Darmowe
planery, e-booki...

Podziel się:

Darmowe
planery, e-booki...

Współpraca na blogu. Mój osobisty regulamin współprac blogowych

współpraca na blogu

Współpraca na blogu – nie znam chyba drugiego tematu, który w świecie blogosfery budziłby tyle wątpliwości, kontrowersji czy niejasności. Ostatnie pół roku było dla mnie czasem ogromnych zmian, zarówno w moim życiu prywatnym, jak i częściowo zawodowym. Czas ten pozwolił mi spojrzeć z dystansu na wiele kwestii. Uświadomiłam też sobie, że choć wiele blogowych spraw jest dla mnie jasnych i klarownych to nigdy nie dzieliłam się tym zapleczem z Czytelnikami, a to właśnie Wy jesteście mocą napędową tego bloga. Chcę być transparentna na tyle, ile jest to możliwe, zwłaszcza w świetle ostatnich afer dotyczących prawdomówności blogerów czy przejrzystości ich biznesów. Na pierwszy ogień biorę współprace blogowe.

 

Przygotowując się do tego tekstu poprosiłam Was, zebranych na Facebooku czy Instagramie, o przekazanie mi pytań, wątpliwości czy niejasności, które się w Was pojawiają, gdy widzicie współprace reklamowe na blogach, nie tylko na moim. Nie mogę się, naturalnie, wypowiadać w imieniu innych blogerów, ale dziś chcę Wam przedstawić mój osobisty regulamin współprac na blogu. Są tu omówione m.in. takie kwestie, jak:

  • Czym kieruję się dobierając marki do współpracy?
  • Ile swobody mam przy przygotowywaniu tekstów sponsorowanych?
  • Czy moje opinie są szczere czy też marka ma na nie wpływ?
  • Ile zarabiam na blogu?
  • Czy i w jaki sposób oznaczam współprace?

 

Regulamin współprac z markami na Simplicite.pl

 

KRYTERIA DOBORU MAREK I REALIZACJI DZIAŁAŃ

1. Pierwszeństwo mają produkty marek, które znam i cenię – to podstawowe i bardzo przydatne kryterium. Jeśli od lat kupuję produkty IKEA i właśnie IKEA zwraca się do mnie z prośbą o współpracę, nie mam większych wątpliwości. Oczywiście, musimy ustalić szczegóły, zakres, wycenę i milion innych spraw, ale taka marka zawsze będzie miała u mnie pierwszeństwo.

2. Jeśli pojawia się propozycja promowania produktu czy usługi, której nie znam – zawsze zastrzegam sobie wystarczająco długi czas na testy. Nigdy nie promowałam na blogu czegokolwiek, czego nie mogłabym wcześniej przetestować. I to nie obejrzeć pobieżnie, ale rzeczywiście przetestować, o ile jest to możliwe, bo np. nie da się „przetestować” płytek podłogowych. W takiej sytuacji robię staranne rozeznanie tak, jakbym robiła to przed zakupem.  Zapis o testowaniu szczególnie dotyczy kosmetyków, gdzie już na początku rozmowy o ewentualnej współpracy informuję, że potrzebuję przynajmniej 1 miesiąca na testy. Wcale nie uważam, żeby było to długo, ale wiele marek nie chciało przystać na ten warunek. Trudno, w takiej sytuacji omawiam. Kilkukrotnie zdarzyło się natomiast, że testy wypadły niepomyślnie. W takich sytuacjach również nie podejmuję współpracy. Nie piszę „źle” o marce, po prostu rezygnujemy z jakichkolwiek wspólnych działań, ponieważ nie mogłabym się pod taką promocją podpisać. Zdarzyło mi się kiedyś podpisać roczną umowę ramową z agencją na promowanie kilku określonych marek, ale w przypadku jednej z nich testy wypadły źle – również nie doszło tu do współpracy przy promocji tej jednej marki.

3. Na blogu nie promuję alkoholu i innych używek. Nie oznacza to bynajmniej, że nie piję alkoholu;), ale postanowiłam, że nie chcę w żaden sposób promować używek. Nawet, jeśli byłaby to np. akcja charytatywna, której sponsorem jest producent wyrobów tytoniowych lub alkoholowych. Nie i już. Papierosów zaś nie palę żadnych (też elektronicznych), ale paliłam na studiach.

4. Nie przyjmuję współprac, które wymagałyby ode mnie rozebrania się do zdjęć. Nie chodzi mi oczywiście o negliż zupełny, ale np. o zdjęcia w stroju kąpielowym czy bieliźnie. Nie widzę absolutnie nic zdrożnego w takich fotografiach, ale mój powód jest inny. Jestem prawniczką, rzecznikiem patentowym, wykonuję zawód zaufania publicznego i traktuję go bardzo poważnie. Od samego początku blogowania bardzo starannie dobieram współprace tak, abym nie zobowiązała się do tworzenia treści, która w mojej opinii nie będzie licowała z godnością zawodu. I taką też decyzję podjęłam w odniesieniu do nagości. W moich kanałach nie znajdziecie zdjęć, na których pokazałabym więcej, niż fragment nagich pleców czy sylwetkę w stroju kąpielowym z dużej odległości. Czasami żałuję, bo uwielbiam estetykę niektórych bardziej odważnych fotografii, ale zostaną one w moim osobistym archiwum. Z ciekawostek – odmówiłam kiedyś udziału w bardzo ciekawej i niezwykle dobrze opłacanej kampanii tylko z tego powodu, że na zdjęciach miała być widoczna twarz plus dekolt bez widocznego ubrania. Nie nagość, ale delikatna sugestia nagości w kontekście naturalności. Świetna kampania, ale nie dla mnie.

5. Podczas podejmowania decyzji zwracam uwagę na kwestie etyczne w odniesieniu do marek, z którymi współpracuję, ale przyznaję, że nie zawsze tak było. Na samym początku blogowania nie miałam wszystkiego tak jasno określonego, a i sama na zakupach nie zawsze zwracałam uwagę na to czy firma jest eko. Teraz staram się wypracować zdrowy kompromis. Nadal są produkty, które lubię i kupuję chociaż nie są super eko i zero waste, a i zdarza mi się zjeść w Macu frytki z lodami! :) Są również marki dużych koncernów, których nikt przy zdrowych zmysłach nie nazwałby ekologicznymi, ale jeśli wprowadzają np. nowe serie produktów naturalnych czy wegańskich to nie mam problemu, żeby je testować i promować, jeśli są dobre. Wychodzę z założenia, że lepszy choć jeden krok w dobrą stronę, niż żaden.

6. Często odmawiam i niedawno jedna z dziewczyn z agencji zapytała czy kiedykolwiek zgodzę się na jakąkolwiek współpracę czy to bez sensu, żeby przesyłała zapytania. :) Zawsze byłam ekstremalnie wybredna, ale w zeszłym roku podjęłam się relatywnie dużej liczby współprac z uwagi na budowę domu, dlatego w tym roku selekcja jest wyjątkowo ostra. Mamy czerwiec, a na blogu pojawiła się tylko jedna współpraca jak dotychczas – w styczniu był to tekst we współpracy z IKEA, moim wieloletnim blogowym partnerem. W ankiecie padło pytanie: jak delikatnie odmawiać, żeby nie palić mostów. Mój sposób odmawiania różni się w zależności od tego, kto pyta. Jeśli jest to zapytanie z agencji, która takich wysyła mnóstwo, bo jestem na liście blogerów pasujących do tematyki lub jest to współpraca typu link za link, to po prostu pięknie dziękuję za pamięć, ale informuję, że nie jestem zainteresowana pracą przy tym projekcie. Jeśli pyta ktoś, z kim mam styczność pierwszy raz lub jest to zapytanie ze strony marki, która nie ma doświadczenia we współpracy z blogerami – staram się wyczerpująco wyjaśnić. Gdy nie byłam jeszcze blogerką, a chciałam współpracować przy promocji usług mojej firmy z popularnym wtedy blogerem i napisałam do niego – to dostałam tak nieprzyjemną i odpychającą odpowiedź, że postanowiłam, że nigdy się tak nie zachowam. Wiem, z czego to wynikało i takiej propozycji nie złożyłabym dziś, ale wtedy nie znałam zaplecza branży i współprac blogowych, a zostałam niemiło potraktowana z uwagi na moją niewiedzę.

7. Z reguły nie przyjmuję i nigdy nie publikuję tzw. przesyłek promocyjnych czy PR-owych. Większość agencji już się nauczyła, że nie lubię dostawać niezamówionych paczek :) i zawsze wcześniej pytają mnie czy jestem jakąś przesyłką zainteresowana. Nawet, gdy ma być to niespodzianka to najczęściej ja wiem, co dostanę. :) Z reguły zainteresowana jestem wybranymi książkami, czasami ciekawymi kosmetykami do przetestowania, ale bardzo rzadko. Ubraniami to chyba tylko raz czy dwa przez 7 lat prowadzenia bloga. W takich sytuacjach piszę jasno, że chętnie coś wezmę do testów, ale zastrzegam sobie prawo zrobienia później, co zechcę. Mogę się zachwycić i chcieć napisać, mogę to zignorować, a mogę napisać negatywną opinię, jeśli produkt mi się nie spodoba.

8. Nie robię żadnych unboxingów – to się rozumie chyba samo przez się.

 

W temacie nawiązywania współprac pojawiło się sporo Waszych pytań, postaram się teraz na nie wyczerpująco odpowiedzieć.

Jak wygląda proces nawiązywania współpracy?

Najczęściej dostaję najpierw maila z zapytaniem czy jestem zainteresowana współpracą przy danym projekcie – od agencji, która reprezentuje markę lub od marki bezpośrednio. Czasami od razu są znane wszystkie szczegóły, ale czasami agencja zbiera tylko wstępne informacje i nawet nie wiem co to dokładnie za marka, a znam tylko kontekst współpracy. Gdy brzmi interesująco to wstępnie się zgadzam, wysyłam wycenę i potrzebne dane na temat statystyk. Oczywiście, to tylko wstępna chęć – ostateczną decyzję podejmuję dużo później. Gdy już dostanę wszystkie szczegóły akcji – co to za marka, kiedy, jakie działania dokładnie, jaki kontekst itp. i nadal jestem chętna, wtedy mam czas na testy – ile i jak to wygląda to zależy od produktu i rodzaju działań. Gdy testy wypadną pomyślnie, wtedy podpisujemy umowę (jeśli ją mamy), a ja przygotowuję treści na bloga czy do mediów społecznościowych.

Jak długo może trwać współpraca?

Tak długo, jak się umówimy z marką, ale z reguły są to jednorazowe współprace, ale czasami mamy podpisaną umowę na więcej, niż jedno działanie, np. na 2-3 wpisy na blogu i X postów w SM. Czasami jest to umowa ramowa, np. na 2-3 wpisy w ciągu roku, a szczegóły ustalamy na bieżąco.

Czy we współpracy jest dokładnie określone co ma zrobić bloger?

Oczywiście, są dokładnie określone rodzaje działań, np. czy ma to być tekst sponsorowany na blogu, łącznie z jego promocją w SM czy też np. tylko pojedyncze zdjęcie z opisem na Instagramie. Jeśli chodzi o dokładne wytyczne odnoście treści to czasami zdarzają się takie sytuacje, że marka chce mieć na zdjęciu widoczny konkretny produkt czy czytelny logotyp lub umawiamy się na określony kontekst treści, np. skupiamy na określonym aspekcie produktu, ale zawsze wiem o tym przed podjęciem współpracy i mogę się zgodzić lub nie.

Czy korzystasz z materiałów prasowych?

Nie, nigdy nie publikuję gotowych materiałów prasowych, a takich propozycji nieustannie spływa mnóstwo. Mam z tym też niezbyt przyjemne doświadczenie w drugą stronę. Jako autorka książki wiem, że wydawnictwo rozsyła moją książkę do recenzji i trochę smutno mi, gdy zamiast takowej ktoś publikuje tylko suchą notkę prasową.

Czy marka może wykorzystać materiały blogera do własnych celów (teksty, zdjęcia)?

Co do zasady nie – takie mamy przepisy prawa autorskiego, ale często jest to regulowane umownie i często marka dostaje ode mnie niewyłączną licencję na korzystanie z materiałów powstałych w ramach współpracy w swoich kanałach, np. na stronie internetowej czy SM, ale zawsze z podaniem autorstwa i podlinkowaniem źródła. Jeśli przekazuję całość prawa autorskich, np. do zdjęcia to wyceniam to osobno i nigdy nie będzie to zdjęcie z moim lub cudzym wizerunkiem.

Czy po testach odsyłasz przedmioty, które testowałaś, co się z nimi dzieje, czy dalej ich używasz?

Chyba tylko raz zdarzyło mi się coś odesłać – były to ubrania marki TATUUM użyte tylko do zdjęć (chciałam pokazać możliwość skomponowania garderoby kapsułowej, ale nie chciałam ich zachowywać). Kiedyś na podobnych zasadach współpracowałam z marką LIDL przy ich ubraniach, które po sesji przekazaliśmy na cele charytatywne. Obie sytuacje były przez mnie we wpisach klarownie przedstawione czytelnikom, żeby nie było wątpliwości, co stało się z ubraniami. Resztę rzeczy zwyczajnie zużywam, książki regularnie oddaję lub sprzedaję, a dochód przeznaczam na cel charytatywny. Jeśli testuję kosmetyki to je zużywam do końca, często potem kupuję już sama, a czasami zmieniam na inne, różnie bywa – tak samo robię przecież z innymi kosmetykami. Z ciekawostek, jedną z moich pierwszych współprac blogowych była promocja ekspresu do kawy KRUPS w 2014 roku. Nigdy później już nie wzięłam żadnej współpracy z marką ekspresów, bo przecież miałam dobry i sprawny. :) Gdy w zeszłym roku popsuł się nasz biurowy ekspres, przekazałam mojego KRUPS-a do biurowej eksploatacji, a sama zdecydowałam się tylko na kawiarkę. Ważna kwestia, nie wszystkie marki przekazują produkty w ramach współpracy, np. IKEA tego nie robi. Jeśli pracuję z IKEA to wszystkie produkty widoczne na zdjęciach kupiłam sama, za swoje własne pieniądze, łącznie z szafkami kuchennymi itp. – nikt i nic nie miało wpływu na mój wybór.

 

OZNACZANIE WSPÓŁPRAC

9. Zawsze oznaczam współpracę, niezależnie od tego czy ma ona miejsce na blogu, na Instagramie, Instagram Stories czy Facebooku! Mnóstwo osób pytało w ankiecie: dlaczego blogerzy nie oznaczają współprac, dlaczego nie jest to obowiązkowe? Nie wiem, naprawdę nie wiem. Może wynika to czasami z niewiedzy?  Nie dam sobie ręki uciąć, ale możliwe, że i u mnie nie zawsze było wszystko rzetelnie oznaczone. Na samym początku blogowania nie wiedziałam, że powinnam oznaczać współprace, w jaki sposób się to powinno odbywać itp. Patrzyłam na blogerów popularniejszych i starszych stażem, a oni współprac raczej nie oznaczali, albo nie było to wystarczająco klarowne. W chwili obecnej nadal są blogerki, które wysoko cenię za treści, ale zachodzę w głowę, dlaczego tak bardzo bronią się przed oznaczaniem, która treść jest sponsorowana. Czasami mnie to wkurza, bo wiele osób, które rzetelnie zaznaczają współprace, bywa oskarżanych o oszustwo, bo czytelnik już nie wie kiedy ktoś ma zapłacone za treść, a kiedy nie. Wierzę, że ten fakt nie wpływa na opinię blogera o marce, dlatego też nie rozumiem bronienia się przed jawnością.

Ktoś mnie zapytał czy marka wymaga czasami, żeby ukryć fakt, że jest to współpraca. Nie mogę wypowiadać się za wszystkich, ale mnie się to nigdy nie zdarzyło. Często jest zaś zupełnie przeciwnie – marki w umowie zaznaczają, że wszystkie treści sponsorowane mają być jako takie w wyraźny i określony sposób oznaczone.

 

W moich kanałach współpraca jest oznaczona w następujący sposób:

  • Na blogu albo znajduje się wzmianka w treści wpisu o współpracy, albo na samym końcu jest wyraźny osobny akapit, który mówi o współpracy, np. tak jak tu, tu i tutaj. Często przyjmuję obie formy naraz.
  • Na Facebooku jest dedykowane narzędzie do oznaczania sponsorów przy postach, widać to np. w tym wpisie – zawsze z niego korzystam.
  • Na Instagramie niektóre konta mają podobną możliwość, co na FB – ja nie, dlatego zawsze używam hasztagu #współpraca, tak jak tutaj, tu i tu. Tak samo na Stories.

 

ZASADY REALIZACJI WSPÓŁPRACY CZYLI CZY MOJE OPINIE SĄ SZCZERE

10. Z marką możemy umówić się co do formy, nigdy co do opinii. Jak już wiecie, nie podejmuję się współpracy z markami, których produktów/usług nie znam czy nie cenię więc to jest relatywnie łatwe. W takiej sytuacji wiadomo, że jestem zadowolona więc dlaczego miałabym pisać niepochlebną opinię? Zdarza się jednak, że mogę być co do zasady zadowolona, ale są jakieś kwestie „do poprawy”, na które chciałabym zwrócić uwagę. Nie zdarzyło mi się, żeby marka kwestionowała moje prawo do takiej opinii zwłaszcza, że jasno przedstawiam swoje zdanie po testach, a przed podjęciem ostatecznej decyzji o współpracy. Możemy natomiast i czasami (choć bardzo rzadko) tak jest – dyskutować o formie przedstawienia mojej opinii. Podsumowując, moja opinia zawsze jest szczera. Mam pełną swobodę co do wyboru marek, z którymi współpracuję, po co więc miałabym promować te, których nie lubię czy nie cenię? Z pewnością nie dla pieniędzy. Nie mówię, że nikt nigdy tak nie zrobił, nie jestem aż tak naiwna, ale blog nie jest moim jedynym źródłem utrzymania i niezależnie od innych względów, po prostu mogę sobie pozwolić na odmawianie i wybrzydzanie przy współpracach. A jeśli ktoś nie wierzy to zapewniam, że długoterminowo takie podejście się po prostu opłaca. Nazwisko mam jedno, a cenione marki też nie chcą być obecne na blogach, gdzie jest wszystko, co popadnie, a czytelnicy nie ufają poleceniom twórcy. Zaufanie walutą przyszłości.

11. Z reguły wysyłam tekst powstały we współpracy do weryfikacji przez markę. Z reguły, ponieważ nie wszystkie marki tego potrzebują. Natomiast sama bardzo lubię to robić. Dobra, nie zawsze lubię. Są marki, które poprawiają mi w tekście przecinki (czasami błędnie, brrr) czy mają jakieś uwagi nie co do meritum, ale np. składni zdania. Wtedy się złoszczę, bo nikt mi tu nie będzie mówił jak mam pisać! A lubię pewne słowa i choć używam ich nagminnie to taka już moja uroda, którą akceptuję absolutnie. Absolutnie, absolutnie, absolutnie. ;) Lubię natomiast, ponieważ możemy wtedy dokładnie sprawdzić czy nie ma w tekście jakiś błędów merytorycznych, przypadkowych przeinaczeń czy błędnego nazewnictwa przy produkcie. To było szczególnie ważne, np. przy tekście o panelach słonecznych w kontekście energii odnawialnej.

 

WYCENA WSPÓŁPRAC NA BLOGU i KWESTIE FORMALNE

12. Za swoją pracę biorę wynagrodzenie. Oznacza to, że działania u mnie na blogu są odpłatne. W tej chwili pakiet podstawowy: wpis sponsorowany na blogu + post na Instagramie + post na Facebooku + Stories kosztuje 7500 zł netto. W zależności kogo zapytacie, odpowie Wam, że przy moich statystykach i rozpoznawalności jest to za mało lub za dużo. Taką przyjęłam wycenę w chwili obecnej i czuję się z nią komfortowo. Oczywiście, wyceniam też osobno same działania w mediach społecznościowych, np. pojedynczy post czy stories, czasami negocjuję z marką zakres działań i wyceniam indywidualnie. Jeśli marka chce wykorzystać mój osobisty wizerunek w swoich kanałach, np. jako ambasadora wyceniam to indywidualnie, nigdy na mniej, niż pięć cyfr. Niższe stawki oferuję wydawnictwom, bo uważam promowanie czytelnictwa za wartość. W ankiecie padło pytanie: jakie inne korzyści ma bloger? Przychodzą mi do głowy jeszcze podróże, bo może tak być, że jest to postrzegane jako dodatkowa wartość. Sama podchodzę do tego różnie, z reguły dość niechętnie i najczęściej podróże wyceniam dodatkowo, bo jest to mój dodatkowy czas poświęcony na pracę, dużo czasu. Może dlatego rzadko mnie zapraszają. ;) Nie chodzę też na tzw. eventy – wyjątki robię równie rzadko i najczęściej dla stałych partnerów, takich jak np. IKEA lub gdy jest to część wyceny w ramach współpracy, np. przeprowadzenie warsztatu czy udział w prelekcji/wykładzie, ale są to raczej incydentalne przypadki.

13. Co do zasady nie przyjmuję ofert współprac barterowych czyli produkt/usługa w zamian za świadczenia u mnie na blogu. Wyjątki robię bardzo rzadko, z reguły wtedy, gdy jest to produkt znacznej wartości lub gdy wspieram bardzo małe, polskie marki, a i tak planowałam zakup tego produktu w tym momencie. Przykładowo, ostatnio szukałam poduszki do medytacji i bardzo chciałam kupić poduszkę nie taką, jak mają wszyscy, bo nieszczególnie mi się podobały. I wtedy napisała do mnie Ania z Plantule Pillows, że chętnie prześle mi poduszki do przetestowania, bez zobowiązań. Zgodziłam się chętnie i właśnie jestem w trakcie testowania.

 

W temacie zarobków pojawiło się sporo Waszych pytań, postaram się teraz na nie wyczerpująco odpowiedzieć.

Czy wysokość zarobków ma wpływ na decyzję o podjęciu współpracy?

Nie wiem czy do końca o to chodziło, ale naturalnie. Nie podejmę się współpracy, gdy ktoś proponuje mi za niskie w mojej ocenie wynagrodzenie. Czasami jest pole do negocjacji, ale czasami nie, a ja jestem w tym względzie dość mocno asertywna.

Czy da się utrzymać wyłącznie z reklamowania na blogu lub IG?

Przy odpowiednio dużych zasięgach – tak, oczywiście.

Czy współprace są koniecznie do utrzymania bloga?

Jeśli ma się inne źródła dochodów, które pozwolą na pokrycie kosztów – wtedy nie są konieczne. Warto podkreślić, że na pewnym etapie blogowania koszty bywają znaczące. Oczywiście, zależy to od sposobu i zasięgu działań blogera, ale poniżej możecie zobaczyć, jakie są to koszty: hosting, domeny, grafiki/zdjęcia, szablon, sprzęt fotograficzny, mikrofon do podcastów, sprzęt do nagrywania wideo, system do wysyłki mailingu, usługi zewnętrzne, jak opieka techniczna, grafik, asystent (jeśli potrzeba), montażysta, korektor itp. Wiadomo, że nie wszyscy potrzebują wszystkiego i niektóre koszty ponosi się tylko raz, ale warto pamiętać, że może być tego sporo, a na pewno o czymś jeszcze zapomniałam.

Jak wyglądają kwestie formalne (umowa, opodatkowanie)?

To zależy czy ktoś prowadzi działalność gospodarczą/ma spółkę czy nie. Ja mam działalność i jeśli chodzi o rozliczenia to po prostu za swoje usługi wystawiam fakturę i płacę podatki (PIT i VAT). Do części współprac mam podpisane umowy (czasami szczegółowe), ale często zdarza się, że pracujemy w oparciu o tzw. brief i ustalone mailowo warunki współpracy.

 

***

Na koniec zostawiłam kilka śmiechostek czyli propozycji współpracy, które mnie rozbawiły czy zaskoczyły. Na pewno legendarna wśród moich blogowych przyjaciółek była oferta promowania w barterze na blogu personalizowanych gaśnic domowych, którą dostałyśmy w tym samym czasie, no i oczywiście, propozycja testowania gadżetów erotycznych – kto by się oparł, no kto? A ostatnio lukratywna propozycja wymiany linków z laboratorium diagnostyki molekularnej. :)

 

Whoa! 3 tysiące słów na tekst to chyba mój blogowy rekord. Jeśli jednak coś jeszcze wymaga dopowiedzenia lub po prostu jesteście czegoś ciekawi, to jest idealny moment na zadanie pytania. :) Podobnie, będę super wdzięczna za pozostawienie śladu po sobie, jeśli po prostu podoba się Wam takie postawienie sprawy. :)

Sprawdź Także

5 1 vote
Article Rating
Powiadomienia
Powiadom o
guest
48 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
Gosik.

Bardzo profesjonalne wyjaśnienie sprawy. Co prawda, nigdy nie przyszło do mojej do głowy rozliczanie Ciebie z Twoich działań marketingowych na blogu, ale to miło, że się podzieliłaś takimi informacjami, skoro taka zaistniała potrzeba. Pozdrawiam serdecznie i życzę wielu owocnych współprac. :)

Barbara

Jestem pod wrażeniem nie wiele osób jest w stanie poruszyć taki temat. Szczerość to podstawa i dobrze wiedzieć że ta wartość jest bliska Tobie. Pozdrawiam 😁

iwona

Joanna Glogaza zrobiła kiedyś taki szczegółowy raport

Marta

Doceniam przejrzystość ubraną w bardzo konkretną formę. Nie miałam wcześniej pojęcia o wysokościach możliwych stawek za współpracę internetową. Zadziwiający to system w którym internetowa współpraca opierająca się na tekście marketingowym jest warta więcej niż pełnoetatowa praca pielęgniarki czy nauczyciela. Nie jest to bynajmniej nic personalego, bardziej myśl odnośnie wartości prac społecznie odpowiedzialnych vs internetowej działalności marketingowej.

wendigo

Przyznam, że mam te same myśli… Może to jest smutny obraz dzisiejszych czasów, gdzie reklama jest aż tyle warta…

Kinga

Myślę, że to raczej kwestia tego, ile ktoś jest gotów zapłacić. Firma jest gotowa zapłacić taką kwotę, bo przełoży się to na jej zysk pochodzący z zakupów klientów, którzy są gotowi zapłacić daną kwotę za dany produkt, czy też za komfort, który im daje korzystanie z tego produktu. Nauczyciel prywatnie nie zarabia mało za godzinę prywatnych lekcji, ale skoro jest szkoła publiczna, to mniej ludzi jest gotowych płacić takie stawki. A wynagrodzenie nauczycieli w szkołach publicznych jest tak samo oderwane od prawa popytu i podaży jak wynagrodzenie urzędnika – o tym decydują akty prawne, a nie zapotrzebowanie na usługę (a edukacja to usługa jak każda inna, choć jej jakość ma bardziej dalekosiężne skutki).

Pimposhka

Kasiu, bardzo ciekawy post. Uważam, że należysz do elity polskiej blogosfery co oznacza, że: po pierwsze, masz różne źródła dochodu w związku z czym nie masz presji przyjmowania każdej oferty; po drugie zawsze oznaczasz współprace; po trzecie nie widzę u Ciebie tych samych kampanii reklamowych co u innych. Nie lubię reklam na blogu ale wiem, że są potrzebne i wiem, że dzięki nim blogerki, które lubię mogą pisać też inne treści, których czytanie sprawia mi przyjemność. Natomiast nic nie usprawiedliwia nieoznaczania, że post jest reklamą. To jest brak szacunku dla czytelnika i po prostu niemoralne. Ubolewam nad tym, że są naprawdę fajne dziewczyny, które świetnie piszą ale 'nie umieją w reklamę’, także część Twoich przyjaciółek. Mam nadzieję, że przeczytają ten post i wyciągną odpowiednie wnioski.

Ola

podpisuję się pod powyższym komentarzem

Magda

Lubię u Ciebie asertywność i nie krygowanie się w stylu: „och nie wiem ile mam za swoją pracę policzyć. Może 5 a może 5,50? „ Kobiety mają często ten problem, ja sama również. Przez 5 miesięcy chodziłam na rozmowy z szefem o podwyżce, po przyjęciu nowych obowiązków. Facet by zrobił na odwrót: najpierw negocjacje a potem praca… ech;)

Magda

Czytałam wcześniej, ale przypomniałam sobie jeszcze raz. Dziękuję:)

Marta

Bardzo dobrze napisane. Ja uwielbiam profesjonalne podejście, do każdej kwestii, takie pojawia się w tym artykule.
Sama nie mam nic wspólnego z blogowaniem, jednak ciekawią mnie kwestie np. rzetelności w przekazywaniu opinii o produktach, bo jednak jestem świadomym konsumentem a sama siebie przyłapuję na 'wiarę’ w opinie ulubionych blogerów. Najczęściej komentowane niżej jest wynagrodzenie za pracę. Wg mnie kwestie finansowe nigdy nie powinny być tajne. Każda oferta pracy powinna od razu zawierać widełki. Dzięki temu uniknięto by wielu nieporozumień.

Agnieszka

Świetny wpis! Lubię czytać takie zestawienia, wtedy zawsze zazdroszczę…Ale Ty zdecydowanie zapracowałaś na swój sukces i dobrze, że się cenisz :)

pap

Tak tak, wszyscy wiemy, że jesteś „prawniczką, rzecznikiem patentowym”, nie musisz tego pisać w każdym wpisie albo w komentarzach pod każdym wpisem.

Mufinka

Nie wszyscy wiedzą. Przybywają nowi czytelnicy, którym takie informacje dostarczają pełnego obrazu autorki bloga. Poza tym w tym tekście to akurat zasadne – pokazuje, że Katarzyna ma różne źródła dochodów. Wyjaśnia również powody odrzucania niektórych ofert.

Ida

A jakby ktoś w każdym wpisie wspominał o swoim dziecku (np. „dziś mój syn powiedzial”, „zastanawiam się skąd wziąć pieniądze na jedzenie dla dzieci”), to też byś pisal/pisała, że po co tyle wzmianek na ten temat? To Autorki zawód i codzienność, zastanów się, czy Twoje Cię uszczesliwiaja, skoro zostawiasz takie komentarze.

Anna

Kasiu (trochę się spoufalam, ale nie przepraszam, jeśli spotkamy się kiedyś na żywo, to na pewno będę „paniować”), świetny wpis. Nie jestem blogerką, a czytelniczką blogów. Coraz bardziej świadomą. Jednakże 3 lata temu nie wiedziałam, co znaczy słowo hashtag. Nie wiedziałam nic o współpracach i barterach instagramerów. Nacięłam się też, gdy kupiłam szampon znanej Pani w SM, po którym nie mogłam rozczesać włosów. Teraz już nie jestem taka ufna. Jeśli widzę, że ktoś robi z siebie słup reklamowy, to ja już nie obserwuję. No nie ufam już tak bardzo. Chcę być świadomym odbiorcą.
I przyznam, że ten tekst, dzięki swojej klarowności, może być czynnikiem, dzięki któremu czytelnicy zaufają Ci jeszcze bardziej, dzięki czemu Twoje polecenia produktów będą jeszcze skuteczniejsze. Nie wiem, czy taki był w jakiejś części Twój zamysł, przyznaję, że jakkkolwiek by nie było, wpis jest bardzo przydatny. Pokazuje, jak wygląda marketing w sieci. Uświadamia, że często podświadomie stajemy się niewolnikami reklam, choć zdaje nam się, że jestesmy świadomymi konsumentami. Kupujemy akurat to, bo ta fajna Hela czy Mela z insta to ma.
Czy ich opinie są szczere? Teraz rozumiem, że często dobrze wynagradzane. Ta kwota to przecież czasem dwie lub nawet trzy pensje przeciętnego czytelnika. Niejeden by się pokusił i to bez testów, o których piszesz.
Na pewno jeszcze ostrożniej będę podchodzić do tej, jakby nie było, reklamy.
Dziękuję, świetny tekst.
Bardzo cenię Twojego bloga.
Komentarz długością adekwatny do wpisu :).

P.S. I rozumiem, że lajkami człowiek się nie naje :)

Ula

Podziwiam Cię za odwagę do rozmawiania o finansach, to jednak temat tabu. Nie lubię odpowiadać na pytania osób postronnych na temat zarobków, to daje pole do oceniania i krytyki, chociaż może niepotrzebnie doszukuję się drugiego dna i ludzie są po prostu bezinteresownie ciekawi i to temat jak każdy inny ;) Może powszechne podawanie w ofertach pracy zarobków na danym stanowisku otworzyłoby dyskusję i ją znormalizowało. Na ten moment transparentność taka jak Twoja to wyjątek i naprawdę wydaje mi się śmiałym i odważnym krokiem, bardzo doceniam Twój sposób budowy własnej marki, to inspirujące

Pimposhka

Ula, masz rację taka transparentność to rzadkość. Przykład. Otóż przyjaciółka Kasi (o której piszę wyżej) poleciła jej dzisiejszy wpis na swoim Instagramie. Że świetny, że ona się niemal ze wszystkim zgadza. Zapytałam ją, dlaczego w takim razie ona sama nie oznacza swoich współprac na Instagramie. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak: 'Wszystkie współprace są oznaczone’, 'Współpraca z marką A nie była oznaczona’, 'Hmm, no taka ale była oznaczona na blogu’, 'Współpraca z marką B również nie była oznaczona’, 'Hmm, ale była oznaczona na stories. A tak poza tym to ja wierzę, że moi czytelnicy są inteligentni i wiedzą co jest współpracą’. Tak właśnie wygląda 'transparentność’ wg. niektórych. Kasiu, jest jeszcze dużo do zrobienia w tym temacie.

Basia

Kasiu, świetny tekst: konkretny, rzeczowy, prawdziwy. Współpraca z Tobą musi być wielką przyjemnością. Podziwiam i szanuję. Serdecznie pozdrawiam, Basia

Luiza

Ciekawy post, daje dużą orientację w temacie. Tekst szczery, konkretnie i uczciwie postawiona sprawa. To ważne.

Katarzyna

Szczerze mówiąc, to nie miałam pojęcia jak wygląda współpraca blogera w zakresie promowania produktów czy usług. Bardzo dziękuję za ten wpis i za odwagę w podzieleniu się wysokością zarobków. Nie czytam wielu blogów ale na niekorych rzuca mi się w oczy mnogość promocji przeróżnych produktów. Czasem się zastanawiam kiedy dana blegarka ma w ogóle czas i okazję na przetestowanie tak dużej ilości kosmetyków, sprzętów czy ubrań. Z Twojego wpisu wnioskuję, że współpraca z firmami nie zawsze opiera się na testowaniu produktu i wyrażeniu rzetelnej opinii :-( a jest to czasem (a może dość często)jedynie zwykła umowa o napisanie pochlebnego tekstu o produkcie. Wiele bardzo znanych blogerek absolutnie nie informuje ,iż jest to post sponsorowany ( wrzucają za to w tekscie parę kodów rabatowych na produkty). Pozdrawiam

Królowa Karo

Bardzo się cieszę, że tak transparentnie podchodzisz do tych tematów. Dzięki temu w moich oczach jesteś wiarygodna i wiem, że produkty, które polecasz są zgodne z Twoimi przekonaniami, a opinie szczere. Coraz więcej jest blogów, które są słupami ogłoszeniowymi i taki w ogóle się nie chce czytać. No bo po co?

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

No wiem, też to widzę. :(

Izabela

Bardzo dziękuję Ci za ten tekst, rozjaśnił mi wiele wątpliwości :) Bardzo cenię osoby u których jest to transparentne, tak samo jest u Ani Kęski. Dlatego bardzo ufam Waszym poleceniom i już kilka razy skorzystałam. Marzy mi się, by taka transparentność była u twórców standardem, no może kiedyś się tak przyjmie.
Jak rozumiem po zakończeniu współpracy marka nie może już wymagać od Ciebie pokazywania ich produktu, czyli jeśli czegoś używasz długo później to oznacza, że super Ci się sprawdziło?

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Cieszę się bardzo i dziękuję za komentarz. :) Tak, po zakończeniu współpracy marka nie może ode mnie wymagać w żaden sposób pokazywania produktu, jest to już moja decyzja i wola. I często tak jest, że nadal korzystam, bo lubię, ale też często coś mi się może sprawdzać, ale zwyczajnie mam ochotę wypróbować coś nowego – tak mam z kosmetykami. :)

Magda

Bardzo wartościowy wpis. Cenię Twoją szczerość. Dziękuję, że zechciałaś się z nami podzielić tak cennymi informacjami. Od jakiegoś czasu mam SM – podobno muszę mieć – tak twierdzi mój wydawca ;) Jest to niezwykle trudne. Wyznaczyć granice udostępnianych treści. W tym aspekcie (stawiania granic) jesteś dla mnie wzorem. W świecie gdzie sprzedaje się wszystko i panuje SM ekshibicjonizm – pojawiasz się Ty i piszesz tego nie zrobię, tamtego nie akceptuję. Brawo!!!! Bardzo lubię tutaj zaglądać, każdy Twój tekst jest przemyślany, wartościowy. Pozdrawiam serdecznie!!!!

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Dziękuję pięknie i trzymam kciuki! PS Nie trzeba robić wszystkiego, co sobie życzy Wydawca. ;)))

Luiza

Co oznacza SM?

Magda

SM – Social media (media społecznościowe) 😉

Zzz

A ja mam inne pytanie. Jeśli mam działalność, w trakcie której korzystam na co dzień z pewnych markowych narzędzi i chciałabym je opisać na blogu (skoro korzystam, to mają zalety) to jak informować czytelnika, że post nie jest współpracą? Bo nie zawsze każde polecenie produktu musi z góry oznaczać współpracę z jego producentem.

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Ja bym napisała wprost i tak po prostu, że mam żadnych korzyści z polecania tych narzędzi.

Zzz

Dziękuję za odpowiedź :) nie byłam pewna, jak zostanie to odebrane przez czytelników. Pozdrawiam

Majka

Wielkie dzięki za ten wpis! Bardzo dużo wartościowych informacji, w końcu wiem, jak to dokładnie działa :D Taka transparentność jest mega, mega ważna. Świetna robota! A reklamowanie gaśnic mnie urzekło :D

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Dziękuję, bardzo się cieszę. :)

Dorota

Super ciekawy i wyczerpujący post! To ja pytałam o wymóg firm co do oznaczania współpracy i cieszę się, że o tym wspomniałaś w tekście. Pozdrawiam!

SIMPLICITE Katarzyna Kędzierska

Dziękuję i pozdrawiam również!

Aleksandra

Napisane konkretne i jasno, chociaż nigdy wcześniej nie patrzyłam na Twój blog jako skupiony na reklamie, po prostu czytałam to co pisałaś szukając inspiracji.

Justyna

Naprawdę, świetny i rzetelny wpis. Pozdrawiam serdecznie

Dla mnie, jako początkującej blogerki – mega inspirujące! Dzięki za te wszystkie wskazówki i po prostu ogląd na sytuację

Alicja

Współprace na blogach są ważne. Często niosą za sobą ogromne korzyści dla obu stron :)