierwsze skojarzenia przy znaku towarowym. Znakiem towarowym mogą być też np. hologramy i dźwięki, ale dziś, żeby nie mieszać, skupię się tylko na nazwie i logo.

 

Przyzwyczailiśmy się, że o takich kwestiach mówi się raczej w firmach, biznesach, nie przy blogach. Tymczasem, nie da się ukryć, że blogi stały się poniekąd biznesami, i to dość prężnie prowadzonymi. Czasami są znane głównie poprzez nazwisko ich autora, autorki, ale najczęściej poprzez nazwę. Powstaje pytanie, czy i w jaki sposób tą nazwę chronić?

 

Czy chronić nazwę, logo bloga?

Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Jeśli blog jest dla Ciebie raczej odskocznią od codzienności, gdzie indziej zarabiasz na chleb, nazwa bloga nie jest zbyt fantazyjna (np. Gotowanie z pasją), a tak naprawdę to nie jesteś pewna/pewny czy za parę miesięcy nie przestaniesz tego bloga pisać, to inwestowanie w ochronę tej nazwy nie ma większego sensu. Szkoda czasu i pieniędzy.

 

Natomiast, jeśli prowadzisz bloga i na nim zarabiasz, i są to relatywnie duże zarobki, które pozwalają Ci się z tego bloga utrzymywać, jeśli blog jest Twoim biznesem, albo wokół bloga robisz dużo rzeczy, które są Twoim źródłem utrzymania, zapewne też jesteś znana/znany i mocno utożsamiana/utożsamiany z tą konkretną nazwą bloga, wtedy radziłabym poważne zastanowienie się nad rejestracją nazwy bądź logo Twojego bloga. Oczywiście, każdy taką decyzję musi podjąć sam, ponieważ rodzi ona konkretne koszty (o których poniżej).

 

W ramach szybkiego researchu do tego tekstu sprawdziłam czy nazwy topowych, polskich blogów, blogerów są w jakikolwiek sposób formalnie chronione jako znaki towarowe. Otóż, nie są. Odrobinę mnie to dziwi, biorąc pod uwagę skalę i zasięg ich biznesów. Jestem zwyczajnie ciekawa, czy jest to ich świadoma decyzja, czy też wynika ona z nieznajomości tematu. Być może będę miała kiedyś okazję kulturalnie podpytać. :)

 

Czy możemy ponieść konsekwencje “nie zarejestrowania znaku”? Tak, mogą się takie pojawić. Przede wszystkim, znaki rejestruje się na zasadzie kto pierwszy, ten lepszy. Oczywiście, od tej zasady jest mnóstwo wyjątków, ale walka o znak, który, mówiąc kolokwialnie “ktoś nam podprowadził” i zarejestrował na własną rzecz, nie jest łatwa i przyjemna. No, chyba że nie jesteś aż tak do tej nazwy przywiązany i możesz spokojnie, bez większej szkody ją sobie zmienić, co też jest oczywiście jedną z opcji.

 

Która nazwa nadaje się do ochrony?

Na ten temat napisano kilka książek, a kwestia, jakie faktycznie bloger pełni usługi pod daną marką to raczej tekst, który mogłabym przedstawić w branżowym, prawniczym periodyku. Chciałabym jedynie, żebyście zapamiętali, że im nazwa bloga jest bardziej fantazyjna i im bardziej odbiega od treści prezentowanych na blogu, tym lepiej i tym wyższe szanse na późniejsze zarejestrowanie tej nazwy jako znaku towarowego.

 

Znaków towarowych nie rejestruje się ot, tak sobie. Zawsze są one powiązane z konkretnymi towarami, które są sprzedawane pod danym znakiem lub usługami, które są świadczone. W przypadku bloga, pierwszą naturalną usługą, która przychodzi mi do głowy jest usługa reklamowa (przy współpracach z firmami), ale może się ich pojawić dużo więcej: tworzenie sesji zdjęciowych na zamówienie, pisanie tekstów na zamówienie, organizacja warsztatów, produkcja towarów również (kolekcje ubraniowe, organizery, biżuteria itp.). Dlatego też, osobom, które to właśnie czytają i świta im w głowie, że jest to temat, którym być może powinny się zainteresować, doradzam gorąco udanie się do prawnika, do rzecznika patentowego, który pomoże w konkretnym ich przypadku. Niekoniecznie do mnie ;).

 

Ja wygląda rejestracja znaku towarowego? 

Znaki towarowe to prawa, które chroni się terytorialnie. Można sobie zarejestrować znak w polskim Urzędzie Patentowym (wtedy będzie chroniony w Polsce), w innym kraju lokalnie (wtedy będzie chroniony w danym kraju), w OHIM czyli takim “europejskim urzędzie” (wtedy będzie chroniony na terytorium UE) lub w procedurze międzynarodowej, gdzie można wybrać sobie dowolne kraje. Każda z tych procedur wygląda inaczej i wymaga innych inwestycji na opłaty urzędowe. Poniżej, z grubsza opiszę Wam polską procedurę.

 

Zgłoszenie znaku towarowego składa się w polskim Urzędzie Patentowym, samo zgłoszenie ma postać wniosku, na którym muszą się znaleźć konkretne informacje. Wzór wniosku i dodatkowe informacje znajdziecie spokojnie na stronie urzędu. Zgłoszenie można złożyć samemu (jako osoba fizyczne również, nie trzeba mieć firmy) lub z pomocą rzecznika patentowego, co gorąco polecam przy rejestrowaniu np. nazwy bloga. Oczywiście, jest to dodatkowy koszt, ale pewne kwestie np. przy określaniu zakresu ochrony mogą Wam umknąć, a rzecznik to wyłapie i poprowadzi procedurę tak, aby zakończyła się sukcesem czyli skuteczną rejestracją znaku. Opłaty, które trzeba wnieść są dwojakiego rodzaju:

  • opłata za zgłoszenie znaku – płatna na początku postępowania i wynosi minimum 550 zł (dokładna kwota zależy od tego jak szeroko chcemy znak chronić)
  • opłata za rejestracje znaku – płatna na samo koniec i wynosi minimum 490 zł (podobnie, dokładna kwota zależy od zakresu ochrony)
  • ewentualnie opłata za pomoc rzecznika patentowego – u mnie w kancelarii jest to koszt 750 zł netto

 

Całość procedury trwa ok. 1 rok, chociaż ostatnio udaje mi się skrócić ten czas do ok. 10 miesięcy. Tym, że to długo trwa nie trzeba się przejmować, ochrona będzie obowiązywać od daty zgłoszenia znaku. Po rejestracji ma się znak chroniony przez 10 lat i tą ochronę można przedłużać o kolejne 10 lat aż w nieskończoność :).

 

***

Podobnie jak przy prawach autorskich, zdaję sobie sprawę, że poruszone przeze mnie powyżej zagadnienia to jedynie wycinek większego tematu. Z oczywistych względów nie jestem w stanie opisać wszystkiego, ale jeśli jest coś, co Was szczególnie zainteresowało, dajcie znać. Postaram się odpowiedzieć w komentarzach lub dopisać kolejną część :).

 

Jeśli spodobał Ci się ten tekst, to pozostańmy proszę w kontakcie:
  • Zapisz się do Simplicite Newslettera. Zyskasz m.in. priorytetowy dostęp do nowych tekstów, zanim pojawią się na blogu oraz możliwość uczestniczenia w “bez-zadaniowych” konkursach.
  • Polub na fanpage na Facebooku lub profil na Bloglovin. Zyskasz bieżący dostęp do wszystkich aktualności.
  • Simplicite możesz śledzić też na Instagramie. Znajdziesz tu dużo z mojego bieżącego życia i sporo zdjęć kawy ;).  
25 komentarzy
  • Szalenie przydatny wpis! Cieszę się, że poruszyłaś ten temat. Większość prawników każe sobie płacić za tego typu informacje :)

    • Darmowy Mason

      ewentualnie niektórzy prawnicy publikują takie informacje żeby podnieść świadomość społeczną, co doprowadzi do popytu na ich usługi :)

      • Tak samo dietetycy piszą o zgubnym wpływie diety 1200 kalorii, a lekarze o konsekwencjach nadciśnienia :)

      • Ale nikt nikogo nie zmusza do czytania artykułów blogerów. Możesz śmiało wejść na inną stronę.

      • To tylko dobrze świadczy, jeśli ktoś dzieli się bezpłatnie swoją wiedzą, to świadczy o profesjonalizmie. Ja tylko raz w życiu usłyszałam od jednego blogera, że jego cenne dwie minuty, które musiał mi poświęcić za darmo, dałyby mu w innym przypadku ogromne zyski, gdyż pracuje dla zagranicznych firm i w ogóle i… zgadnij, jaka była moja reakcja. Co więcej, nic konkretnego od niego nie uzyskałam, żadnej pomocy tylko maila własnie z wynurzeniami typu “jaki to mój czas jest cenny, za każdą minutę płacą mi miliony, a ty tutaj śmiesz pytać mnie o coś beż uprzedniego przelewu na konto?!”.

  • A czy masz jakąs wiedzę na temat zarejestrowanycm “marek blogowych” – może ktoś za granicą? Chodzi mi po prostu o jakiś pozytywny przykład: czy jest to jakoś zaznaczone na stronie, etc.

    • Wiem, że np. dziewczyny z A Beautiful Mess mają kilka, jeśli nie kilkanaście zarejestrowanych znaków towarowych, ale ich blog to już naprawdę duży biznes.

  • Szukałam na twoim blogu informacji o tym, jak wygląda procedura zarabiania na blogu, bo w sieci nie ma żadnych konkretnych informacji, opisanych w zrozumiały sposób. Chodzi o to, czy zarabiając trzeba zakładać firmę i co z odprowadzaniem podatków? Czarna magia :(

    • Nie, nie pisałam o tym. Może uzupełnię o te informacje któryś wpis. Generalnie odpowiedź na Twoje pytanie brzmi: nie, aby zarabiać na blogu nie trzeba mieć firmy. Wtedy tylko rozliczenia z Klientami będą trochę inne, Klient musi podpisać z Tobą umowę, Ty wystawiasz rachunek, a raz w roku dostaniesz od niego PIT, tak jak od pracodawcy. Jeśli prowadzisz firmę, to wystawiasz fakturę.

      • Dziękuję ci! Taka krótka informacja, a ile mi rozjaśniła w głowie! Niestety jestem w tym temacie zupełnie zielona i nie wiem, jak powinny wyglądać takie umowy, jednak nie będę cię tu o to męczyć. Gdzieś w sieci przeczytałam, że bloger nie musi zarabiać, by uznano, że powinien płacić podatki. Wystraszyło mnie to, bo czasem pomagam za darmo blogerom w instalacji szablonów i nie wiem, czy tego typu praktyki nie przysporzą mi tylko kłopotów :(

      • Rozliczasz się jak pozostali freelancerzy, w przypadku, kiedy coś zleca Ci firma, to oni wystawiają Ci umowę, Ty nie musisz sobie tym zawracać głowy, a jeśli robisz coś dla osoby fizycznej, to Ty spisujesz umowę o dzieło (bo żeby wystawić zlecenie, musiałabyś opłacać sobie ZUS lub mieć umowę o pracę gdzieś u jakiegoś pracodawcy, aby on płacił Twoje składki) i wystawiasz rachunek, na podstawie którego potem się rozliczasz ze skarbówką. Tyle wiem od księgowego, mam nadzieję, że nic nie pokręciłam. Generalnie wzory umów znajdziesz w internetach, tylko wiadomo – zmienią się dane i przedmiot zlecenia, najważniejsze to pamiętać o tym, by w takiej umowie napisać, co robisz, za ile i na kiedy. Konkretne info, aby potem w razie ewentualnych pretensji mieć podstawę do dyskusji.

      • Dziękuję ci za szalenie przydatną informację! Nie wiedziałam, że się w tym orientujesz, bo na pewno bym się ciebie spytała. Może kiedyś się odważę?

      • Musiałam się zorientować, bo mnie samej to potrzebne przy rozwijaniu się zawodowo :)

      • Dodałabym tylko tyle, że uważajcie na umowy z internetów… są coraz niższej jakości, a czasami wręcz są najeżone błędami. Z tego, co pamiętam Michał Szafrański u siebie publikował przykładową umowę z omówieniem, polecam tam sięgnąć.

      • Znalazłam ten wpis i podrzucam link, gdyby ktoś potrzebował: http://jakoszczedzacpieniadze.pl/zla-i-dobra-umowy-wspolpracy

      • Kasia, jeszcze przede mną (nami) zgłębianie systemu i prawa polskiego, więc ja też się chętnie przeczytałabym coś na ten temat! ;]

  • Pytanie abstrakcyjno-teoretyczne.
    Czy w związku z tym, że popularni, polscy blogerzy nie opatentowali swoich nazw i swoich logo to jakaś osoba trzecia mogłaby to zrobić, “zarezerwować” sobie Seggritę, Jasona Hunta czy Fashionelkę (lub inego blogera, który nie “ochronił prawnie” swojej marki) i zablokować im możliwość tworzenia pod wypracowanymi markami?

    • Jeśli nie byłoby to zgłoszenie znaku w złej wierze to tak, teoretycznie jest taka możliwość. Spokojnie mogę sobie wyobrazić taką sytuację, że ktoś prowadzi np sklep z ubraniami, dla którego zarejestruje sobie nazwę Fashionelka.

  • Ja również zastanawiałam się jakiś czas temu nad zarejestrowaniem znaku. Ale postanowiłam, że dopóki przychody nie będą w stanie pokryć kosztów całego zabiegu odkładam ten temat w czasie. W przypadku dużych blogów dziwię się, że tego nie robią. Prawdopodobnie nie mają pojęcia jakie problemy mogą ich spotkać.

  • Wydaje mi się, że nierejestrowanie znaków wynika z tego, jaki stereotyp panuje na temat blogów: że to takie osobiste uzewnętrznianie się lub dodatek do czegoś innego, co się robi. Nie podchodzi się do tego tematu poważnie. A w momencie, kiedy poprzez bloga sprzedaje się własne wyroby, prowadzi kursy i tak dalej, to nazwa i logo stają się rozpoznawalną marką, a marki powinny być chronione. Skoro bloger jest już w stanie zatrudnić projektanta i zapłacić za projekt identyfikacji wizualnej, to warto by było się zabezpieczyć, aby nikt tego projektu “nie podprowadził”.

  • Ciekawe jest to, co piszesz. Zmusiło mnie do myślenia. Tak lubię nazwę swego bloga, że myśl, że ktoś mógłby mi ją podebrać i wykorzystywać, budzi we mnie jakiś sprzeciw. Przemawiam przeze mnie trochę snobizm, a trochę przywiązanie do rzeczy, które sama wymyśliłam, jednak fajnie byłoby mieć ochronę nad czymś co się samemu stworzyło. Nawet, jeśli się na tym nie zarabia.

  • Bardzo ciekawy tekst. Mało kto z nas ma tego świadomość…A w przypadku prężnie działających blogów, faktycznie nieco to dziwi :)

  • Fajne i bardzo przydatne. To chyba rzeczywiście warto zadbac o swoje prawa jeżeli znajdziemy to co chcemy robic i jak chcemy to nazwac. Tylko czasami moze trudno okreslic ten moment kiedy warto. Pozdrawiam serdecznie beata

  • Kasiu, a jak to wygląda w przypadku praw autorskich? Jeśli panuje tu zasada “kto pierwszy, ten lepszy”, udowodnienie pierwszeństwa prawa do danego znaku, wydaje się być proste i wykonalne drogą sądową. Ktoś podprowadza mi znak, a ja go pozywam. Czy to tak nie działa?

    • Tak, można się oprzeć wyłącznie na prawach autorskich, z tym że udowodnienie naruszenia prawa do znaku towarowego jest w praktyce łatwiejsze niż udowodnienie naruszenia prawa autorskiego do utworu w postaci znaku. Nie trzeba też udowadniać pierwszeństwa, co w praktyce przy prawach autorskich bywa przed sądem bardzo kłopotliwe, data zgłoszenia znaku jest tu wiążąca.